czy to już czas...?
... mieszkamy razem dwa lata,i nie wiem co sie dzieje...
Przywyklam do tego , ze on nic nie robi (on pracuje -a ja nie ). po ciężkim dniu zasiada przed Tv i "nic mu sie nie chce "- do tego stopnia , ze nawet wieczorami nie uprawiamy seksu , bo on zasypia. Mam juz dosc sobotnich porannych(!) krótkich chwil.
Owszem dostalam pierscionek , ale nie czuje żeby on byl szczególnie zainteresowany ślubem , a raczej chce sie nacieszyć cisza (no tak , nadawalam mu za uchem ...kiedy slub i takie tam). sama siebie nei rozumiem , ale jestem sfrustrowana tym , ze on beda ze mna juz 3 lata nie mowi o slubie i przeradza sie to we mnie w jakis rodzaj buntu przeciw niemu. czasem w zlosci potrafie mu powiedziec tak straszne slowa , ze strach przytaczac...
Ostatnio obrażamy sie wzajemnie , ale po paru chwilach nam przechodzi. Ja juz nie wiem , co sie ze mna dzieje? zwariowalam ? tylko ja ? czy moze oboje ?????
M.
Podobne tematy
Zróbice sobie chwile przerwy. Wróć do rodziców, albo jemu to zaproponuj. Zobacz czy potraficie oddychac bez siebie. Jesli nie- bedzie slub.
Chyba oboje.Kto sie czubi ten sie lubi,tak brzmi stare przysłowie.A bez kłutni było by nudno...Co do ślubu,myslę,że nie ma co się spieszyć.Trzeba sie poznać od podstaw,bo pózniej wychodzą niepotrzebne niusy.Przedtem miałam inne podejście,też chciałam ślubu a na dzień dzisiejszy to...mam inne zdanie,bo pewnie niebawem będzie rozwód.Kiedy on do tego dojrzeje to przyjdzie ta chwila,nic na siłę ![]()
hhhmmm... no wlasnie , tak sie zastanawiam... nad tym slubem... Mieszkajac z nim czuje sie jakbym byla jego sprzataczka , kucharka i jeszcze do tego kochanka , a myslac sobie, ze robie to wszystko bez ślubu - frustruje mnie totalnie. Tak naprawdę to chciałabym , zeby on mi pokazal , ze on tego slubu chce, ze jestem dla niego najwazniejsza i zarezewuje wszystko co mi sie tylko spodoba
-a ja tego nie widze i nie czuje, niestety. To moze takie troche puste , ale czy niekazda z nas chciałaby tego dnia czuc sie jak ksiezniczka. Z mieszkaniem to jest problem, bo jest jego, a ja za bardzo nie moge wrocic do domu...
5 2009-10-16 13:04:15 Ostatnio edytowany przez Numenorian (2009-10-16 13:08:39)
Mieszkajac z nim czuje sie jakbym byla jego sprzataczka , kucharka i jeszcze do tego kochanka , a myslac sobie, ze robie to wszystko bez ślubu - frustruje mnie totalnie
Co w takiej sytuacji zmienia ślub? Będziesz dalej postawiona w pozycji która Cię nie satysfakcjonuje, tyle że z kawałkiem metalu przypominającym o "obowiązkach". Może czas się zastanowić jakieg są Twoje oczekiwania wobec życia i partnera? Ważne jest także w jakim jesteś wieku i czy masz możliwości/chęci by zainwestować w swój własny rozwój zawodowy. Nic tak nie reguluje stopnia partnerstwa między dwojgiem ludzi jak świadomość niezależności drugiej osoby, która sprawia że nie dochodzi do sytuacji w której (najczęściej) kobieta jest postawiona w roli "pomocy domowej" uzależnionej od faceta materialnie. Zamiast pakować się w rolę ofiary powinnaś powalczyć o realizację swoich ambicji. Twój partner zauważy że masz w życiu także inne cele poza służeniem jemu i to być może sprokuruje zmianę w jego podejściu do waszego związku. Jeśli nie to , wnioskując po Twojej niechęci do swojej obecnej roli w tym związku , należy się zastanowić nad jego przyszłością.
Masz racje i już się tego nie mogę doczekać. Mam 24 lata. I niestety moja sytuacja jest nijaka. jestem na ostatnim roku licencjata(dwa kierunki , wiec i dwie prace do napisania...jedne studia sa dzienne drugie zaoczne , takze o mojej samodzielności trudno mówić.Pracowałam , ale nie dałam sobie rady ze szkołą,wiec....Dostaje pieniądze od Taty ale jeszcze o samodzielności nie może być mowa. Byłam w USA pracowałam tam 3 lata, i ta piękną niezależność czułam dokładnie. no ale , żeby mieć dobra prace trzeba tez miec dobre wykształcenie. Juz sie nie moge doczekac ... normalnej pracy=)