Witajcie!Właśnie rozstałam się z chłopakiem,ranił mnie strasznie...ale ja nadal go strasznie kocham...:( i tak się zastanawiam,czy kiedyś mi to przejdzie,czy przestane kochać...jestem narazie na takim etapie,że jeszcze nie wyobrażam sobie jak bedzie wyglądało moje życie bez niego...czuje,że to była prawdziwa miłość...macie jakieś doświadczenia w tym temacie?czy przestałyście kochać,czy ta osoba zawsze zostaje w naszym sercu,nawet pomimo,że jest się z kim innym?
Podobne tematy
Moim zdaniem,ktoś kogo kochasz zawsze zostaje w Twoim sercu. Z czasem jednak zmienia się nasz stosunek do tej osoby,wiele do nas dociera,wiele zaczynamy rozumieć... A pamiętamy długoooo. Każdy związek daje nam coś innego,pozostawia w nas jakieś ślady,niejednokrotnie wzmacnia,a przecież to,że kogoś nie ma już w naszym życiu nie znaczy,że nie ma go w sercu czy pamięci.....
Po rozstaniu z chłopakiem bardzo cierpiałam, długo nie mogłam się z tym pogodzić, po prostu go kochałam.Jednak z czasem wspomnienie o nim zaczęło blaknąć razem z moim uczuciem.Owszem, jest on jeszcze obecny we wspomnieniach i przede wszystkim w moim sercu, lecz nie mogłabym już w tym momencie powiedzieć, że go kocham.
Można przestać kochać, choć to wydaje się w danej chwili abstrakcją. Ja kochałam całym sercem, duszą i ciałem 14 lat. Tego jednego, jedynego. Wyszłam za niego za mąż. Urodziłam mu dwójkę dzieci. I wiesz co? Rozpadło się. Tzn on rozwalił i podsumował, ze mnie nigdy nie kochał i że go do wszystkiego zmusiłam. Dwa lata temu byłam załamana. 2 lata temu żyć mi się nie chciało. W te wakacje poznałam kogoś innego. I znów kocham! A o moim omc niedoszłym mężu praktycznie zapomniałam...
Podziwiam Cię intrygująca,wiesz?!potrafiłaś się pozbierać po takim ciosie...mam nadzieje,że i ja bede potrafiła...marze o tym
Ilonta, czas naprawdę leczy rany
A Ty możesz sobie skrócić oczekiwanie, zrób coś tylko dla siebie
i rób to regularnie ;D
Ilonka co ty nie wiesz?mozna przestac kochac:) tak slyszalam bo sama narazie cierpie od kilku tygodni:(
Ilonta, czas naprawdę leczy rany
całkowicie się z tym zgadzam...mnie zostawił mąż z dwiema córkami po 5 latach, od ponad roku walczę, żeby przestać kochać i udaje mi się to powoli...spotkania z nim nie dostarczają mi już tylu emocji, nie muszę do siebie dochodzić przez kilka dni po wizycie (a ze względu na dzieci musimy się widywać), nawet zaczęłam umawiać się na kawę z innymi, więc myślę, że powoli przechodzi, choć w moim sercu na zawsze pozostanie, zwłaszcza, że moja miłość do niego była wielka i prawdziwa...
mozna przestać kochać, jednak sentyment i wspomnienia zawsze pozostają.
Witam
Mam swoje zdanie na temat miłości.
7 lat temu poznałam mężczyznę. Był cudowny , kochaliśmy się nad życie. Czasami mam wrażenie że to był ideał . Czuły delikatny kochający. Przez dwa lata naszego związku nigdy się nie posprzeczaliśmy. W 2005 roku nasze życie przypominało sielankę oboje pracowaliśmy już wtedy mieszkaliśmy razem wszystko układało się pięknie. W kwietniu Zaszłam w ciąże co jeszcze bardziej zbliżyło nas do siebie.
I tragiczny dla mnie dzień 4 SIERPNIA 2005 ROK
Jednego dnia Bóg zabrał mi wszystko co miałam
Miłość
Dwie najważniejsze dla mnie osoby DZIECKO I JEGO
Poroniłam a On się zastrzelił kiedy się dowiedział co się stało O 6 straciłam dziecko o 7 Jego
Od tego dnia nic już nie było takie jak być powinno
Choć minęło już 5 lat NADAL CIERPIĘ
Próbowałam żyć , wyszłam za mąż urodziłam syna. Mąż wiedział że nigdy nie przestałam Jego kochać że zawsze był dla mnie najważniejszy.
Obecnie jesteśmy po rozwodzie
Jestem z kimś związana ale zdaje sobie sprawę że to nie do końca to
Kiedyś ktoś powiedział Mi Że w życiu kocha się tylko raz Prawdziwa miłość jest tylko jedna
Kocham GO przez te wszystkie lata tak samo silnie
Już nikt nigdy nie będzie dla mnie tak ważny
KOCHAM CIĘ PRZEMKU A.
alizol125 bardzo mi przykro, trudną sytuację przeżyłaś. Ale moim zdaniem rozstać się z kimś kogo się kocha a stracić to duża różnica!
CZAS NIE LECZY RAN, TYLKO PRZYZWYCZAJA DO BÓLU
W moim przypadku przysłowie od miłości do nienawisci ....jak najbardziej zasadne.
Nie sądziłam,że mozna przestac kochać z dnia na dzień,ale jak uswiadomisz sobie jaka wielka krzywde wyrządza Tobie ta najbliższa Twojemu sercu osoba-samo przechodzi.
Ja z dnia na dzień przestałam kochac męża ,kiedyś wszystko poświeciłam dla niego i dzieci ,a teraz nie podałabym mu ręki w potrzebie.Miłośc nie przychodzi tak sobie rodzi sie każdego dnia z czynu i słowa ,z tego samego powodu umiera.
Można. Ja kochałam kilka razy, za każdym wydawało mi się, że to ten jedyny. Bardzo cierpiałam po rozstaniu, dziś szkoda mi tych zmarnowanych dni. Zawsze wydawało mi się, że nie spotkam nikogo, kogo tak mocno pokocham i spotykałam. Raz byłam w związku z człowiekiem, którego nie kochałam i kiedy odszedł też myślałam, że zwariuję, bo był najlepszą osobą, jaką znałam. Można przestać kochać, nie wiem jak, ale można ... Każda miłość jest pierwsza, teraz od 12 lat też kocham, o tamtych zapomniałam, bo na nich mój świat się nie kończył. I wasz też się nie kończy. Myślę, że warto się otworzyć na miłość, wierzyć, że los ma dla nas dobre karty, bo ma. Skoro piszesz, że on Cię ranił to może los się do Ciebie uśmiechnął.
Słyszałam że nawet w miłości są granice ...Prawdziwa miłość ponoć rodzi się wtedy gdy potrafimy kochać siebie.Gdy kochamy siebie to wiemy ze osoba która rani,krzywdzi z pewnością nas nie kocha -to nie jest prawdziwa miłość.
Witaj! ja byłam w podobnej sytuacji.moj mężczyzna ranił mnie,i zeszmacał dosłownie. moja upartość była dla niego problemem-nie zgadzałąm sie na seks. chodz tyle mi krzywdy wyrządził ja nadal chce jego szczęścia. tych co sie pokochało na zawsze zostają w naszych sercach.tak faktycznie to jest tak że ten co dla nas robi wszystko itd jest mniej kochany niż ten który nas rani... ja tak myśle...
Zranioneserce ja mam podobnie,przez rok naszej znajomości ciągle ranił...wbijał szpile,dobijał aż w końcu dobił na maxa...było za dużo emocji niepotrzebnych słów,odszedł,potem przemyślał wszystko i chciał wrócić...nie zgodziłąm się...tak sie zastanawiam skoro kocha(WIEM,ŻE TAK JEST) to dlaczego tak ranił...?teraz znów się o mnie stara...a ja gdy napisze,że jest mu zle to zaraz dzwonie go pocieszyć:(wiem,że to ze,ale nie potrafie przejśc obojętnie wobec tego,że mu smutno itp...ech cieżkie to wszystko:(
można, nie można... a nie zależy to od osobowości?..
ktoś odkocha się ot tak, na pstryknięcie palcem, a kto inny będzie hodował miłość, nawet niechcianą, przez lata.
Z mojego przykładu:
przez długich pięć lat kochałam się bez wzajemności w przyjacielu mojego kuzyna - nigdy nie dał mi nawet cienia szansy, a jednak męczyłam się jak potępieniec przez długi, długi czas. Potem, nagle - pewnego październikowego poranka obudziłam się i z zachwytem stwierdziłam, że świat jest piękny, a ja nie jestem już zakochana w NIM! ![]()
przeszło samo jak katar, co to nieleczony trwa tydzień, a leczony 7 dni ![]()
przykład z autopsji drugi: w ubiegłym roku definitywnie zakończyłam bardzo ważną i namiętną relację z mężczyzną, który był niemal dokładnym spełnieniem moich marzeń o idealnym partnerze. Łączyły nas uczucia i przyjaźń, zainteresowania i upodobania, smaki i gusta; idealny sex, muzyka, książki, filmy, sposób patrzenia na świat - nigdy dotąd nie znałam mężczyzny, który tak dalece pasowałby do moich marzeń i potrzeb.
Z przyczyny, która jest zbyt bolesna i osobista, nie chcę pisać, czemu to się posypało, dość, że była to na tyle ważka przyczyna, bym mimo głębokiej i szczerej miłości zdecydowała się na jej wyplenienie.
Z początku wydawało mi się, że nie dam rady - nie jestem w stanie nawet mieszkać w tym samym co on mieście, widywać go podczas spotkań towarzyskich, chodzić po tych samych co on ulicach i wiedzieć, że nigdy więcej on i ja....
Pomogła mi przede wszystkim zmiana w mentalności, jaką sobie wypracowałam dzięki pewnym praktykom duchowym - jest w sieci strona Anny Atras, a na niej (na stronie, nie na Annie ;>) bardzo pomocne modlitwy i medytacje, które pozwoliły mi uwolnić się od uczucia. A poza tym - banał? - praca: mocno weszłam w pracę zawodową i nie miałam czasu na myślenie o nim i rozpamiętywanie każdego wspomnienia jego oczu, dotyku, wspólnych chwil..
Efekt? pierwotnie wydawało mi się, że nie ma mowy, bym uwierzyła sama sobie, że chcę się uwolnić od uczucia. Ale oto okazało się, że powtarzane co wieczór dekrety, modlitwy, niemal na przekór sobie - stały się jak najbardziej prawdziwe. Że to jest odczuwanie szczere. A teraz spotykam tego niegdyś ukochanego do braku tchu faceta, rozmawiam z nim, patrzę w te jego piękne szaroniebieskie oczy, patrzę na dłonie, które kiedyś wędrowały po mnie - i nie czuję nic. Żadnego sentymentu, żadnej tęsknoty, żadnej chęci powrotu do dawnych relacji. Nadal uznaję w nim to, co jest bliskie mojemu ideałowi, ale nie towarzyszy temu miłość.
Więc.. można.
A nawet czasem trzeba, by zrobić miejsca.. nowej miłości. Bo wszystko, co mija, mija po to, by utorować drogę do czegoś lepszego..