Zaczelo się banalnie, poznaliśmy się trzy miesiące temu.
Jak ja zobaczyłem cos mnie ujelo w jej oczach i nie moglem o niej przestać myslec.
Dla caloksztaltu mam 40 lat i rodzine (wiem co możecie myslec) , ona 28 i jest sama. Jest piekna inteligentna mój ideal, tak po prostu.
najpierw ciężko mi było się do niej zblizyc ponieważ ja i ona trzymaliśmy dystans. Zaczely się jednak wspolne wypady na kawe, i nie konczace się rozmowy (naprawdę powinnismy być w księdze Guinessa....).
No i zakochałem się . Powiedzialem jej o tym ponieważ musicie wiedzieć to wszystko jest oparte na absolutnej szczerości i szacunku wobec siebie nawzajem.
Wracajac do tematu
Dwa tygodnie temu wspólnie wyjechaliśmy na weekend , było po prostu cudownie. Wszystko naj, wszystko idealnie. Wrocilismy i spedzilismy ze sobą kolejny wspanialy wieczor i noc. Rano się rozstaliśmy i wtedy pojawilo się cos czego nie rozumiem
dzwonie do niej aby zapytać jak minal dzień a ona na to , ze umowila się z innym na kolacje.
Ponieważ umowilismy się , ze nic od nikogo nieczego nie oczekuje , oraz szanujemy wzajemne wybory jakiekolwiek by nie były . Uszanowalem jej decyzje nie zadając zadnych pytan, chociaż cierpiałem strasznie, tak bardzo jak nigdy jeszcze do tej pory.
W niedziele zadzwoniłem do niej i poprosiłem o rozmowe, ponieważ szczerość. Powiedzialem jak bardzo mnie to zabolało , i ze chyba lepiej będzie jak się odsune.
Ona powiedziała , ze zle się z tym czuje , i za nic nie chce mnie stracic. Ona chce po prostu mieć kogos z kim będzie mogla się zwiazac na stale , a ze mna jest to niemożliwe ponieważ mam rodzine. Jestem dla niej wspaniałym facetem, ktory o nia dba jak nikt do tej pory , traktuje jak krolewne, i nie wie jak to zrobiłem ale przy mnie czuje się szczesliwa.
Od tej pory jednak jest inaczej, o tym tez jej powiedziałem. Przeczuwam , ze jest cos nie tak , ponieważ pojawil się ktoś nowy. Ona zapewnia , ze nie , ale podczas rozmowy jego imie pojawia się kilkakrotnie. Potrafie czytac miedzy wierszami , i wiem , ze to nie daje jej spokoju. Wydaje mi się , ze ma rozterke teraz jak mi powiedzieć , ze chce być z innym. Albo już jest. Nie mozna mieć ciastka i zjeść ciastka.
No wiec nie rozumiem, o co tu chodzi?
Czy lepiej wycofać się , choć ona mowi , ze nie chce mnie stracic.
Dac sobie spokoj i cierpieć?
Gdy ona mowi , ze nic się nie dzieje i to normalne na tym etapie?
Będę wdzięczny za wasze opinie.
Mam w sercu straszny chaos, nie mogę normalnie funkcjonować. to jest straszne uczucie.