netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

jestem typem koleżanki - dlaczego nie mam faceta?

2 odpowiedzi2 402 wyświetleniazałożony przez kaja.ab, 02.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » jestem typem koleżanki - dlaczego nie mam faceta?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: jestem typem koleżanki - dlaczego nie mam faceta?

Cześć,
chciałabym prosić od was rady. Nie chciałabym mówić, że mam problem ( bo tego nie lubię), ale chyba coś jest jednak na rzeczy, że do Was piszę.
Mam 24 lata i do kilku dobrych lat nie byłam w żadnym związku ( takim poważnym), zdarzały się flirty i romanse, ale były krótkie i  wtedy się bawiłam( bo wiedziałam, że nic poważniejszego z tego nie będzie). Poza tym takie osoby zwykle poznawałam na imprezach u znajomych, kiedy atmosfera była luźna i nie stresowałam się.

Zwracam się do was z 'problemem' takim jak zbytnia 'koleżankowatość'. Jestem ogólnie miła dla ludzi, staram się być zawsze 'w środku', nigdy nie byłam jakąś stroną konfliktu na uczelni, wśród znajomych. Po prostu zawsze chciałam mieć dobre relacje z ludźmi. Niestety w domu, w kręgu rodzinnym pokazuję rogi jak prawdziwy Baran.. Niestety /stety jestem typowym przykładem tego znaku i dlatego pilnuję się wśród znajomych, na uczelni, w pracy by nie pokazywać zbytnio emocji , nie być zaborczą, egoistyczną, rozdrażnioną - co niestety czasem jednak ma swoje wady - bo może ludzie nie wiedzą jaka jestem naprawdę - tylko nieliczni - tacy bardzo zaufani.

Jeśli chodzi o związki - ostatnie 4 lata były bardzo burzliwe dla mnie- ponieważ miałam wahania wagi, kompleksy, nastroje, czasem ludzie na uczelni ( chłopcy) mi dogadywali, co było dość nieprzyjemne. Niestety/stety musiałam ich znosić, bo miałam z nimi zajęcia. Jednak zauważyłam, że kiedy na 2 roku zaczęłam chudnąć chodząc na siłownię - ci chłopcy zaczeli się do mnie przystawiać, zaczęli się inaczej zachowywać, zaczęli mnie podrywać... Z psychiki byłam taka sama - jednak z wyglądu szczuplejsza może o 2-1,5 rozmiaru. Zauważyłam wtedy , że wygląd naprawdę się liczy...Wtedy także stwierdziłam, że aż taka beznadziejna nie jestem i że mogę zrobić dużo nie tylko na polu zawodowym, ale i na polu damsko-męskim. Umawiałam się z kolegami itp. Czasem wychodziło - czasem nie, ale nie przejmowałam się, bo byłam młodsza i miałam całe studia, życie przed sobą.

Wyjechałam później za granicę na rok - byłam inna, spotkałam nowych ludzi. Wróciłam inna, pewniejsza siebie, znajomi uważali, że zmieniłam się, wydoroślałam, byłam bardziej otwarta i kobieca ( A wcale wtedy nie schudłam, ta zmiana psychika nastąpiła samowolnie przez cały rok).
Jednak moje szczęście nie trwało długo, bo mój najlepszy przyjaciel omamił mnie sobie wokół palca, a ja zbyt mu ufałam. Skończyło się tym, że prawie nie odzywamy się do siebie ( tylko uczelnia), on ma nową dziewczynę- a ja przez pół roku czy więcej leczyłam złamane serce i popadłam w jakieś kompleksy ( miałam bardzo złe myśli i stany depresyjne).

Przez te pół roku  kiedy musiałam się wykaraskać ze złych myśli i znowu być pewniejszą siebie, niestety przytyłam, ale zaczęłam się nie przejmować innymi. Znowu miałam wszystko w d**ie.  Dostałam pracę w innym mieście, w innym środowisku, poznałam nowych ludzi o innym perspektywach i horyzontach - co bardzo mi odpowiadało , bo podświadomie chciałam siebie zmienić, nie patrzeć już w przeszłość. Nie chciałam zawracać sobie głowy znowu tym samym problemem jakim był mój przyjaciel i ta cała beznadziejna sytuacja.

W trakcie tej mojej 'podróży' i oderwania się od środowiska poznałam kogoś fajnego, starszego. Na początku nic sobie nie wmawiałam, jednak po kilku spotkaniach i rozmowach zaczął mi się podobać. Wtedy też postawiłam wszystko na jedną kartę i od tego momentu jakiegoś 'odrodzenia' to ja np zaczynałam rozmowy z chłopakami, to ja ich gdzieś zapraszałam, to ja wykazywałam się inicjatywą. Byłam pewna siebie, wiedziałam czego chciałam. Jednak z tym nowopoznanym kolegą chyba nie wyszło...
Właśnie też dlatego piszę do Was. Chyba znowu albo byłam zbyt otwarta, chciałam się za szybko zakolegować, poznać człowieka, albo po prostu mu się nie spodobałam.  W skrócie- mimo tego, że na początku mówił mi, że nie chciałby aby nasza znajomość skończyła się na końcu mojego stażu - obecnie pisze do mnie jak do kumpla/ziomka. Tak jakby po którymś spotkaniu mnie zaczął friendzonować- nie patrzeć na mnie jak na koleżankę, ale na kumpla, ziomka. Nie wiem z czego to wynika. Myślicie, że on mógł wyczuć to, że ja się stresowałam przed nim, inicjowałam spotkania, mógł się domyśleć, że mi się podoba i dlatego przekierował znajomość na tor- przyjacielskości? jednak mi to nie przeszkadzało w pewnym sensie, bo chciałam go poznać - spotkaliśmy się w takiej luźnej atmosferze ostatnim razem- było miło śmiesznie. Ale on pierwszy do mnie nie napisał po spotkaniu. Mówił mi jakie ma plany , że jest zajęty. Po 2 tygodniach ja do niego napisałam totalnie na luzie z pytaniem co u niego słychać, powiedziałam co u mnie na uczelni itp. Pisałam bardzo na luzie tak jak on do mnie wcześniej. Jednak on od kilku dni nie odpisuje- a odczytał smile

I teraz nie wiem na czym to polega. Już kiedyś miałam tak, że zauroczyłam się w koledze indywidualiście kilka lat temu - latałam za nim, pisałam- on nie chciał. Natomiast kiedy nie pisałam, a spotykaliśmy się w gronie znajomych on zawsze pierwszy latał za mną, odprowadzał mnie do domu, niby był starszy a jednak nieśmiały.
Z tym nie wiem czy jest tak samo. Nie wiem czy mam się odzywać. W pewnym momencie kiedy go nie informowałam, że przyjeżdżam spotkaliśmy się na mieście spontanicznie i jego pierwszą reakcją było straszne zdziwienie dlaczego go nie poinformowałam. Dlatego później już go cały czas informowałam..

Już wrzucałam w pewnym momencie na siebie, że za każdym razem kiedy się spotykaliśmy ja musiałam wyjeżdżać, ja byłam w dygocie, nieogarnięta- po stresującej pracy, sama sobie w brodę plułam, że zrobiłam złe pierwsze wrażenie...

Zauważyłam, że mam tak, że najpierw chcę kogoś poznać bardzo dogłębnie, a później mogę z tą osobą albo flirtować, albo nic nie robić. Tak samo było z tym kolegą- ja go jeszcze nie poznałam tak dobrze, i zastanawiam się, dlaczego zaczął do mnie pisać jak do kumpla, ziomka. I nie odpisał mi po tych 2 tyg na wiadomość...Boję się, że czasem by kogoś poznać, jestem zbyt natarczywa, nachalna. Boję się, że ludzie nie tacy jak ja ( jestem energiczna, ambitna, otwarta, dużo mówię, czasem za dużo) mogą się mnie przestraszyć. Tak o tym myślę już od kilku lat. A swojego zachowania nie zmieniłam niestety.
Pamiętam tylko dokładnie rok temu, po powrocie z nauki za granicą - wtedy schudłam, byłam pewna siebie, wiedziałam czego chcę, dlatego się podobałam. A teraz wydaje mi się, że sama przed sobą gram. Nie jestem spontaniczna od momentu tej beznadziejnej sytuacji z przyjacielem - a to było już bardzo dawno. Ja się boję i ciągle analizuję następnych fajnych kolegów... Nie wiem dlaczego tak mam. I znowu przy analizowaniu wychodzą moje kompleksy,brak wiary w siebie i uważam, że jestem zbyt koleżeńska, zbyt miła dla wszystkich.
Może to prawda. Może nie umiem flirtować z facetami. Ale nie miał mnie kto uczyć. Jestem obrazem mojej matki. Trochę amazonki, przebojowej, silnej, ona jest filarem związku. Ona wie czego chce. Jej mężczyźni w przeszłości, na studiach się bali. Bali się, że wie czego chce i jest taka ambitna- ciągle mnie do tego zmuszała, aż to wsiąkło w moją naturę i stało się po prostu moim życiem. Walczę z czymś i dążę do czegoś idealnego - a przecież nie ma ideałów... Boję się, że może to ja wysyłam jakieś złe znaki i może to ja olewam czasem ludzi. Boję się, że to może właśnie wszystko jest w mojej głowie i muszę się sama uprać najpierw ze sobą a później myśleć o ewentualnych chłopakach czy związkach..
Nie wiem jak mam poradzić sobie sama ze sobą...
Jeśli będę zbyt otwarta, koleżeńska, wiedząca czego chcę do facetów, to przecież żaden na mnie nie zwróci uwagi. Ja nie cierpię udawać idiotek - czasem widzę jak koleżanki zmieniają się przy facetach na jakieś debilki, uległe pańcie... A jesli już zostają sobą to ich związki są burzliwe, bo facet nie chce dać się omotać kobiecie. I ja się tego boję. Że będąc sobą znajdę tylko agresję i upór ze strony faceta, a jeśli się zmienię na flirciarę będę mogła robić to co chcę. Nie wiem jak pogodzić te dwie rzeczy. Chciałabym być bardziej kobieca, bardziej potulna, może nie taka żywiołowa i energiczna. Mam też dziwne poczucie humoru. Chłopaki nawet z uczelni widzą we mnie siostrę. Mówią, że po powrocie z zagranicy byłam inna, bardziej dorosła, a teraz znowu żartuję i jestem taka jak wcześniej. Wiem, że to są jakieś gadania i powinnam nie słuchać debili. Ale jeśli kilka osób ( z męskiego grona) to zauważyło, to może niestety tak jest? Może jednak znowu jestem taką 'koleżanką, śmieszną osobą, a nie kobiecą' jak po moim powrocie. I może dlatego ten kolega zaczął mnie inaczej traktować bo za pewnie się czułam, bo byłam za bardzo wylewna, może nie byłam po prostu kobieca i subtelna... Nie wiem co mam zrobić.


Przepraszam za mój chaotyczny wpis, ale musiałam się wyżalić.
Pozdrawiam,
K

2 Ostatnio edytowany przez stenia_white (2014-11-03 00:27:35)

Odp: jestem typem koleżanki - dlaczego nie mam faceta?

Bądź sobą. Kiedyś spotkasz kogoś, kto pokocha Cię taką, jaką jesteś.  Lepiej być sobą, niż męczyć się z kimś, kto nie akceptuje Twojej osobowości. Naucz się być sama ze sobą szczęśliwa. Bycie z kimś w związku nie jest Twoim życiowym celem, jesteś ambitna i silna. Nie chcesz się otworzyć przed byle kim. I bardzo dobrze, bo nie rzuca się pereł przed wieprze.

Gdy spotkasz tego właściwego mężczyznę, nie będziesz musiała mu nic tłumaczyć, jaka jesteś i dlaczego taka, a nie inna. Będziecie się rozumieć bez słów i będziecie siebie akceptować całkowicie.
Nie przejmuj się i rób swoje, bądź sobą.

Gdy byłam w Twoim wieku dopiero wtedy spotkałam swoją miłość. Rozumieliśmy się bez słów. Niestety nie zostaliśmy razem przez głupotę. Moją i jego. Później byłam w innych związkach, ale to nie było to. Nigdy już nikogo nie kochałam chyba, raczej mi się tylko wydawało. Ale nadal wierzę w to, że spotkam kiedyś takiego mężczyznę, z którym będzie takie porozumienie dusz.

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » jestem typem koleżanki - dlaczego nie mam faceta?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026