Nie jestem pewna, czy nie zdecydowałam się na "samotność z wyboru":).
Myślałam, że to może chwilowe, by odpocząć od związków. Ale gdy patrzę w przyszłość nie widzę siebie będącej czyjąś żoną/kobietą.
Zostałam potwornie zraniona. Może i związek jest czymś dobrym, o ile spotkamy odpowiednią osobę. Ale jeśli nie napotkamy? Czy warto związywać się z byle kim, by tylko z kimś być?
Będąc samemu, można zrobić tak wiele rzeczy, realizować swe pasje, nikt nie ogranicza. Pamiętam, jak w poprzednich związkach byłam ograniczana. Przez to nie zrealizowałam kilku rzeczy, które w tamtym momencie były dla mnie ważne.
Związki są dla mnie bez sensu. Pięknem jest rodzina, szczęśliwa, zgodna, uśmiechnięte dzieci. Ale ciężko to osiągnąć, bez odpowiedniej osoby.
Bycie samemu jest bezpieczniejsze. Związki służą jedynie prokreacji. Osoba "obok" do spędzania czasu chyba nie jest potrzebna, bo spędzać czas można na wiele sposobów. Jedynie powroty do pustego domu...
Albo te związki z rozsądku.
Kochałam kiedyś kogoś, nawet dwóch, choć to pierwsze to było jakieś tam zauroczenie. Drugi związek - bardzo kochałam tego faceta, planowaliśmy ślub. Wszystko się rozwaliło. Miłość... Kochanie... Bzdury.
Ktoś też tak czuje? To nie wynika z mego charakteru, ale przeżyć, jakiejś traumy...