netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

jak się otrząsnąc i zacząc życ?

22 odpowiedzi3 752 wyświetleniazałożony przez ZagubionaWeWłasnymŚwiecie, 20.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

1

Temat: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Witajcie...

zwracam się do was z wielką prośbą o pomoc w trudnej dla mnie sytuacji...

nieco ponad rok temu rozstałam się z chłopakiem..rozstanie wyszło z jego strony..dlaczego? zacznę od samego początku...

byliśmy dość zgodną parą, dopóki on nie zmienił pracy...stres, nadgodziny, brak wolnych dni coraz bardziej nas oddalały, coraz bardziej zaczęliśmy się kłócić...po 3 miesiącach coś pękło, rozstaliśmy się ale praktycznie cały czas mieliśmy kontakt ze sobą..po 3 miesiącach postanowiliśmy, ze życie oddzielnie nie ma sensu..było cudownie, niczym na początku związku, do czasu..prawie rok po tej historii mój M. awansował, nowe obowiązki, jeszcze mniej czasu, sytuacja zaczęła się powtarzać..prawie się rozstaliśmy, ale bardzo nam na sobie zależało, więc postanowiliśmy walczyć o związek...kolejny rok i kolejne rozstanie...tym razem już żadno z nas nie walczyło...ja zmęczona jego ciągłą pracą, humorkami i brakiem stabilizacji zaczęłam odpuszczać..on, myślał, ze zrozumiem, że kariera, ze robi to dla nas..denerwował się bo nie rozumiałam...przez prawie 2 miesiące nie mieliśmy ze sobą kontaktu...było ciężko, bardzo ciężko...cały czas prawie płakałam, nie mogłam sobie poradzić..w końcu zaczęłam się zbierać, po 3 miesiącach nawiązaliśmy kontakt (nie pamiętam już kto do kogo napisał) od słowa do słowa spotkaliśmy się..dowiedziałam się że M. za tydzień wyjeżdża na bezterminowy kontrakt za granicę...zabolało, ale pomyślałam sobie, dzięki temu zagoję wszystkie rany..

na początku kontakt był słaby, potem przyszły święta na które M. nie wrócił i wtedy nasz kontakt ożył, domyśliłam się, ze to dlatego, ze był tam sam, a to jednak święta, wiec nie wzięłam tego na poważnie, potem sylwester, nakłaniał mnie bym do niego przyjechała, ze spędzimy ze sobą trochę czasu...nie przyjechałam, bo się bałam...pojechałam pod koniec stycznia, myśląc, ze po prawie pół roku poradziłam sobie na tyle by to na mnie nie wpłynęło..i niestety..ta decyzja wepchnęła mnie na huśtawkę, na której jestem właściwie do teraz...

przez te 9 miesięcy było różnie, lepiej gorzej..nigdy tego nie określiliśmy ale chyba oboje czuliśmy, ze jesteśmy razem..byłam u niego 2 razy, on tutaj był 3 w tym czasie mieliśmy kontakt praktycznie codziennie ale znowu coś pękło...
ostatnie 2 tygodnie czułam się jak zdesperowana namolna była która nie potrafi odpuścić..przy każdym telefonie M. się denerwował, warczał na mnie..tydzień temu podczas rozmowy nagle się rozłączyliśmy...do wczoraj zero kontaktu..
to ja napisałam, ze skoro się nie odzywa przez tydzień to wcale mu nie zależy...a ja nie chce być niechcianą byłą...w odpowiedzi dostałam jedynie ze on jest już tym zmęczony, ze nasze rozmowy wywołują jedynie stres od którego on chce odpocząć i skupić się na pracy...jak ja to zrozumiałam? że ma mnie dość i to koniec...zastanawiam się teraz jak to się ma do rzeczywistości..skoro tak jest nie mogło się zepsuć z dnia na dzień...czy to co trwało ten czas było czymś poważnym, czy tylko jakąś odskocznią..czuję się oszukana i nie wiem co robić...

2

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

W momencie kiedys jest duza odleglosc, odstep czasowy to powstaja niedomowienia, zale, pretensje wynikajace z lokalnej sytuacji kazdego z was. Nie powinnas sie czuc oszukana bo nie jestes tak samo jak i Twoj partner. Bo niby dlaczego? Dlatego ze nie jestescie razem? O to masz pretensje? Przeciez sie kochaliscie a jednak rozdzielila was praca. Dlaczego sie tak stalo? Bo moze macie takie charaktery ze potrzebna jest codzienna obecnosc parnera. Kiedys, kiedys dominowala praca mezczyzn nie bylo problemu i kobieta jechala z mezem tam gdzie on pracowal. Dzis wiele zwiazkow rozpada sie wlasnie z powodu dlugich rozstan przez wyjazdy jednego za granice i tam pocieszenie sie kims innym. U was tego nie ma a wiec z czego wynikaja problemy? Otoz, moim zdaniem jestto nieumiejetnosc radzenia sobie z sytuacją nadmiernego spędzania czasu w pracy i braku kontaktu miedzy wami. Wiele ludzi tak ma a jednak sobie z tym doskonale radza. Nikt nie robi problemow sobie i rodzinie kiedy np. jest okres 2-3 miesiecznej pracy i kontraktu a tym bardziej jesli to jest na miejscu. Po prostu czeka sie na parnera i tyle. Jak wiec utrzymywac kontakt w tym czasie? Mozna rozmawiac wieczorem, w lozku, mozna dzwonic do siebie, mozna siebie odwiedzac, mozna cierpliwie czekac, itp. Zupelnie normalna sprawa. Podobno milosc cierpliwa jest ... I teraz dwie sytuacje z mojego zycia. Pierwsze malzenstwo, rozwod, glowne powody to to ze pracowalem a w tym czasie zona nie "utrzymywala" ze mna kontaktu, czas spedzala poza domem i z kolezankami, wieczorem - moja wina, to ja nie chcialem rozmawiac. Sprawa w sadzie, sedzina sie pyta zony co Pani robila i komentarza ze powinna czekac w domu na mnie po pracy, gdyby nie wniosek - porozumienie stron, rozwod prawdopodobnie z winy zony ale nie chialem sie z nia klocic (trudno wtedy byloby uzyskac rozwod wogole w rosadnym czasie). Druga sytuacja, obecne malzenstwo. TRudny okres w pracy (wymagania) 1 mies. praca po 16 h dziennie, plus dwie noce, 6 dni w tygodniu, pozostale 2 mies. 1 noc/tydz., po 14h dziennie. Oslabilo to wiezi rodzinne ale nikt nie myslam o odejsciu bo niby dlaczego? TRoche przestalismy sie "poznawac". Rozwiazanie? Zabralem dzieci i zone na wspolne 3 tyg. wakacji poza domem kilka mies. po zakonczeniu tego okresu w pracy. Wiezy zostaly odnowione. A wiec drugi wniosek. Po takim czasie nalezy razem gdzies spedzic troche czasu, odnowic wiezi. Zawsze jest jakies rozwiazanie. Tutaj, to niezrozumialem ale znowu wszystko poszlo nie tak.

3

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

maniek, dziękuję Ci za odpowiedź...
jeśli chodzi o pracę mojego M, to niestety jest to praca w hotelu 5-6 razy w tygodniu po 10-14 godzin...to nie jest tak, ze raz ma mniej pracy, raz więcej...praktycznie zawsze jest jej tyle samo..do tego pracuje o różnych porach, grafik z tygodnia na tydzień..ciężko cokolwiek zrobić, ciężko cokolwiek zaplanować...wiele razy było tak że coś zaplanowaliśmy i on nie przychodził...czasem nawet nie uprzedzał, ze go nie będzie, w pracy nie mógł nosić telefonu, często zostawał po godzinach...często ja płakałam...ja mam taki charakter, ze potrzebuję tego drugiego kogoś..że potrzebuję czuć się chciana i kochana...M.w chwili gdy ma natłok w pracy całkowicie mnie odtrąca...żyje praca i niczym poza tym...nasze życie w tym czasie nagle przestaje istnieć..rano wstaje, idzie do pracy, po pracy wraca do domu, idzie spać i wstaje następnego dnia do pracy..w dni wolne odsypia pracę, rzadko gdziekolwiek wychodziliśmy, bo on był zmęczony...a potem znalazł nową pasję, na którą nie był zmęczony...ja zostałam zepchnięta na nawet chyba nie boczny tor, ale gdzieś poza okrąg zainteresowań..bo jesteśmy razem, bo jak kocham to zrozumiem, bo poczekam aż się sytuacja unormuje...w końcu ja chodziłam sfrustrowana...nie chciana, nie kochana, nie byłam szczęśliwa...on w pogodni za pracą nie potrafił tego zmienić...

jeśli chodzi o jego wyjazd...jeszcze jak byliśmy razem rozmawialiśmy o tym wiele, mieliśmy wybrany jakiś kierunek gdzie mieliśmy wyjechać razem, rok wcześniej M. dostał ofertę w tym kraju gdzie teraz przebywa, ale z różnych przyczyn nie mógł z niej skorzystać...a i ja nie chciałam się tam przenosić..potem się rozstaliśmy, on tam pojechał...podczas mojego pierwszego pobytu tam zapytał mnie, czy sobie wyobrażam życie tam..potem nie ciągnęliśmy tematu..ja do końca maja musiałam być w Polsce, byłam kierownikiem w swojej firmie, która się zamykała...pod koniec maja zapytałam co by było gdybym do niego pojechała, w końcu mnie już tu nic nie trzymało...zapytał, czy jestem tego pewna...powiedział, ze nie chce żebym tu przyjeżdżała i była kelnerką, czy sprzątaczką, ze nie chce dla mnie takiego życia...że sobie z tym nie poradzę...nigdy więcej nie poruszyliśmy tego tematu...

dlaczego czuję się oszukana? bo nawet nie wiem, czy to co teraz trwało było prawdziwe i do czegoś dążyło...czy to nie była chwilowa zachcianka M....

4

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

1. 14 h pracy i zmeczenie to nie wymowka zeby nie porozmawiac i pobyc z zona po pracy, mozna nawet w lozku porozmawiac, przy kolacji, spedzic ten 7dmy dzien wolny razem. Pytanie czy takie postepowanie wynika z nieswiadomosci czy jest swiadome. Bo ludzie czesto sobie nie uswiadamiaja roznych rzeczy i popelniaja dziecinne bledy.

2. Jesli chcecie utrzymac malzenstwo powinniscie byc razem. Rodzaj pracy nie ma znaczenia, jesli nie uwlacza godnosci czlowieka. Lepiej byc sprzataczka i byc razem czy kierowniczka i byc samotna? Ludzie nawet zmieniaja prace, miejsce zamieszkania (nawet na gorsze) zeby byc razem.

3. Slyszalem o takiej pracy ale wykonuja ja raczej single. Trudno prowadzic zycie przy czyms takim. A moze warto zmienic priorytety i wykonywac inna prace. Maz wykonuje taka bo lubi, dla pieniedzy czy innej nie umie?

Sytuacja trudna do rozwiazania, wrecz beznadziejan chyba jesli jedna ze stron nie chce konstruktywnych zmian dla my, razem.

5

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

1. Nie wiem czy on nie zdaje sobie z tego sprawy...czasem myślę, ze nie potrafi, a czasem że po prostu nie chce...mówiłam mu o tym wielokrotnie..była poprawa na jakiś czas, a potem wszystko zaczynało się od nowa..bywało tak, ze wracaliśmy razem autobusem po jego pracy, rozmawiamy, rozmawiamy i nagle M. zasypia...w łóżku nie ma o tym mowy..10 min. po tym jak się do niego kładziemy on już śpi..

2.Teraz właściwie nie wiem co jest lepsze...mieliśmy dziś pogadać...napisałam do niego ok 13...do tej pory cisza...wiem, ze wczoraj wrócił ze zmiany 24h, ale wczoraj w nocy napisał mi, ze pogadamy...

3.Kiedy zaczęliśmy być razem pracował w hotelu, ale zrezygnował z pracy, bo powiedział, ze nie przetrwamy tego..po 4 latach dostał szansę życia, co prawda zarobki średnie, ale prestiż hotelu wiele niweluje, stanowisko również...w swojej dziedzinie w hotelu jest 3 najważniejszą osoba, pod sobą ma kilku pracowników..chce tam nabrać doświadczenia by coś znaczyć w tym "świecie" i otworzyć coś swojego...

6

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Typowy związek, w którym są zbyt duże oczekiwania każdej ze stron wobec siebie, pogubienie się w rolach społecznych, praca , która zabiera prawie wszystko. Przechodzę przez podobne zawirowania w związku co Ty, dokładnie z tych samych powodów. Chcę Cię tylko pocieszyć, że to nie jest do końca wina obu z was, ale takie mamy okropne czasy. Tylko trzeba się w porę opamiętać, pogadać szczerze i ustalić priorytety. Ale to jest trudne...., to nie będą takie standardowe role, bo takie się już skończyły i nie nadają się do rzeczywistości Waszego związku (rozłąka, dużo pracy, jakość pracy i organizacji).

Poczytaj sobie w internecie artykuł "Nowy kontrakt płci" ? Tomasz Szlendak ? Instytut Obywatelski i gdzieś też jest tekst pt."Szklana pułapka płci". Powinnaś dzięki temu wiele zrozumieć. Siebie i jego.

7 Ostatnio edytowany przez kicur (2014-10-21 19:18:33)

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

To ty jesteś tym publicystą ? Tekst genialny mi się tez przyda sama prawda smile

8

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?
kicur napisał/a:

To ty jesteś tym publicystą ?

Nie smile. Wczoraj natknęłam się na te artykuły.

9

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Tekst super mi sama prawda.

10

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Nic dodać, nic ująć. Sama prawda, jak piszesz. Mam nadzieję, że Autorka wątku też będzie zainteresowana. Współczuję wszystkim parom, które się kochają, a tak trudno jest to wszystko zrozumieć i pogodzić. Dużo cierpienia jest w takich związkach.

11

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

na pewno przeczytam...jesli to ma mi w czymkolwiek pomóc, to chętnie popracuję smile dzieki

12

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Myślę, droga Autorko, że minęliście się w Waszych potrzebach, a co za tym idzie, wizji związku.
Jemu, przynajmniej na obecną chwilę, wystarcza świadomość, że nie jest sam, że ktoś bliski w domu na niego czeka. Motorem jego działania jest ambicja "osiągnięcia czegoś". Bagatelizuje destrukcyjny wpływ walki o karierę na Wasze wspólne życie.
Ty oczekujesz "prawdziwego" związku dwojga spędzających ze sobą "noce i dnie", wzajemnie wspierających się młodych ludzi.
Na dodatek nie potraficie zdobyć się na rozmowę "główną" o jakimś przyzwoitym kompromisie.
A taka rozmowa jest konieczna.

Pozdrawiam.

13

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Excop...ja tego nie bagatelizuję, ja wiem, ze jeśli nic z tym nie zrobimy to to nie przetrwa...smutno mi jedynie, ze M. nie podejmuje jakiejś walki o to, tylko ciągle ta jego praca i praca...kiedyś nawet w złości mu powiedziałam, ze może zamieszkać w hotelu to i tak tego nie odczuję, bo go wiecznie nie ma, a jego przełożeni chociaż zawsze będą go mieć "pod ręką"...ja chcę go zrozumieć, naprawdę...może też i dlatego tak często go tłumaczę...
inaczej widzimy również "Te" sprawy gdyż u mnie w domu nigdy nie brakowało pieniędzy, powodziło nam się bardzo dobrze, ale przez pracę moich rodziców często nie odczuwałam takiej miłości jak potrzebowałam, bo ich również nie było w domu. z kolei w domu rodzinnym M. była duża zgrana, kochająca się rodzina, ale z ciągłymi problemami finansowymi..przez co nasze światopoglądy są zupełnie inne...

teraz...właściwie sama nie wiem czego chcę...czy jest sens ratować związek, który od tak dawna wisi na włosku, a M. jak zwykle w pogoni za pracą tego nie dostrzega, czy w imię tego, ze kocham znowu o wszystko walczyć...

14

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?
ZagubionaWeWłasnymŚwiecie napisał/a:

Excop...ja tego nie bagatelizuję, ja wiem, ze jeśli nic z tym nie zrobimy to to nie przetrwa...smutno mi jedynie, ze M. nie podejmuje jakiejś walki o to, tylko ciągle ta jego praca i praca...kiedyś nawet w złości mu powiedziałam, ze może zamieszkać w hotelu to i tak tego nie odczuję, bo go wiecznie nie ma, a jego przełożeni chociaż zawsze będą go mieć "pod ręką"...ja chcę go zrozumieć, naprawdę...może też i dlatego tak często go tłumaczę...
inaczej widzimy również "Te" sprawy gdyż u mnie w domu nigdy nie brakowało pieniędzy, powodziło nam się bardzo dobrze, ale przez pracę moich rodziców często nie odczuwałam takiej miłości jak potrzebowałam, bo ich również nie było w domu. z kolei w domu rodzinnym M. była duża zgrana, kochająca się rodzina, ale z ciągłymi problemami finansowymi..przez co nasze światopoglądy są zupełnie inne...

teraz...właściwie sama nie wiem czego chcę...czy jest sens ratować związek, który od tak dawna wisi na włosku, a M. jak zwykle w pogoni za pracą tego nie dostrzega, czy w imię tego, ze kocham znowu o wszystko walczyć...

Napisałem, Zagubiona, że on bagatelizuje negatywny wpływ pogoni za sukcesem na jakość relacji między Wami.
Wracając do wątku:
Naświetliłaś ewentualny wpływ Waszych środowisk rodzinnych na obecne postrzeganie wartości, które powinny stanowić o obliczu związku.
Oczywiście, że tego wpływu nie da się negować, a tym bardziej ignorować.
Ty potrzebujesz ciepła i bliskości, bo nie zaznałaś tego w dostatecznym stopniu od rodziców.
Chłopak tego nie rozumie, bo dostawał to, czego zabrakło dla Ciebie. Działo się to jednak kosztem niskiego standardu życia.
Pewnie myśli "moje dzieci będą miały lepiej, niż ja".
Tym bardziej powinniście porozmawiać. Także o terapii rodzinnej.

15

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Też myślałam o tym, by gdy on przyjedzie iść do jakiegoś psychologa i ustalić jakiś zakres działania...bo albo jesteśmy razem i coś robimy, albo trzeba się rozstać i umieć tez to zrobić...ale jego przyjazd na "wakacje" tu się opóźnia - nie chcą dać mu urlopu, a i przez obecną sytuację nie wiem czy w ogóle będzie chciał tutaj przyjechać...

jestem teraz w totalnej rozsypce i nie wiem co mam robić...nie wiem nawet jak interpretować jego zachowanie...wczoraj napisał mi wiadomość, ze jak będę chciała to dziś pogadamy, teraz, w ogóle się nie odzywa...nawet już nie chce mi się "robić o to awantur"...nie wiem co myśleć....

16

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Witaj zagubiona - jak się dzisiaj miewasz? Spróbuj trochę odpocząć, nie zadręczać się analizowaniem i ciągłym myśleniem co to będzie. Sytuacja w tej chwili jest lekko patowa, jest uczucie i ogromne przywiązanie do siebie, ale on nie jest w stanie poświęcić dla Ciebie kariery (nie dziw mu się, z tego co pisałaś, z jakiego domu pochodzi, ambicje finansowe będą miały dla niego duże znaczenie, ale do czasu..., on musi kiedyś zrozumieć, że to nie wszystko), a Ty nie jesteś w stanie poświecić lub zminimalizować swoich oczekiwań wobec niego. Ja bym po prostu lekko odpuściła, dała większą swobodę sobie i jemu. Poczekaj aż przyjedzie do Polski, spróbujcie wtedy porozmawiać, ustalić jakieś kompromisy.

A teraz pytania: jak długo on ma zamiar tam być?, w jakim jesteście wieku?, czy zajmujesz się sobą i dbasz o swój rozwój? - mam nadzieję, że z tego powodu nie stoisz w miejscu i masz świadomość, że pomimo trudnej sytuacji, Ty też musisz dbać o siebie.

Nie podłamuj się. Ta sytuacja nie będzie trwała wiecznie. Może odpuścisz ze zmęczenia, może on. Może pojawi się ktoś trzeci. Może uda Wam się porozumieć i być razem. Tylko coś w pewnym momencie trzeba zrobić. Trwanie w zawieszeniu nie jest najlepszym rozwiązaniem, będziesz musiała podjąć jakaś decyzję (choć trwanie to też decyzja), zgodnie ze swoją intuicją, planami i marzeniami

17

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

hmmm...moja sytuacja obecnie jest bardzo trudna...w moim własnym mniemaniu znalazłam się prawie na dnie...
moje trudności z M. doskonale przeplatały się z trudnościami w pracy..w rezultacie musiałam z niej zrezygnować (nie przez M.) także od 2 tygodni jestem bez pracy, od tygodnia, mój kontakt z M. praktycznie nie istnieje...w rezultacie siedzę w psychicznym dołku, szukam pracy, bo wiem że muszę, ale nawet nie mam na to ochoty...mamy po 29 lat, więc właściwie wszystko jeszcze przede mną...moje plany i po części marzenia zawsze były związane z M...a teraz właściwie nie wiem co robić...
a właściwie chciałabym już to zakończyć, bo naprawdę nie mam na to już siły, czara goryczy się przelała, mam do niego ogromny żal, że sam nie walczył, ze traktował mnie tak jakbym "raz zdobyta była na zawsze jego", ze opuścił mnie w tak trudnym dla mnie momencie, ale nie potrafię tego zrobić...M był moją pierwszą miłością i właściwie nawet teraz go kocham, dlatego każdy jego przejaw zainteresowania biorę do siebie jakby niewiadomo co to było...liczę na jakiś happy end, który nie nadchodzi sad

18

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?
ZagubionaWeWłasnymŚwiecie napisał/a:

mam do niego ogromny żal, że sam nie walczył, ze traktował mnie tak jakbym "raz zdobyta była na zawsze jego", ze opuścił mnie w tak trudnym dla mnie momencie, ale nie potrafię tego zrobić...M był moją pierwszą miłością i właściwie nawet teraz go kocham, dlatego każdy jego przejaw zainteresowania biorę do siebie jakby niewiadomo co to było...liczę na jakiś happy end, który nie nadchodzi sad

No i będziesz mieć do niego żal, tylko go nie hoduj. Coś czuję, że jeszcze długo będziesz żywić do niego uczucia i trwać w tym stanie... Może do momentu aż przyjdzie zwrot akcji. Czytałaś artykuły, które Co poleciłam? Ja też mam 29 lat, też mamy podobne problemy, w powietrzu wisi wyjazd w związku z pracą mojego partnera do USA lub UK na dłuższy czas.

19

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Tak, tak...czytałam...ja powiem szczerze, ze w pewnym stopniu go rozumiem...on w sumie zawsze chciał tam pracować, więc nie dziwne, ze gdy nadarzyła się okazja to chciał ją wykorzystać...boli to, ze nie chciał/nie potrafił pogodzić życia ze mną z pracą...teraz też nie umie...liczyłam, ze wyjdzie z jakąś propozycją, ale nie...

mam nadzieję, że uda mi się to jakoś poukładać...i odejść..skoro on nie chce tego ratować...bo naprawdę czuję się tak jakby tylko mi zależało na tej relacji, a nie chcę żeby on był ze mną na siłę...bo ja tego chcę...

20

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Witajcie....

Pisze dziś w stanie nieważkości sad całą noc nie spałam...pół nocy płakałam, pół myślałam jak go "ukarać", potem znowu płakałam..cały czas zastanawiam się, co się stało z człowiekiem, którego tak kochałam..on nigdy się tak nie zachowywał, znamy się tyle lat, bywało raz lepiej, raz gorzej, ale nigdy nie olewał mnie tak jak teraz...mam do niego tyle pytań, dlaczego...obecna sytuacja siada mi bardzo na psychikę...i naprawdę nie robię nic innego tylko płaczę i się dołuję...

Czy znacie może jakiś dobrych psychologów w Warszawie/ okolicach i to jeszcze darmowych?
Dzwoniłam dziś w dwa miejsca, w jednym są zapisy dopiero na koniec grudnia, w drugim już w tym roku miejsc nie ma...
Proszę o pomoc....

21

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Może spróbujesz sama sobie pomóc i choć lekko zmienić nawyk myślenia o tym wszystkim. Psycholog nie rozwiąże za Ciebie tych spraw, nie odpowie Ci w jego imieniu. Powiem Ci co mi pomaga: umówienie się z koleżanką na pogaduchy, bieganie, basen, czytanie, nowy kurs, picie herbaty. Musisz sama też wyciągnąć do siebie rękę, utulić siebie - przecież umiesz tak zadbać o siebie, kochaj siebie! Kiedyś to wszystko minie, spróbuj też myśleć w taki sposób, że nie Ty pierwsza, że związki są trudne i, że wiele obecnie ludzi przechodzi przez to, co Ty. Nic nie trwa wiecznie. Spójrz na to z dystansem.

Być może jest tak, że on stara się urwać kontakt, dla Twojego dobra. Żeby to się zakończyło, żebyś zarówno Ty jaki i on poszli dalej. Nie analizuj tego, odpocznij, uspokój swoje myśli.

22

Odp: jak się otrząsnąc i zacząc życ?

chciałabym odświeżyć trochę mój wątek...usłyszeć obudź się dziewczyno z tego letargu, zacznij żyć...
kolejny tydzień nie mieliśmy ze sobą kontaktu...zadzwoniłam..nie wiem czemu, tyle ze sobą nie rozmawialiśmy i jakoś się trzymałam, od wczoraj to za mną chodziło i bum...zadzwoniłam...rozmowa była dość miła i sympatyczna, nie licząc tego, ze w pewnym momencie mój M. z uporem maniaka zaczął powatrzac jak mu teraz ciężko i chce się skupić na pracy i na tym po co tam pojechał-czyli na karierze...przez co poczułam się jeszcze gorzej, bo nie zaczynałam tego tematu...
ale teraz czuję się jeszcze bardziej rozbita...strasznie mi go brakuje, wszystkiego tego co było dobre...nie umiem tego od tak odciąć, porzucić tego życia...nie mam za bardzo nadziei na to, ze coś z tego będzie...nawet jeśli mu się nagle odmieni, czuje się zraniona, przerażona cała sytuacją...nie wiem co powinnam zrobić...

czy powinnam doprowadzić do konfrontacji, w której on co się stało i dlaczego tak się potoczyło, żebym ja mogla powiedzieć mu jak się teraz czuję... w końcu po tylu latach wypadałoby tak to załatwić...boję się, ze jeśli zostawię te pytania bez odpowiedzi, to zawsze będę w głowie drążyć temat i zastanawiać się co się stało....

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » jak się otrząsnąc i zacząc życ?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026