Jestem od kilku lat w malzenstwie - drugie. Maz jest przystojny, jest tez "celebryta". Myslalam, ze bede miec z nim fajne zycie, a teraz mysle juz tylko o rozwodzie. Najwazniejsza trudna cecha, ktora ukrywam przed swiatem, to moj kompleks dotyczacy mojej urody. Zawsze mialam problem z zaakceptowaniem swojej twarzy. Sadze, ze obiektywnie mam przecietna, ale dla mnie byly dni, ze wstydzilam sie wyjsc z domu.
Wychodzac za maz za atrakcyjnego mezczyzne balam sie tego, jak bede sie czula. I nie czuje sie dobrze.
Juz w malzenstwie poszlam do gabinetu medycyny estetycznej, gdzie zaaplikowano mi mezoterapie z wypelniaczami co spowodowalo powiekszenie twarzy. Od tej pory moje samopoczucie spadlo gwaltownie. Plakalam wiele razy patrzac w lustro. Wspomnialam o tym kiedys mezowi, ale byl zly, mowil ze mam body dysmorfic disorder, nie mowilam juz nigdy wiecej.
Zawsze mialam kompleks, zabieg go powiekszyl. Rozmawialam o tym z psychologami dwoma. Zaden nie widzial problem a ja z tym ide cale zycie, a teraz sytuacja staje sie nie do zniesienia. Unikam wyjsc wspolnych, mysle o rozwodzie, by nie narazac sie na bol. Sytuacja bardzo zle odbija sie na moim malzenstwie, pracy zawodowej, na calym zyciu.
Co dalej?
Podobne tematy
Ale masz jakas deformacje czy cos? Nie rozumiem, co jest nie tak z Twoja twarza ?
Skoro jesteś świadoma przyczyny swych trudności, skoro kompleks negatywnie rzutuje na Twe życie, skoro przez tyle lat nie możesz się z nim uporać, może przyszedł najwyższy czas na podjęcie własnej terapii?
Nie mam deformacji, ale nie lubie swojej twarzy, tego jak wygladam. Czasem zdarza sie, ze wydaje sie sobie ladna, ale rzadko. Obiektywnie jestem przecietna, ale wsrod ludzi, gdy jestem z mezem (z poprzednim partnerem tez tak bylo, tez byl przystojny) wrecz wstydze sie tego jak wygladam. Przez to nigdy nie czuje sie swobodnie na przyjeciach I spotkaniach, staram sie ich unikac, czasami chce wczesniej wyjsc, uwazam ze wszystkie kobiety, niezaleznie od wieku, sa ladniejsze ode mnie. :-(
Jak Twoj maz wyglada, w sensie jest ktos podobny do niego z wygladu z podobnej skali urody?
Jest ktos podobny do Ciebie?
Nina, nie wiem, do kogo porownac meza. Fakt, ze uwazany byl/jest za superprzystojnego. Co wazniejsze on sam mial o sobie wyobrazenie swego czasu, ze jest najprzystojniejszy na swiecie!! Szczerze mowiac tez po cichu tak myslalam. Ja jestem bardzo przecietna, tylko jesli mam super makijaz i ekstrawaganckie ubranie moge zwrocic uwage. A ze zdarza sie to rzadko albo nigdy, ludzie na ogol omijaja mnie wzrokiem. Dobrze czulam sie z pierwszym mezem, ktory tez byl przecietny. Przy nim czulam sie naprawde fajnie. Kompleks mam od dziecinstwa, ale przy pierwszym mezu wyciszyl sie. Teraz albo cos z tym zrobie, albo rozwiode sie i poszukam przecietnego jesli chodzi o urode partnera.
A co Twoj maz na to?
Nie kochasz go na tyle, zeby chciec z nim byc bardziej niz obchodzi Cie wyglad?
Katarzyno,
Czy myślałaś o rozmowie z psychologiem?
Wydaje mi się, że masz problem z psyche a nie z wyglądem.
Pamietaj o tym, decyzja o związku z aktualnym męzem była waszą wspólna decyzją. On Cię zaakceptował taką jaka jesteś, z Twoimi kompleksami, wyglądem, sposobem bycia, itd..
Nie dołuj sie sama teraz i nie zrażaj go do siebie takim traktowaniem siebie bez szacunku. Spróbuj usprawnic swoje zycie, poszukac pozytywnych stron a nie wdeptywać się w glebę.
A ja myślę, że Ty użalasz się nad sobą i masz kompleks "tej drugiej" w cieniu, więc próbujesz zwrócić na siebie uwagę. Skoro jest coś, co Ci TAK STRASZNIE utrudnia życie i funkcjonowanie, to już dawno być coś z tym zrobiła - od psychologów po zabiegi kosmetyczne. Jeśli jednak ciągle NIC z tym nie zrobiłaś, to znaczy, że wcale aż tak bardzo Ci nie przeszkadza, a jest świetnym pretekstem, aby wzbudzić zainteresowanie i współczucie.
witam
ja popieram przedmówców - skoro Twój mąż zostawił dla Ciebie swoją pierwszą żonę i nadal z Tobą jest, to widać podobasz mu się w 100% i kocha Cię taką, jaką jesteś, czy sama się sobie podobasz, czy nie. Poza tym, jak to podajże Shakira raz powiedziala, seksapil zaczyna się w głowie...od pewności siebie więcej niż od urody zależy, więc moze po prostu warto troche siebie...polubić? ![]()
Niestety postawa meza przyczynila sie do uaktualnienia sie kompleksu. Poczatkowo twierdziel, ze jestem piekna, jedyna, wybrana i ze mnie kocha. Twierdzil ze jestem idealna. Ale szybko i bez mojego udzialu (kompleks siedzial wtedy cicho), jak wzniosl mnie na piedestal tak i zrzucil. Pozniej powtarzalo sie to wielokrotnie, raz jestes moze nie idealna, ale ok i kocham cie, za jakis czas jestes rozczarowaniem i cie nie chce. Zanim jednak odeszlam, bylo znow - chce z toba byc itd. Az pol roku temu na pytanie czemu wyniosl sie z sypialni uslyszalam "bo cie juz nie kocham". To co dalej? - zapytalam. ( Przez caly ten czas ja kochalam meza i nadal go kocham, choc jego zachowanie wobec mnie jest coraz bardziej bolesne). Powiedzial, ze milosc nie jest najwazniejsza i zebysmy zyli jak przyjaciele, ale czasem mozemy miec seks. Nie chcialam sie na to zgodzic, szukalam mieszkania, wtedy przekonal mnie, ze za wczesnie, ze milosc moze wroci, ze chce byc ze mna, a tak naprawde to nie wie co czuje. I tak zyjemy. Jest coraz gorzej, a moj kompleks ma znakomite pole do popisu:-(
no ale takie problemy mają nawet piekne kobiety, wiec ja bym nie wiazala jednego z drugim. czesciej nawet te "mniej urodziwe" kobiety są szczesliwsze niż slicznotki...
To chyba ten sam trol, co założył podobny temat na tym forum, tylko tamta trolica jest młodsza. Weź trolico nie ośmieszaj się. Bo skoro miałaś dwóch mężów, to brzydka nie jesteś. Polecam psychiatrę, żeby w wieku 50 lat mieć takie schizy to naprawdę aż żal.
Co? 49lat i takie problemy? nie dziwię się gdybyś miała te 20lat, ale tyle...no bądźmy poważni i jeszcze chcesz żeby ktoś się do Ciebie ślinił w tym wieku ![]()