netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Porzucony, zraniony...

280 odpowiedzi29 614 wyświetleńzałożony przez crushheart, 27.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Porzucony, zraniony...

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 281 ]

1

Temat: Porzucony, zraniony...

Wiatm Was, jestem facetem, mam 30 lat, byłem kiedys w osmioletnim zwiazku zostałem porzucony...pozbierałem sie i znalazlem tą jedyną, byliśmy 2 lata, przez ten czas 4 razy mnie porzucała przez telefon..ja ciagle walczyłem bo bardzo ją kocham, teraz nie odbiera nie chce byc ze mna, mówi ze tez teskni i ze dalej mnie kocha jak czasem uda sie ze coś odpisze czy uda mi sie do niej oddzwonić, sytuacja jest skom ja nie mam nikogo z kim mógłbym porozmawiać...prosze was o pomoć bo nie jem nic nie spie a musze pracować, siedze i płaczę...

zawsze zostawiała mnie z powodu kłótni bo uważa ze nie powinno byc kłótni, ale przeciez nie ma takich zwiazków..dalismy sobie szanse 2 miesiace temu, nawet ja zapytałem jak ocenia ten czas powiedziała ze było bardzo dobrze ale odchodzi bo ja sie nie zmienie i ona sie nie zmieni, boze nie rozumiem...tak bardzo cierpię....

Ona ma 28 lat, na poczatku było super, jej rodzice byli we mnie poprostu zapatrzeni, ale zauważyłem ze ja kontroluja w tym wieku, wiec sie przeciwstawiłem, i od tego czasu sie zaczeło, po roku czasu była sytuacja ze wracała do domu po płaczu i jej rodzice mysleli ze ja tak krzywdze a tak nie było, płakała mi w ramie wiele razy czesciej przez nich bo nie wytrzymywała z nimi niz przez nasze jakies kłótnie czy problemy, po roku byla taka sytuacja pierwszy raz mnie zostawiła z nacisku rodziców, nie chcieli jej z domu wypuscic, a ona sie bała im przeciwstawic wyszła na balkon zapłakana ze nie moze ze sie boi. ok sytuacja sie rozjasniła udało sie wrócilismy do siebie, za kilka miesiecy znowu o cos sie pokłucilismy..i zostawiła mnie przez telefon smsem ze nic od emnie nie chce zebym sie z nia nie kontaktował, ogólnie wtedy nie pracowala i byla na utrzymaniu rodziców ale w takim wieku chyba zycie sie układa z ukochanym a nie z rodzicami. Było wile kłótni o jej rodziców bo ja kontrolowali na kazdym kroku a ona mi nie wierzyła bo tyle lat w tym tkwila ze stracila poczucie czegokolwiek..pozniej mi przyznała racje , i znowu powrót po kilku dniach i fszytko pieknie, radosc ze spotkan prawie codziennie, miłośc uczucie nie do opisania. i sytuacja z przed 2 miesiecy ...3 rozstanie, bo ja sie za szybko unosze i sie kłóce i znowu powrót i te ostatnie 2 miesiace do kilka dni wstecz były super, az pokłócilismy sie o kolezanke jej bo coś tam mnie obraziła iec powstala kłótnia w której na nia nakrzyczałem ale nigdy jej nie uderzyłem czy nie powiedziałem obrazliwego słowa...w dniu kiedy to sie stało po tej kłótni mówiłem jej ze boje sie juz wyrazić własne zdanie bo boje sie ze zaraz mnie porzucisz...ze trace własna tożsamość, powiedziala ze nic takiego nie powiedziała ze mnie zostawi...a za kilka godzin telefon ''to koniec nas'' nie chce z Toba być bo Ty sie nigdy nie zmienisz bo zawsze tak bedzie..oczywiscie jet i moja wina bo wina zawsze ley po srodku ale zeby przez telefon? i nie wytłumaczyc nic nie spotkac sie itd..pisałem jej milion smsów, ona tylko zebym dał jej spokój, od rozstania mineło kilka dni i czasem udało sie porozmawiać, i wtedy ja sie pytałem czy kocha mnie ze za nia tesknie..ona na to ze tak patrys bardzo, tesknie i kocham Cie ale postaram sie zeby to mineło. Bo nie chce juz byc ze ja sie nie zmienie itd. jestem bardzo uczuciowym i kochającym facetem, naprawde mało takich bo ciągle to od kogos słysze. jestem załamany, poprostu siedze i płacze. chciałbym ta sytuacje komus opowiedzieć chocby przez telefon...prosze Was pomózcie mi ...

mam tez gg i facebooka...błagam..biore relanium na uspokojenie ale to nic mi nie daje....

tak cholernie mocno kocham, ja jestem tego zdania ze jak sie kocha to walczy bo w zyciu sa rózne sytuacje...nie mozna sie tak poddawać, mimo tego ze mnie porzucała 4 razy..zawsze przez telefon, ale póżniej było naprawde cudownie...a wiem ze to jest ta jedyna, ta która wybrałem na całe zycie.

napisałem jej list po 3 razie, długo rozmawialiśmy ale wrócilismy do siebie, nie wstydze sie tego listu poprostu zawsze mówie z serca i to co czuje.



Cześć Małgorzato, od czego zacząć, hmm.. ponieważ nie mam innego wyboru jak ??powiedzieć ?? Ci co czuje i co myślę jestem zmuszony to napisać w takim jak by liście, co jest bardzo przykre. Po takim okresie bycia ze sobą powinno się załatwiać takie sprawy na osobności, z szacunku do tej drugiej osoby, a nawet jeśli Ty tego nie potrzebujesz to pamiętaj że byłaś w związku z drugim człowiekiem , który też ma uczucia tak jak Ty i może tak łatwo sobie nie umie z tym poradzić, nie pomyślałaś że może ja tego potrzebuję? Wiedziałaś jak przeżyłem poprzednie rozstanie, mówiłem Tobie o tym, a mimo wszystko postąpiłaś okrutnie i jeszcze gorzej, nie godnie tego co było między nami, nie godnie siebie samej, tego co mówiłaś, a Twoje słowa do mnie? ??Odpi**ol się??? i nie masz na to wytłumaczenia. Może złość? Ja nawet w złości czegoś takiego nigdy bym do Ciebie nie powiedział. No ale mniejsza o to.
    Chciałem napisać o kilku sprawach, na pewno domyślasz się jakie to są sprawy?
Relacje nasze i ich obrót w złą stronę były w bardzo dużym stopniu spowodowane przez sytuacje  u Ciebie w domu, tak samo jak Ty mi mówiłaś żebym się zmienił bo Ty tak nie chcesz żyć tak samo ja mówiłem zrób coś z tą sytuacją ponieważ ona na mnie negatywnie wpływa, co zarazem negatywnie wpływało na Nas. Nic nie zrobiłaś. Powiedziałaś tylko , że ??Patryk będzie do mnie przyjeżdżał?? .. i co?
Ty możesz sobie mówić u siebie w domu co chcesz, a rodzice i tak mają to w głębokim poważaniu, Twój szacunek do nich jest zbudowany na strachu przed nimi a nie relacjami z nimi jak powinno być. Jesteś ogromnie uzależniona od nich i nigdy się nie uwolnisz, mając wybór miedzy nimi a mną wybrałaś ich. Tworząc nowe życie z kimś zawsze trzeba pamiętać o rodzicach bo są oni do pewnego momentu, każdy się starzeje, każdy kiedyś umiera. Rozumiem to. Ale tworząc ten związek, to nowe wspólne życie trzeba pamiętać i pokazać jasną granicę do jakiego momentu można się posunąć w relacjach rodzice-związek. U Ciebie tego nie było?pamiętasz o jakich prywatnych sprawach chcieli decydować? Rodzice mogą wyrazić sprzeciw lub niezadowolenie z takiej lub innej decyzji swojego dziecka, ale nigdy nie mogą za nią decydować co ma zrobić tym bardziej w takim wieku w jakim jesteś. Zapytaj kogokolwiek, zresztą sama mi mówiłaś, że czy to babcia czy to koleżanki z pracy czy nawet Ty sama przyznawałaś że to nie jest normalne, więc rozumiałem, że i Ty to rozumiesz?ale na próżno było czekać. Uważam, że w taki sposób w jaki Ty to zakończyłaś, bez spotkania, przez telefon to można zakończyć związek 2 dniowy, przelotną wspólną noc, a i to nie zawsze trzeba. Ale jeżeli łączy kogoś miłość, oddanie, szacunek, uczucie jak mi się wydaje i chyba mam tu racje bardzo głębokie, wspólna przyszłość i plany to nigdy to nie powinno tak się zakończyć. Ja naprawdę chciałem Ci dać tak wiele, wiesz.. poniekąd ta sytuacja uświadomiła mi, że warto się starać dla drugiej osoby jeszcze bardziej. Zrozumiałem, że takim podejściem nie traktowałaś tego związku ani mnie poważnie.
Życie to ciągła walka w mniejszym lub większym stopniu przeplatana tymi chwilami radości, oddawania siebie wspólnie, bo przecież większość czasu spędza się poza domem pracując. Życie to problemy, wytrwałość, ale także i miłość o którą się walczy. Kiedy przyjechałaś do mnie w sobotę i powiedziałaś, że nie możesz już tankować to trudno, to będę chodzić na piechotę powiedział bym i tyle. Mam ja samochód, poradzimy sobie, to nie powód do załamywania się, ale Ty się przyzwyczaiłaś do wygody, taka sytuacja obrazuje właśnie, że wybierasz to co znane i bezpieczne, boisz się nieznanego. Jak każdy. Życie właśnie na tym  polega, żeby stawiać czoła przeciwnościom i mimo wszystko nie rezygnować.  ?? Puste kieszenie nigdy nie powstrzymały nikogo przed podjęciem działania. Mogą to zrobić tylko puste głowy i puste serca.??
Co do mojej osoby to miałaś w kilku sprawach rację, za dużo popijałem sobie przez co przytyłem i również to powodowało, że źle się ze sobą czułem, dlatego postanowiłem, że nie będę pił. I tak robię, zacząłem biegać jak kiedyś, to dotlenia mnie i uspokaja, inaczej myślę bez alkoholu, poczytałem trochę i zrozumiałem, alkohol otępia umysł, otępia uczucia, przygnębia, dlatego teraz czuję się zupełnie inaczej, papierosy również.  I już widać efekty mojej pracy bo schudłem  . Poza tym chciałbym żyć jak najdłużej.
Nigdy nie chciałem Ciebie zmieniać, no może poza kosmetycznymi sprawami, tymi małymi bo po to ma się siebie nawzajem, żeby sobie pomagać. Moja krytyka była tylko dla tego, że mi na Tobie zależy, jedynie źle ją wyrażałem, ale i to zmieniam. Może i zbyt mocno i gwałtownie to robiłem, ale kto nie popełnia błędów. Bardzo wiele się popsuło dlatego, że Ty miałaś wady. Tak. Ty tez masz wady i to niektóre bardzo duże. Ale to jest właśnie miłość, kocha się z wadami i problemami. A te drobniejsze rzeczy można zmienić. Ja wiem co robiłem nie tak, Ty nie wiesz, w całym tym zakończeniu nie powiedziałaś ani słowa o tym co Ty robiłaś źle, Ty widzisz tylko to że mi pomagałaś, starałaś się, byłaś dla mnie. Ale czy ja dla Ciebie nie byłem? Czy ja Cię nie kochałem? Czy ja się Toba nie opiekowałem? Czy ja Cię nie szanowałem?  Czy ja byłem takim potworem okropnym? Wydaje mi się, że czułaś się przy mnie wyjątkowo i sama to przyznawałaś, ale widzisz wygrały te złe momenty. Nie skupiłaś się na tym dobrym tylko na tym złym. Nie ma związku bez łez, kłótni, bez smutnych dni. Poczytaj o tym jak jest w związkach i co powinno się robić żeby związki gdzie dwoje ludzi się kocha przetrwały mimo wszystko, myślisz że gdyby Twoi rodzice poddali się tak łatwo to by teraz ze sobą byli? Nie, oni szli w zaparte żeby stworzyć dom i rodzinę i dlatego im się udało. Jeżeli takie sytuacje spowodowały to to znaczy że nie kochałaś mnie prawdziwie, prawdziwa miłość  trwa pomimo?Wiedząc to co złego zrobiliśmy mogliśmy zacząć nad sobą pracować. Przyznawałaś mi wiele razy rację, że tak masz racje Patryś, ale nic z tym nie robiłaś.  To tak jak z alkoholikiem, on wie, że ma problem i przyznaje się do tego (choć nie zawsze) i chce to zmienić, wie o tym ale nie zmienia, bo to oznacza pracę nad sobą, wyrzeczenia, poświęcenie. A i tak na końcu nie wiadomo czy nie będzie to na marne, czy mu się uda. Tak samo jest u Ciebie, Ty nie chcesz wyrzeczeń, zmian, starania się. Mi się udało, udało się zmienić myślenie i od tego czasu jest coraz lepiej i będzie lepiej. Na Twoją decyzję wiedząc to co wiem i nie rozmawiając z Tobą w cztery oczy, nie widząc twoich uczuć i tonu, mogę twierdzić, że nie była to Twoja  decyzja.. nie jak się kogoś tak kocha, kiedy 2 dni przedtem kochamy się namiętnie z uczuciem patrząc sobie w oczy. Nie na wszystkim się znam, ale o uczuciach mogę powiedzieć, że nieco wiem. Poza tym nie byłem z Toba 2 tygodnie, więc troszeczkę Cię znam. Bardzo duży wpływ maja na to Twoi rodzice, być może jakaś koleżanka, ale te osoby nie znają mnie znowu. Tylko Ty mnie znasz i wiesz, że potrafię kochać opiekować się. Wszystko się da. Być może zagrozili Ci czymś takim, że się przestraszyłaś i wybrałaś, ale w ten sposób nic nie zmienisz w swoim życiu, nigdy nie będziesz sobą, nie uwolnisz się od tego. Czy może bo zabiorą Ci auto, czy wywala Cię z domu, czy , że nie będziesz miała ich wsparcia nigdy. Dom mogłaś mieć u mnie z osobą którą kochasz, auto też, praca to rzecz nabyta, zawsze można ja znaleźć. Zawsze można wynająć coś, tak.. zmieniłem zdanie co do wynajmu, bo raz się żyje i trzeba się starać. Drugiego  życia nie znajdziesz, nie wygrasz, strach przed rodzicami masz zakorzeniony głęboko w psychice, pracowałaś na to wiele lat. Rodzice są od tego żeby podpowiedzieć, wyrazić swoje niezadowolenie, ale nie żeby szantażować córkę. Myślisz że po tamtej sytuacji ze stycznia oni Cię nie szantażują? Twój wybór.
Sobota.. to, że odtrąciłem Twoja dłoń było powodem?mężczyzna powinien nosić swoją ukochana na rękach i być dla niej schronieniem i oparciem w życiu, to co powiedziałem to bzdura, wstyd mi za te słowa, przyjechałaś tego dnia do mnie i nie zapowiadało się żebyś mi to powiedziała, tylko wróciłaś do domu i coś musiało się w nim wydarzyć, coś po czym powiedziałaś mi takie słowa.. po drodze oszukałaś mnie że miałaś wypadek i pół samochodu skasowane, i wypominasz mi, że Ci nie pomogłem, zwykłe zagranie na emocjach jak się okazało w poniedziałek, że niby co? Tata wyklepał auto przez niedziele i pomalował? Proszę Cię? nawet na to nie miałaś komentarza w poniedziałek. Może miałaś kolizję?jakieś otarcie czy coś?ale zawsze lubiłaś wyolbrzymiać żeby tylko zwrócić na siebie uwagę.. tak moja droga myślisz że tego nie widać było? Heh Ty chyba uważasz, że masz przyzwolenie na oszukiwanie.. Moim problemem było to, że za dużo piłem piwa?no i co z tego jak sobie z tym poradziłem z dnia na dzień? Mną w życiu nikt nie kierował, nie decyduje o tym z kim mam być i co robić, widzisz różnicę? To nie stanowiło dla mnie problemu, widzę że inaczej myślę bez alkoholu, że bardziej mi zależy na wszystkim. Wiem to. Po prostu świat jest piękniejszy
Relacje z moją mamą naprawione, relacje z Twoimi rodzicami do naprawienia, (jeżeli tylko zechcesz) nauczyłem się cieszyć dniem, chwilą, nawet minutą, dlaczego stajemy się lepsi? Bo dorastamy, widzimy i uczymy się na swoich błędach, że nie warto się złościć, to jest bez sensu i prowadzi tylko do złego, złość niczego nigdy nie zmieniła, dobro tak.
                Wiem jedno, nie ma związków bez skaż, bez nieporozumień, ale to czy się uda i czy będziemy szczęśliwi zależy od pracy nad sobą i od wyrzeczeń, od wysiłku, od starania. Znam siebie, kilka razy w życiu zmieniłem się nie do poznania, Wtedy jak sporo piłem i chodziłem łysy i ludzie się mnie bali. Powiedziałem dość. Było jeszcze kilka takich sytuacji, ta była przykładowa, że można i nie jest to wcale takie trudne. Wystarczy chcieć
Gdybym napisał czy powiedział Ci to wszystko 2 tygodnie wcześniej ucieszyła byś się, że  w końcu się zmieniłem, że myślę inaczej, a ja w niego wątpiłam, ale on naprawdę jest kochany?widzisz, ludzie zmieniają się pod wpływem sytuacji, bardzo rzadko i trudno jest im zobaczyć swoje błędy bez ??czegoś tego?? , tylko czy Ty widzisz swoje..? Czy widzisz co Ty zrobiłaś źle i przez co on czuł się beznadziejnie? Może moje zachowanie, moje decyzje wpłynęły na jego zachowanie? Przecież on tez ma granice wytrzymałości?ale mimo to byłem? Dlatego uważam, że to nie jest Twoja decyzja, przynajmniej w jakiejś części, a jeżeli tak jest to ani Bóg Ci nie wybaczy, ani ja, a jak Ty się będziesz czuła za jakiś czas.. nie koniecznie teraz od razu.. to już tylko Ty będziesz o tym wiedzieć. Nie wiem co spowodowało taką nagłą zmianę decyzji, uczuć, bo przecież były one i to silne, te kłamstwa o wypadku itd. Co Tobie to dało? Po co to było? Nikt kto kocha nie kończy w taki sposób i tak szybko, mówisz, że powiedziałaś mi wszystko a nie powiedziałaś w zasadzie nic. Albo po prostu poznałaś kogoś, kto zapewni Ci od razu wszystko i o nic nie będziesz musiała się martwić, bo co mogę sobie myśleć skoro nic mi nie powiedziałaś na koniec?  Mogę myśleć i podejrzewać wszystko, ale to prędzej czy później się wyda. Jak ktoś tak uczuciowy jak ja może się z tym czuć? Co może sobie myśleć? Pamiętaj, że wszystko wraca do ludzi ze zdwojona siłą.
Nie słuchaj tych co mówią, że ludzie się nie zmieniają, może nie wszyscy, ja na pewno nie należę do tych osób, pamiętaj to. Wiem, że jestem dobrym człowiekiem, wiem też że nie ma za wiele takich osób, mogłaś we mnie zwątpić, miałaś do tego prawo, możesz również wierzyć, też masz do tego prawo.
Co tutaj na koniec napisać? Że według mnie popełniłaś błąd? A co to zmieni? Nic. Że mylisz się co do mnie?  Że na siłę ode mnie odeszłaś? Czy mnie kochasz?  Nie wiem, nie wiem nawet tego?
Wiem jedno, zmieniłem się nie do poznania, wygrałem kilkumiesięczna walkę ze sobą, nigdy już nie czuła byś się przy mnie źle, nieba bym Ci przychylił, wybrałem Cię na tę jedyną kobietę w swoim życiu, troszczę się o Ciebie i tęsknię, bardzo tęsknię, za wtuleniem się w siebie i leżeniem.. każdego wieczoru... pa.

jej kolezanka mi napisala bo ja o to porosilem o chwile rozmowy to jezeli ja kochasz to pozwól jej odejsc daj jej czas daj jej pozyc Ty sobie tez daj czas jezeli poczuje ze to jest to  , wróci...i to tyle chyba, załamuje sie coraz gorzej z kazdą minutą...

aż wstyd mi ze facet 30 lat i tak reaguje... ale co zrobić jak serce mówi kochaj...

2

Odp: Porzucony, zraniony...

crushheart
Niedojrzała kłamczucha i manipulantka. Odpuść sobie.

3

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

Wiatm Was, jestem facetem, mam 30 lat, byłem kiedys w osmioletnim zwiazku zostałem porzucony...pozbierałem sie i znalazlem tą jedyną, byliśmy 2 lata, przez ten czas 4 razy mnie porzucała przez telefon..ja ciagle walczyłem bo bardzo ją kocham, teraz nie odbiera nie chce byc ze mna, mówi ze tez teskni i ze dalej mnie kocha jak czasem uda sie ze coś odpisze czy uda mi sie do niej oddzwonić, sytuacja jest skom ja nie mam nikogo z kim mógłbym porozmawiać...prosze was o pomoć bo nie jem nic nie spie a musze pracować, siedze i płaczę...(...)
ale co zrobić jak serce mówi kochaj...

Nie Ty pierwszy i na pewno nie ostatni, zmagasz się z problemem porzucenia. Wszystko co powinieneś teraz zrobić, to zabrać się za lekturę wątku :" Chłodne rozstania-podejście drugie, jak obudzić w sobie siłę." Tam jest pełny instruktarz... chociaż to sporo czytania. Watek jest jednym z dłuższych, to po ilości stron znajdziesz. A na teraz, kobietę zablokuj w telefonie, skasuj jej numer, skasuj ją na FB, GG, Skypie i gdzie tam jeszcze ją Masz, odstaw prochy, zero alkoholu i weź się za czytanie ze zrozumieniem.

4

Odp: Porzucony, zraniony...
starr napisał/a:
crushheart napisał/a:

Wiatm Was, jestem facetem, mam 30 lat, byłem kiedys w osmioletnim zwiazku zostałem porzucony...pozbierałem sie i znalazlem tą jedyną, byliśmy 2 lata, przez ten czas 4 razy mnie porzucała przez telefon..ja ciagle walczyłem bo bardzo ją kocham, teraz nie odbiera nie chce byc ze mna, mówi ze tez teskni i ze dalej mnie kocha jak czasem uda sie ze coś odpisze czy uda mi sie do niej oddzwonić, sytuacja jest skom ja nie mam nikogo z kim mógłbym porozmawiać...prosze was o pomoć bo nie jem nic nie spie a musze pracować, siedze i płaczę...(...)
ale co zrobić jak serce mówi kochaj...

Nie Ty pierwszy i na pewno nie ostatni, zmagasz się z problemem porzucenia. Wszystko co powinieneś teraz zrobić, to zabrać się za lekturę wątku :" Chłodne rozstania-podejście drugie, jak obudzić w sobie siłę." Tam jest pełny instruktarz... chociaż to sporo czytania. Watek jest jednym z dłuższych, to po ilości stron znajdziesz. A na teraz, kobietę zablokuj w telefonie, skasuj jej numer, skasuj ją na FB, GG, Skypie i gdzie tam jeszcze ją Masz, odstaw prochy, zero alkoholu i weź się za czytanie ze zrozumieniem.

Widzisz crushheart, kolejne osoby mówią Ci to samo (wiesz o czym mówię, bo wczoraj dużo sobie pisaliśmy)
Raczej to nie zbiorowa halucynacja i weź sobie to do serca, że dobrze Ci radzimy.

5

Odp: Porzucony, zraniony...

ja to wszystko rozumiem, aleTylko jak takie zachowanie jest możliwe jesli sie kogoś kocha i teskni...

6

Odp: Porzucony, zraniony...

Po co mi mówi ze nadal mnie kocha i teskni ale nie chce ze mna być? przeciez to jest nie do zrozumienia, szczególnie w stanie w jakim znajduje sie osoba porzucona, po co były o ostatnim rozstaniu obietnice typu Patrys ja sprawie ze nie bedziesz czuł sie zagrożony, ze zrobie wszystko bys sie nie bał porzucenia przeze mnie, nie opuszcze Cie, jestesmy razem i dla siebie...

7

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

Po co mi mówi ze nadal mnie kocha i teskni

Po pierwsze - Bo to taki typ kobiety Patryku.
Po drugie - Może ta cała sytuacja ma drugie dno.

Zajmij się sobą... weź urlop w pracy (jak możesz), albo wyjedź na weekend SAM bez telefonów i innych tego typu urządzeń.

Odizoluj się.... uwierz mi, ten ból rozstania nie trwa wiecznie.

8 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 10:18:38)

Odp: Porzucony, zraniony...

Co masz na mys;li drugie dno? jesli chodzi Ci o to ze moze jest ktos inny to nie napewno, rozmawiałem z jej babcią która traktuje mnie jak swojego wnuka, jest za mną, mówi ze napewno by wiedziała gdyby ona kogoś miała,  jest bardzo blisko z babcią, a jej babcia mnie uwielbia, i mówi mi ze odczekaj, ona Cie kocha, zateskni i wróci ale Gosia twierdzi ze nie wróci.Bo nie chce.

9

Odp: Porzucony, zraniony...

Cieszę się, że masz dobry kontakt z babcią dziewczyny....ale nie o to chodzi.

Raczej mój tok myślenia skłania się ku temu, że zapewne "zagłaskałeś" dziewczynę tą swoją miłością. Pewnie wielu się tu ze mną nie zgodzi.

To Ona ciągle Cię rzucała, to Ona wracała - to jakaś kosmiczna chorągiewka smile

Widzę Ona uwielbia tą zabawę w berka i bawi ją to, że to Ty ciągle się kalasz przed nią.
Myśli sobie "ach, tak nudno w tym związku, zadzwonię i powiem mu że zrywam znajomość... a Patryś będzie szlochał i błagał mnie o zmianę decyzji"

A może czas na to, żebyś to ty ją rzucił i niech teraz Ona się stara o to byś wrócił - rozumiesz?

10 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 10:42:15)

Odp: Porzucony, zraniony...

Rozumiem ale to nie ja ja zagłaskałem to jej ciągle było malo czułości, ona wrecz by sie tylko przytulała i lezała razem w ramionach moich, i tak bylo, uwielbiamy razem spac polezeć wieczorem to akurat nie wchodzi w gre. Była taka moja próba desperacja ze powiedziałem jej 2 dni temu ze w takim razie to ja nie chce z Toba być, nie chce Cie znać itd. to ona na to ze to w koncu sie zdecyduj bo raz tak mówisz a raz tak, wiec po jakims czasie (kilka godzin) rozmawiamy i mowie ze jednak chce byc razem i Cie kochać, założyc rodzine pobrać sie zamieszkać, i ona tez ciągle to samo powtarzała ze chce tego  e chce czu sie bardziej moja,

11

Odp: Porzucony, zraniony...
James napisał/a:

powiedziałem jej 2 dni temu ze w takim razie to ja nie chce z Toba być, nie chce Cie znać itd. to ona na to ze to w koncu sie zdecyduj bo raz tak mówisz a raz tak, wiec po jakims czasie (kilka godzin) rozmawiamy i mowie ze jednak chce byc razem i Cie kochać

To kompletny brak zdecydowania, musisz się określić i trzymać się swojego.

Jedno jest pewne, jeśli Ona nie chce być z Tobą (faktycznie) i kolejny raz nie bawi się Tobą ...to nic nie zdziałasz, nic na siłę. Im szybciej to zaakceptujesz tym lepiej dla Ciebie.

12

Odp: Porzucony, zraniony...

nie moge już dlużej..chce aby mnie objeła i przytuliła, jestem załamany, zniszczony zdeptany, rozpacz.. ;(

13

Odp: Porzucony, zraniony...

Domyślam się, że tak się właśnie czujesz - każdy ból ma swój kres.

Kiedyś czytałam taki cytat...

"A może na tym to własnie polega, Ty musisz przestać kochać, żeby jej zaczęło zależeć"

14

Odp: Porzucony, zraniony...

Czy moge w jakis sposób porozmawiac z Tobą głosowo?

15

Odp: Porzucony, zraniony...

i jeszcze takie smsy które mówia raz tak raz tak przytocze tu kilka:

JA ''boisz sie ze moja akceptacja Twoich postanowien wynika ze strachu przed tym ze moze znów mnie porzucisz i złamiesz mi serce, ze dlatego sie zgadzam z tym co mówisz? moze coś w tym jest Gosiu'' pomysla nad tym jak bardzo Ce kocham inad tym jak czesto mnie straszysz ze odejdziesz...''

ONA ''a Ty pomysl dlaczego ddajesz mi powody ze tak robie''

ONA nie mam ochoty Cie widziec przytulac całować, Twoje czułesmsy tylko mi dodatkowo ciesnie podnoszą''

ONA to juz którys Twój ostatni sms do mnie''

no i ja oczywiscie mase smsów do niej pisałem co dlaczego co mysle itd.
ona ze chce spokoju itd.

Ja jej pisze ze nie bede pisał, dma jej spokój ze nie rzucam słów na wiatr idotrzymuje obietnic. a ona odpisała na to ''wiec zamilknij'' ja jeszcze jej tylko napisałem ze gdybym widział Twój stan teraz to bym Cie bardzo mocno przytulill i przeprosił.a ona na to '' w tej sytuacji straciłes najwiecej''  gdzie i tak juz mnie porzuciła wiec jak mogem stracic jeszcze wiecej?? nie rozumiem.

Było tam jeszcze troche wymiany smsów a pozniej zaczeła odbierać , w ta niedziele pojechała do wawy odwiedzic brata z rodzicami, wysłała mi mmsa  swojego z dzieckiem kilku miesiecznym na rekach, ja sie ucieszyłem ze cos sie ruszyło i ze bedzie lepiej, pózniej dała mi nawet znac ze juz wraca ze jada objazdem bo jakis wypadek byl i ze jest juz w domu ze wróciła. tego jeszcze wieczoru rozmawialismy zartem tez troche ja poczułem ze idzie w dobra strone , to było w niedziele, nawet rozmawialismy ze pójdziemy na kawe  sama tak powiedziała ze dobrej kawy nigdy nie odmówi, a pozniej znowu wszystko runeło ze nie chce ze mna byc juz.

16

Odp: Porzucony, zraniony...

Patryk.
jeżeli nie zaczniesz najpierw kochać samego siebie, szanować, wierzyć w siebie i dbać o własne sprawy i samopoczucie to nigdy nie uda Ci się pokochać normalnej, fajnej i ciepłej osoby, która po prostu chce być z kimś a wcale nie musi.
Rozumiesz o co mi chodzi?
Wasz związek to szarpanina, dwoje ludzi z emocjonalnymi problemami, to się nie może udać. całe życie chcesz tak funkcjonować?
Przeczytaj dokładnie co Ci piszą, urlop bez telefonu, odizoluj się, daj sobie i jej czas, przestańcie się nawzajem nękać, to, co robicie jest chore.
Nie widzę mu miłości tylko uzależnienie.
Marsz do psychologa!!!!

17 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 11:52:38)

Odp: Porzucony, zraniony...

nie pisze do niej juz, i wcale to nie była szarpanina, naprawde było cudownie, ze zgrzytami, ale gdzie ich nie ma...? urlop nie wchodzi w gre, pracuje ako serwisant kotłów gazowych, jest sezon pracy co nie miara, teraz i wczoraj poprosiłem szefa zeby dał mi troche czasu, ale jutro musze wracac do pracy,,a nie potrafie funkcjonowac a co dopiero udawac przy klientach ze jest ok...

18

Odp: Porzucony, zraniony...

jest miłosc i to duza, ona nawet w tej sytuacji mówi ze teskni i kocha mnie, ale nie chce być bo uwaza ze sie nie zmienie.. a co ja mam zmieniać? tylko to ze ona nie chce krzyków  zwiazku, to jesj najbardziej nie pasowało, i zmieniam sie i widziała to przyznawała mi racje ze było dobrze od ostatniego rozstania ale ona chce na pstrykniecie palcami zmiane a to jest proces który twa, ale jestem takim facetem co nie oszukuje, słowo wazniejsze od pieniadza i jak powiedziałem ze nie bede krzyczał w kłótni to tak bedzie, zreszta nie raz jej udowodniłem ze jak czegos chce zmienic to to robie. Ja ja kocham ona mnie kocha i teskni bo to juz 8 dni jak sie nie widzielismy ale nie chce być...bize niech ten koszmar sie skończy....błagam..  ;(

19

Odp: Porzucony, zraniony...

Ty nas nie chcesz słuchać.
Wy macie po 30 lat prawie. Nie jesteście dziećmi a tak się zachowujecie.

Czy to jest normalne, że ona tak Cię porzuca kiedy jej coś nie pasuje? Czy między Wami jest jakaś normalna komunikacja, rozmowa na spokojnie, porozumienie dwojga dorosłych, kochających i szanujących się ludzi?

Zgrzyty? No jasne, że są. Tyle, że po czymś takim nikt o zdrowych zmysłach nie leci za każdym razem do mamusi i tatusia i nie pisze, że kocha ale nie może być z Tobą bo się nie zmienisz.
My tutaj nie jesteśmy w stanie pomóc Ci, ponieważ Ty sam nie chcesz tego dla siebie. Ciebie obchodzi tylko, żeby wróciła. I pewnie wróci, wiesz? Tyle, że to nie załatwi żadnego Waszego problemu.
Bo potem będzie powtórka z rozrywki.

20

Odp: Porzucony, zraniony...

jak jest miedzy nami dobrze to potrafimy rozmawiac o wszystkim problemach zyciu przyszłosci, naprawde jak dwójka dorosłych ludzi, ja nawet w takiej sytuacji uwazam ze karygodnym jest tak sie zachowac nie spotkac sie i nie obgadac tego co zaszło i co sie stało, ale ona nie chce.

skad myslisz ze ona wróci? po czym to stwierdzasz? i ile to moze trwać? jestem facetem i nie zawsze mozna zrozumiec kobiety, dlatego pytam..

21

Odp: Porzucony, zraniony...

Pewnie przemyśli i wróci, wcześniej już wracała, nie?
Przestań już do niej cokolwiek wypisywać, pokaż jej, że nie jesteś zabawką, że jesteś facetem a nie mazgajem zasmarkanym.
Niech jej to da do myślenia.

22

Odp: Porzucony, zraniony...

Skończy się Patryku - przyjdzie czas, że ta udręka minie. Trzymam kciuki za Ciebie i jestem tu.

Zauważyłam na tym forum, że psycholog jest lekarstwem na każde problemy, które tu się znajdują....oprócz tych o urodzie i modzie wink choć pewnie też bym się doszukała tongue

---Żaden psycholog nie pomoże pacjentowi, jeśli ON sam tego nie chce! ---


Ps. Patryku nie ma możliwości byśmy porozmawiali głosowo.

23

Odp: Porzucony, zraniony...

wracała ale to ja zawsze starałem wyjasnic i przekonac ja ze popełnia błąd, ze tak sie nie robi. tylko rozpacz jest silniejsza od racjonalnego myslenia, ale juz do niej nie pisze.

24

Odp: Porzucony, zraniony...

Ty ją przekonywałeś?
To ona nie ma żadnych zdolności do refleksji nad sobą?

25 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 12:25:04)

Odp: Porzucony, zraniony...

Tak, ja, mówiłem ze zmieni sie i rozpoczałem prace nad sobą, był progres, ale ona uważa ze było duzo lepiej jak sie jej zapytałem ale ze to ja ja chce wiecznie zmieniac itd, ze ja nia manipuluje i krytykuje..no poprostu nie moge w cos takiego uwierzyc. widziała moje zmiany bo w kazdym jest troche winy, ona uaza ze nie musi sie zmieniac bo to ja jestem winny temu ze odeszła...mówicie ze przemysli i wróci, gdzie non stp powtarzała ze nie chce ze mna byc i ta decyzja jest niepodwarzalna tym razem. A pózniej mówi ze dobrej kawy nigdy nie odmówi,

26

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

Po co mi mówi ze nadal mnie kocha i teskni ale nie chce ze mna być? przeciez to jest nie do zrozumienia, szczególnie w stanie w jakim znajduje sie osoba porzucona, po co były o ostatnim rozstaniu obietnice typu Patrys ja sprawie ze nie bedziesz czuł sie zagrożony, ze zrobie wszystko bys sie nie bał porzucenia przeze mnie, nie opuszcze Cie, jestesmy razem i dla siebie...

Ona jest przekonana, ze powiedzenie takich kłamstw, zmniejszy Twoje cierpienie. Gdyby naprawdę chciała by być teraz z Tobą, to by była, bez zbędnych słów.

Napiszę Ci to bardziej obrazowo, może jakoś do Ciebie dotrze...

Powiedzmy, że jest teraz głodna i ma apetyt na kawał świetnie zrobionego pieczystego, doprawionego, rumianego, takiego, że ślina leci na sam widok a soki trawienne dostają orgazmu.  A Ty podajesz jej półmisek a na nim? Rozmemłana galareta, o dziwnej konsystencji, podejrzanym kolorze i zapachu. Coś na widok czego, żołądek podchodzi automatycznie do gardła
To opis jej oczekiwań i tego co możesz jej w tej chwili oferować.

Po prostu Twoje Ego doszło do poziomu podłogi. Musisz, z naciskiem na to słowo, to swoje Ego odbudować. Bez tego, Twoje próby kontaktu, liściki, esy, maile, bardziej działają odpychająco niż przyciągająco. W wątku który Ci poleciłem jest wszystko opisane i z przykładami. Wydaje Ci się, że akurat Twój przypadek jest wyjątkowy? Masz rację - Ci się wydaje.... Wszystko idzie wg. schematu...   Poczytasz, sam do tego dojdziesz.

Napisałeś, że po poprzednim związku jakoś się podniosłeś. Ale zrobiłeś to w sposób mało świadomy, bo to powinno teraz działać na Ciebie jak szczepionka, a zadziałało jak "otorbiona infekcja" która teraz się dodatkowo uaktywniła.

W uzupełnieniu do mojej poprzedniej wypowiedzi - usuń z pola widzenia wszystko co się kojarzy z Twoja ex. Foty, bibeloty, duperszmity spakuj i najlepiej schował w takim miejscu, żeby nie były łatwostrawne w momentach kryzysowych. Wszystkie rzeczy osobiste ex, jakie Masz, spakuj i jej wyślij. Nie rób tego osobiście. Teraz z nią ZERO kontaktu. Pierwszy kontakt esemesowy za mniej więcej pół roku.
A do tego czasu to Ty masz być PAW, no może BAŻANT, a nie pingwinek w stanie po zjedzeniu ławicy śmierdzących ryb.

I jeszcze motto na najbliższe miesiące: O miłość się nie żebrze i o nią nie błaga.

27

Odp: Porzucony, zraniony...

pół roku? ja jestem w stanie odczekac tydzien dwa..miesiąc, ale po pół roku to nie bedzie do czego wracać, mam prawie 31 lat w styczniu bedzie...ja jej daje wszystko , stram sie troszcze wspieram bo mówiła mi ze tego potrzebuje, była załamana brakiem pracy, mówi ze dla niej nie ma pracy bo jest beznadziejna, ja ja z tego ratowałem, ze wcale tak nie jest jestes bardzo wartosciowa ze znajdziesz prace szybciej niz Ci sie wydaje..i znalazła po chyba tygodniu, i jest z niej zadowolona, pojawiła sie w koncu mozliwosc zamieszkania razem, ustatkowania sie tego o czym zawsze marzyła i ja równiez, ja jej mówiłem ze sie uozy i sie ułozyło, od ostatniego rozstania było naprawde dobrze, zero kłótni do tej ostatniej w zasadzie o głupote bo coś tam na fejsie z jej kolezanka cos sie posprzeczałem a nona nie zareagowała jak mnie tak jej znajoma obraziła, co pozniej sobie wyjasnilismy i było ok, ona była w szoku ze sie pogodziliśmy, ale ze to nic nie zmieni.

28

Odp: Porzucony, zraniony...

Patryk, słońce smile Kobieta, czy jakakolwiek osoba, która w wieku 28 lat nie ma własnego zdania i jest pod całkowitym wpływem rodziców NIE jest dobrym partnerem do niczego. Jeśli ona sama nie zorientuje się że pępowina ją oplata, to nic się nie zmieni.

Jeśli "stara baba" - nazywajmy rzeczy po imieniu, boi się żyć tak jak chce i sama o sobie decydować, to jest mentalną trzynastolatką.

Gdyby jej faktycznie było tak źle, to by się nie bała i dawno się odcięła, ale widać czerpie z tego korzyści, tak jak czerpała z Ciebie. Widać, jej jest potrzebny rodzić przez całe życie i ona samodzielna i samomyśląca nigdy nie będzie. Chcesz mieć bezwolną, fochującą się nastolatkę za partnerkę?

29 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 12:58:09)

Odp: Porzucony, zraniony...

no własnie to sie zmieniło ostatnio, postawiła sie rodzicom, jej ojciec ma stacje benzynowa zawsze tankowała do pełna ile chciała, nie musiała sie martwic o zalanie za 3 stówy do pełna, pokłócila sie z nimi i postanowiła wbrew ich woli byc ze mna i ze zamieszkamy razem i sie uwolni od nich na stałe, dostała prace wiec nie musi juz byc od nich zalezna, i tego sie trzyamła.

Wszystko zaczęło w końcu isc w dobra stronę, obydwoje mamy prace, mamy gdzie zamieszkać, przestala patrzec na opinie rodziców, nawet teraz po rostaniu mi mówiła bo ja jej powiedziałem, zapytałem czy znowu wróci do takiego stanu ze jej tato bedzie jej tankować czy znowu z mam będą przyjaciółkami bo tak było, ona mówi ze nie ze nie pozwoli na to, ze bedzie soba i sama o siebie zadba.

30

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

pół roku? ja jestem w stanie odczekac tydzien dwa..miesiąc, ale po pół roku to nie bedzie do czego wracać, mam prawie 31 lat (...).

Związki, jeżeli maja być udane, nie są wyścigiem z kalendarzem. Skoro Ci śpieszno do bylejakości... Twój wybór.
Czy wierzysz w to, że jeśli ona w swoim rozumowaniu, będzie z Tobą z litości, to długo to potrwa? a w tej chwili na nic innego nie możesz liczyć. Raczej prędzej, niż później znowu ucieknie od Ciebie.
Z takim poziomem samooceny jakie prezentujesz dzisiaj, będzie gorzej. 
Jak widzisz, na dzisiaj, Wasze oczekiwania co do siebie, są odmienne. Trzeba zacząć naprawiać od siebie. To Ty masz być silny i świadomy celu Ją "naprawisz" później, będąc silny.

31 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 13:13:33)

Odp: Porzucony, zraniony...

w tym tkwi problem, nie bylo byle jako, gdyby tak było nie był bym z ta osobą, datego mi tak zalezy ze było dobrze i dziwie sie jej porzuceniu mnie, o to chodzi ze jest to nie zrozumiałe skoro wszystko zaczeło sie w koncu układać.

Gdy wczoraj rozmawiałem z jej babcia ona powiedziala ze odczekaj, ze dzisiaj ona u niej bedzie pomagac w czyms, ze porozmawia z nia od serca, jej babcia ciagle powtarza ze chciała by byscie byli razem ze ja pasuje do ich rodziny, ze od razu to wiedziała jak tylko mnie zobaczyła (jej babcia) ze uwaza ze jestesmy sobie przeznaczeni a nie jest wcale taka stara i niekumata,

32

Odp: Porzucony, zraniony...

Sam sobie odpowiedziałeś, tylko jakoś nie chcesz tego zrozumieć:

crushheart napisał/a:

no własnie to sie zmieniło ostatnio, postawiła sie rodzicom, jej ojciec ma stacje benzynowa zawsze tankowała do pełna ile chciała, nie musiała sie martwic o zalanie za 3 stówy do pełna, pokłócila sie z nimi i postanowiła wbrew ich woli byc ze mna i ze zamieszkamy razem i sie uwolni od nich na stałe, dostała prace wiec nie musi juz byc od nich zalezna, i tego sie trzyamła.

Wszystko zaczęło w końcu isc w dobra stronę, obydwoje mamy prace, mamy gdzie zamieszkać, przestala patrzec na opinie rodziców, nawet teraz po rostaniu mi mówiła bo ja jej powiedziałem, zapytałem czy znowu wróci do takiego stanu ze jej tato bedzie jej tankować czy znowu z mam będą przyjaciółkami bo tak było, ona mówi ze nie ze nie pozwoli na to, ze bedzie soba i sama o siebie zadba.

Ona poczuła się silna, poczuła, ze może być niezależna i to sie jej spodobało. Podbudowało to jej samoocenę. Potem porównała Ciebie z ojcem i to porównanie wyszło na Twoja niekorzyść... Jeszcze tego nie widzisz? Jego Ego i Twoje to Everest i kopiec Kościuszki...

33

Odp: Porzucony, zraniony...

to po co pisze ze jak jej powiedziałem ze mamy mozliwosc zamieszkac razem ze chciałem w ramach przeprosin za ta moja kłótnie z jej kolezanka przeprosic ja i połaczyc z oswiadczynami, bo wypomniała mi ze 3 dni po tej sytuacji jeszcze jej nie przeprosiłem a ona na to czekała, powiedziałem jej ze miałem inny plan a on musiał chwile potrwać, wybranie pierscionka przesyłka itd, to mi pisała tak ''zawsze marzyłam abys mi sie oswiadczył, teraz mówisz mi o tym pierscionku, nie mysl sobie ze byłabym z toba bo taki miałes zamiar, ja chce byc szczesliwa, marzyłam chciałam chwalic sie wszystkim ze jestem bardziej twoja,szczesliwa, ten mój wymarzony był skromny nie potrzebowałam drogiego czy szalonego bo wyjatkowym by był, bo był by od Ciebie. a ja do niej na to to zadzwon to wyjasnimy dokończymy, a ona '' nie ma co dokańczać''ja chce spokoju....

34

Odp: Porzucony, zraniony...

Jawi mi się kolejna teoria zbliżona do teorii starr.

Dziewczyna faktycznie zaczęła się uwalniać od rodziców i myśleć samodzielnie. Prawdopodobnie zdała sobie sprawę, że zostając z Tobą wpadnie z deszczu pod rynnę.

Inna strona to taka, że ona by chciała już i natychmiast coś i jak tego nie dostanie wtedy, kiedy chce i jak chce, to wtedy wielki foch. (przykład z pierścionkiem).

Dla mnie to ona jeszcze nie złapała równowagi, a to, co jej jest teraz najbardziej potrzebne to spokój. Zamęczasz ją tymi swoimi jękami i nic tym nie zdziałasz.

35

Odp: Porzucony, zraniony...
Teo napisał/a:

Patryk, słońce smile Kobieta, czy jakakolwiek osoba, która w wieku 28 lat nie ma własnego zdania i jest pod całkowitym wpływem rodziców NIE jest dobrym partnerem do niczego. Jeśli ona sama nie zorientuje się że pępowina ją oplata, to nic się nie zmieni.

Jeśli "stara baba" - nazywajmy rzeczy po imieniu, boi się żyć tak jak chce i sama o sobie decydować, to jest mentalną trzynastolatką.

Gdyby jej faktycznie było tak źle, to by się nie bała i dawno się odcięła, ale widać czerpie z tego korzyści, tak jak czerpała z Ciebie. Widać, jej jest potrzebny rodzić przez całe życie i ona samodzielna i samomyśląca nigdy nie będzie. Chcesz mieć bezwolną, fochującą się nastolatkę za partnerkę?

Amen... :-)

Dopóki Ona będzie będzie brała ocenę rodziców pod uwagę w kwestiach własnego życia, doboru partnera itp. to nigdy nie zaznasz spokoju.Dopóki niezależnie od wszystkiego będzie dumna z Ciebie.Nie zastanawiając się co powie tata...Zawsze będziesz oglądał się za plecy.
Najpierw sam zbierz się do kupy.Bo spójrz prawdzie w oczy : rozsypałeś się. I to w momencie kiedy ona 'teoretycznie' zaczęła brać swoje życie w swoje ręce.

Nie czekaj na nią.Zajmij się swoim życiem... :-)

Wiem coś o tym :-) byłem 'po drugiej stronie lustra' :-D
I widziałem taką samą przemianę .

36

Odp: Porzucony, zraniony...

crushheart
Dlaczego... po co...  (?)
Rozdrabniasz każda jej wypowiedź na czynniki pierwsze, niczym rozbierając niedziałająca maszynę, dokonujesz analizy częściowej i doszukujesz się jednego wadliwego elementu. Tu nie ma co rozbierać i analizować, bo nie działa dlatego, że silnik  (to Ty) jest bez paliwa. Trzeba złożyć to spowrotem do kupy, zatankować, sprawdzić poziom oleju...

Babcia...
Babcie lubią miękkie ciepłe kapcie... damy wolą szpilki

37

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

to po co pisze ze jak jej powiedziałem ze mamy mozliwosc zamieszkac razem ze chciałem w ramach przeprosin za ta moja kłótnie z jej kolezanka przeprosic ja i połaczyc z oswiadczynami, bo wypomniała mi ze 3 dni po tej sytuacji jeszcze jej nie przeprosiłem a ona na to czekała, powiedziałem jej ze miałem inny plan a on musiał chwile potrwać, wybranie pierscionka przesyłka itd, to mi pisała tak ''zawsze marzyłam abys mi sie oswiadczył, teraz mówisz mi o tym pierscionku, nie mysl sobie ze byłabym z toba bo taki miałes zamiar, ja chce byc szczesliwa, marzyłam chciałam chwalic sie wszystkim ze jestem bardziej twoja,szczesliwa, ten mój wymarzony był skromny nie potrzebowałam drogiego czy szalonego bo wyjatkowym by był, bo był by od Ciebie. a ja do niej na to to zadzwon to wyjasnimy dokończymy, a ona '' nie ma co dokańczać''ja chce spokoju....

Przecież do jakaś tragifarsa big_smile
Laska zachowuje się jako małe bobo, kaprysi i rzuca grabkami co chwila, a autor chce jej się oświadczać, żeby królewna już nie marszczyła noska.

Ja widzę największe problemy u autora, który nie ma za grosz szacunku do siebie i pozwala tej kobicie o mentalności nastolatki srac sobie na głowę, a potem wmawiać mu, że to jego wina.

38 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 15:20:05)

Odp: Porzucony, zraniony...

moze i sie uwalnia ale czemu ode mnie? ona tego chciała ze mna.. mieszkania zareczyn, tego tamtego, dzieci razem itd...i o tym wszystkim jej powiedziałem zreszta rozmawialismy o tym, ja poprostu uwazam ze warto ratować kogoś kogo zycie jest wazniejsze od mojego..poprostu kocham ja cały m sercem..zawsze warto walczyć o lepsze jutro. Moze chwilowo straciła siłe, bo uwaza po jednej kłótni ze ja sie nie zmienie juz nigdy, zareczyny miały byc tak czy siak, a to ze chciałem to połaczyc z przeprosinami za ta kłótnie ostatnia to był mój 'pomysł.  Wiadomo , co osoba to inna teoria ale ona naprawd uwolniła sie od rodziców, powtarzałem jej ze nawet na czym jej zalezało ( na tym zebym przeprosił jej rodziców) za kłótnie i które były miedzy nami po tym jak zaczeli sie wtracać w nasz zwiazek a ona uwazała ze tak nie jest ze oni chca jej dobra tylko bo wrała ode mnie do domu zapłakana jaksie pokłucilismy to jej rodzice to wszystko widzieli i sie martwili o nią to powiedziałem jej przy tej sytuacji ze dla Ciebie przeprosze rodziców zeby był wreszcie spokój bo ani ja nie chce takich relacji ani ona. zeby było tak w rodzinie jakieś nienawisci. i zrobiłem to tzn chciałem wczoraj ale jej ojciec nie chciał ze mna rozmawiac a ni matka, ona zadzwoniła i powiedziała zebym nie dzwonił do jej rodziców bo nie chca mnie znać, i ze tyle czasu na to czekała z tymi przeprosinami jej rodziców i nic z tym wcześniej nie zrobiłem.

39

Odp: Porzucony, zraniony...

Patryk... walcz ile Ci sił starczy wink wykorzystaj każdy sposób..... Ale potem spotkamy się tu ponownie w nowym poście pt " Zmarnowałem najlepsze lata swojego życia dla kobiety która mnie .... "

40 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 15:31:44)

Odp: Porzucony, zraniony...

To powiedzcie czym zdziałam cokolwiek? tym ze sie nie bede odzywał? w ostatnim rozstaniu  nie odzywałem sie własnie tydzien, pozniej jakos udalo mi sie złapac kontakt, napisałem ten list do niej na poczatku tego tematu co czytaliscie i wysłałem piekny bukiet kwiatów na przeprosiny i udało sie wrócilismy i było super a ostatnia kłótnia sprawila to co jest teraz. Później rozmawiałem z nia na teat tego przedostatniego rozstania i zapytałem sie czy jak ja bym sie nie odezwał to czy Ty odezwała bys sie do mnie? ona powiedziała ze nie nie odezwała by sie. I teraz jak nic nie bede robił to nawet nie bedzie wiedziała czy mi zalezy czy naprawde dałem sobie spokój, czy moze naprawde cierpie, przeciez nie bedzie wiedziała wiec co tym zyskam?

Moze powinienem napisac jej konczacego smsa tak zeby ja zabolało, zeby sie zastanowiła ze moze on rzeczywiscie juz ma mnie docyc i nie bedzie szansy na powrót..? tak bardzo bym chciał zeby do mnie wróciła.. zeby mnie dalej kochala i tworzyła przyszlość...

Ona jest naprawde bardzo troskliwa i opiekuńcza osobą, nawet jak chorowałem czy coś to była przy mnie byle tylko mi pomóc nie liczyło sie dla niej ze tez zachoruje ze załapie od emnie.

A jeszcze sytuacja z przedostatniego rozstania, taki blef dołaczyła do tego nie wiem po co..jak sie pokłócilismy u mnie to wyjechała od emnie do domu i zazwyczaj tak jest ze dzwonimy do siebie zaraz i rozmawiamy o tym, i tym razem tez zadzwoniła ale nie odebrałem, bo uważałem ze bede słuchal w czym zawiniłem, poprostu chciałem zeby emocje opadły, pozniej sie dowiedziałem ze miała wypadek ze poł samochodu skasowane i ze musiał przyjechac po nia ojciec i ja odcholować do domu a na mnie nie mogła liczyć, za 2 dni bedac w pracy patrze i oczom nie wierze jedzie sobie swoim samochodem i nic z nim nie jest, a na koniec jak juz wrócilismy do siebie okazało sie ze obtarła tylni zderzak tylko, nie pamietam juz jak mi to wytłumaczyła ze takie blef zrobiła, ale była taka sytuacja.

41 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 16:01:20)

Odp: Porzucony, zraniony...

Zauwazyłem jeszcze jedna prawidłowość, o czym jej powiedziałem ze zawsze jak mnie porzycala to było to przed jej okresem, t ona mi na to odpowiedziała ze co teraz wine zrzucisz na mój okres..? ja mówie ze nie tylko dziwny zbieg okolicznośći, moze powinienem jej napisac ze zachowała sie jak dziecko co zreszta juz pisałem no nie wiem...

wczoraj było jeszcze cos takiego, napisałem tak bo skasowałem ja a zawsze przynajmniej wiedzial bym ze wróciłado domu i ze nic jej nie jest.

Dodaj mnie do znajomych, proszę, nic Cie to nie kosztuje, nie chce tak.

Małgorzata
było mnie nie usuwać
Patryk
masz racje to było nieprzemyslane ale działałem w emocjach.no nic.

Małgorzata
Tobą cały czas kierują emocje

Patryk
mna kieruje serce w tym momencie juz nie te złe emocje, tylko uczucia, wybacz ze kocham i czuję.

chodzi o FB, skasowałem ja w przypływie emocji ale załowałem tego później bo tak jak napisałem wyrzej, wiedziałem przynajmniej ze jest juz w domu jak była online i ze jest wszystko ok, bardzo sie o nia martwie, kocham ją mimo to, nie umiem bez niej żyć, drugi dzień nie pracuje, nie jem trzeci, tylko pije troche i jakąs przylepke z rana udało mi sie w siebie wcisnąć z masłem...tak bardzo tęsknię za nią...

We wszystkim mi pomagała, czy w jakims pismie czy chorobie czy wieelu innych sprawach a ja jej, oddałem jej swoje serce, wiem ze mnie kocha wiem ze teskni ale uważa ze robi to dla swojego dobra,  mówi: nie chce Twoich obietnic i niczego, chce byc sama ze sobą.


Zreszta, i tak dzisiaj czy jutro dowiem sie o co chodzi bo jak bedzie dzis u swojej babci to miała z nia porozmawiać tak od serca, jej babcia uważa ze zateskni i wróci, zebym dał jej czas ale dowiem sie mniej wiecej co i jak i bedzie wiedziała czy to sie skończyło definitywnie czy poprostu chce odpocząć.

42

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

moze i sie uwalnia ale czemu ode mnie? ona tego chciała ze mna.. mieszkania zareczyn, tego tamtego, dzieci razem itd...i o tym wszystkim jej powiedziałem zreszta rozmawialismy o tym,

{OT} napiszę resztę z capslockiem, może dotrze do Autora, resztę proszę o nie potraktowanie tego jako wrzaski w Ich stronę
UWOLNIŁEŚ W NIEJ PROCES SZYBKIEGO DORASTANIA. PORÓWNAŁA CIEBIE I OJCA. WYBRAŁA OJCA BIOLOGICZNEGO, BO JEST W JEJ OCZACH SAMCEM ALFA. TY W JEJ OCZACH JESTEŚ NAJWYŻEJ DZETA, BO SAM DO TEGO DOPROWADZIŁEŚ. TO SĄ ZAPEWNE SKUTKI PODNOSZENIA SIĘ PO POPRZEDNIM ZWIĄZKU I WYCHODZENIEM NA "CZUJA" Z TAKIMI SAMYMI DYLEMATAMI JAKIE MASZ TERAZ.
NIE WIDZIAŁA W TOBIE OPARCIA I WRÓCIŁA DO RODZICÓW. ZNACZY PROCES JEJ DORASTANIA SIĘ ZACZĄŁ, ALE JESZCZE JEJ DALEKO DO PEŁNEGO OKREŚLENIA SIĘ, CZEGO OD ŻYCIA OCZEKUJE.
JAK KUPISZ HURTOWNIĘ PALIW I JEJ OJCIEC BĘDZIE ZALEŻNY OD CIEBIE, MOŻLIWE, ŻE SZYBKO PRZEWARTOŚCIUJE W SOBIE POSTRZEGANIE CIEBIE. DO TEGO CZASU NIE MASZ SZANS, LUB MASZ JESZCZE INNĄ DROGĘ, DZIAŁANIE ZGODNIE Z TYM CO NAPISANE ZOSTAŁO W WĄTKU, KTÓRY CI PODAŁEM. {/OT}
Tak, czy inaczej, to Twoje życie i co z nim zrobisz, jak postąpisz, to skutki tylko i wyłącznie będą dotyczyć Ciebie.

43 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 16:21:06)

Odp: Porzucony, zraniony...

jakies konkretne strony tego tematu? bo całość jest na mój stan poprostu za długa. Poza tym, z tym samcem alfa..hmm.. w wiekszosci czasu to ja jej otworzyłem oczy na to w jakim swiecie zyje, ze jest manipulowana, przyznawała mi racje i ze wcale nie byłaby inna, własnie traktowała mnie jako swoje oparcie i powtarzała ze czuje sie przy mnie bezpiecznie...wiec o co jej chodzi? a od momentu postawienia sie rodzicom nie byli juz dla niej rodzicami tylko rodzicielami, nie mogła uwierzyc ze tak ja krzywdzili , była zapatrzona we mnie nie do opisania, cieszyła sie na kazde spotkanie ze mna nawet jak nie mielismy czasu to nawet na to najkrótsze, ucieszyła sie te połtora tygodnia temu ze w koncu ze odłaczy sie od swojego domu i bedziemy mogli juz zawsze zasypiac razem i budzic sie oboksiebie, bo dostałem pozytywna decyzje ze moge ze swoja ukochana zaieszka c umnie, a tez bylismy zdania ze szkoda kasy na wynajem, i była z tego powodu bardzo szczesliwa.

44 Ostatnio edytowany przez starr (2014-10-28 16:26:09)

Odp: Porzucony, zraniony...

Zacznij od pierwszego wpisu. Icemen, założyciel wątku, też zaczął pisać w podobnym do Twojego stanie emocjonalnym. Potem dochodzą inni porzuceni. Na prawdę warto przeczytać całość, a szczególnie skupiać się na tym co napisała w tym wątku Elle88 i thepass. Z tego wątku można przy niewielkich pracach edycyjnych stworzyć doskonały poradnik dla porzuconych.
Jak zaczniesz, to z każdym czytanym wpisem będzie Ci mało. Moje rozstania były dość dawno i wydawało mi się, ze mam przerobione wszystko. Miałem rację.... wydawało mi się... :-)

45

Odp: Porzucony, zraniony...

Ech... Patryś... Sorry, ale Ty pipka jesteś, a nie facet...

Ona robi z Tobą co tylko chce i ma pretensje z "du*y". Ja rozumiem jakbyście byli z 10 lat razem, ale 2 lata?! I ona tak długo czekała na zaręczyny? Na to żebyś rodziców przeprosił?? A już tekst, ze w związku nie może być kłótni, to poziom 9 latki.

Weź się chłopie ogarnij, bo bredzisz straszliwie...

46

Odp: Porzucony, zraniony...

Ale że to ja za długo czekałem czy chodzi Ci o nią ze mineły tylko 2 lata a ona czekała tyyle czasu..?

47

Odp: Porzucony, zraniony...
Teo napisał/a:

Ech... Patryś... Sorry, ale Ty pipka jesteś, a nie facet...

Ona robi z Tobą co tylko chce i ma pretensje z "du*y". Ja rozumiem jakbyście byli z 10 lat razem, ale 2 lata?! I ona tak długo czekała na zaręczyny? Na to żebyś rodziców przeprosił?? A już tekst, ze w związku nie może być kłótni, to poziom 9 latki.

Weź się chłopie ogarnij, bo bredzisz straszliwie...

Rzucam okiem na ten wątek i ten cytowany post podsumowuje wszystko.

Autorze - jesteś uzależniony w jak najbardziej negatywnym tego słowa znaczeniu, na zasadzie "zrobię wszystko - tylko bądź ze mną", a już najbardziej położył mnie tekst "zeby mnie dalej kochala i tworzyła przyszlość..." - jaką przyszłość? Twoją? Roztaczasz złudne wizje nad sobą. Robisz z siebie wycieraczkę, kasujesz FB potem prosisz o przyjęcie z powrotem - dziecinada i żenada. Po co Ci to? będziesz się oszukiwał i karmił złudnymi nadziejami. Tak z Tobą źle? Tak słabo się cenisz? Nie będziesz w stanie nigdy więcej znaleźć innej kobiety?

Twoje obecne zachowanie/postawa w niczym Ci nie pomoże - zrozum to. Jeśli chcesz cokolwiek zyskać to poczytaj ze zrozumieniem to co ludzie do Ciebie piszą, bo piszą MĄDRZE - a Ty kierujesz się jedynie teraz impulsami.
Szkoda Twojego prądu na szukanie złotego środka jak zrobić by do siebie wrócić.

48

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

Ale że to ja za długo czekałem czy chodzi Ci o nią ze mineły tylko 2 lata a ona czekała tyyle czasu..?

No pewnie, że o nią! Co to jest 2 lata?! Po dwóch latach to ludzie zaczynają się ZASTANAWIAĆ czy to "TO", zaczynają się poważniejsze rozmowy itp., a nie po dwóch latach chodzenia ona ma pretensje, że taaak dłuuuugo czekała na pierścionek. No żal. Mówię Ci, ona ma mentalność 9 latki.

49 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 17:32:05)

Odp: Porzucony, zraniony...

Rozmawiałem co jakis czas z osoba  która mnie bardzo dobrze zna..mówiłem jej to samo co Wam na temat tego zwiazku rozstania i tego co sie stało, i zastanowiły mnie pewne słowa.. ''gdzie jest Patryk którego znam? który widząc taka sytuacje jeszcze kilka lat temu pokazałby palec srodkowy w takiej sytuacji i nara'' i rzeczywiście..zawsze byłem mega silny psychicznie, pytam sie tej osoby czy uważasz ze okreciła sobie mnie wokół  palca? a ona ze jak jasna cholera!  Tylko widzicie, ja to też widzę wszystko, coraz jasniej jak byłem traktowany, ale cierpienie i chęć przywrócenia tych dobrych chwil, kochania, współżycia, tego że znamy swoje ciała swoje zachowaia swoje gesty, zainteresowania..przeciez jak sie poznalsmy tak zaczelismy sobie gadac własnie  zainteresowaniach..ona lubi hondy i jazde bez celu wieczorem i ja to kocham..i tak przez kilka miesiecy nzabierało sie tego tyle ze poprostu taka myśl''gdzie Ty do tej pory byłaś kobieto'' i ze jeszcze ie jestesmy razem...

PS: jestem na 8 stronie tamtego tematu.

50

Odp: Porzucony, zraniony...

brniesz w swoją iluzję nie mogąc pojąć dlaczego nie jest tak jak powinno
i nie będzie
nie możesz przeżyć życia i za siebie i za nią
ile dajesz Wam czasu na taką sytuację?

51

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

Rozmawiałem co jakis czas z osoba  która mnie bardzo dobrze zna..mówiłem jej to samo co Wam na temat tego zwiazku rozstania i tego co sie stało, i zastanowiły mnie pewne słowa.. ''gdzie jest Patryk którego znam? który widząc taka sytuacje jeszcze kilka lat temu pokazałby palec srodkowy w takiej sytuacji i nara'' i rzeczywiście..zawsze byłem mega silny psychicznie, pytam sie tej osoby czy uważasz ze okreciła sobie mnie wokół  palca? a ona ze jak jasna cholera!  Tylko widzicie, ja to też widzę wszystko, coraz jasniej jak byłem traktowany, ale cierpienie i chęć przywrócenia tych dobrych chwil, kochania, współżycia, tego że znamy swoje ciała swoje zachowaia swoje gesty, zainteresowania..przeciez jak sie poznalsmy tak zaczelismy sobie gadac własnie  zainteresowaniach..ona lubi hondy i jazde bez celu wieczorem i ja to kocham..i tak przez kilka miesiecy nzabierało sie tego tyle ze poprostu taka myśl''gdzie Ty do tej pory byłaś kobieto'' i ze jeszcze ie jestesmy razem...

PS: jestem na 8 stronie tamtego tematu.

Pierwsza część Twojego postu mi się podoba, bo jest nadzieja, że się w końcu ogarniesz jak ochłoniesz smile

Druga część to zupełnie normalne odczucia teraz. Też tak miałam, też myślałam, że to co miałam i to co łączyło mnie z nim to się już nigdy nie powtórzy i w ogóle itp. Teraz wiem, że to co było między nami to nic i ochłapy smile Też do takiego wniosku dojdziesz, że to co wyprawia ta panna jest głupie i nie warte zachodu.

52 Ostatnio edytowany przez Pirx (2014-10-28 17:53:35)

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

jakies konkretne strony tego tematu? bo całość jest na mój stan poprostu za długa. Poza tym, z tym samcem alfa..hmm.. w wiekszosci czasu to ja jej otworzyłem oczy na to w jakim swiecie zyje, ze jest manipulowana, przyznawała mi racje i ze wcale nie byłaby inna, własnie traktowała mnie jako swoje oparcie i powtarzała ze czuje sie przy mnie bezpiecznie...wiec o co jej chodzi? a od momentu postawienia sie rodzicom nie byli juz dla niej rodzicami tylko rodzicielami, nie mogła uwierzyc ze tak ja krzywdzili , była zapatrzona we mnie nie do opisania, cieszyła sie na kazde spotkanie ze mna nawet jak nie mielismy czasu to nawet na to najkrótsze, ucieszyła sie te połtora tygodnia temu ze w koncu ze odłaczy sie od swojego domu i bedziemy mogli juz zawsze zasypiac razem i budzic sie oboksiebie, bo dostałem pozytywna decyzje ze moge ze swoja ukochana zaieszka c umnie, a tez bylismy zdania ze szkoda kasy na wynajem, i była z tego powodu bardzo szczesliwa.

To w telegraficznym skrócie:

1.Otworzyłeś jej oczy, a teraz poczuła siłę i moc. Podejmuje samodzielne decyzje, a Ty teraz płaczesz że robi się samodzielna i już Cię nie słucha.
2.Teraz Ty się zachowujesz w stylu "A co ze mną? " z miną bitego psiaka, zamiast ugryźć ją w rękę.
3.Jesteś jak tatuś. Co nie narozrabia ,to jej wybaczasz i przepraszasz że wyraziłeś to co myślisz.Bezwarunkowo. Gdzie Ty masz godność?
4.Podejdź do ściany, uderz z barana i się zastanów czego Ty chcesz? Pierwsza odpowiedź: "jej" - zgadłem? Za jaką cenę? Rodeo?
5.Była zapatrzona w Ciebie? A teraz jest :"Co zrobisz jak już nie będę w Ciebie wpatrzona?" Kto kogo potrzebuje? Ty jej czy ona Ciebie? Bo widać że Ty jej.

Elle ma rację: Teraz ona miota się od skrajności w skrajność.Jak wahadło,zanim nie ustali swojej równowagi.A to pozwalasz sobie (nie jej..) srać na głowę.I do tego mówisz jej :"Rób co chcesz tylko mnie kochaj..." UZALEŻNIŁEŚ SIĘ. I przyjmij na dzień dobry że jej droga którą wybierze nie musi być zbieżna z Twoją.

Nie pisz mściwych wiadomości. Kieruje Tobą impuls zemsty. Urażone Ego. 
Niech idzie swoją drogą, Ty idź swoją.
Przekaz dla niej: "Miło było do pewnego momentu, ale mam dość Twoich zmian nastrojów i fochów."
Z rodzicami się  zaręczasz ani nie żenisz. Albo Twoja żona jest solidarna i jest z Tobą, albo do widzenia.

A dziś: Blokada numeru, żadnych wiadomości, znikasz z jej życia i zajmujesz swoim. Jak to mawiałem ja zanim mnie też dopadła podobna historia " Ajlawju ale dość.Wybierz co dla Ciebie dobre.Cześć!"
I czapka na głowę.
I wiesz? Żyło mi się wtedy spokojniej.Tobie też to radzę.

.ps zaboli Cię myśl że będzie z innym? Otrzeźwiej: zanim się poznaliście była z innymi.Dziewictwa nie straciła z Tobą...

53

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

Rozmawiałem co jakis czas z osoba  która mnie bardzo dobrze zna..mówiłem jej to samo co Wam na temat tego zwiazku rozstania i tego co sie stało, i zastanowiły mnie pewne słowa.. ''gdzie jest Patryk którego znam? który widząc taka sytuacje jeszcze kilka lat temu pokazałby palec srodkowy w takiej sytuacji i nara'' i rzeczywiście..zawsze byłem mega silny psychicznie, pytam sie tej osoby czy uważasz ze okreciła sobie mnie wokół  palca? a ona ze jak jasna cholera!  Tylko widzicie, ja to też widzę wszystko, coraz jasniej jak byłem traktowany, ale cierpienie i chęć przywrócenia tych dobrych chwil, kochania, współżycia, tego że znamy swoje ciała swoje zachowaia swoje gesty, zainteresowania..przeciez jak sie poznalsmy tak zaczelismy sobie gadac własnie  zainteresowaniach..ona lubi hondy i jazde bez celu wieczorem i ja to kocham..i tak przez kilka miesiecy nzabierało sie tego tyle ze poprostu taka myśl''gdzie Ty do tej pory byłaś kobieto'' i ze jeszcze ie jestesmy razem...

PS: jestem na 8 stronie tamtego tematu.

Wreszcie zacząłeś trzeźwieć... mam nadzieję.
Czytaj ze zrozumieniem, a nie na wyścigi. smile

54

Odp: Porzucony, zraniony...

Napewno by mnie to zabolało że była by z innym, ale narazie takiej opcji nie ma, wiem to. I jeszcze jedno, miała juz kilka znajomości i za każdym razem to ona zostawiala/porzucała... no ostatnim razem był alkoholik ktory ją zmieszał z błotem w pociągu jak uznala ze sie do niego wyprowadzi,itak sie to skonczyło ze wysiadła w połowie drogi i wróciła do domu.

55 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-28 19:41:34)

Odp: Porzucony, zraniony...

Tak sobie siedze i myślę, i mam takie dziwne odczucia ze w sumie mogłem nie robic kłótni z jej rodzicami, mogłem olac temat i nie było by 60% kłótni w nasym zwiazku, tak samo z ta kolezanka..to było nie potrzebne co zauwazyłem później, z ta koleżanka to była błacha sprawa rzeczywiście a ja niepotrzebnie na nią nakrzyczałem. Tutaj się z nią zgodze.

Az mnie korci żeby założyć znowu jakies profile na portalach randkowych ( bo tak poznałem sie w bardzo szybkim czasie z tą Gosią, w jakis tydzień od założenia konta) i zacząć żyć na nowo, ale chęć powrotu, spróbowania jeszcze raz jest taka ogromna...przeczekania choc to wrecz niemozliwe w moim przypadku bo ja zawsze chce załatwiac wszystko od razu, i zobaczyc co bedzie za te 2-3 tygodnie..

56

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

Tak sobie siedze i myślę, i mam takie dziwne odczucia ze w sumie mogłem nie robic kłótni z jej rodzicami, mogłem olac temat i nie było by 60% kłótni w nasym zwiazku, tak samo z ta kolezanka..to było nie potrzebne co zauwazyłem później, z ta koleżanka to była błacha sprawa rzeczywiście a ja niepotrzebnie na nią nakrzyczałem. Tutaj się z nią zgodze.

Az mnie korci żeby założyć znowu jakies profile na portalach randkowych ( bo tak poznałem sie w bardzo szybkim czasie z tą Gosią, w jakis tydzień od założenia konta) i zacząć żyć na nowo, ale chęć powrotu, spróbowania jeszcze raz jest taka ogromna...przeczekania choc to wrecz niemozliwe w moim przypadku bo ja zawsze chce załatwiac wszystko od razu, i zobaczyc co bedzie za te 2-3 tygodnie..

Nie kombinuj. Czasu nie zawrócisz, nie cofniesz. Co się stało, to sie stało i kombinowanie, co by było gdyby, nie ma sensu w tym wypadku. Jeśli myślisz o jakimkolwiek innym związku, to w tym stanie jakim Jesteś nic nie wyjdzie, tylko kogoś skrzywdzisz. Musisz przejść przez swój detoks.
Czytaj, porównuj, wyciągaj wnioski dla siebie. Zaplanuj pod siebie program naprawczy...

57 Ostatnio edytowany przez Pirx (2014-10-28 20:14:20)

Odp: Porzucony, zraniony...

Kłótnie z rodzicami zostaw w spokoju.Było minęło.
Nie wycofuj się już z tego nawet jeśli uznajesz to za błąd, chociaż ja widzę w tym wyraźne określenie że nie dasz sobie wejść w życie.
Mój brat dzień przed ślubem pokłócił się z rodzicami panny młodej.Bo odmówił mieszkania z nimi i uznali że jeśli na to się nie zgodzi i ich nie przeprosi za swoją 'bezczelność' to ze ślubu nici. A 'my' w genach rodzinnych nie mamy uległości w tych sprawach. Albo jesteś ze mną albo żyj z rodzicami.Ślubu nie było bo panna młoda powiedziała że skoro tatuś tak mówi to ona tam będzie mieszkać...
Zrobiłeś to przed zaręczynami, i masz jasność co do jej postawy.
Jeśli Twoje własne zdanie wywołuje kłótnie, oraz niechęć z jej strony to będziesz wiecznie się uginał aby królewna nie tupała nóżką?...Chłopie.. ;-)
I nie wmawiaj sobie że byś ją przecież przed rodzicami obronił.Bronić możesz kogoś kto będzie stał po Twojej stronie a nie będzie niepewny lub się wahał.

Chęć powrotu i spróbowania zostaw w spokoju.Nie ma do czego wracać, bo od pewnego momentu niczego nie było.
Bolesna prawda ,ale prawda.

Postąpisz jak uważasz, ale najpierw dojdź do ładu i spokoju ze sobą samym.Potem 'randki'.Inaczej na każdej będzie 'czuć' że coś lub ktoś w Tobie tkwi.Odbierzesz tak szansę komuś i sobie.Tym razem Ty się dowartościujesz, a uwierz mi na słowo ,poczujesz się gorzej jeśli zainteresowanie Tobą będzie negatywne.

Jedyne Twoje przewinienie to wybuchowość, wywołana skumulowaniem. Nie kumuluj.Stopniowo na bieżąco na przyszłość pewne kwestie wyjaśniaj zamiast to zbierać w sobie.Nad tym popracuj, a najpierw stopniowo o niej( o Gośce) zapominaj.Nie roztrząsaj.Wyciągnij wnioski i zamknij tej rozdział w głowie.

58

Odp: Porzucony, zraniony...

Jej koleżanka mówiła żebym dal jej pomysleć, no dobra a co juz jak przemyśli, jesli ja jakims cudem wytrzymam te powiedzmy 3 tygodnie bez odzywania sie i napisze mi czy zadzwoni że teskni że przemyslała i może sie spotkamy pogadać czy przytulic sie?

59 Ostatnio edytowany przez Pirx (2014-10-28 20:47:20)

Odp: Porzucony, zraniony...

Ehh...
Te 3 tygodnie skup się na sobie.
Wywal jej numer, niech Cię nie korci.
A co zrobić jak się odezwie? Odpowiedź masz wyżej.ZAPOMNIJ.Traktuj od dziś jakby to był koniec. Porzuć nadzieję.Nie ma jej.Umarła.
Odezwie się? Pójdziesz kiedy uznasz to za stosowne.Jak kolega.

Na razie : ignoruj.W sobie przede wszystkim ją ignoruj.
Któregoś dnia obudzisz się , i zobaczysz że ... jest Ci obojętna.
Przypomnij sobie jak żyłeś przed tym jak ją poznałeś.Żyłeś?Śmiałeś się? TAK! I tak żyj.


CHŁOPIE! Weź się Ty teraz ogarnij!
Jesteś chłop,czy wykastrowałeś się od razu? ;-)
Przeczytaj co robił i jak myślał Iceman. Odnajdziesz tam swoje własne myśli.I bunt na sytuację.

Kochać to nie słabość, nie grzech.Ale przypomnij sobie jakie masz chromosomy.
Dziewczyny tu może i się obrażą, nie mniej tym się od nich różnimy. Nawet jeśli kochasz ale jest nie tak to : "I love you ale sp....j"

60

Odp: Porzucony, zraniony...

Załamuje sie coraz bardziej, coraz mocniej boli...

61

Odp: Porzucony, zraniony...

Powiem brutalnie.Sięgnij dna.Dopiero może do Ciebie dotrze żeby wypłynąć na powierzchnię.
Tylko po co sięgać dna? Odpowiedz sobie sam na to pytanie.

62

Odp: Porzucony, zraniony...

Byłem dzisiaj w pracy w końcu... było baaardzo zle a około 16:30 byłem u klienta i poczułem ze zaraz sie rozpłacze, skonczyłem i wyszedłem i jak tylko wsiadłem do samochodu to mnie scieło, wszystkie najlepsze uczucia za kobieta zaatakowały na raz.. płakałem z 10 minut...teraz jestem w domu, tęsknie, dosłownie rozpaczam, nie jestem z tych facetów co ''aha nie to nie, znajde sobie inna'' tylko tych uczuciowych i to bardzo, wybrałem ją na całe zycie, dzisiaj rozmawialem z jej babcią jeszcze ,powiedziała mi ze ona tez bardzo to przezywa, tak samo jak ja. ze musi sie zastanowić, przemysleć i podjąć decyzje sama bez udziału rodziny. Tak mi przekazała jej babcia.

63

Odp: Porzucony, zraniony...
crushheart napisał/a:

dzisiaj rozmawialem z jej babcią jeszcze ,powiedziała mi ze ona tez bardzo to przezywa, tak samo jak ja. ze musi sie zastanowić, przemysleć i podjąć decyzje sama bez udziału rodziny.

Ale ma dziewczyna problem.... wink

Z każdym dniem będzie coraz lepiej Patryku, trza twardym być.... smile głowa do góry.

64 Ostatnio edytowany przez crushheart (2014-10-29 21:13:14)

Odp: Porzucony, zraniony...

Jeżeli zostawa bo ma czegoś dosyć, pewnych moich złych zachowań a zapewniam że takie były i może kochac ale np. złe chwile przeważają w związku to decyduje sie na odejście mimo że mnie kocha ale uważa że nic sie nie zmieni i tak bedzie lepiej, bo dłużej może już nie wytrzymać. Przecież sa takie sytuacje.
I wtedy pomimo ulgi że odeszła i nie bedzie musiała znoić tego czy tamtego to przeżywa.. dziewczyna z która byłem osiem lat przed tym związkiem odeszla ale bardzo to przeżyła, ale o niej złego słowa powiedzieć nie moge bo do tej pory mamy kontakt i wiem, że nie bylo za ciekawie w związku od dłuższego czasu.


Jeszcze nie targnąłem sie na swoje życie wiec oceniam swój stan jako ciężki ale stabilny, miałem juz kiedyś taką próbę, 10 lat temu przed właśnie tym 8 letnim związkiem, miałem nerwice która leczyłem i teraz nad nią panuję, tzn. tak jak by jej nie było, czyli lęki typu że umieram ze dostaje zawału dretwienie kończyn, strach w środku nocy.

65

Odp: Porzucony, zraniony...

Nic dodać, nic ująć.

http://sentencjefb.pl/5035/   


Tyle tu już zostało Tobie powiedziane, że wierzę w to, że się otrząśniesz.

Posty [ 1 do 65 z 281 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Porzucony, zraniony...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026