Mam kolegę, sporo starszego (ja 23, on 34,wolny, bez żadnych zobowiązań). Utrzymujemy regularny kontakt, codzienne telefony, częste spotkania i wspólne wyjazdy. Właściwie to wszystko z jego inicjatywy. Ja w końcu się w nim zakochałam, a on traktuje mnie jak koleżankę, czasami mam wrażenie, że jestem zapychaczem jego wolnego czasu. Nigdy między nami nie było nic co by wykraczało poza relacje koleżeńskie, żadnych pocałunków, żadnego przytulania, nie wspominając już o seksie. On jest naprawdę fantastyczny poza tym, że ma jedną wadę - jest strasznie skąpy. Jak gdzieś jedziemy to np. ja biorę dla nas jedzenie, on rzadko, a jak już to raczej tak symbolicznie. A na dłuższych wyjazdach niby po połowie płacimy za zakupy, ale czasami widzę jak zachłannie wcina ciastka, tak żeby zdążyć jak najwięcej zjeść albo nagle z litra soku zostaje dla mnie parę łyków. Ja nie chcę się z nim rozliczać co do grosza, ale czuję się naprawdę czasami wykorzystywana. Odnoszę wrażenie, że on ze mną gdzieś jedzie bo może się najeść na mój koszt. Czasami zdarza się, że nie weźmie kasy ode mnie za zakupy, albo sam coś dla nas kupi ale to naprawdę rzadko i właściwie zdarza się to wtedy gdy wcześniej sam zjadł większość tego co kupiliśmy. Zdarza się nawet, że za coś tam chce mi oddać pieniądze. Ale nigdy mu się nie zdarza, żeby coś naprawdę od siebie dał jak już to ewentualnie stara się mniej więcej wyrównać rachunek i idzie to raczej w stronę mniej. Jednak nie mogę o nim powiedzieć, że nie potrafi się dzielić tym co ma, potrafi, ale nie ze mną. Zawsze jak na ulicy widzi jakiegoś żebraka to mu coś rzuca, jak zbierają na jakieś chore dzieci czy jest jakaś inna akcja charytatywna potrafi dać kilkadziesiąt złotych. A mi nie potrafi dać nic i chyba z tego powodu jest mi najbardziej przykro, że dla całkiem obcych potrafi być hojny, a dla mnie ciężko kupić mu jakiegoś batona jak jedziemy razem na wycieczkę. On wie, że nie chcę się z nim rozliczać co do grosza i mam wrażenie, że czasami to wykorzystuje.
W sumie nie wiem co mam dalej robić. Nie jestem zainteresowana tylko i wyłącznie koleżeństwem, ja szukam faceta. A on? No właśnie nie wiem czego on chce, z jednej strony "przyczepił się" do mnie i za chiny nie chce "puścić", a z drugiej nie dąży do relacji innej niż koleżeńska, pomimo to każdego mojego kolegę traktuje jak wroga.
Ja mogę się z nim wszystkim dzielić, mogę mu wiele dać, ale tylko dlatego, że go kocham. Nie wiem czy skończyć z tym, dawaniem mu wszystkiego, zacząć od niego wymagać za każdym razem rewanżowania się, a może ograniczyć kontakty, przestać wyjeżdżać?
Podobne tematy
Sama widzisz, że coś jest nie halo w tej relacji i dla Ciebie na pewno nie może ona dłużej tak wyglądać, bo Cię po prostu wypompuje. I tu już nie chodzi o kwestie finansowe, te łyki soku czy łapczywie pożerane kanapki.
Głównym problemem jest bowiem to, że się w nim zakochałaś. Moim zdaniem nie powinnaś go oczywiście atakować tym wyznaniem, bo chłop może paść i już nawet nie doje swojej porcji. Ale szczera rozmowa przydałaby się na pewno (bo akcja pod tytułem "strzelam focha i Ty się domyśl czemu" nie jest poważna) - na temat tego jaki jest właściwie charakter Waszej relacji, w końcu spędzacie razem sporo czasu i masz prawo to wiedzieć, szczególnie, że nie w głowie Ci wieczne kumeplkowanie z nim i friendzone. Jeżeli pan nie powie nic konkretnego i zacznie się migać, cóż innego Ci pozostaje jak uciąć z nim kontakt? W innym przypadku będziesz się męczyć, patrząc na obojętność swojego obiektu uczuć. Co więcej, może pewnego dnia on pozna inną kobietę, zakocha się po uszy i jak się wtedy poczujesz?
W pierwszej kolejności dbaj o siebie, po co komuś "dawać wszystko", kiedy on wcale tego może nie chcieć. ![]()