Witam!
Jestem tu nowa...
Tak siedzę na tym forum, przeglądam różne posty, żeby znaleźć odpowiedź na moje drobne problemy ale jakoś nie znajduje.
Mojego obecnego męża poznałam 7 lat temu i od razu między nami zaiskrzyło. On zostawił dla mnie swoją narzeczoną (dodam, że 3 miesiące przed ślubem), a ja swojego chłopaka. Od dwóch lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. bynajmniej do tej pory tak mi się wydawało... Ostatnimi czasy raczej częściej się kłócimy niż kochamy, i coraz częściej mamy ciche dni....
Mój mąż ma 33lata, jest od kilku lat właścicielem dobrze prosperującej firmy transportowej (o której zawsze marzył, gdyż jest kierowca zawodowym), która zapewnia nam dostatnie życie. No ale jak to mówią pieniądze szczęścia nie dają... No i mój mąż, zawsze najbardziej skupiony na swojej pracy zapragnął teraz do spełnienia swoich marzeń dziecka! tylko, że ja nie czuje się na razie gotowa na bycie matką. Niedawno skończyłam studia na politechnice - architektura i urbanistyka, od kilku miesięcy pracuje w firmie, w której realizuje swoje marzenia. W końcu robię to co kocham i się realizuje zawodowo. Nie chciałabym teraz zachodzić w ciążę i rodzić dzieci. Chciałabym coś osiągnąć w końcu sama i być niezależna. Jednak mój mąż tego nie rozumie. Uparł się na dziecko! I nie trafiają do niego żadne moje argumenty. Zamiast spędzać miło czas ciągle się kłócimy, albo w ogóle ze sobą nie rozmawiamy. Nasze małżeństwo przechodzi poważny kryzys. Kompletnie nie wiem co robić... Bardzo kocham mojego męża, ale czy to powód żeby nie liczył się z moim zdaniem. Przecież dziecko to nie zabawka, to żywa istota i decyzje o jej narodzinach powinna być naszą wspólną decyzją...a nie tylko mojego męża... a może się mylę? może to on ma racje... sama nie wiem...
Podobne tematy
Pewnie czuje mocne parcie na to aby być ojcem. 33 lata na pierwsze dziecko to nie jest bardzo wcześnie. Sądząc po nicku masz 28 a to też już nie tak wcześnie. Spójrz na to z tej strony. Minie kilka lat jak osiągniesz sukcesy w firmie. Ale wtedy może być już dość późno na pierwszą ciążę. Czasami trzeba zdecydować, czy kariera jest dla nas ważniejsza czy rodzina. Jeżeli nie macie problemów z pieniędzmi, możesz liczyć na wsparcie męża w każdej sytuacji, to nie wiem... Oby tylko nie okazał się chamem który, chce Ciebie po prostu uziemnić. Ale po tylu latach to go chyba znasz...
Ciąża (chyba że zagrożona) i posiadanie dziecka nie wyklucza realizowania się na polu zawodowym. Trzeba tylko jednego: zastanowienia się nad tym, w jaki sposób zorganizować opiekę nad dzieckiem.
(...)Bardzo kocham mojego męża, ale czy to powód żeby nie liczył się z moim zdaniem.(...)
Twój mąż, pewnie, powiedziałby to samo.
Ja uważam, ze to powinna być decyzja obojga - o ile nie bardziej kobiety, bo to kobieta poniesie jej konsekwencje bardziej niż facet. To kobieta jest w ciąży, karmi dziecko, idzie na macierzyński i ryzykuje karierą. Jesteś jeszcze młoda, możesz poczekać dwa lata, w tym czasie zbudować pozycję w firmie, tak by nie było problemu, jak później zdecydujesz się na dziecko. I tak mu powiedz - staraj się opóźnić o okolo rok, dwa. Facet może poczekać.
Ja uważam, ze to powinna być decyzja obojga - o ile nie bardziej kobiety, bo to kobieta poniesie jej konsekwencje bardziej niż facet. To kobieta jest w ciąży, karmi dziecko, idzie na macierzyński i ryzykuje karierą.
Tu się w pełni z Tobą zgadzam. Ale myślisz, że mu nie mówiłam tego wszystkiego...Oczywiście! Rozmawialiśmy na ten temat setki razy. Ale zawsze to są moje racje przeciwko jego racjom. Gdy tłumacze mu, że on ma firmę którą kocha i o której marzył, że się zrealizował i ja też był chciała a o dziecku pomyślimy za rok czy dwa to on oczywiście mówi, że firma jest po to, żebyśmy mieli z czego żyć i że zakładając ją robił to dla nas. Na nic są moje argumenty. W dodatku jesteśmy w takim okresie życia gdzie większość naszych znajomych, rodzeństwo, czy bliscy mają małe dzieci lub się ich spodziewają. Co jeszcze bardziej wkurza mojego męża. Jakiś czas temu byliśmy na urodzinach u mojej "kochanej" teściowej, na których brat mojego męża wraz z żoną oświadczyli, że spodziewają się dziecka. No i oczywiście teściówka zaczęła te swoje - a wy kiedy, no już czas na was i takie tam na co mój mąż odpowiedział, że mamy jeszcze czas. Po tych jego słowach myślałam, że w końcu zmienił zdanie i doszliśmy do porozumienia, ale tylko się łudziłam. Po powrocie do domu nie odzywał się, a gdy zapytałam o co mu chodzi, to odpowiedział - ono nie wiesz o co?- więc mu powiedziałam - no przecież sam powiedziałeś, że mamy jeszcze czas. Na co on - a co miałem powiedzieć matce i wszystkim co tam byli, że moja żona nie chce mieć ze mną dziecka! No i oczywiście od tego zaczęła się nasza kolejna kłótnia o dziecko. A żeby jeszcze było tego mało w to jakiś tydzień po tych feralnych urodzinach bez mojej wiedzy pojechał sobie kupić nowe auto. Wkurzyłam się, na co on tylko spokojnie stwierdził, że skoro nie może mieć dziecka to może chociaż sobie kupić nowe auto! Czasami wydaje mi się, że przez to ostentacyjnie chce mi pokazać, że on jest górą.
Nigdzie nie napisałam, że decyzja o posiadaniu dziecka ma być decyzją jednostronną. Napisałam, że okopywanie się na pozycjach (czego dowodem jest ostatni post autorki wątku) nie jest wyjściem z sytuacji. Zachęcam do wspólnego zastanowienia się nad tym, w jaki sposób można pogodzić marzenia obojga.
w jaki sposób można pogodzić marzenia obojga.
chodzi właśnie o to, że trudno jest to pogodzić...
Z Twych postów wynika, że oboje podawaliście argumenty przemawiające za waszymi stanowiskami. Nie zastanawialiście się nad tym, w jaki sposób możecie zrealizować wasze marzenia. Warto też unikać ocen 'łatwo-trudno' (a 'trudno' nie jest równoznaczne z 'niemożliwe'). Ważne, by zbierać wszelkie, nawet najbardziej absurdalne, propozycje.
Chyba... że uparcie trzymać się chcecie własnych racji.
To co według ciebie powinnam zrobić?
Zrezygnować z pracy, dać mu dziecko i zrezygnować ze swoich marzeń?
Gdzie napisałam, że masz zrezygnować z pracy? Gdzie napisałam, że masz zrezygnować z marzeń? Gdzie napisałaś, że nie chcesz mieć dziecka?
Nie złość się. Mam po prostu inne zdanie. Dla mnie posiadanie dziecka nie jest równoznaczne z rezygnacją z pracy, własnego rozwoju, marzeń. Będąc na Twoim miejscu wspólnie z mężem zastanowiłabym się nad tym, w jaki sposób macie oboje realizować się zawodowo i mieć dziecko. Jak opiekować się będziecie (każde z was) dzieckiem? Kto z nim będzie podczas waszej pracy?
A kto mówi, że masz zrezygnować z pracy?Skoro to nie jest praca fizyczna, możesz pracować do samego porodu, iść na 6 miesięcy na macierzyński i wrócić do pracy. Jak się chce, to można.
Poza tym nikt ci nie zagwarantuje, że od razu zajdziesz w ciążę. Ja próbowałam rok (mimo, że jedno dziecko już urodziłam), moja koleżanka 3 lata. Skądwiesz, czy ty od razu zajdziesz w ciążę? Nikt ci tego nie zagwarantuje. Może u ciebie to będzie 2 lata albo 4?
Nie złoszczę się:-) Tak tylko pytam:-)
No jakby nie patrzeć opieka nad dzieckiem spocznie na mnie. Mąż dużo czasu spędza w firmie. Wielokrotnie do późna. Nie powiem, weekendy zawsze jest w domu. ale czy to wystarcza.
Pytasz kto z nim będzie podczas naszej pracy? I właśnie o to chodzi, że ja z tej pracy bym musiała zrezygnować na jakiś czas...Pewnie dłuższy czas...Nikt z bliskich, babcie itp. raczej nie pomogą, a nie chciałabym, aby moim dzieckiem zajmowała się niania. Tym bardziej, że raczej mam nienormowany czas pracy.
Także sama widzisz, że to wszystko nie jest takie proste...
Faktycznie, nie znałam Twego warunku, że nie chcesz korzystać z pomocy bliskich osób, że nie chcesz zatrudniać opiekunek, że chcesz sama być z dzieckiem. Taka postawa faktycznie wyklucza pracę zawodową i jakiekolwiek własne marzenia. Taką masz wizję wychowywania dziecka.
Zakładając, że ją zrealizujesz. Jak długo będziesz zadowolona z życia? Jak długo będziesz uśmiechniętą? Jak szybko będziesz miała 'zazłe'? Jak szybko będziesz oczekiwała wdzięczności (najpierw od męża, później od dziecka) za Twój wybór? Jak szybko w Twych ustach pojawi się słowo "poświęciłam się"? Czy (i kiedy) wrócisz do pracy zawodowej?
Nie, że ni chcę korzystać z pomocy bliskich, tylko nie miałabym takiej pomocy. Moja mama również pracuje, a z teściową nie mam dobrych kontaktów:-( i tu nawet nie chodzi o to, że nie chcę zatrudniać opiekunki tylko o to, że nigdy nie wiem o której wrócę z pracy, a nie chciałabym, aby moje dziecko wychowywane było przede wszystkim przez nianie.
Jestem zwolenniczką działania zgodnie z pierwszym zdaniem z mej sygnatury.
Autorka nie chce i dlatego jest wiecznie anty. Przecież za dwa, trzy lata też będzie musiała albo zrezygnować z pracy albo wziąć nianię. Poza tym są w świetnej sytuacji, bo mąż jest sam sobie szefem. Tak więc bez problemu mogliby ułożyć sobie pracę tak, aby dziecko nie było z nikim obcym. Ale do tego potrzebna jest odrobina chęci...
17 2014-11-14 13:24:28 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-11-14 13:28:32)
Przeciez twoj maz moze tez zajmowac sie dzieckiem.
Urodzic nie moze, fakt, ale opiekowac sie nim po porodzie juz tak. Skoro tak chce dziecka niech sie sprezy i przez kilka mieziecy pracuje wiecej, tak zeby zaoszczedzil wiecej i mogl przejac czesc obowiazkow przy dziecku - Ty, maz i opiekunka - we troje chyba dacie rade wychowac jedno dziecko? ![]()
Jak szybko w Twych ustach pojawi się słowo "poświęciłam się"?
To "poświęciłam się" to jest najgorsze co może być. Taka kobieta, która się "poświęciła" nie jest szczęśliwa. Chodzi o to, by chcieć, a nie się poświęcać. Poświęcić się i potem obwiniać męża i dziecko. Zrobić z tego szantaż emocjonalny, ktorego można całe życie używać - "to ja się tak poświęciłam, moją karierę, moje marzenia, a wy teraz...". To nie może być tylko poświęcenie autorki wątku - oboje muszą z czegoś zrezygnować. Mąż musiałby mniej czasu spędzać w firmie, przejąć część opieki nad dzieckiem, tak by kobieta mogła wrócić do pracy. Ale... Jak to wyegzekwować? Teraz to on jej wszystko obieca, byle ona się zgodziła na dziecko, a potem ona zostanie sama w domu, a on od rana do wieczora w firmie. Ona kompletnie zależna od jego pieniędzy...
Dla mnie osobiście taka sytuacja - bycia zależną finansowo od kogoś - to byłby koszmar. Wiadomo, zależy od partnera, ale ja nie wyobrażam sobie, żebym miała faceta prosić o kieszonkowe na podpaski, krem do twarzy, czy fryzjera. Kwestię finansową też trzeba dokładnie omówić.
CatLady, wszystko (no, niemal
) można. Jest tylko jeden warunek: oboje muszą być dojrzali.
Może warto iść na jakiś kompromis, wiesz 33 to nie jest mało, facet chciałby być pewnie młodym ojcem, trochę go rozumiem. Im bardziej się wkręcisz tym będziesz bardziej odkładać, może dojść do kryzysu w małżenststwa i jego rozpadu. Po porodzie możesz odrazu wrócić do pracy, zatrudnić opiekunkę lub kogoś z rodziny. Możesz poprosić go o pół roku i poukładać sobie to wszystko, czasami starania trwają dłużej niż nam się wydaje.
Z czystej ciekawości- nie przyszło Ci do głowy pogadania o ew. dzieciach przed ślubem?
Z czystej ciekawości- nie przyszło Ci do głowy pogadania o ew. dzieciach przed ślubem?
Teraz to trochę po ptokach ![]()
Autorko, zgadzam się z Wielokropkiem. Nie widać w ogóle ani z Twojej strony, ani ze strony męża chęci rozmowy i dojścia do jakiegoś kompromisu, ustaleń. On chce, Ty nie i oboje przeciągacie linę. Sygnatura Wielokropka bardzo do Ciebie pasuje.
Nie, że ni chcę korzystać z pomocy bliskich, tylko nie miałabym takiej pomocy. Moja mama również pracuje, a z teściową nie mam dobrych kontaktów:-( i tu nawet nie chodzi o to, że nie chcę zatrudniać opiekunki tylko o to, że nigdy nie wiem o której wrócę z pracy, a nie chciałabym, aby moje dziecko wychowywane było przede wszystkim przez nianie.
a zlobkach słyszałaś?czy tez są bee,bo cośtam...
jak ty chcesz z tym dzieckiem w domu siedzieć aż do szkoly pojdzie
to zawsze znajdziesz,jakieś ale....niania-nie ,babcia-nie moze,tesciowa-nie powinna
24 2014-11-14 14:58:37 Ostatnio edytowany przez mwdowa81 (2014-11-14 15:07:24)
Do autorki wątku: Ja także miałam takie podejście jak Ty, że z dzieckiem możemy poczekać. Jak się zdecydowałam staralismy się aż/tylko 3,5 roku. Okazało się, że mam problemy zdrowotne i tak łatwo nie było. Z drugiej strony Cię rozumiem, że chcesz sie spełnić zawodowo, ale przecież w ciąży jeśli nie zagrożona można być czynnym zawodowo. Więc zaczym pójdziesz na macierzyński i tak będziesz po 30
zakłądając, że szybko się uwiniecie
Ja również staram sie o dziecko 1,5 roku . Cała ciąże pracowałam , nawet na poród pojechałam z pracy . Po roku żłobek i mój powrót do pracy. Nie mam wrażenia ze moja "kariera " na tym ucierpiała. Wszystko chyba zależy od organizacji a nie szukania wymówek.
Autorko, a co ustaliliście przed ślubem w kwestii dzieci? Czy Ty teraz zmieniasz Wasze ustalenia - stąd też taka napierająca postawa Twojego męża i trochę butna? Z drugiej strony dzieci pragniesz mieć - lecz nie teraz, więc nie wiem skąd takie silne reakcje Twojego męża. W małżeństwie każdy powinien czuć się bezpiecznie, tak aby mógł się rozwijać, decydować o własnym losie, wspólnie ustalać najważniejsze kwestie. Pytałaś dokładnie dlaczego mu się tak śpieszy? Bo jeśli to tylko presja społeczna i rodzinna, to ja współczuję mieć takiego męża. Oboje powinniście znać swoje pragnienia i potrzeby i nie kierować się opinią z zewnątrz, bo co ona ma do Waszego małżeństwa.
Ja również staram sie o dziecko 1,5 roku . Cała ciąże pracowałam , nawet na poród pojechałam z pracy . Po roku żłobek i mój powrót do pracy. Nie mam wrażenia ze moja "kariera " na tym ucierpiała. Wszystko chyba zależy od organizacji a nie szukania wymówek.
Tak, tylko różne są systemy wartości. Niektóre kobiety, kiedy chcą mieć dzieci, bardzo pragną zostać na jakiś czas w domu, oddać się opiece, skupić się tylko na dziecku. Nie chcą wtedy pracować. To jest też zrozumiałe.
ryba81 napisał/a:Ja również staram sie o dziecko 1,5 roku . Cała ciąże pracowałam , nawet na poród pojechałam z pracy . Po roku żłobek i mój powrót do pracy. Nie mam wrażenia ze moja "kariera " na tym ucierpiała. Wszystko chyba zależy od organizacji a nie szukania wymówek.
Tak, tylko różne są systemy wartości. Niektóre kobiety, kiedy chcą mieć dzieci, bardzo pragną zostać na jakiś czas w domu, oddać się opiece, skupić się tylko na dziecku. Nie chcą wtedy pracować. To jest też zrozumiałe.
Masz racje ale autorka nie napisała ze ma potrzebe byc 2-3 lata z dzieckiem tylko ze nie będzie miała nikogo do ewentualnej pomocy wiec alternatywa jest żłobek , a reszta jest kwestia organizacji opieki miedzy małżonkami jak ona wróci do pracy.
Nie, autorka pisze, że obce osoby nie wchodzą w grę w ogóle w początkowym okresie, tylko rodzina (na najbliższą nie może liczyć, pozostaje tylko ona i mąż - na męża też nie liczy). Ona nie mówi o okresie żłobkowania. Po prostu dziewczyna chce się rozwinąć, dziecko też chce mieć. Ona nie musi decydować się teraz na nie lub dlatego, że mąż naciska.
Poczekamy na zdanie Autorki.
30 2014-11-14 16:29:19 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2014-11-14 16:48:13)
Autorko, a co ustaliliście przed ślubem w kwestii dzieci?
No wiecie... rozmawialiśmy o dzieciach, że chcemy je mieć. Ale nigdy nie ustalaliśmy kiedy byśmy chcieli je mieć. Nie sądziłam, że mój mąż tak szybko będzie chciał mieć dziecko.
Co do pytania czy chęć posiadania dziecka przez mojego męża to presja społeczeństwa i rodziny to raczej nie. On bynajmniej to tłumaczy tym, że chciałby mieć w domu takiego małego brzdąca do kochania, że on nie chce grać z dzieckiem w piłkę jak będzie mieć 50 lat i że dla niego to było oczywiste, że po ślubie przyjdzie czas na dziecko.
Jeśli chodzi o sprawy finansowe, to nie muszę się go prosić o pieniądze. Mam dostęp do jego konta, wydaje ile chcę i na co chcę i nie muszę mu się tłumaczyć na co.
W kwestii tego, że On mógłby się zajmować dzieckiem, gdy ja będę w pracy, to to raczej nie możliwe. Posiadając własną firmę ma dużo spraw do ogarnięcia. To nie jest tak, że może z góry zaplanować sobie cały dzień.
Żłobki? Nie mówię, że są ble i takie tam. Ale jak już wcześniej pisałam nie pracuję od 7mej do 15stej. Różnie z tym bywa. Zazwyczaj jest to 18sta i później.
Nigdy nie powiedziałam, że to byłoby poświęcenie. I, że jeśli zdecyduje się na dziecko, to kiedyś będę wypominać mężowi, że się poświęciłam lub tym bardziej dziecku.
Po prostu chciałabym jeszcze poczekać z macierzyństwem, a on tak strasznie nalega...
Wez go jakoś ukochaj, przytul, pocałuj i powiedz, że jeszcze trochę byś chciała popracować, bo dopiero zaczęłaś i chcesz się zawodowo rozwinąć. Powinien zrozumieć. Doszłabym PRAWDZIWEJ przyczyny naciskania Twojego męża na dziecko. Dwa lata do przodu go nie zbawią, i tak będzie miał 50 kiedy mały/mała będzie mieć 15 lat.
32 2014-11-14 16:51:10 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2014-11-14 16:52:26)
Tłumaczyłam...:-/ I co... zawsze słyszę to samo, że myślę tylko o sobie.
Zresztą pewnie wy tez tak myślicie:-(
no i oczywiście te jego - "przecież masz wszystko"
Coś mi tu nie gra. Jak można nie słuchać tego, co partner mówi (mówię teraz o Tobie, że mówisz mu, że chcesz poczekać). Jak myślisz, dlaczego on tak lekceważy Twoje zdanie i potrzeby? Przecież nie mamy tu przypadku, kiedy jedno z Was, po ślubie zmienia całkowicie ustalenia (np. zapewniał, że chce mieć dziecko, po czym się wycofał i kategorycznie już tego nie chce).
Ty nie jestes teraz gotowa na dziecko i koniec kropka. On sobie moze gadac, kupowac sobie samochod na pocieszenie (co jest dziecinne) i nawet stawac na glowie, a Ty trzymaj sie swojego.
Rok albo dwa to nie jest tak dlugo wiec niech on nie histeryzuje.
Wspolczuje naciskow jakie musisz znosic ze strony partnera, i jeszcze fochow jakie strzela.
Ja również mam własną firmę, dwoje dzieci (jedno nie ma jeszcze 2 lat), a mój mąż pracuje 300km od domu(od momentu jak syn skończył miesiąc). Moja mama nie żyje, z teściową się nie lubimy i nie dam jej dziecka. Mogę liczyć wyłącznie na siebie. A jednak zyję i daję sobie radę. Można? Można.
Ja również mam własną firmę, dwoje dzieci (jedno nie ma jeszcze 2 lat), a mój mąż pracuje 300km od domu(od momentu jak syn skończył miesiąc). Moja mama nie żyje, z teściową się nie lubimy i nie dam jej dziecka. Mogę liczyć wyłącznie na siebie. A jednak zyję i daję sobie radę. Można? Można.
"Mogę liczyć wyłącznie na siebie" - smutne to trochę, ale wierzę, że w tym całym ambarasie ról społecznych, choć trochę jesteś szczęśliwa i masz czas czasami dla siebie. A mąż Ci nie pomaga? Nie masz w nim oparcia?
Może warto iść na jakiś kompromis, wiesz 33 to nie jest mało, facet chciałby być pewnie młodym ojcem, trochę go rozumiem. Im bardziej się wkręcisz tym będziesz bardziej odkładać, może dojść do kryzysu w małżenststwa i jego rozpadu. Po porodzie możesz odrazu wrócić do pracy, zatrudnić opiekunkę lub kogoś z rodziny. Możesz poprosić go o pół roku i poukładać sobie to wszystko, czasami starania trwają dłużej niż nam się wydaje.
Wszystko to prawda, ale... nic, co tutaj zostało napisane, nie jest powodem, by zajść w ciąże, jeśli się nie chce.
Autorko, zgadzam się z Wielokropkiem. Nie widać w ogóle ani z Twojej strony, ani ze strony męża chęci rozmowy i dojścia do jakiegoś kompromisu, ustaleń. On chce, Ty nie i oboje przeciągacie linę. Sygnatura Wielokropka bardzo do Ciebie pasuje.
Powiedz mi, jak wygląda kompromis w sprawie zachodzenia w ciążę, posiadania dziecka?
Jak dla mnie decyzja ZAWSZE należy do tej osoby, która dziecka nie chce (czy to nigdy, czy tylko w danym momencie). Nie można zajść w ciążę na czyjąś prośbę...
samotnax4 napisał/a:Ja również mam własną firmę, dwoje dzieci (jedno nie ma jeszcze 2 lat), a mój mąż pracuje 300km od domu(od momentu jak syn skończył miesiąc). Moja mama nie żyje, z teściową się nie lubimy i nie dam jej dziecka. Mogę liczyć wyłącznie na siebie. A jednak zyję i daję sobie radę. Można? Można.
"Mogę liczyć wyłącznie na siebie" - smutne to trochę, ale wierzę, że w tym całym ambarasie ról społecznych, choć trochę jesteś szczęśliwa i masz czas czasami dla siebie. A mąż Ci nie pomaga? Nie masz w nim oparcia?
Mój mąż jest w domu co drugi weekend, więc w tygodniu oparcia w nim nie mam. Ale jak jest w domu, to robi wszystko. Zajmuje się dziećmi, gotuje, sprząta, przywozi towar do naszych sklepów. A wieczorami wyskakujemy na randkę albo spędzamy wieczór ze znajomymi. Tak więc w weekend oparcie jest:) Nie miałam czasu dla siebie, owszem, ale niedawno zapisałam synka do żłobka, córka idzie do szkoły i wtedy mam czas. Nie marudzę. Mam zdrowe dzieci, kochającego męża, który spełnia się zawodowo, bezpieczeństwo finansowe i jedynie brak w tygodniu tego męskiego ramienia. Ale są telefony, jest internet. Nie każdy ma takie szczęście.
carmen_boy napisał/a:samotnax4 napisał/a:Ja również mam własną firmę, dwoje dzieci (jedno nie ma jeszcze 2 lat), a mój mąż pracuje 300km od domu(od momentu jak syn skończył miesiąc). Moja mama nie żyje, z teściową się nie lubimy i nie dam jej dziecka. Mogę liczyć wyłącznie na siebie. A jednak zyję i daję sobie radę. Można? Można.
"Mogę liczyć wyłącznie na siebie" - smutne to trochę, ale wierzę, że w tym całym ambarasie ról społecznych, choć trochę jesteś szczęśliwa i masz czas czasami dla siebie. A mąż Ci nie pomaga? Nie masz w nim oparcia?
Mój mąż jest w domu co drugi weekend, więc w tygodniu oparcia w nim nie mam. Ale jak jest w domu, to robi wszystko. Zajmuje się dziećmi, gotuje, sprząta, przywozi towar do naszych sklepów. A wieczorami wyskakujemy na randkę albo spędzamy wieczór ze znajomymi. Tak więc w weekend oparcie jest:) Nie miałam czasu dla siebie, owszem, ale niedawno zapisałam synka do żłobka, córka idzie do szkoły i wtedy mam czas. Nie marudzę. Mam zdrowe dzieci, kochającego męża, który spełnia się zawodowo, bezpieczeństwo finansowe i jedynie brak w tygodniu tego męskiego ramienia. Ale są telefony, jest internet. Nie każdy ma takie szczęście.
Ja na Twoim miejscu bylabym tak nieszczesliwa, ze pewnie pewnego dnia wsiadlabym w samochod i uciekla na zawsze. Ty za to pewnie gdybys zamienila sie ze mna pewnie bylabys tak samo niezadowolona.
Dlatego nie ma sensu wmawiac autorce, zeby godzila wszystko skoro ona teraz nie chce w tym momencie tego wszystkiego.
Jak dla mnie decyzja ZAWSZE należy do tej osoby, która dziecka nie chce (czy to nigdy, czy tylko w danym momencie). Nie można zajść w ciążę na czyjąś prośbę...
Sama bym tego lepiej nie ujęła... Oboje macie jeszcze czas.
Ty nie jestes teraz gotowa na dziecko i koniec kropka. On sobie moze gadac, kupowac sobie samochod na pocieszenie (co jest dziecinne) i nawet stawac na glowie, a Ty trzymaj sie swojego.
Rok albo dwa to nie jest tak dlugo wiec niech on nie histeryzuje.
Wspolczuje naciskow jakie musisz znosic ze strony partnera, i jeszcze fochow jakie strzela.
Tylko, że te ciche dni trochę już mnie męczą. Nie chce się z nim kłócić, a tym bardziej w ogóle z nim nie rozmawiać (tak jest już od kilku dni). Zazwyczaj jesli chodzi o kwestie posiadania dziecka się po prostu sprzeczaliśmy, ale teraz to juz poszło na całość. Od jakiś dwóch tygodni w ogóle ze sobą nie rozmawiamy (rozmawiamy tylko tak służbowo).
Powiedz mi, jak wygląda kompromis w sprawie zachodzenia w ciążę, posiadania dziecka?
No właśnie? Też bym chciała to wiedzieć...
Kompromis? Kompromisem chyba może być tylko to, że zgodzę się na to dziecko. to chyba jedyny kompromis...
43 2014-11-14 20:55:03 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-11-14 21:06:10)
Teo napisał/a:Powiedz mi, jak wygląda kompromis w sprawie zachodzenia w ciążę, posiadania dziecka?
No właśnie? Też bym chciała to wiedzieć...
Kompromis? Kompromisem chyba może być tylko to, że zgodzę się na to dziecko. to chyba jedyny kompromis...
Kompromisem będzie... zawarcie UGODY.
UGODA ma miejsce wtedy gdy KAŻDE troszeczkę ustąpi czyli - TY się zgodzisz począć upragnione dziecię - On się zgodzi poczekać na to wiekopomne wydarzenie przez ŚCIŚLE określony odcinek czasu... USTALENIE (zaplanowanie TEGO, czego przed ślubem zaniedbano) KIEDY będzie ten czas dla obojga OPTYMALNY na zostanie rodzicami!
BY jedno NIE MUSIAŁO za długo czekać a drugie nie "przeciągnęło struny".
DOKŁADNIE tego, co chciał usłyszeć Carmen boy... Czyli: ("przed ślubem..."
owa musztarda po obiedzie) więc TERAZ ustalamy (można na piśmie skoro przysięga małżeńska w KTÓREJ jest MOWA O POTOMSTWIE nie ugruntowała TEGO faktu w świadomości
),
że będziemy mieć dzieci za 1, 2, 3... lata ![]()
PS. jak się jest biznesmenem to człowieka stać na zatrudnienie i bony i niani i nauczycielki języków obcych tudzież baletu. Gdy się chce więcej czasu poświęcić na wychowanie dzieci/cka, gdy jest ono małe, można CZASOWO popracować w zmniejszonym wymiarze czasu pracy np. 1/2 etatu...
Można wiele - gdy się chce szukać UGODY.
Nie można zbyt wiele, gdy się chce wyłącznie postawić na swoim ![]()
I jak on sobie niby to wyobraza? Ze w sytuacji do , ktorej doprowadzil - wasz zwiazek stal sie nieprzyjemny , teraz bedziecie miec dziecko?
Czy Ty wogole bys chciala sprowadzic dziecko do tego zwiazku jesli on wyglada tak, ze sa ciche dni i klotnie ciagle?
Sama już nic nie wiem...
Kompromis? Próbowałam. I oczywiście ja mówię swoja, a on na to, że przecież nas stać, że on by chciał mieć prawdziwa pełną rodzinę, że nie da się nigdy wszystkiego zaplanować, i że nigdy nie znajdę czasu na dziecko, a potem zaczyna się oczywiście te jego "a może Ty w ogóle nie chcesz mieć ze mną dzieci"...
Nie wiem... może faktycznie rodzina jest najważniejsza, może powinnam zrezygnować na razie z własnych ambicji i zdecydować się na dzidziusia...
Może faktycznie On ma rację, że myślę tylko o sobie, że nie biorę jego zdania pod uwagę, że liczy się tylko to co ja chce...
Między innymi dlatego piszę tutaj. Żeby zobaczyć czy naprawdę jestem aż taka samolubna:-(
Sama już nic nie wiem...
Kompromis? Próbowałam. I oczywiście ja mówię swoja, a on na to, że przecież nas stać, że on by chciał mieć prawdziwa pełną rodzinę, że nie da się nigdy wszystkiego zaplanować, i że nigdy nie znajdę czasu na dziecko, a potem zaczyna się oczywiście te jego "a może Ty w ogóle nie chcesz mieć ze mną dzieci"...
Nie wiem... może faktycznie rodzina jest najważniejsza, może powinnam zrezygnować na razie z własnych ambicji i zdecydować się na dzidziusia...
Może faktycznie On ma rację, że myślę tylko o sobie, że nie biorę jego zdania pod uwagę, że liczy się tylko to co ja chce...Między innymi dlatego piszę tutaj. Żeby zobaczyć czy naprawdę jestem aż taka samolubna:-(
Teraz ja mowie, Ci zebys wlaczyla STOP w swojej glowie. Stop takiemu mysleniu.
W zyciu mamy roznych ludzi , bliskich i mniej bliskich. Ale Ty musisz przedewszystkim ufac sobie i ufac sobie bardziej niz innym.
Zauwazylam, ze jak faceci czegos chca to czesto uzywaja magicznego slowa 'egoistka' do swoich kobiet, co jest sprytne, bo przeciez uczy sie nas od dziecka, ze to wada.
Mowie to moim kolezankom i mowie Tobie -przestan pozwalac jemu dostac sie do Twojej glowy takimi metodami.
Masz prawo chciec czego chcesz, masz prawo byc nie gotowa, masz prawo byc ambitna i chciec kariery.
Nie , nie jestes egoistyczna. I nie, nie stawiasz wcale pracy na pierwszym miejscu.
On jest egoistyczny i wiesz dobrze jak by to wygladalo - Ty w domu z dzieckiem u szyi, a on zadowolony tatus spelniajacy sie w pracy , co pobawi sie z dzieckiem i czasem cos zrobi.
I on ma wszystko, a Ty poswiecasz sie, zeby on spelnial swoje ambicje i zachcianki.
Wiec kto tu jest egoista?
47 2014-11-14 21:36:08 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-11-14 21:38:52)
...
Może faktycznie On ma rację, że myślę tylko o sobie, że nie biorę jego zdania pod uwagę, że liczy się tylko to co ja chce...Między innymi dlatego piszę tutaj. Żeby zobaczyć czy naprawdę jestem aż taka samolubna:-(
NAWET jeżeli jesteś... to:
1) w momencie wyjścia za mąż nie poszłaś do więzienia, więc wciąż jesteś wolnym człowiekiem,
2) odrobina "zdrowego egoizmu" pozwala na nieprzekraczanie własnych granic - czyli nie ma mowy by jeden ktoś podporządkowywał się drugiemu - BEZGRANICZNIE ![]()
3) TAK samo "liczy się tylko Twoje zdanie" jak i "wyłącznie jego zdanie"
więc..? może jednak..? spotkajcie się w połowie drogi?
Czy on jest TEŻ w stanie zastanowić się nad kompromisem? SPYTAŁAŚ na ile jest w stanie ustąpić JEŻELI i Ty zaoferujesz iż NIECO ustąpisz?
Nie masz wrażenia, że "zafundowaliście" sobie prywatną wieżę Babel? Każde mówi swoje - NIKT drugiego nie słucha (a przynajmniej nie przyjmuje jego racji)?
Fakt, że zawierając małżeństwo należy przewidywać KONSEKWENCJE w postaci dzieci... Taka jakby kolej rzeczy, gdy człek DEKLARUJE tzw. "poważne zamiary".
W przeciwnym razie mogliście dalej sobie być ("wiecznym") narzeczeństwem
czyż nie?
carmen_boy napisał/a:samotnax4 napisał/a:Ja również mam własną firmę, dwoje dzieci (jedno nie ma jeszcze 2 lat), a mój mąż pracuje 300km od domu(od momentu jak syn skończył miesiąc). Moja mama nie żyje, z teściową się nie lubimy i nie dam jej dziecka. Mogę liczyć wyłącznie na siebie. A jednak zyję i daję sobie radę. Można? Można.
"Mogę liczyć wyłącznie na siebie" - smutne to trochę, ale wierzę, że w tym całym ambarasie ról społecznych, choć trochę jesteś szczęśliwa i masz czas czasami dla siebie. A mąż Ci nie pomaga? Nie masz w nim oparcia?
Mój mąż jest w domu co drugi weekend, więc w tygodniu oparcia w nim nie mam. Ale jak jest w domu, to robi wszystko. Zajmuje się dziećmi, gotuje, sprząta, przywozi towar do naszych sklepów. A wieczorami wyskakujemy na randkę albo spędzamy wieczór ze znajomymi. Tak więc w weekend oparcie jest:) Nie miałam czasu dla siebie, owszem, ale niedawno zapisałam synka do żłobka, córka idzie do szkoły i wtedy mam czas. Nie marudzę. Mam zdrowe dzieci, kochającego męża, który spełnia się zawodowo, bezpieczeństwo finansowe i jedynie brak w tygodniu tego męskiego ramienia. Ale są telefony, jest internet. Nie każdy ma takie szczęście.
Podziwiam Twoje życie!! Mojego męża tez nie ma na tygodniu i chwała Bogu za to bo inaczej bym wylądowała w psychiatryku! Typowa przemoc psychiczna. I nie mam juz siły do takiego życia wiec jak pomyślę ze zanim zaszłam w ciążę byłam niezależna i twarda a teraz jestem śmiechem to radzę Ci się dobrze zastanowić majka1986 nad dzieckiem!! Najpierw ustabilizuj swoją sytuację bo nawet jak teraz Cie na rękach nosi to później może Cię z domu zacząć wyganiac bo nie będziesz miała grosza przy sobie tak jak ja!! Bez pracy, bez pieniędzy wiec umiesz liczyć licz na siebie bo ja myślałam że w Małżeństwie jest łatwiej i mąż będzie wspierał ale się niestety przeliczylam i teraz mam 30 lat, dziecko, męża przemocowca i zero perspektyw....
49 2014-11-14 21:42:19 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-11-14 21:43:37)
ustabilizuj swoją sytuację bo nawet jak teraz Cie na rękach nosi to później może Cię z domu zacząć wyganiac bo nie będziesz miała grosza przy sobie tak jak ja!! Bez pracy, bez pieniędzy wiec umiesz liczyć licz na siebie bo ja myślałam że w Małżeństwie jest łatwiej i mąż będzie wspierał ale się niestety przeliczylam i teraz mam 30 lat, dziecko, męża przemocowca i zero perspektyw....
I ta przemoc ZNIKĄD mu się wzięła? Symptomów takich cech u niego nigdy nie było?
Znaczy wyszłaś za mąż za swoje wyobrażenie, a nie za konkretnego, ZNANEGO sobie człowieka. Tylko współczuć ![]()
Więc powinnam po raz kolejny z nim porozmawiać...wyciągnąć pierwsza rękę do zgody...i pójść na kompromis...:-(
Szkoda, że zazwyczaj (jesli chodzi o sprzeczki dotyczące dziecka) to ja muszę pierwsza wyciągać rękę do zgody...
SPYTAŁAŚ na ile jest w stanie ustąpić JEŻELI i Ty zaoferujesz iż NIECO ustąpisz?
A jaką według ciebie nazwijmy to "ofertę" miałabym mu złożyć?:-)
Maju, przypomnialas mi moje zycie sielskie, anielskie, gdy mialam lat "scia". Wtedy ani mi w glowie bylo dziecko, pieluszki i nocne czuwanie przy placzacym dzieciatku. Bylo mi za dobrze, abym chciala ten moj blogostan zmieniac. I kiedys moja mateczka wziela mnie na spytki. Chciala zostac tesciowa i babcia. Zaczelam jej tlumaczyc, ze to dla mnie za wczesnie, ze przyjaciele, ze kariera itd itp. A ona zapytala: "czy chcesz, zeby twoje dziecko mowilo do ciebie mamo, czy babciu?" I na tym koniec, zrozumialam, ze wszystko musi miec swoj czas. Pomysl Maju, zaczniesz robic kariere zawodowa, zacznie Ci dobrze isc i ... co dalej? ![]()
Ale jak teraz zdecyduje się na dziecko to tej kariery mogę nigdy nie zrobić. Korporacja to nie ciepła posadka na etacie w urzędzie. Tu nikt na mnie nie będzie czekał, aż trochę odchowam dziecko:-(
Ktoś mi tu napisał, że stać mnie na nianie więc (...). No ale chyba nie chodzi o to, żeby rodzić dziecko po to, żeby większość dnia niania się nim zajmowała.
Maju, przypomnialas mi moje zycie sielskie, anielskie, gdy mialam lat "scia". Wtedy ani mi w glowie bylo dziecko, pieluszki i nocne czuwanie przy placzacym dzieciatku. Bylo mi za dobrze, abym chciala ten moj blogostan zmieniac. I kiedys moja mateczka wziela mnie na spytki. Chciala zostac tesciowa i babcia. Zaczelam jej tlumaczyc, ze to dla mnie za wczesnie, ze przyjaciele, ze kariera itd itp. A ona zapytala: "czy chcesz, zeby twoje dziecko mowilo do ciebie mamo, czy babciu?" I na tym koniec, zrozumialam, ze wszystko musi miec swoj czas. Pomysl Maju, zaczniesz robic kariere zawodowa, zacznie Ci dobrze isc i ... co dalej?
Babcią nie nazwie jej własne dziecko, niezależnie od wieku, w jakim je urodzi. Za babcie mogą ją wziąć najwyżej osoby z zewnątrz, a to w żadnej mierze nie powinno być wyznacznikiem czasu urodzenia dziecka.
Ale jak teraz zdecyduje się na dziecko to tej kariery mogę nigdy nie zrobić. Korporacja to nie ciepła posadka na etacie w urzędzie. Tu nikt na mnie nie będzie czekał, aż trochę odchowam dziecko:-(
Ktoś mi tu napisał, że stać mnie na nianie więc (...). No ale chyba nie chodzi o to, żeby rodzić dziecko po to, żeby większość dnia niania się nim zajmowała.
To bylo tylko moje przemyslenie i wspomnienie Maju. Kazda z nas jest inna, inaczej odbiera swiat i kazda inaczej sie do tego swiata ustawia. A trzeba nam sie ustawic wedlug swoich potrzeb, a przede wszystkim w taki sposob, aby ze swoim sumieniem sie nie poklocic
Glos serca - to najlepsze, lecz czesto ten glos jest zagluszony przez codziennosc i nie slyszymy naszego serca, co ono nam podpowiada. Maju, mysle, ze w takim przypadku najlepiej jest spotkac sie we dwoje w jakims przytulnym lokaliku i przy stoliczku z kawa bardzo spokojnie omowic temat. W takich okolicznosciach nie zawadzi pamietac, ze istnieje cos na ksztalt kompromisu
:)
Największym problemem jest właśnie ten kompromis:-) Jakoś zawsze, każdej kwestii dogadywaliśmy się z mężem, no i szliśmy też na kompromisy. Ale w tej jakoś mąż nie chce odpuścić. Pewnie powiedzieć, że z jego perspektywy to ja nie chce odpuścić. No i też będziecie mieli rację.
Jak on według Was miałby wyglądać? Może jakieś podpowiedzi?:-) Co powinnam zaproponować mężowi?
Największym problemem jest właśnie ten kompromis:-) Jakoś zawsze, każdej kwestii dogadywaliśmy się z mężem, no i szliśmy też na kompromisy. Ale w tej jakoś mąż nie chce odpuścić. Pewnie powiedzieć, że z jego perspektywy to ja nie chce odpuścić. No i też będziecie mieli rację.
Jak on według Was miałby wyglądać? Może jakieś podpowiedzi?:-) Co powinnam zaproponować mężowi?
To zależy od tego, czy wiesz, kiedy to dziecko chcesz mieć, bo jak rozumiem z wątku, to nie jest to rezygnacja z brzdąca na zawsze. Twój mąż wie, że chce dziecka teraz i to jakiś punkt wyjścia, Ty wiesz, że nie chcesz teraz i... to jest koniec dyskusji właściwie. Jeśli umiałabyś określić mniej więcej, ile chcesz np. osiągnąć w pracy, zanim pojawi się dziecko, to możecie zacząć rozmawiać na ten temat i próbować coś ustalić, bo samo "jeszcze nie, jeszcze praca" nic mężowi nie mówi.
Z drugiej strony, jeśli ustalicie jakąś daję i ten dzień nadejdzie, może się okazać, że Ty nadal ochoty na dziecko w tym momencie nie masz. I wtedy co? Ciężko zajść w ciążę, bo się komuś obiecało, ale mąż wtedy pewnie będzie czuł się oszukany/mniej chętny do dalszych "negocjacji".
Sorrki, pominęłam to w postach. mówiłam wielokrotnie mężowi, że pomyślimy o dziecku za dwa, trzy lata. No ale on nie bardzo chce czekać,bo jego zdaniem co zmienią te dwa, trzy lata...
Majka, drążysz temat w tych postach jak oszalała i nic z tego nie wynika. To jest proste - w tej chwili nie jesteś gotowa na dziecko, i nikt z otoczenia nie może Cię do tego zmusić. Mówisz mężowi, że nie teraz, tylko starania chcesz zacząć za 2-3 lata. Czy nie zastanawia Cię fakt, że w Waszym małżeństwie dobrze się dogadujecie i nie było z tym problemu, a nagle Twój mąż w sprawie dziecka zawziął się, nie odpuszcza, nie słucha tego co Ty mówisz. Ustal kobieto przyczynę takiej postawy, bo coś ewidentnie za tym stoi. Może się boi, że Ty mu nigdy nie dasz dziecka, może myśli, że jak będzie dziecko, to już na 100% będziesz jego i nie odejdziesz, może ta jego była narzeczona urodziła już dzieci i jest o to zazdrosny, może boi się, że praca w korporacji Cię zmieni, może jakieś choroby w rodzinie, które uniemożliwiają posiadanie potomstwa? Dojdź do tego, bo to wszystko Ci wyjaśni i wtedy będziesz mogła spokojnie dogadać się. Ludzie są różni, czasami nawet przed najbliższymi ukrywają prawdziwe uczucia, a już szczególnie lęki.
I weź ustaw się do pionu, jak chcesz teraz popracować i rozwijać się to się rozwijaj, nie potrwa to przecież w nieskończoność. Matką będziesz jeszcze do końca swojego życia, a praca nie zawsze jest taka jaką byśmy chcieli (więc z tego co piszesz jesteś szczęściarą), daje dużo satysfakcji, dobrze robi człowiekowi. Twój mąż nie może Ci tego zabraniać! Po prostu dojdź do prawdy i ustalcie za jaki okres czasu zaczniecie starać się o dziecko. To będzie kompromis.
Sorrki, pominęłam to w postach. mówiłam wielokrotnie mężowi, że pomyślimy o dziecku za dwa, trzy lata. No ale on nie bardzo chce czekać,bo jego zdaniem co zmienią te dwa, trzy lata...
No skoro nic nie zmienią wg niego, to może poczekać.
"Co zmienią (...) wg. niego - raczej odnosi się do mnie, że w mojej karierze nic nie zmienia te dwa trzy lata
A mówiłaś mu, co wg Ciebie to zmieni? Tzn. dlaczego akurat za 2-3 lata, czy to jest po prostu data rzucona ot tak?
Eileen ma tu racje. Wiesz rzucenie hasła: "za dwa, trzy lata" niewiele mówi.
Musisz się bardziej sprecyzować, czyli wytłumaczyć czemu za dwa lata a nie teraz.
Niedawno skończyłam studia i zaczęłam pracować. Na studiach uczą teorii, a praktyka jest zupełnie inna. Chciałabym się obyć trochę w zawodzie, tym bardziej, że udało mi się zatrudnić w dobrze prosperującej firmie, która stawia na młodych. Można w niej szybko rozwinąć skrzydła i wiele się nauczyć. Idzie mi całkiem nieźle, ciągle nowe wyzwania, nowe projekty no i przede wszystkim zadowoleni klienci. Ostatnio dostałam zlecenie dużego, prestiżowego projektu, którego stworzenie zajmie mi około 1,5 roku, jeśli wszystko pójdzie dobrze to stworzenie go = awans. Nie chce teraz z tego rezygnować.
Mówiłaś to mężowi?
Osobiście Cię rozumiem i też pewnie w takiej sytuacji odlozylabym macierzyństwo