Witajcie.
Jestem nastolatką, chodzę do jednego z lepszych liceów w mieście, mam drogi telefon, tatuś kupuje mi ciuszki i wszystkie zbędne pierdoły jakie tylko sobie wymarzę, chodzę na dodatkowy angielski, zajęcia z rysunku i malarstwa, siłownie, dwa razy do roku jeżdżę na obozy lub inne wyjazdy (lato i zima). Mam czteroletniego brata, który jest najważniejszą osobą w moim życiu, najcudowniejszą przyjaciółkę i mamę w jednym, kochającego tatę. Moje życie jest piękne i w pełni zdaje sobie z tego sprawę.
W czym tkwi problem? W moim ojcu, w roli męża. Mówiąc szczerze, jako ojciec też nie zachwyca. Rozmawiam z nim, tak na oko, raz, dwa na miesiąc - oczywiście mam tu na myśli konwersację trwającą dłużej niż 10 minut, "cześć" i "pa" to codzienność.
Tato pracuje, od poniedziałku do piątku, wychodzi koło 8:30, wraca 17:30. Mama nie pracuje, oczywiście nie biorąc pod uwagę prowadzenia domu, zajmowania się dzieckiem, gotowania, sprzątania, prasowania. Nie będę się tu rozpisywać z jakich powodów zrezygnowała z pracy - do minionego września siedziała z moim bratem, teraz mały poszedł do przedszkola. Mama uwielbia ręczne robótki, założyła nawet ostatnimi czasy sklep internetowy z nimi, prowadzi bloga. Uwielbia odnawiać stare meble, tworzyć coś z niczego. Jest bardzo kreatywną osobą.
Tato jest wiecznie zmęczony życiem. Wraca po pracy, bawi się z moim bratem leżąc lub podchrapując, około 20-21 idzie go wykąpać i kładzie się z nim, zasypiając. Po 0,5-1 godzinie zazwyczaj ja albo mama go budzimy. Schodzi na dół, do salonu, dalej idzie spać lub otwiera komputer i coś tam "pracuje". Jest gruby, nie chce mu się ćwiczyć, ma lub miał problemy z ciśnieniem, często boli go głowa, chrapie, sapie, drapie się po dupie.
Do napisania na tym forum zainspirowała mnie rozmowa z mamą. W piątkowy wieczór przyszła do mnie zapłakana i opowiedziała: tata był na szkoleniu, wrócił. Zagadała do niego (o jakimś idiotyzmie, byle aby zacząć rozmowę), a on odburknął jej coś, robiąc z niej głupią, po czym stwierdził, że jest już wstawiona (stała gadka taty od paru lat) i niech idzie spać (czyli lekarstwo tatusia na wszystko). Powiedziała mi, że wydaje jej się, że bez taty byłoby jej lepiej. On wpływa na nią nerwowo (np. gdy wie, że zbliża się godzina jego przyjazdu z pracy, zaczyna się podświadomie denerwować), zabija pozytywizm, dobrą energię, kreatywność.
Z tatą nie da się rozmawiać. Gdyby mógł, spałby ciągle. Nic nie chce mu się robić wokół domu - robi to tylko, gdy mama go zmusi. Światełka z zeszłych świąt nadal wiszą u nas na dachu, klamki od bramy i od drzwi wejściowych są zepsute od paru lat, na wakacjach same z mamą łatałyśmy drewnianą balustradę, bo on tego nie zrobił, a spróchniała i zawaliłaby się komuś na głowę. Ojciec jest gnojem.
Pochodzi ze wsi, aczkolwiek wieśniakiem bym go nie nazwała. Czasami ma chamskie odzywki, ale ogólnie mama go jako tako wychowała. On zupełnie nie czuje potrzeby stworzenia ciepłej rodziny. Ma nas w nosie. Kłębią mi się miliony przykładów w głowie, ale nie jest to główny temat mojej wypowiedzi, więc na razie je opuszczę.
Moje pytanie do Was: co powinnyśmy zrobić? Piszę tutaj w liczbie mnogiej jako ja i mama.
1. Pierwsza opcja to ratować ten związek, Tylko jak? Jak? Już było tyle prób, tato jak chcę potrafi być wspaniały - to chyba ta nadzieja trzyma moją mamę przy zdrowych zmysłach przez te kilkanaście lat. Ale moim zdaniem, on się już nie zmieni, bo jemu to nie przeszkadza.
2. Drugą opcją jest rozwód mamy z nim. Wiadomo, że ja i Brat zostalibyśmy z nią.
Kiedy? Czy jak skończę liceum i pójdę na studia? Mama przeniosłaby się ze mną do miasta, gdzie chcę studiować. Jak mogę zarabiać? Jak poukładać takie życie? Taka przyszłość to dla mnie milion pytań bez odpowiedzi. Jak z alimentami? Jak myślicie, czy to odbije się na moim bracie? Uważam, że ja i mama stworzyłybyśmy mu cieplejszy dom, niż ten "kompletny", z tatą.
Pisząc ten post, mam łzy w oczach, bo kocham go i wiem, że on darzy mnie tym samym uczuciem, stają mi przed oczami wszystkie cudowne chwile i momenty, jakie nasza rodzina razem przeżyła, bo faktycznie było takich kilka.
Zdaje sobie sprawę, że na pierwszy rzut oka mój tekst może się wydawać fanaberią rozpuszczonego dziecka. Pragnę zaznaczyć, że nie opisałam tutaj wielu wydarzeń, jakie miały miejsce w życiu naszej rodziny, być może kiedyś je dopiszę. Proszę, jeśli chcesz napisać, że powinnam się cieszyć, bo mój ojciec nie jest pedofilem i moja rodzina nie jest patologiczna - obejdzie się bez takiego komentarza. Proszę o opinię osoby, które rzeczywiście mogą coś wnieść do mojego życia.
Dziękuje.