Dzień dobry to jest mój pierwszy post i proszę o wyrozumiałość. Nigdy nie dzieliłem się swoimi problemami na forum, ale może teraz ktoś mi będzie potrafił wytłumaczyć o co chodzi. Otóż kilka miesięcy temu rzuciła mnie dziewczyna, prawdę mówiąc bez słowa jedną głupią wiadomością zniszczyła mój cały świat którym było życie z nią. Wspólne plany na przyszłość wielka miłość, chęć wspólnego mieszkania, dodam że mimo młodego wieku 23 lata, to ona naciskała mnie na to kiedy się oświadczę, widziałem kiedyś o czym rozmawiała z przyjaciółką że tak bardzo jej zazdrości ślubu, że sama nie może się doczekać kiedy my weźmiemy ślub. Dla mnie była sprawa jasna, kocham Cię ale na to jest za wcześnie biorąc pod uwagę, że ślub i dziecko w momencie kiedy jeszcze studiuje, nie mam żadnego zaplecza żeby utrzymać rodzinę, a w takim momencie trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność. Dla mnie była to kwestia roku może dwóch, gdyż nie wyobrażam sobie życia obok innej osoby, kocham ją nad życie. W każdym razie przyszły wakacje zaczęły się drobne kłótnie, aż do pamiętnego dnia kiedy to dostałem w środku nocy wiadomość że to koniec, nie kocham Cię nic z tego nie będzie. Poczułem się jakby mi ktoś kijem przyłożył, mój świat się zrujnował w ciągu kilku chwil, potem zero kontaktu dopiero po kilku dniach dostałem wiadomość z przeprosinami jakim to jestem cudownym człowiekiem tylko ona nie potrafi zbudować trwałego związku a bez niej mi będzie lepiej, takie pieprzenie o niczym. Dalej nie widzieliśmy się półtora miesiąca, ja nie zerwałem kontaktu nie dałem jej możliwości nawet zatęsknić po prostu były rozmowy i to długie ale o niczym, nie miałem szans na powrót, w końcu się ogarnąłem ograniczyłem kontakt do minimum, niestety w jednej grupie znajomych jest to bardzo trudne. W każdym razie zacząłem trenować uciekłem w pracę, zacząłem się podnosić z tego gówna, mimo że myślę o niej codziennie i po prostu tęsknie to nie mówiłem o tym starałem się żyć normalnie. Ona w między czasie znalazła nowego chłopaka, w tak krótkim czasie ta wiadomość dobiła mnie jeszcze bardziej, nie potrafię opisać dołu w jakim byłem, po zaledwie miesiącu może półtora zaczęła się do mnie odzywać przychodzić, przytulać, prosić o pomoc w drobnych sprawach, raz byłem oschły potem coraz bardziej wszystko zaczęło we mnie odżywać, zacząłem czuć jej inicjatywę? pisała do mnie jak to ze mną było cudownie, że teraz jest taka samotna (mimo że podobno miała tego chłopaka), że te prezenty które jej dawałem tyle dla niej znaczą i mają taką wartość, w końcu zaprosiła mnie do swojej rodziny na obiad ( dla mnie było to bardzo miłe bo uwielbiam jej rodzinę zresztą ze wzajemnością, jej mama od czasu do czasu dzwoni i pyta się co u mnie słychać, podobnie jej brat i siostra), w końcu naprawdę zacząłem czuć że coś jest na rzeczy, zwłaszcza jak siedząc na ławce przed zajęciami zaczęła mnie łapać i głaskać po ręce, niby takie nic nieznaczące gesty a jednak można się dziwnie poczuć. Do czego jednak zmierzam, po miłym obiedzie u niej wracając już usłyszałem od niej że trzeba zerwać kontakt, bo to nie może tak być, że ja nie mam dystansu, że ona po takim czasie myślała że możemy być już przyjaciółmi, powiedziałem że nie ma na to szans bo ja nie będę przyjacielem z kimś kogo kocham i wgl co to za pomysł. Powiem szczerze że tak jak myślałem że się z tego podniosłem, to teraz znowu dostałem po głowie? Byłem przy niej zawsze kiedy miała problemy, teraz kiedy znowu miała gorsze chwile, bylem obok? po prostu za mocno ją kocham żeby odpuścić i zostawić samej sobie kiedy jest jej źle, wiem że to mój błąd ale po prostu nie umiem inaczej? Nie chce sobie robić nadziei ale jej zachowanie, te smsy, łapanie za rękę czy przytulanie, no tak się nie zachowuje w stosunku do kumpla, ja to odebrałem jako robienie nadziei, zwłaszcza że kiedy byliśmy już tak blisko to zaczynałem czuć tą samą chemie w powietrzu która była wcześniej. Nie wiem czy to nie jest po prostu moje złudne robienie sobie nadziei że ona kiedyś wróci, chciałbym tego mimo że to głupie ? ale wciąż gdzieś mnie to kuje w sercu że jestem dla niej kimś ważnym, choć ostatnie zachowanie bardziej pokazuje na to że albo jest emocjonalnym wampirem i jak jej jest źle to mnie też musi, albo po prostu chciała jakiegoś testu i zobaczyć czy dalej będę chciał z nią być.
Mam nadzieję że ktoś to przeczyta i da mi jakąś radę albo chociaż pomoże zrozumieć o co tu chodzi?
Z góry dziękuje i pozdrawiam
Podobne tematy
A rozmawiałeś z nia o tym wszystkim?
Mi sie wydaje że Ona sama nie wie czego chce.Jej zachowanie Ci nie pomaga a jedynie odczuwasz bol i nadzieje ze bedziecie razem.Mozesz z Nia porozmawiac i wyjasnic wszystko raz na zawsze.Jesli nie zechce byc z Toba to jedynym wyjsciem żeby przestawało bolec to jest zerwanie kontaktów.Musisz sie powstrzymac od pisania smsow,spotkan itp bo jeśli tego nie zrobisz to ciagle bedziesz sie dołowac,ciągle bedzie bolało itp.
Czy rozmawiałem to jest, trudne pytanie tak naprawdę, chciałem rozmawiać tylko że rozmowa polegała na wystawieniu argumentów jednej strony, w krótkich słowach "nie chcesz być kumplem to nie, myślałam że już możemy się kumplować", ja po prostu poczułem się oszukany, jak wcześniej chciała zerwania kontaktu, ograniczyłem go do minimum, nie spotykaliśmy się nie pisaliśmy, dałem jej żyć własnym życiem mimo że dla mnie to było bardzo ciężkie ale się usunąłem, bo po co mi to było. Na moje pytania co miało oznaczać jej zachowanie ostatnim czasem nie uzyskałem żadnej odpowiedzi tylko agresje? albo zdawkowe że to było takie nic, napisałam to napisałam zrobiłam to zrobiłam przecież to nic wielkiego? wiec ja sam nie rozumiem o co chodzi a chciałbym się od tego uwolnić
rozmowa polegała na wystawieniu argumentów jednej strony, w krótkich słowach "nie chcesz być kumplem to nie, myślałam że już możemy się kumplować",
odpowiedź : " a co by powiedział Twój chłopak, na to że kumplujesz się ze swoim byłym, że zapraszasz go na odbiad do rodziców? "
też uważałby to za kumplowanie ? lepiej poświęć się Twojemu chłopakowi a mnie daj już spokój"
Moje podejście jest takie same, no prawdę mówiąc to kto zaprasza kumpla (byłego chłopaka) na obiad do rodziców, przecież to jest zobowiązujące, przynajmniej dla mnie. Zwłaszcza jak widzę jej rodziców, którzy szczerze mnie lubią, jej młodsza siostra z tekstem do mnie "kiedy przyjedziesz następnym razem bo tak smutno jak Cie nie było", ja się naprawdę z nimi bardzo zżyłem a ona o tym wiedziała, więc robienie czegoś takiego jest po prostu świństwem?, a temat co na to Twój obecny chłopak?, usłyszę że to nie moja sprawa, choć mam wrażenie że albo to jest ściema albo po prostu zapychacz żeby sobie zapomnieć o związku, zresztą mniej więcej kiedyś to od niej usłyszałem że metoda klin klinem jest najlepsza. Szkoda tylko że naprawdę ona dla mnie dużo znaczy i takie zachowania można interpretować tylko w jeden sposób?, niestety nie rozumiem i nie uzyskałem odpowiedzi na to pytanie co to wszystko miało na celu. Bo raczej nie zaprasza się na obiad do domu żeby potem powiedzieć że właściwie to mam Cię gdzieś...
Odetnij sie od niej, nie daj soba poniewierac. Ona na razie nie wie czego chce, kombinuje i kluczy. Badz facetem. Bylem w bardzo podobnej sytuacji i uwierz mi, ze ona szybciej zrozumie jak wiele dla niej znaczysz jesli bedziesz kompletnie poza jej zasiegiem.
Przychylam się do tezy, że ona sama nie wie, czego chce... Odtrąciła Cię, a teraz pewnie nie jest jej za fajnie i może chciała sprawdzić, czy jeszcze coś do niej czujesz... Jej postawa nie wskazuje na to, że chciałaby z Tobą być... Raczej na Twoim miejscu nie robiłabym sobie nadziei, a raczej odcięła się od tej dziewczyny, bo wyraźnie wykorzystuje Twoje dobre serce i słabość do niej.
i to mnie najbardziej boli? prawdę mówiąc to jest coś niesamowitego jak człowiek potrafi się zmienić pod wpływem kogoś na kim mu zależy, niestety nie potrafię się w pełni odciąć, mogę się nie odzywać nie pisać ale cały czas ból w sercu zostaje. Po prostu bardzo dużo jej dałem, poświęciłem całego siebie, żyłem nią i jej problemami byłem najlepszym przyjacielem, kochankiem i sam czułem że to jest druga połówka, gdyż przy nikim nie czułem się i nie umiem tak czuć jak przy niej? boli mnie tylko to zachowanie, że niby tak chce mnie rzucić odciąć się a w chwili słabości zrobiła mi wodę z mózgu?. Niestety kiedy człowiek jest za dobry, obrywa podwójnie ...
Musisz sie od Niej odciąc,jeśli tego nie zrobisz to dalej bedziesz cierpiał i dalej bedziesz miał wątpliwości i pytania na ktore nie dostaniesz odpowiedzi.
Gdy to zrobisz to;
-albo Ona zrozumie co traci, czego chce i wróci
-albo Ty zaczniesz normalnie funkcjonowac i powoli bedziesz leczył rany.
Decyzja co zrobisz należy do Ciebie.Przemyśl to i zastanow sie jak dlugo jeszcze bedziesz w stanie to wytrzymac,to jest huśtawka emocjonalna i Ty w tej chwili na to pozwalasz.
Wg. mnie ona jest jeszcze bardzo niedojrzala, sposob w jaki z toba zerwala nie pokazal klasy, kto wysyla smsy z taka wiadomoscia?? napierala na slub wiedzac ze nie jest to najlepszy czas, ze sa potrzebne pieniadze, ze musicie miec wlasny kat. w krotkim czasie znalazla sobie chlopaka dla ktorego jest nie fair a teraz jeszcze sie toba bawi w tak paskudny sposob. szkoda mi ciebie bo widac ze jestes wporzadku ale nie daj sie tak traktowac, jest ci ciezko ale zerwij z nia kontakt, niech ona sobie przemysli czego tak naprawde chce i niej dojrzeje a ty w tym czasie moze poznasz jakas fajna i odpowiedzialna dziewczyne ktora bedzie cie traktowala jak partnera a nie maskotke. jestes dorosly i wez sprawy w swoje rece, postaw sprawe jasno. zycze ci powodzenia i daj znac jak jaki bedzie final tej sprawy.
Dzień dobry to jest mój pierwszy post i proszę o wyrozumiałość. Nigdy nie dzieliłem się swoimi problemami na forum, ale może teraz ktoś mi będzie potrafił wytłumaczyć o co chodzi. Otóż kilka miesięcy temu rzuciła mnie dziewczyna, prawdę mówiąc bez słowa jedną głupią wiadomością zniszczyła mój cały świat którym było życie z nią. Wspólne plany na przyszłość wielka miłość, chęć wspólnego mieszkania, dodam że mimo młodego wieku 23 lata, to ona naciskała mnie na to kiedy się oświadczę, widziałem kiedyś o czym rozmawiała z przyjaciółką że tak bardzo jej zazdrości ślubu, że sama nie może się doczekać kiedy my weźmiemy ślub. Dla mnie była sprawa jasna, kocham Cię ale na to jest za wcześnie biorąc pod uwagę, że ślub i dziecko w momencie kiedy jeszcze studiuje, nie mam żadnego zaplecza żeby utrzymać rodzinę, a w takim momencie trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność. Dla mnie była to kwestia roku może dwóch, gdyż nie wyobrażam sobie życia obok innej osoby, kocham ją nad życie. W każdym razie przyszły wakacje zaczęły się drobne kłótnie, aż do pamiętnego dnia kiedy to dostałem w środku nocy wiadomość że to koniec, nie kocham Cię nic z tego nie będzie. Poczułem się jakby mi ktoś kijem przyłożył, mój świat się zrujnował w ciągu kilku chwil, potem zero kontaktu dopiero po kilku dniach dostałem wiadomość z przeprosinami jakim to jestem cudownym człowiekiem tylko ona nie potrafi zbudować trwałego związku a bez niej mi będzie lepiej, takie pieprzenie o niczym. Dalej nie widzieliśmy się półtora miesiąca, ja nie zerwałem kontaktu nie dałem jej możliwości nawet zatęsknić po prostu były rozmowy i to długie ale o niczym, nie miałem szans na powrót, w końcu się ogarnąłem ograniczyłem kontakt do minimum, niestety w jednej grupie znajomych jest to bardzo trudne. W każdym razie zacząłem trenować uciekłem w pracę, zacząłem się podnosić z tego gówna, mimo że myślę o niej codziennie i po prostu tęsknie to nie mówiłem o tym starałem się żyć normalnie. Ona w między czasie znalazła nowego chłopaka, w tak krótkim czasie ta wiadomość dobiła mnie jeszcze bardziej, nie potrafię opisać dołu w jakim byłem, po zaledwie miesiącu może półtora zaczęła się do mnie odzywać przychodzić, przytulać, prosić o pomoc w drobnych sprawach, raz byłem oschły potem coraz bardziej wszystko zaczęło we mnie odżywać, zacząłem czuć jej inicjatywę? pisała do mnie jak to ze mną było cudownie, że teraz jest taka samotna (mimo że podobno miała tego chłopaka), że te prezenty które jej dawałem tyle dla niej znaczą i mają taką wartość, w końcu zaprosiła mnie do swojej rodziny na obiad ( dla mnie było to bardzo miłe bo uwielbiam jej rodzinę zresztą ze wzajemnością, jej mama od czasu do czasu dzwoni i pyta się co u mnie słychać, podobnie jej brat i siostra), w końcu naprawdę zacząłem czuć że coś jest na rzeczy, zwłaszcza jak siedząc na ławce przed zajęciami zaczęła mnie łapać i głaskać po ręce, niby takie nic nieznaczące gesty a jednak można się dziwnie poczuć. Do czego jednak zmierzam, po miłym obiedzie u niej wracając już usłyszałem od niej że trzeba zerwać kontakt, bo to nie może tak być, że ja nie mam dystansu, że ona po takim czasie myślała że możemy być już przyjaciółmi, powiedziałem że nie ma na to szans bo ja nie będę przyjacielem z kimś kogo kocham i wgl co to za pomysł. Powiem szczerze że tak jak myślałem że się z tego podniosłem, to teraz znowu dostałem po głowie? Byłem przy niej zawsze kiedy miała problemy, teraz kiedy znowu miała gorsze chwile, bylem obok? po prostu za mocno ją kocham żeby odpuścić i zostawić samej sobie kiedy jest jej źle, wiem że to mój błąd ale po prostu nie umiem inaczej? Nie chce sobie robić nadziei ale jej zachowanie, te smsy, łapanie za rękę czy przytulanie, no tak się nie zachowuje w stosunku do kumpla, ja to odebrałem jako robienie nadziei, zwłaszcza że kiedy byliśmy już tak blisko to zaczynałem czuć tą samą chemie w powietrzu która była wcześniej. Nie wiem czy to nie jest po prostu moje złudne robienie sobie nadziei że ona kiedyś wróci, chciałbym tego mimo że to głupie ? ale wciąż gdzieś mnie to kuje w sercu że jestem dla niej kimś ważnym, choć ostatnie zachowanie bardziej pokazuje na to że albo jest emocjonalnym wampirem i jak jej jest źle to mnie też musi, albo po prostu chciała jakiegoś testu i zobaczyć czy dalej będę chciał z nią być.
Mam nadzieję że ktoś to przeczyta i da mi jakąś radę albo chociaż pomoże zrozumieć o co tu chodzi?
Z góry dziękuje i pozdrawiam
Ta dziewucha jest straszna.Sadystka zwykla!Przeciez ona wie,ze ty ja kochasz,a mimo to bawi sie Toba...potem odwraca kota ogonem.Skoncz ztym altrizmem w stosunku do niej.Nie pozwol sie tak traktowac.Zdenerwowalam sie jak to przeczytalam.Po prostu nie badz dla niej zabawka.Korzysci sa tylko po jej stronie,a dla Ciebie?Bol ,rozpacz i nic wiecej.Pzdr.
Manipulatorka, jest po prostu Mistrzyni Gry.
I tak mi sie wydaje ze tak bedzie Toba obracac jeszcze dlugo, dlugo.
Lata moze mina zanim zrozumniesz.
Manipulatorka, jest po prostu Mistrzyni Gry.
I tak mi sie wydaje ze tak bedzie Toba obracac jeszcze dlugo, dlugo.
Lata moze mina zanim zrozumniesz.
emigrantko,nie dolujmy kolegi-moze nie bedzie tak zle?Moze sie w pore ocknie?Bo to,ze jej starczy energii do manipulowania Nim przez dlugie lata-co do tego nie ma najmniejszych watpliwosci.Miejmy nadzieje,ze nie bedzie tej chorej relacji ciagnac w nieskonczonosc.pzdr.
Emigrantka1978 napisał/a:Manipulatorka, jest po prostu Mistrzyni Gry.
I tak mi sie wydaje ze tak bedzie Toba obracac jeszcze dlugo, dlugo.
Lata moze mina zanim zrozumniesz.emigrantko,nie dolujmy kolegi-moze nie bedzie tak zle?Moze sie w pore ocknie?Bo to,ze jej starczy energii do manipulowania Nim przez dlugie lata-co do tego nie ma najmniejszych watpliwosci.Miejmy nadzieje,ze nie bedzie tej chorej relacji ciagnac w nieskonczonosc.pzdr.
Tylko mi sie wydaje ze On absolutnie nie jest i raczej dlugo nie bedzie gotowy "na wyzszy poziom wtajemniczenia". Niestety.
Aczkolwiek życzę szybkiego oświecenia.
Ismena1976 napisał/a:Emigrantka1978 napisał/a:Manipulatorka, jest po prostu Mistrzyni Gry.
I tak mi sie wydaje ze tak bedzie Toba obracac jeszcze dlugo, dlugo.
Lata moze mina zanim zrozumniesz.emigrantko,nie dolujmy kolegi-moze nie bedzie tak zle?Moze sie w pore ocknie?Bo to,ze jej starczy energii do manipulowania Nim przez dlugie lata-co do tego nie ma najmniejszych watpliwosci.Miejmy nadzieje,ze nie bedzie tej chorej relacji ciagnac w nieskonczonosc.pzdr.
Tylko mi sie wydaje ze On absolutnie nie jest i raczej dlugo nie bedzie gotowy "na wyzszy poziom wtajemniczenia". Niestety.
Aczkolwiek życzę szybkiego oświecenia.
A ja wierze w Niego,bo wydaje mi sie inteligentny.Tyle,ze na to,ze jestesmy w glupim zwiazku sklada sie wiele,wiele czynnikow-dziecinstwo,poprzednie zwiazki,potrzeba milosci,osobowosc...etc,etc.mam nadzieje,ze da sobie rade .pzdr.
Bardzo dziękuje za wszystkie głosy wsparcia... fakt nie jest to łatwe i mam nadzieję że nie będzie to trwało latami... chciałbym wyjść z tego piekła, bo coś co mnie budowało, dawało siłę do życia, chęć do pracy, zmieniło się w zwykłe piekło z którego ciężko wyjść. Ciężko wyjść bo wbrew jakiemukolwiek racjonalnemu podejściu ciągle mi zależy tylko nie wiem na czym... wiem że ją kocham, kogoś ważnego nie da się ot tak przestać kochać nawet jeśli ta osoba jest podła.... Na to wszystko składa się tyle czynników, co czyni tą sprawę skomplikowaną. Prawdę mówiąc nie wiem czym sobie na to zasłużyłem... wiem tylko że trzeba być twardym i obojętnym na zaczepki na ciepłe słówka, a afiszowanie się nowym chłopakiem... boli jak cholera ale z drugiej strony czy ktoś szczęśliwy w związku robi coś na pokaz żeby tylko dowalić drugiej osobie... zwłaszcza że to ona mnie zostawiła a nie ja ją. Z jednej strony usłyszę żebym dał jej żyć, a z drugiej ona chce mnie trzymać na uwięzi, tylko to już zakrawa na tortury..., trzeba z tego wyjść i zostawić to za sobą, choć jest bardzo ciężko. Zastanawiam się jedynie po co to wszystko, czy nie można ze zwykłego szacunku odpuścić... choć na dobrą sprawę ja straciłem już szacunek do samego siebie że wciąż babram się w tym gównie i jeszcze z niego nie wyszedłem. Dziękuje za wszystkie wypowiedzi to dla mnie bardzo ważne
Bardzo dziękuje za wszystkie głosy wsparcia... fakt nie jest to łatwe i mam nadzieję że nie będzie to trwało latami... chciałbym wyjść z tego piekła, bo coś co mnie budowało, dawało siłę do życia, chęć do pracy, zmieniło się w zwykłe piekło z którego ciężko wyjść. Ciężko wyjść bo wbrew jakiemukolwiek racjonalnemu podejściu ciągle mi zależy tylko nie wiem na czym... wiem że ją kocham, kogoś ważnego nie da się ot tak przestać kochać nawet jeśli ta osoba jest podła.... Na to wszystko składa się tyle czynników, co czyni tą sprawę skomplikowaną. Prawdę mówiąc nie wiem czym sobie na to zasłużyłem... wiem tylko że trzeba być twardym i obojętnym na zaczepki na ciepłe słówka, a afiszowanie się nowym chłopakiem... boli jak cholera ale z drugiej strony czy ktoś szczęśliwy w związku robi coś na pokaz żeby tylko dowalić drugiej osobie... zwłaszcza że to ona mnie zostawiła a nie ja ją. Z jednej strony usłyszę żebym dał jej żyć, a z drugiej ona chce mnie trzymać na uwięzi, tylko to już zakrawa na tortury..., trzeba z tego wyjść i zostawić to za sobą, choć jest bardzo ciężko. Zastanawiam się jedynie po co to wszystko, czy nie można ze zwykłego szacunku odpuścić... choć na dobrą sprawę ja straciłem już szacunek do samego siebie że wciąż babram się w tym gównie i jeszcze z niego nie wyszedłem. Dziękuje za wszystkie wypowiedzi to dla mnie bardzo ważne
jak sie kogos kocha szczerze to nie robi mu sie czegos takiego, nie wyobrazam sobie zeby moj chlopak tak okrutnie sie mna bawil... a moze to co do niej czujesz to nie milosc tylko przyzwyczajenie...
ktos mi kiedys powiedzial ze jak masz miekkie serce to musisz miec twarda du.e i cos w tym jest:)
Kasiu masz dużo racji
faktycznie miękkie serce trzeba rekompensować twardym tyłkiem, co do przyzwyczajenia ... nie to chyba nie przyzwyczajenie, za dużo w tym emocji, za dobrze się przy niej czuje i przede wszystkim do nikogo nigdy nie czułem czegoś takiego jak też przy nikim nie czuje się tak swobodnie i dobrze, choć wiadomo że to wszystko już minęło
Dlatego o "przyjaźń" po rozstaniu jest baaaaaaardzo ciężko.. Urwij z nią definitywnie kontakt, bo inaczej będzie jeszcze długo bolało.
Pamiętaj, że dla niej jesteś tylko roślinką, którą ona podlewa odzywaniem się, żebyś czasem nie usechł (czyt. wyleczył się z niej)
Bądź facetem i nie daj sobą pomiatać.
poczekaj co przyniesie czas, zycie czasami potrafi nas zaskoczyc w najmniej spodziewanym momencie no i przynosi takie niespodzianki jakich bys sie nigdy nie spodziewal tylko pamietaj o godnosci bo nie ma nic gorszego niz facet bez jajeczny;) daj nam za jakis czas znac co i jak sie ulozylo
nie istnieje cos takiego jak prawdziwa przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna (no chyba ze jest gejem, wtedy sie sprawdza taki uklad) niektorzy ludzie sie łudza i tak to nazywaja ale to zawsze ma drugie dno, jesli relacja jest w miare zdrowa to chodzi o chemie miedzy ludzmi a w twoim przypadku kiedy ta relacja zostawia duzo do zyczenia to kolega witcher ma racje
Dzięki wszystkim
nie spodziewałem się nawet tyle ciepłych i mądrych głosów, na pewno dam znać, ale daliście mi siłę, trzeba się wziąć w garść i iść dalej i najważniejsze to szanować siebie ![]()
24 2014-11-28 01:31:55 Ostatnio edytowany przez JoyDivision (2014-11-28 01:32:47)
Kolego nie będę oryginalny,napiszę to samo co poprzednicy,koniecznie urwij kontakt.Ja bym jej zapowiedział,że nie życzysz sobie żadnych telefonów , smsów, maili itp.Na wszelką próbę kontaktu z jej strony nie reaguj za szybko,najlepiej po kilku godzinach,a nawet dniach,bądź jak najbardziej obojętny i pod żadnym pozorem sam go nie inicjuj.Nic tak nie daje do myślenia jak obojętność.Początek będzie piekielnie trudny,ale potem przyjdzie ulga,zobaczysz.Trzymaj się i pozdrawiam.
artrad napisał/a:Bardzo dziękuje za wszystkie głosy wsparcia... fakt nie jest to łatwe i mam nadzieję że nie będzie to trwało latami... chciałbym wyjść z tego piekła, bo coś co mnie budowało, dawało siłę do życia, chęć do pracy, zmieniło się w zwykłe piekło z którego ciężko wyjść. Ciężko wyjść bo wbrew jakiemukolwiek racjonalnemu podejściu ciągle mi zależy tylko nie wiem na czym... wiem że ją kocham, kogoś ważnego nie da się ot tak przestać kochać nawet jeśli ta osoba jest podła.... Na to wszystko składa się tyle czynników, co czyni tą sprawę skomplikowaną. Prawdę mówiąc nie wiem czym sobie na to zasłużyłem... wiem tylko że trzeba być twardym i obojętnym na zaczepki na ciepłe słówka, a afiszowanie się nowym chłopakiem... boli jak cholera ale z drugiej strony czy ktoś szczęśliwy w związku robi coś na pokaz żeby tylko dowalić drugiej osobie... zwłaszcza że to ona mnie zostawiła a nie ja ją. Z jednej strony usłyszę żebym dał jej żyć, a z drugiej ona chce mnie trzymać na uwięzi, tylko to już zakrawa na tortury..., trzeba z tego wyjść i zostawić to za sobą, choć jest bardzo ciężko. Zastanawiam się jedynie po co to wszystko, czy nie można ze zwykłego szacunku odpuścić... choć na dobrą sprawę ja straciłem już szacunek do samego siebie że wciąż babram się w tym gównie i jeszcze z niego nie wyszedłem. Dziękuje za wszystkie wypowiedzi to dla mnie bardzo ważne
jak sie kogos kocha szczerze to nie robi mu sie czegos takiego, nie wyobrazam sobie zeby moj chlopak tak okrutnie sie mna bawil... a moze to co do niej czujesz to nie milosc tylko przyzwyczajenie...
Nie masz racji,Kasiu.mozna kochac kogos i krzywdzic,bo ma np pop...one w glowie.to nie jest tak,ze ktos,kto np jest zaburzony lub zwyczajnie niedojrzaly,nie moze kochac,fascynowac sie i tak dalej.Ludzie sie zakochuja,ale nie zmieniaja swojego charakteru.Gdyby bylo odwrotnie,zycie byloby pelne babelkow,nie byloby zadnych rozstan,rozwodow itd.Kochac mozna,mozna miec najlepsze intencje...ale istnieje tez cos takiego jak charakter,osobowosc-i wtedy zwiazek mimo ogromnej milosci ,zwyczajnie nie wypali.pzdr.
no tez fakt... ale szkoda chlopaka tylko ze nikty nie przezyje jego zycia za niego, trafil ne emocjonalnego wampira i musi sobie poradzic
no tez fakt... ale szkoda chlopaka tylko ze nikty nie przezyje jego zycia za niego, trafil ne emocjonalnego wampira i musi sobie poradzic
Wlasnie tak powinien o tej dziewczynie myslec Autor-"ona jest wampirem emocjonalnym".Musi sie od niej odciac,nie ma chlopak wyjscia.pzdr.
artrad napisał/a:Dzień dobry to jest mój pierwszy post i proszę o wyrozumiałość. Nigdy nie dzieliłem się swoimi problemami na forum, ale może teraz ktoś mi będzie potrafił wytłumaczyć o co chodzi. Otóż kilka miesięcy temu rzuciła mnie dziewczyna, prawdę mówiąc bez słowa jedną głupią wiadomością zniszczyła mój cały świat którym było życie z nią. Wspólne plany na przyszłość wielka miłość, chęć wspólnego mieszkania, dodam że mimo młodego wieku 23 lata, to ona naciskała mnie na to kiedy się oświadczę, widziałem kiedyś o czym rozmawiała z przyjaciółką że tak bardzo jej zazdrości ślubu, że sama nie może się doczekać kiedy my weźmiemy ślub. Dla mnie była sprawa jasna, kocham Cię ale na to jest za wcześnie biorąc pod uwagę, że ślub i dziecko w momencie kiedy jeszcze studiuje, nie mam żadnego zaplecza żeby utrzymać rodzinę, a w takim momencie trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność. Dla mnie była to kwestia roku może dwóch, gdyż nie wyobrażam sobie życia obok innej osoby, kocham ją nad życie. W każdym razie przyszły wakacje zaczęły się drobne kłótnie, aż do pamiętnego dnia kiedy to dostałem w środku nocy wiadomość że to koniec, nie kocham Cię nic z tego nie będzie. Poczułem się jakby mi ktoś kijem przyłożył, mój świat się zrujnował w ciągu kilku chwil, potem zero kontaktu dopiero po kilku dniach dostałem wiadomość z przeprosinami jakim to jestem cudownym człowiekiem tylko ona nie potrafi zbudować trwałego związku a bez niej mi będzie lepiej, takie pieprzenie o niczym. Dalej nie widzieliśmy się półtora miesiąca, ja nie zerwałem kontaktu nie dałem jej możliwości nawet zatęsknić po prostu były rozmowy i to długie ale o niczym, nie miałem szans na powrót, w końcu się ogarnąłem ograniczyłem kontakt do minimum, niestety w jednej grupie znajomych jest to bardzo trudne. W każdym razie zacząłem trenować uciekłem w pracę, zacząłem się podnosić z tego gówna, mimo że myślę o niej codziennie i po prostu tęsknie to nie mówiłem o tym starałem się żyć normalnie. Ona w między czasie znalazła nowego chłopaka, w tak krótkim czasie ta wiadomość dobiła mnie jeszcze bardziej, nie potrafię opisać dołu w jakim byłem, po zaledwie miesiącu może półtora zaczęła się do mnie odzywać przychodzić, przytulać, prosić o pomoc w drobnych sprawach, raz byłem oschły potem coraz bardziej wszystko zaczęło we mnie odżywać, zacząłem czuć jej inicjatywę? pisała do mnie jak to ze mną było cudownie, że teraz jest taka samotna (mimo że podobno miała tego chłopaka), że te prezenty które jej dawałem tyle dla niej znaczą i mają taką wartość, w końcu zaprosiła mnie do swojej rodziny na obiad ( dla mnie było to bardzo miłe bo uwielbiam jej rodzinę zresztą ze wzajemnością, jej mama od czasu do czasu dzwoni i pyta się co u mnie słychać, podobnie jej brat i siostra), w końcu naprawdę zacząłem czuć że coś jest na rzeczy, zwłaszcza jak siedząc na ławce przed zajęciami zaczęła mnie łapać i głaskać po ręce, niby takie nic nieznaczące gesty a jednak można się dziwnie poczuć. Do czego jednak zmierzam, po miłym obiedzie u niej wracając już usłyszałem od niej że trzeba zerwać kontakt, bo to nie może tak być, że ja nie mam dystansu, że ona po takim czasie myślała że możemy być już przyjaciółmi, powiedziałem że nie ma na to szans bo ja nie będę przyjacielem z kimś kogo kocham i wgl co to za pomysł. Powiem szczerze że tak jak myślałem że się z tego podniosłem, to teraz znowu dostałem po głowie? Byłem przy niej zawsze kiedy miała problemy, teraz kiedy znowu miała gorsze chwile, bylem obok? po prostu za mocno ją kocham żeby odpuścić i zostawić samej sobie kiedy jest jej źle, wiem że to mój błąd ale po prostu nie umiem inaczej? Nie chce sobie robić nadziei ale jej zachowanie, te smsy, łapanie za rękę czy przytulanie, no tak się nie zachowuje w stosunku do kumpla, ja to odebrałem jako robienie nadziei, zwłaszcza że kiedy byliśmy już tak blisko to zaczynałem czuć tą samą chemie w powietrzu która była wcześniej. Nie wiem czy to nie jest po prostu moje złudne robienie sobie nadziei że ona kiedyś wróci, chciałbym tego mimo że to głupie ? ale wciąż gdzieś mnie to kuje w sercu że jestem dla niej kimś ważnym, choć ostatnie zachowanie bardziej pokazuje na to że albo jest emocjonalnym wampirem i jak jej jest źle to mnie też musi, albo po prostu chciała jakiegoś testu i zobaczyć czy dalej będę chciał z nią być.
Mam nadzieję że ktoś to przeczyta i da mi jakąś radę albo chociaż pomoże zrozumieć o co tu chodzi?
Z góry dziękuje i pozdrawiamTa dziewucha jest straszna.Sadystka zwykla!Przeciez ona wie,ze ty ja kochasz,a mimo to bawi sie Toba...potem odwraca kota ogonem.Skoncz ztym altrizmem w stosunku do niej.Nie pozwol sie tak traktowac.Zdenerwowalam sie jak to przeczytalam.Po prostu nie badz dla niej zabawka.Korzysci sa tylko po jej stronie,a dla Ciebie?Bol ,rozpacz i nic wiecej.Pzdr.
Tak jak twój obecny, więc działaj odetnij się też od niego.
Ismena1976 napisał/a:artrad napisał/a:Dzień dobry to jest mój pierwszy post i proszę o wyrozumiałość. Nigdy nie dzieliłem się swoimi problemami na forum, ale może teraz ktoś mi będzie potrafił wytłumaczyć o co chodzi. Otóż kilka miesięcy temu rzuciła mnie dziewczyna, prawdę mówiąc bez słowa jedną głupią wiadomością zniszczyła mój cały świat którym było życie z nią. Wspólne plany na przyszłość wielka miłość, chęć wspólnego mieszkania, dodam że mimo młodego wieku 23 lata, to ona naciskała mnie na to kiedy się oświadczę, widziałem kiedyś o czym rozmawiała z przyjaciółką że tak bardzo jej zazdrości ślubu, że sama nie może się doczekać kiedy my weźmiemy ślub. Dla mnie była sprawa jasna, kocham Cię ale na to jest za wcześnie biorąc pod uwagę, że ślub i dziecko w momencie kiedy jeszcze studiuje, nie mam żadnego zaplecza żeby utrzymać rodzinę, a w takim momencie trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność. Dla mnie była to kwestia roku może dwóch, gdyż nie wyobrażam sobie życia obok innej osoby, kocham ją nad życie. W każdym razie przyszły wakacje zaczęły się drobne kłótnie, aż do pamiętnego dnia kiedy to dostałem w środku nocy wiadomość że to koniec, nie kocham Cię nic z tego nie będzie. Poczułem się jakby mi ktoś kijem przyłożył, mój świat się zrujnował w ciągu kilku chwil, potem zero kontaktu dopiero po kilku dniach dostałem wiadomość z przeprosinami jakim to jestem cudownym człowiekiem tylko ona nie potrafi zbudować trwałego związku a bez niej mi będzie lepiej, takie pieprzenie o niczym. Dalej nie widzieliśmy się półtora miesiąca, ja nie zerwałem kontaktu nie dałem jej możliwości nawet zatęsknić po prostu były rozmowy i to długie ale o niczym, nie miałem szans na powrót, w końcu się ogarnąłem ograniczyłem kontakt do minimum, niestety w jednej grupie znajomych jest to bardzo trudne. W każdym razie zacząłem trenować uciekłem w pracę, zacząłem się podnosić z tego gówna, mimo że myślę o niej codziennie i po prostu tęsknie to nie mówiłem o tym starałem się żyć normalnie. Ona w między czasie znalazła nowego chłopaka, w tak krótkim czasie ta wiadomość dobiła mnie jeszcze bardziej, nie potrafię opisać dołu w jakim byłem, po zaledwie miesiącu może półtora zaczęła się do mnie odzywać przychodzić, przytulać, prosić o pomoc w drobnych sprawach, raz byłem oschły potem coraz bardziej wszystko zaczęło we mnie odżywać, zacząłem czuć jej inicjatywę? pisała do mnie jak to ze mną było cudownie, że teraz jest taka samotna (mimo że podobno miała tego chłopaka), że te prezenty które jej dawałem tyle dla niej znaczą i mają taką wartość, w końcu zaprosiła mnie do swojej rodziny na obiad ( dla mnie było to bardzo miłe bo uwielbiam jej rodzinę zresztą ze wzajemnością, jej mama od czasu do czasu dzwoni i pyta się co u mnie słychać, podobnie jej brat i siostra), w końcu naprawdę zacząłem czuć że coś jest na rzeczy, zwłaszcza jak siedząc na ławce przed zajęciami zaczęła mnie łapać i głaskać po ręce, niby takie nic nieznaczące gesty a jednak można się dziwnie poczuć. Do czego jednak zmierzam, po miłym obiedzie u niej wracając już usłyszałem od niej że trzeba zerwać kontakt, bo to nie może tak być, że ja nie mam dystansu, że ona po takim czasie myślała że możemy być już przyjaciółmi, powiedziałem że nie ma na to szans bo ja nie będę przyjacielem z kimś kogo kocham i wgl co to za pomysł. Powiem szczerze że tak jak myślałem że się z tego podniosłem, to teraz znowu dostałem po głowie? Byłem przy niej zawsze kiedy miała problemy, teraz kiedy znowu miała gorsze chwile, bylem obok? po prostu za mocno ją kocham żeby odpuścić i zostawić samej sobie kiedy jest jej źle, wiem że to mój błąd ale po prostu nie umiem inaczej? Nie chce sobie robić nadziei ale jej zachowanie, te smsy, łapanie za rękę czy przytulanie, no tak się nie zachowuje w stosunku do kumpla, ja to odebrałem jako robienie nadziei, zwłaszcza że kiedy byliśmy już tak blisko to zaczynałem czuć tą samą chemie w powietrzu która była wcześniej. Nie wiem czy to nie jest po prostu moje złudne robienie sobie nadziei że ona kiedyś wróci, chciałbym tego mimo że to głupie ? ale wciąż gdzieś mnie to kuje w sercu że jestem dla niej kimś ważnym, choć ostatnie zachowanie bardziej pokazuje na to że albo jest emocjonalnym wampirem i jak jej jest źle to mnie też musi, albo po prostu chciała jakiegoś testu i zobaczyć czy dalej będę chciał z nią być.
Mam nadzieję że ktoś to przeczyta i da mi jakąś radę albo chociaż pomoże zrozumieć o co tu chodzi?
Z góry dziękuje i pozdrawiamTa dziewucha jest straszna.Sadystka zwykla!Przeciez ona wie,ze ty ja kochasz,a mimo to bawi sie Toba...potem odwraca kota ogonem.Skoncz ztym altrizmem w stosunku do niej.Nie pozwol sie tak traktowac.Zdenerwowalam sie jak to przeczytalam.Po prostu nie badz dla niej zabawka.Korzysci sa tylko po jej stronie,a dla Ciebie?Bol ,rozpacz i nic wiecej.Pzdr.
Tak jak twój obecny, więc działaj odetnij się też od niego.
Kicurze,ale ja nie mam z nim fizycznie kontaktu.pzdr.
Mi chodziło o to byś odcięła się od niego psychizmie, nie myślała o nim.
Problem leży w tym, że wcale nie jest tak łatwo odciąć się psychicznie i nie myśleć?. brak kontaktu faktycznie na początku boli ale potem z czasem ma zbawienny wpływ, nie ma nic gorszego niż tak jak w mojej sytuacji, kontakt z konieczności wynikającej z faktu wspólnych znajomych, pracy itp., fakt to jest usprawiedliwianie się ale jest naprawdę bardzo ciężko, a moja wina w tym że przez to że mi zależy dałem się podejść jak dziecko?, a jeszcze jedna sprawa która po prostu mi nie daje spokoju to sam fakt że kilka miesięcy temu planuje się ślub, wręcz na niego naciska i wystarczy trzy - cztery miesiące żeby rzucić i znaleźć sobie kogoś nowego. Wiem że to jest takie gadanie głupot i zaraz mnie ktoś sprowadzi do poziomu, ale kiedy się kogoś kocha i czuje to samo z drugiej strony, ciężko przejść nad tym i zaakceptować to bo trudno zrozumieć jak można się kimś tak bawić a po drugie jak można tak nagle przestać "kochać" i znaleźć sobie pocieszenie. Dlatego też rozumiem jeśli ktoś ma problem żeby się tak całkiem odciąć bo zawsze na 10 dni kiedy się jest super mocnym wystarczy chwila i przychodzi dzień kiedy się można posypać?, oby tylko jak najmniej takich dni