Przeczytałem parę tematów i moja historia nie będzie oryginalna, przypomina wiele na tym forum.
Byłem ja sobie z cudowną kobietą przez 6 lat. Były to najlepsze lata mojego życia. Inteligentna, śliczna, mądra, czuła, opiekuńcza, świetnie gotuje, boska w łóżku. Na początku też bardzo mnie kochała. Była typem cichej dziewczynki, ale dzięki mnie nabyła pewności siebie i odniosła duże sukcesy zawodowe.
To jak się poznaliśmy byłoby świetnym materiałem na inną historię, ona na początku nie była do mnie przekonana ale w końcu się udało (teraz się zastanawiam czy to nie miało wpływu, czy nie byłem od początku "z braku laku").
Przez pierwsze 3 lata nasz związek był rajski i sielski. Byliśmy oboje przekonani, że będziemy zawsze razem.
Po 3 latach zamieszkaliśmy ze sobą, zaczęło się lekko sypać bo ja jestem bałaganiarzem a ona pedantką i się ostro kłóciliśmy, ale zawsze po kłótniach znowu był raj. Oczywiście wszyscy kumple poszli w odstawkę, tylko ona każdego dnia, w każdej wolnej chwili. Nikogo innego nie potrzebowałem. Święta mając do wyboru rodzinę i ją, spędzałem z nią. Kochałem nad życie.
Wkrótce się zaręczyliśmy, nadal byliśmy mega szczęśliwi.
Jakiś rok przed zerwaniem zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Nie chciała np już ode mnie kwiatów, krzyczała że się zmarnują na mrozie jak kupowałem, w łóżku zaczęła stroić fochy (problemy zwłaszcza z grą wstępną) przez co seks stał się dla mnie przeżyciem stresującym i będę szczery, przestałem go lubić. Raz zerwała w kłótni ale od razu wróciła. Nadal byłem zakochany w niej po uszy. Pewnego dnia oznajmia mi... że nadal czuje coś do swojego byłego z którym wznowiła niedawno kontakt! Dość powiedzieć, że gość był przez nią zawsze przedstawiany jako antyideał faceta - kiepski w łóżku, tępak, psychopata-manipulator, zostawiał ją kilkukrotnie gdy tylko pojawiały się jakieś problemy a ona zawsze do niego wracała (jako nastolatka traktowała go jako swoją życiową miłość). Ale teraz ogarnął ją w 2 miesiące rozmówek na fejsie. Przez parę dni spotykała się z nim za moimi plecami. Chyba się jednak nie dogadali albo ona stwierdziła, że jednak woli mnie bo po tygodniu oświadczyła, że chce być ze mną a nie z nim. Ja oczywiście, a jakże, przyjąłem ją z otwartymi ramionami bo uznałem (nie wiedząc że się spotkali) że jest taka uczciwa, że ledwie odczuła minimalną słabość do kogoś to chciała odchodzić żeby mnie nie oszukiwać, ale skoro znowu jest moja to należy ją przyjąć z powrotem. Przez pierwszy miesiąc raj. Niestety, potem zwaliły nam się na głowę poważne problemy w ilościach hurtowych. Stałem się nerwowy, ona też. Przez jakiś czas sporo się kłóciliśmy, potem nastąpiła odwilż. W październiku spotkała się z tamtym exem, parę dni później powiedziała mi, że odchodzi. Definitywnie. Że ma dość moich wad, że ja się "nie zmienię". Fakt, zawaliłem wiele rzeczy - nie pomagałem jej za dużo w domu, przez przepracowanie (przez nawał projektów zasuwałem po 12h dziennie przez parę mc dzień w dzień) zdarzało mi się nie dbać o siebie (niegolenie się, parę razy niewyprasowana koszula). Powiedziała też, że "nie czuła się przy mnie bezpiecznie" i że "jestem nieporadny". Dodatkowo że parę razy ją zraniłem tym co mówiłem (niestety prawda - choć nigdy nie chciałem jej zranić).
Przy okazji w trakcie związku tak jakby zamieniliśmy się na miejsca - ja stałem się spokojnym, przylepionym zawsze do niej facetem, ona stała się przebojową pewną siebie kobietą (może nie do końca ale przemiana i tak ogromna w stosunku do szarej myszki jaką była na studiach).
Odchodząc mówiła że przyczyną są moje wady, brak chęci poprawy, że od ponad roku czekała "aż się zmienię" ale się nie doczekała (swoją drogą, ja o większości zarzutów dowiedziałem się po zerwaniu, super komunikacja w związku). Myślałem, że może da się to jakoś uratować, przez tydzień próbowałem z nią na spokojnie pogadać, bez skutku. Potem się wyprowadziłem, przecież nie będę jej zmuszać, miłość nie polega na narzucaniu się komuś. Nie to nie. Ale to co się stało później trochę mnie dobiło. Ona chciała urwać kontakt całkowicie, z miejsca mi wygrażała policją na wypadek jakbym chciał ją stalkować (nigdy nie miałem takiego zamiaru, wtf w ogóle) i zmianą numeru. Potem były jeszcze lepsze jaja. Co się okazało? Że ona prawie od razu poszła do niego! Do tego rzekomego tępaka którego tak wyśmiewała i przez którego zaliczyliśmy kryzys rok wcześniej. Już po miesiącu mieszkali razem.
Po wszystkim się trochę pokłóciliśmy o kwestie abonamentów itd które były na mnie a były de facto wspólne, moja ex-narzeczona nie poczuwała się do tego aby płacić swoją część, powiedziałem, że nie będę naciskać ale liczę na jej uczciwość i mam nadzieję się nie rozczarować - od tego czasu traktuje mnie wrogo, jak się spotkaliśmy oddać sobie rzeczy to wyglądała jakby chciała mnie pogryźć.
Najśmieszniejsze, że zarabia kupę kasy ale 30 zł (bo tyle razem to wynosi) miesięcznie to już nie ma. Ma jednak tyle, żeby kupować kilka książek miesięcznie ![]()
W związku z powyższym, mam do Was, drogie netkobiety, następujące pytania:
1. Czy mam rację w tym, że nie ma jak i po co tu już czego naprawiać bo relacja jest martwa definitywnie (w zasadzie pytanie retoryczne ale dla pewności...)?
2. Jak sądzicie, naprawdę to była moja wina w zerwaniu, czy możliwe, że naprawdę w ogóle o nim nie myślała, odeszła z mojej winy a potem nagle w parę tygodni ją strzeliło i zamieszkali razem? Czy to totalna bujda żeby nie wypaść źle w swoich i cudzych oczach a tak naprawdę od początku chciała odejść do niego?
3. Czy właściwie robię najpierw czekając aż sobie poukładam w głowie a nie "stosując klin"? (nie mam ochoty na związki choć jak czasem się spotka fajną dziewczynę...)
4. Jakieś dobre porady na włączające się - na szczęście coraz rzadsze - okresy tęsknoty za nią? Jednak byłem cholernie do niej przywiązany więc jakaś porada jak sobie z tym radzić mile widziana.
5. Czy to, że traktowałem ją niemal jak boginię, wszystko wybaczałem i w 100% akceptowałem, mogło sprawić, że ona odczuła coś w stylu "ja jestem taka fajna a on taki owaki, więc poszukam sobie kogoś lepszego"?
Proszę o wyjaśnienie czy stanowisko autora w poszczególnych kwestiach jest prawidłowe wraz z krótkim uzasadnieniem ;p
Dzięki!