Witam. Od wielu miesięcy czytam to forum ale nigdy wcześniej się nie rejestrowałam. Nie miałam potrzeby. Do niedawna...
Mam męża od paru lat, poznałam go na I roku studiów, potem całe studia w związku z nim, obrona, małżeństwo, przeprowadzka do stolicy, własne M, oboje znaleźliśmy w końcu dobre posady i jak na polskie warunki b. dobrze zarabiamy. Zawsze go kochałam i on mnie też. Patrząc z boku to niczego nam nie brakuje. Nie mam jeszcze 30ki a już jestem zawodowo spełniona i powinnam chyba w miłości. Mama ciągle powtarza jakiego cudownego ma zięcia, jest w nim zauroczona, tata podobnie, nie mówiąc niż o moich dziadkach. Po prostu sielanka... Może w nie aż takich tęczowych kolorach do niedawna to widziałam, ale patrzyłam na to z optymizmem.
Przyjeżdżając do Wawy nikogo tu nie znałam. Było mi ciężko, bo zostałam wyrwana ze swojego środowiska, brak przyjaciół, koleżanek. Obecnie mam w pracy jedną (przyjaciółkę to za dużo powiedziane) znajomą. Nie można gadać o swoich problemach ciągle tylko z mężem. Zaczynałam się dusić.
Parę miesięcy temu kiedy wyszłam z pracy (akurat wtedy wyszłam wcześniej niż zwykle) całkowicie niespodziewanie na ulicy spotkałam jego (nazwijmy go X). X to mój kolega z podstawówki i zresztą ostatni raz go widziałam w 8 klasie. Nie będę udawać podkochiwałam się w nim. Był najładniejszym chłopcem w klasie i był zawsze oblegiwany przez morze dziewcząt, gdy ja byłam szarą myszą kujonicą. X już wtedy przejawiał niesamowity talent w postaci rysunków. Nauczycielka plastyki wręcz domagała się aby poszedł do specjalistycznej szkoły średniej. I tak zrobił. A ja przestałam wzdychać do niego bo kontakt się urwał na ok 15 lat.
Nadal jest niesamowicie przystojny, robi co lubi, jest artystą, jest dowcipny i ma w sobie to coś co powoduje że aż mi się nogi robią miękkie jak go widzę a umysł się cieszy na każdą myśl o nim.
Kiedy więc go spotkałam po raz 1 w stolicy byłam w szoku. To zresztą on mnie poznał pierwszy. Zaczęliśmy gadać co u nas. I się okazuje że mieliśmy pecha bo on pracuje naprzeciwko miejsca gdzie ja pracuję!! I to od roku, tylko że wychodzi z pracy godzinę wcześniej niż ja. Ma niestety żonę ale nie ma dzieci jak ja.
Gadało nam się świetnie, poszliśmy do knajpy i tam siedzieliśmy kilka godzin. Nawet nie tego nie zauważyliśmy. Nawet mąż dzwonił i nie wiem czemu skłamałam po raz pierwszy że musiałam zostać dłużej w pracy
on by nie zrozumiał więc nie chciałam go krzywdzić.
Od miesiąca z X wspólnie o umówionej godzinie wychodzimy do tej knajpy na obiad a czasem też po pracy. Świetnie nam się rozmawia, mogę mu mówić o wszystkim, o moich problemach a on mi o swoich. Już nie chodzę ciągle zmęczona, z radością wstaję każdego dnia z łóżka, w niedziele cieszę się weekend już minął bo spotkam X.
Tylko nie wiem co dalej. Nie wiem czy kocham X, czy przestałam naprawdę kochać męża. Boję się strasznie co by powiedziała moja rodzina. Byłabym czarną owcą w rodzinie. Mama by się chyba załamała
a mąż oczywiście byłby tym biednym niewinnym a ja tą najgorszą co rozwala piękne udane małżeństwo.
1 2014-09-21 19:17:01 Ostatnio edytowany przez ona_z_naprzeciwka (2014-09-21 19:22:04)
Podobne tematy
Kolejne znudzone łatwym życiem biedactwo...
lub
...jeszcze jedna szopka noworoczna (oby)...
3 2014-09-21 20:03:50 Ostatnio edytowany przez ona_z_naprzeciwka (2014-09-21 20:04:36)
Kolejne znudzone łatwym życiem biedactwo...
lub
...jeszcze jedna szopka noworoczna (oby)...
Jest mi smutno, bo oceniasz moją osobę jednocześnie nic o mnie nie wiedząc. Było to chamskie i niestosowne.
Moje życie było trudne i ciężkie. Bardzo dużo się uczyłam i rodzice byli dla mnie bardzo surowi. Zawsze zazdrościłam koleżankom że ich rodzice im pozwalali na dużo więcej niż moi. Więc nie miałam szczęśliwego dzieciństwa.
Nigdy przed moim mężem nie miałam innego chłopaka, mężczyzny. Mąż jest jedynym i jak czytam, słyszę, że normą jest kilkunastu i potem ślub, to dochodzę do wniosku, że moje małżeństwo była chyba pomyłką, zbyt przedwczesne. Chciałam chyba żeby było idealnie dla rodziców a nie dla mnie. Nie zdążyłam się wyszumieć?? Zaczynam dostrzegać jak wiele przegapiłam, zresztą nie ze swojej winy, bo tylko ciągle nauka, a potem praca i małżeństwo. Mam chyba prawo do miłości i szczęścia nie wyznaczonego przez rodziców i męża? Więc assassinie nie oceniaj mnie, bo ja nie oceniam Ciebie, bo Ciebie nie znam
4 2014-09-21 20:08:20 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-09-21 20:18:13)
Gdybyś jeszcze nie znała pewnej prawdy objawionej: nie wszystko złoto co się świeci.... pasuje jak ulał do "artysty"...
Na pocieszenie, nie Ty pierwsza i nie ostatnia po x latach nagle się budzisz i kombinujesz jak by to było z innymi, na razie jeszcze nie poszłaś za daleko, ale to kwestia czasu jeśli nie poukładasz sobie spraw w głowie...
A co przeszkadza Ci w Twoim mężu i Waszym związku? Jest coś konkretnego?
Może przestaliście się o siebie nawzajem starać?
Dobra posada i kasa to nie wszystko, może to stało się Waszym celem i zatraciliście się w tym zapominając o tym co najważniejsze.
Powodów może być mnóstwo.
Zastanów się nad wszystkim, byś czegoś później nie żałowała.
Ja bym nie ryzykowała małżeństwa relacją z przypadkowo spotkanym kolegą ze szkoły.
Doskonale wiem jak to jest się zauroczyć, rzucić wszystko i gnać do przodu. To wszystko niepewne, zostawicie swoje małżeństwa i będziecie razem ? To raczej nie takie proste. Nie wiesz co on ma w głowie, a może mieć wszystko. Żebyś nie została z niczym...
Witam,
Powiem ci ze tak samo zakonczyl sie moj zwiazek, wrecz identycznie, wszystko bylo oki, dziecko ja bardzo dobra praca ona poprostu praca, czasami wyjezdzalem, az tu nagle zonk, wracam I kobieta nie do poznania, zakochala sie w czlowieku z ktorego sie nasmiewala jeszcze 5 lat temu a wystarczylo ze razem u siostry jej na drinku sie spotkali I koktail w brzuchu.
Powiem ci co sie stalo potem,
Ja bylem zalamany totalnie 5 miesiecy,
Walczylem o nia chociaz walka z obca osoba nic nie dala,
Po5 miesiacach poznalem kobiete ktora mnie wyciagnela z dolka I z ktora jestem do teraz,
Byla po 5 miesiacach zrozumiala ze zepsula wspaniala rodzine, dziecinstwo naszego dziecka I nasz zwiazek dla glupiego romansiku jak 15latki,
Tylko ze nie ma juz powrotu, czasami placze bo corka chce nas razem,
Ale byla pieprzyla sie z kolesiem w naszym domu gdzie z boku nasze dziecko bylo I widzialo go, a spotkala go przypadkowo,
Zastanow sie 20 razy naprawde bo zburzysz wysoki mur dla kilku cegielek !!
Jak jak I byla bylismy w pierwszych zwiazkach od 10 lat, ja bylem gotowy na rodzine a ona cofnela sie o 15 lat
Z drugiej strony kobietu takie sa, kobieta ktora nie wyszalala sie za mlodu jest marnym partnerem w zwiazku, predzej czy pozniej tak sie konczy.
Niechce nikogo obrazac ale zastanowcie sie 50 razy, ludzi wokolo cala masa, lepiej sie nigdy nie wiazac jak potem krzywdzic dzieci I pqrtnera dla przypadkowej milosci czy kolegi z klasy !
8 2014-09-22 09:03:57 Ostatnio edytowany przez ona_z_naprzeciwka (2014-09-22 09:04:42)
A co przeszkadza Ci w Twoim mężu i Waszym związku? Jest coś konkretnego?
Może przestaliście się o siebie nawzajem starać?
Nie wiem, chyba się już wypaliło, jeśli w ogóle kiedyś był jakiś potężny żar. Teraz to tylko przyzwyczajenie i odgrywanie idealnej żony, doskonałego małżeństwa przed rodziną. To takie sztuczne!
Ja bym nie ryzykowała małżeństwa relacją z przypadkowo spotkanym kolegą ze szkoły.
Doskonale wiem jak to jest się zauroczyć, rzucić wszystko i gnać do przodu. To wszystko niepewne, zostawicie swoje małżeństwa i będziecie razem ? To raczej nie takie proste. Nie wiesz co on ma w głowie, a może mieć wszystko. Żebyś nie została z niczym...
Ja nie wiem czy chcę rzucać wszystko, właśnie nie jestem pewna. A to nie jest zwykłe zauroczenie. Jak pisałam, już w podstawówce się w nim podkochiwałam, więc zwykłe zauroczenie mogłoby przetrwać aż ponad 15 lat? Nie sądzę. Nie wiem jak rozwiązać ten problem, pojęcia nie mam
Teraz nawet jest dobrze, ale ja bym chciała ciut więcej, to chyba normalne. Wiem, że należy mi się więcej, że zasługuję w końcu w życiu na chwileczkę szaleństwa, bo kiedy jak nie teraz? Jak będę stara, pomarszczona i o lasce? Nie czuję, że robię wobec męża coś złego, przecież go nie zdradzam, pragnę tylko uczucia, tej chwili, której nigdy nie doznałam i nie ze swojej winy
Niechce nikogo obrazac ale zastanowcie sie 50 razy, ludzi wokolo cala masa, lepiej sie nigdy nie wiazac jak potem krzywdzic dzieci I pqrtnera dla przypadkowej milosci czy kolegi z klasy !
Nie zgadzam się! Jak nigdy nie chcesz się wiązać, to najlepszym miejscem dla Ciebie jest jakiś zakon
9 2014-09-22 09:32:31 Ostatnio edytowany przez kokoss (2014-09-22 09:32:55)
...bo może o ten żar nigdy nie dbaliście albo dbało tylko jedno z Was?
Zresztą, wydaje mi się, że podjęłaś już decyzję, a z naszej strony potrzebujesz zachęty, by bez wyrzutów dalej umawiać się z tym artystą.
Rozmawiałaś SZCZERZE z mężem, że się od siebie oddalacie? Wyjaśniliście sobie, co robicie źle, co działa na Was i Wasz związek destrukcyjnie?
Co z Waszymi dziećmi?
Skoro odgrywasz idealną żonę, będziesz odgrywać idealną kochankę, dopóki Ci się nie znudzi.
A argument, że kochałaś się w nim już w podstawówce, wybacz, nie jest żadnym argumentem.
Życzę mądrej, nikogo niekrzywdzącej decyzji.
"niestety ma żonę" chyba szykuje sie romans.
Jeśli chcesz zabawić sie z kolega, pierw poinformuj męża.
Nikt nie ma idealnego życia, kazdy w swoim życiu niesie krzyż problemow. Wiec nie mów jak to mialas ciezko. Nikt lekko nie ma. To nie bajka a prawdziwe życie.
Rozumiem zauroczenie kolega z dawnych lat, ale zastanów sie nad tym co robisz. Postaw sie w roli Twojego męża. Chciałabyś aby ktoś Ci rogi doprawiał?
Nie masz nic do ukrycia, ale jednak nie powiedziałaś ze spotkalas kolege z dawnych lat. Jednak do ukrycia cos masz.
Ciekawe czy Twój kolega powiedział swojej żonie z tych schadzek i jak on odbiera te spotkania.
Bo Ty napewno je odbierasz tak jak nie powinnaś.
Ja rozumiem uczucie sie wypala, ale są takie możliwości jak seperacja, rozwód. Lepsze to niż życie w kłamstwie.
... albo terapia małżeńska. Wydaje się to najrozsądniejszym rozwiązaniem na tę chwilę.
...bo może o ten żar nigdy nie dbaliście albo dbało tylko jedno z Was?
Zresztą, wydaje mi się, że podjęłaś już decyzję, a z naszej strony potrzebujesz zachęty, by bez wyrzutów dalej umawiać się z tym artystą.Rozmawiałaś SZCZERZE z mężem, że się od siebie oddalacie? Wyjaśniliście sobie, co robicie źle, co działa na Was i Wasz związek destrukcyjnie?
Co z Waszymi dziećmi?
Skoro odgrywasz idealną żonę, będziesz odgrywać idealną kochankę, dopóki Ci się nie znudzi.
A argument, że kochałaś się w nim już w podstawówce, wybacz, nie jest żadnym argumentem.Życzę mądrej, nikogo niekrzywdzącej decyzji.
Pisałam już, że dzieci nie mam. Nie wiem kiedy i jak bym miała takie wychowywać. Mam zbyt poważne stanowisko w pracy. Nie mogę sobie pozwolić na parę tygodni przerwy, zbyt wiele osób jest ode mnie zależnych i ich bym zawiodła, wręcz zdradziła, choć to pewnie głupio zabrzmi.
Nie rozmawiałam szczerze, bo o czym? Mam się spowiadać z kim jem obiad w czasie pracy? Poza tym nie mogę sobie pozwolić na jakieś awantury w domu i postawić się w roli tej złej, gdy on odgrywa wzorowego, męża dziesięciolecia
Postawiłoby mnie to w złym świetle w rodzinie.
I nie wiem jak z tego wybrnąć :<
"niestety ma żonę" chyba szykuje sie romans.
Jeśli chcesz zabawić sie z kolega, pierw poinformuj męża.
Nikt nie ma idealnego życia, kazdy w swoim życiu niesie krzyż problemow. Wiec nie mów jak to mialas ciezko. Nikt lekko nie ma. To nie bajka a prawdziwe życie.Rozumiem zauroczenie kolega z dawnych lat, ale zastanów sie nad tym co robisz. Postaw sie w roli Twojego męża. Chciałabyś aby ktoś Ci rogi doprawiał?
Nie masz nic do ukrycia, ale jednak nie powiedziałaś ze spotkalas kolege z dawnych lat. Jednak do ukrycia cos masz.
Ciekawe czy Twój kolega powiedział swojej żonie z tych schadzek i jak on odbiera te spotkania.
Bo Ty napewno je odbierasz tak jak nie powinnaś.Ja rozumiem uczucie sie wypala, ale są takie możliwości jak seperacja, rozwód. Lepsze to niż życie w kłamstwie.
Ja wiem co robię doskonale. Nie rozumiem czemu mam nie mówić, że jest mi ciężko jak tak właśnie jest? Całe życie staram się aby było idealnie, jak sobie wymarzyłam ja i rodzina przez co zapomniałam o sobie. Uświadomił mi to właśnie X i jestem mu za to bardzo wdzięczna. Otworzył mi oczy.
Szczerze to nie interesuje mnie stawianie się w czyjejś roli. To bez sensu. Dość już mam troszczenia się, chcę pomyśleć o sobie.
Do ukrycia mam jedynie to, że TAK, NIE JESTEM DOSKONAŁA, bo zdarzyło mi się pomyśleć o sobie i własnych potrzebach. Mam dość doskonałego małżeństwa, tej parszywej roli, uśmiechniętej, szczęśliwej, że wszystko się mi udało. NIE, NIE UDAŁO MI SIĘ! Nie udało mi się zrobić niczego spontanicznego, szalonego, doznać takiego własnie uczucia!
Dbałaś o tzw. prowizorkę. Idealna kobieta, na idealnym stanowisku, idealny facet u boku, idealni w oczach INNYCH.
Bez obrazy, ale to czysta głupota, zakłamanie.
Zresztą, uważam, że nie ma sensu dyskutować, żadne argumenty do Ciebie nie przemówią.
A skoro piszesz, że nie masz o czym rozmawiać z mężem, że nie ma potrzeby szczerego wygadania się nawzajem...
Współczuję toku myślenia.
I jak sądzę, na terapię też się nie zdobędziecie, bo to splamiłoby wasz "idealny" związek.
14 2014-09-22 11:27:09 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-09-22 13:41:49)
ana z naprzeciwka, bronisz się przed innymi opiniami niż Twoja jak lwica swoje lwiątka ![]()
a idź Ty sobie w romansik, spełnij te niespełnione marzenia sprzed 15 laty, przekonaj sie ze motylki mają krótki żywot, zobacz jak to jest z innymi (żebyś nie czuła sie passe).
Tylko.... powiedz o tym mężowi, ...... i idź w tany.
Nie oszukuj jego, ... i siebie.
Oszustwo jest fajne bo daje adrenalinę, ale uwierz mi nie jest passe i nigdy nie będzie.
Uczciwość zawsze ma swoją wartość i nigdy nie przeminie na nią zapotrzebowanie.
Daj sobie czadu z artystą, ale bądź fair wobec innych,
właściwie to jego żonie też powinnaś wspomnieć że masz ochotę na jej męża....
Jeżeli Cie nie stać na takie postawienie sprawy...lepiej zakończ już teraz te obiadki, bo za tydzień, dwa
będziesz się żaliła - "nie wiem jak to się stało"
"widocznie to prawdziwa miłośc jest, tak wielka miłość"
i nigdy nie przyznasz się do tego, że sama mocno się naprawcowałaś nad rozwojem tego "uczucia",
- z etapu zauroczenia - bo mąż się znudził, i ciągle ta praca-dom-mąż, a tu nagle dawna sympatia i to z czasów radosnego dzieciństwa
- poprzez etap amoku - obecnie jesteś w amoku, popatrz żadne realne, trzeźwe osądy pisane tutaj przez chyba wszystkich, do Ciebie nie docierają, Ty wiesz lepiej niż wszyscy dookoła, nie pozwolić na cień wątpliwości co do perfidii do której prowadzi Cię to co robisz teraz,
- aż do regularnego romansiku, dopóki "artysta" nie znudzi się z kolei Tobą, a może... znudzi się żoną ( Twoje marzenie)
Jeżeli chcesz zająć miejsce jej żony, chcesz wypowiedzieć jej walkę - będziesz miała siłę powiedzieć jej o tym, że ma konkurentkę, czy zabawisz się w partyzantkę, zaatakujesz od tyłu, niczego nie obawiającą się biedną kobietę ?
Dasz jej szansę czy strzelisz jej w tył głowy ?
Zawsze jest tak samo, za przeproszeniem lepiej nie rozmawiac z nikim z mezem tylko od razu postawic sciane przed oczyma,
Mam nadzieje ze nie bedziesz plakala po jakims czasie tak jak twoj maz bedzie dla kolegi z twojej klasy.
Apropo trzeba bylo sie od razu brac za artyste a nie czekac 15 lat, wiazac sie zeby od zaraz kopnac kpgos w du.. bo znow aniolek sie pojawil.
No to na co autorko liczysz ? Ze kazdy tutaj pochwali Cie, jaka Ty biedna jestes, nie szczesliwa. To nie forum dla pocieszenia gdzie robisz cos zle.
Skoro Ci nie pasuje to nie wiem na co czekasz, juz dawno powinnaś wystąpić o rozwód. Ale nie nie Ty sobie na to nie mozesz pozwolic.
Szkoda mi Ciebie, naprawdę.
Biegniesz za karierą ale zebys sie nie obudziła z reka w nocniku, ale w tedy będzie juz za późno.
17 2014-09-22 12:45:26 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-09-22 13:41:08)
Mam dość doskonałego małżeństwa, tej parszywej roli, uśmiechniętej, szczęśliwej, że wszystko się mi udało. NIE, NIE UDAŁO MI SIĘ! Nie udało mi się zrobić niczego spontanicznego, szalonego, doznać takiego własnie uczucia!
OK, skorzystaj ze spontaniczności, zrób coś szalonego, ale nie rań innych.
......
Męzowi powiedź że masz dosyć doskonałego małżeństwa, i szalej.
Za chwilę, zaczniesz obwiniać męża o całe zło jakie Ciebie spotkało, bedziesz chciał wmówić mu że to on jest winny.. winny tego ze Ty nie jeszcze się nie wyszalałaś.
A szalej sobie tylko nie mieszaj do tego Bogu ducha winego męża .
18 2014-09-22 13:06:48 Ostatnio edytowany przez delay (2014-09-22 13:07:20)
Apropo,
Autorka nie ma dziecka a wszyscy pisza ze ma,
Ona chce tylko mezowi rozki wyciagnac i odbic meza innej kobiecie.
Jacy wszyscy sa nieszczesliwi , w jednech chwili malzenstwo a potem ja niechcialam , bylam zmuszana Itp.
Tak to jest jak od nadmiaru wszystkiego w dupach sie miesza, nastepne kartasian show.
ona_z_naprzeciwka napisał/a:Mam dość doskonałego małżeństwa, tej parszywej roli, uśmiechniętej, szczęśliwej, że wszystko się mi udało. NIE, NIE UDAŁO MI SIĘ! Nie udało mi się zrobić niczego spontanicznego, szalonego, doznać takiego własnie uczucia!
OK, skorzystaj ze spontaniczności, zrób coś szalonego, ale nie rań innych.
Twoje szaleństwo, Twoja decyzja, Twoja sprawa - ale nie mieszaj do Twojego szaleństwa dziecka, dla niego szaleństwa nie są potrzebne, one woli być w niespontanicznym, nieszalonym domu.Męzowi powiedź że masz dosyć doskonałego małżeństwa, i szalej.
Za chwilę, zaczniesz obwiniać męża o całe zło jakie Ciebie spotkało, bedziesz chciał wmówić mu że to on jest winny.. winny tego ze Ty nie jeszcze się nie wyszalałaś.
A szalej sobie tylko nie mieszaj do tego Bogu ducha winnych męża i dziecko.
Secondo1 Czy Ty umiesz czytać co autorka napisała? Juz po raz drugi napisała ze nie ma DZIECKA! Nie ma na to czasu.
Co do autorki, sorry nie pochwalam. Najwyraźniej du... Cię swędzi. Oczywiście byłoby dobrze jakby maż miał Cie gdzieś, ale nie jest dla Ciebie w porządku wiec Ty chcesz mu wywalić wała. Ciagniesz do typowych złych chłopców! A potem bedzie płacz i oj jaka ja głupia i naiwna była.
Secondo1 napisał/a:ona_z_naprzeciwka napisał/a:Mam dość doskonałego małżeństwa, tej parszywej roli, uśmiechniętej, szczęśliwej, że wszystko się mi udało. NIE, NIE UDAŁO MI SIĘ! Nie udało mi się zrobić niczego spontanicznego, szalonego, doznać takiego własnie uczucia!
OK, skorzystaj ze spontaniczności, zrób coś szalonego, ale nie rań innych.
Twoje szaleństwo, Twoja decyzja, Twoja sprawa - ale nie mieszaj do Twojego szaleństwa dziecka, dla niego szaleństwa nie są potrzebne, one woli być w niespontanicznym, nieszalonym domu.Męzowi powiedź że masz dosyć doskonałego małżeństwa, i szalej.
Za chwilę, zaczniesz obwiniać męża o całe zło jakie Ciebie spotkało, bedziesz chciał wmówić mu że to on jest winny.. winny tego ze Ty nie jeszcze się nie wyszalałaś.
A szalej sobie tylko nie mieszaj do tego Bogu ducha winnych męża i dziecko.Secondo1 Czy Ty umiesz czytać co autorka napisała? Juz po raz drugi napisała ze nie ma DZIECKA! Nie ma na to czasu.
racją, przepraszam,
wykropkowałam tekst o dziecku.
21 2014-09-22 13:51:46 Ostatnio edytowany przez kokoss (2014-09-22 13:52:15)
Fenomenem jest fakt, że kobieta ma dość swojego wręcz idealnego, wzorowego męża.
Chłop się stara, a ona biadoli nad swoim jakże okrutnym losem...
No chyba, że oboje są tak zakłamani, że wyjście poza fikcję jest dla nich gorsze od tkwienia w niej.
Szkoda czasu i słów.
Cynizm Onej jest obezwładniający.
Powodzenia w nadrabianiu "straconego" wyłącznie z winy "onych" - rodziców, męża z przydziału i kogo tam jeszcze, kto nie został wymieniony, czasu. I zaległości w dopuszczaniu do siebie kolejnych adoratorów. Przecież Ty zawsze miałaś zawiązane oczy i knebel w ustach, wtedy, gdy kazano Ci pobierać nauki, a potem siłą wetknięto do łóżka obecnego męża.
Mężowi nic nie mów, rodzicom również. Jak się wyda romans - tak, tak, Ty już męża zdradzasz - będzie większa heca.
23 2014-09-22 14:29:48 Ostatnio edytowany przez ona_z_naprzeciwka (2014-09-22 14:30:45)
Chyba nie zrozumiałyście mojego położenia ![]()
Po pierwsze wcale nie zdradzam męża. I uważam, że jestem w porządku. To nie we mnie jest problem, co usilnie próbujecie mi wmówić. To otoczenie jest zakłamane i chore, które wpędziło mnie w taką sytuację. Przypominam, że nie miałam tu nikogo, bo zostałam wyrwana z mojego otoczenia i rzucona w miejsce gdzie nikogo nie znałam. I nawet mimo to sobie poradziłam. Ale nie mam tu żadnej przyjaciółki, czy przyjaciela. Do niedawna. Wreszcie mam komu się wyżalić, porobić głupoty, pośmiać się. Mogę przy nim wreszcie być sobą! Czy ja tak wiele wymagam? NAPRAWDĘ TAK WIELE? Aż tak, żeby mnie oskarżać, że mi się dupie przewraca?
Mąż zresztą tak jak ja, nikogo przede mną nigdy nie miał, też był jednym z najlepszych studentów, kariera naukowa, zawodowa czy finansowa - marzenie. Ale co z tego?? Jakie mam gwarancje, że mu się nie odwidzi i nie będzie chciał zobaczyć jak inni jak to jest z inną? A tacy właśnie mają największe prawdopodobieństwo zdrady. Co prawda niby nie mam nic mu do zarzucenia, tzn. pamięta o rocznicach, imieninach, urodzinach (nie tylko moich), itp, są czasem kwiaty, kolacje, ale co z tego. Przecież najważniejsze jest to co ja czuję. A tego on mi nie zapewnia
Totalnie brak mu tego co Xowi, tego szaleństwa, radości. Mąż przy nim taka ciepła klucha, pocieszna ciapa, którą wszyscy kochają w rodzinie. A X ma to coś, to widać w oczach, w każdym jego ruchu, słowie, chyba wiecie o czym mówię.
Ja nie wiem czy bym chciała rozwód, bo w sumie nie wiem z jakiego powodu, jak jest dobrze. Chcę tylko tego uczucia, pomyślenia wreszcie o sobie ![]()
24 2014-09-22 14:58:10 Ostatnio edytowany przez ona_z_naprzeciwka (2014-09-22 15:01:28)
Cynizm Onej jest obezwładniający.
Powodzenia w nadrabianiu "straconego" wyłącznie z winy "onych" - rodziców, męża z przydziału i kogo tam jeszcze, kto nie został wymieniony, czasu. I zaległości w dopuszczaniu do siebie kolejnych adoratorów. Przecież Ty zawsze miałaś zawiązane oczy i knebel w ustach, wtedy, gdy kazano Ci pobierać nauki, a potem siłą wetknięto do łóżka obecnego męża.
Mężowi nic nie mów, rodzicom również. Jak się wyda romans - tak, tak, Ty już męża zdradzasz - będzie większa heca.
Cynizm? Wiesz w ogóle co to znaczy? Ach ta solidarność plemników! To ja się wypruwałam przez wiele lat aby być idealną córką i żoną, aby nasze mieszkanko było w końcu piękne. Zresztą mąż w jakimś względzie też. Tego mu nie odmawiam. Wspólnie się staraliśmy odnośnie mieszkania.
Nie to, że siłą zostałam zmuszona do małżeństwa ale rodzina już coś przebąkiwała na V roku, że może już czas na ślub? Taka psychiczna manipulacja
A ja głupia wtedy byłam, bo przecież jeszcze nie zaznałam życia. To tak jak z pierwszą komunią, gdy każe się decydować małym dzieciom a one postępują jak rodzice chcą, bo nikogo innego nie znają, nie ma im kto powiedzieć, że to obłuda i fałsz i że może oni by nie chcieli być częścią kłamstwa.
Po prostu nie wiedziałam jak to jest wreszcie żyć, dzięki Xowi zaczęłam przeglądać na oczy. Zadał proste pytanie, że dla kogo ja to wszystko robię? Że czy dla siebie, czy dla innych ja żyję. Że powinnam na pierwszym miejscu myśleć właśnie o swoim szczęściu. I ma rację, bo czy naprawdę chciałabym przeżyć swoje życie cały czas poświęcając się? Czasy średniowiecza się skończyły ładny czas temu i nie muszę się wiecznie zaharowywać, czy samobiczować.
Boję się jednego: jak na to rodzina zareaguje, że ja wreszcie chcę pomyśleć o sobie! Że chcę szczęścia dla siebie a niekoniecznie dla wszystkich innych prócz mnie. Jak im to powiedzieć?
Jak to zniesie moja mama?
Za dobrze Ci w życiu było, nie doceniasz męża, ot co. Przykro mi, że kobiety dają takie świadectwo innym. Ja mam nadzieję, żer znajdę taką miłość jak Ty i będę miała takiego męża jak ty.
Za dobrze Ci w życiu było, nie doceniasz męża, ot co. Przykro mi, że kobiety dają takie świadectwo innym. Ja mam nadzieję, żer znajdę taką miłość jak Ty i będę miała takiego męża jak ty.
Wierz mi, nie chciałabyś. Zero spontaniczności, tylko zawsze to co "wypada", czy czasem jak na filmach romantycznych. No po prostu do zwymiotowania. Takie to sztuczne i cukierkowe. Naprawdę ma się dosyć po którymś kilogramie samej czekolady
27 2014-09-22 15:08:59 Ostatnio edytowany przez tbr (2014-09-22 15:10:00)
To po co tu piszesz, jak i tak sama lepiej wiesz, czego chcesz? ![]()
Człowiek to zabawna istota. Dąży do szczęścia, ideału, a jak już go osiągnie, to wtedy tylko szuka drogi, aby wszystko popsuć, bo poukładane życie mu się nie podoba.
Ale ok, dość niepotrzebnych komentarzy. Może lepiej po prostu porozmawiaj z mężem czego brakuje ci w tej relacji, zamiast pielęgnować w sobie obrzydzenie do niego i rozwijać zafascynowanie panem X? Wydaje mi się, że szukasz wyjścia z tej sytuacji nie u tej osoby, co trzeba.
28 2014-09-22 15:10:16 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-09-22 15:27:29)
Ale o co Ci tak właściwie chodzi??? Nie pasuje Ci jak jest, to skończ ten cyrk i "żyj"...
29 2014-09-22 15:25:26 Ostatnio edytowany przez ona_z_naprzeciwka (2014-09-22 15:26:33)
Panie assassin, jeśli nie ma Pan niczego konstruktywnego do napisania, to po co się Pan trudzi? Dla nabicia postów? Dla obrażenia mnie? Nie ma Pan nic do dodania, to niech Pan z łaski swojej postara się powstrzymać. Pozwoli to uniknąć offtopu.
Już zdążyłam parę razy napisać czego tu szukam:
Boję się jednego: jak na to rodzina zareaguje, że ja wreszcie chcę pomyśleć o sobie! Że chcę szczęścia dla siebie a niekoniecznie dla wszystkich innych prócz mnie. Jak im to powiedzieć? Jak to zniesie moja mama?
Szukam porady odnośnie powyższego a nie wymądrzania w osądach mojej osoby. Nie wiecie jaka jest sytuacja w moim małżeństwie i rodzinie i jak jest mi ciężko.
Zabawne jest zwłaszcza to, że akurat mężczyźni mają tak strasznie dużo do powiedzenia na kobiecym forum i uskuteczniają obronę jednego ze swoich, którego nawet nie znają!
Apel do panów: idźcie sobie do innego tematu, a najlepiej na męskie forum, bo tutaj to ja wiem jakich opinii o sobie od was mogę się spodziewać: że mam wszystko, niewdzięczna, księżniczka, której niczego nie braknie, bo mąż ideał, że dziwka, że k**** itd. TAK JEST - NIECH WAM BĘDZIE. Zaspokojone męskie ego? To dziękuję. Następne wasze posty będą zgłaszane!
Dokładnie, skoro nie odpowiada Ci obecny stan rzeczy, to zmień go, odważ się na podjęcie decyzji (odejściu od męża) nie myśląc o otoczeniu, i "zacznij żyć". Czyżby to małżeństwo z rozsądku było?
Dokładnie, skoro nie odpowiada Ci obecny stan rzeczy, to zmień go, odważ się na podjęcie decyzji (odejściu od męża) nie myśląc o otoczeniu, i "zacznij żyć". Czyżby to małżeństwo z rozsądku było?
Ale ja nie chcę odchodzić... Ja mam dosyć bycia doskonałą, super-córką, super-żoną, tego zakłamania, lukru, chcę odpocząć, poszaleć, chcę to wykrzyczeć... A mogę to tylko powiedzieć Xowi :< Co czuję i jak mi źle
Ja wiem, że rodzina, mąż, nie zrozumieją, że "a przecież tak w(n)am dobrze się układa i niczego w(n)am nie brakuje". Co mam robić? ;(
32 2014-09-22 15:34:30 Ostatnio edytowany przez kokoss (2014-09-22 15:35:10)
Dobra, nie chcesz się więcej poświęcać, cokolwiek to wg Ciebie znaczy, chcesz zrobić coś dla siebie.
Rzuć pracę w cholerę, wyjedźcie z tego miasta, może jakieś urocze miasteczko albo wieś?
Wynika z Twoich opowieści, że dusisz się, nie masz przyjaciół, wszystko Cię przytłacza.
Wnioskuję, że jesteście dobrze zarabiający, sprzedajcie mieszkanie, wynajmijcie, kupcie jakies inne.
Pewnie teraz myślisz:
'co ona sobie myśli? Że tak łatwo wszystko rzucić z dnia na dzień? A praca, a kariera, a dom??'
Tak, tak sobie myślę. Albo drastyczne zmiany albo krok po kroku zaczniecie ten bajzel sprzątać.
Skończ spotkania z "kolegą". Nie wiesz tak naprawdę kim jest. Mimo tego, że może się wydawać, że jesteście bratnimi duszami.
Krzywdzisz i swojego męża i jego ŻONĘ. Czy to mało??!
A zakładając, że Cię zdradzi, szukasz usprawiedliwienia dla swoich czynów i wręcz dążysz do tego. A dlaczego, sama dobrze wiesz.
Przestań być rozkapryszoną egoistką i zacznijcie coś robić ze swoim życiem.
Na początek proponuję wspólny wypad na łono natury (mam na myśli Twojego MĘŻA). Grube koce, termos, dobre, ale proste jedzenie.
Coś przeciwko komarom, byście za szybko z tej wycieczki nie wrócili. Zero kontaktu ze światem.
Wygłupiajcie się, krzyczcie, tańczcie. Znajdźcie miejsce, gdzie będziecie zupełnie sami. Bądź sobą.
Zacznijcie ze sobą ROZMAWIAĆ. DA SIĘ.
I przestań z siebie robić ofiarę losu.
kokoss, mimo, że właśnie to o czym piszesz NIE JEST wcale takie i łatwe i JEST nierealne, to dziękuję w końcu Tobie pierwszej za jakąś radę ![]()
:-) a myslalem ze to ja mam problemy, a tutaj odcinek rodem z Warsaw Shore.
Przychodzi w życiu taki moment ze trzeba dorosnąć, wiec idź za tym uczuciem, realizuje się tak jak chcesz Ty a nie inni :-) i życzę Ci dojrzalosci w ponoszeniu ewentualnych konsekwencji wlasnych czynów.
35 2014-09-22 16:07:33 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-09-22 16:10:46)
Szukam porady odnośnie powyższego a nie wymądrzania w osądach mojej osoby. Nie wiecie jaka jest sytuacja w moim małżeństwie i rodzinie i jak jest mi ciężko. .... Apel do panów: idźcie sobie do innego tematu,
Nie denerwuj się już tak. Każdy może pisać co chce.
Masz męża, pracę, jesteś spełniona. Ale twoje życie jest szare. Czegoś brakuje. Nagle w twoim życiu pojawia się ktoś jeszcze i zbliżacie się do siebie duchowo, rozmawiacie o wszystkim, przyjaźnicie się. Łączą Was wspomnienia, dawne lata. Łączy was coraz więcej. W sercach zaczęło rozsnąć jakieś uczucie. Znaleźliście się w jakiejś relacji, która Was łączy, która twojemu życiu nadaje barwy.
Społecznie przyjaźń kobiety-mężatki i mężczyzny-żonatego jest nieakceptowalna. Twój mąż takiej przyjaźni nie zaakcpetuje, ani żona twojego X. Musiałaś skłamać, on też kłamie. Musicie się ukrywać. Stanęliście już po drugiej stronie granicy, którą nazywa się zdradą. Robicie coś, czego wasi mąż/żona nie zaakcpetują. Wpadniecie jeszcze głębiej, przyjaźń stanie się jeszcze bardziej mocna, w końcu (o ile tylko akceptujecie się ficzynie) wylądujecie w łóżku. Będziecie już całkiem blisko siebie i duchowo i fizycznie, tak blisko, że bliżej się ni eda. Będziesz miała romans z X. Będziesz ten romans ukrywać. Będzisz go kochać, ale też kochać męża.
I cóż z tym? Będziesz miała tak jak milion innych zdradzających, romansujących, którzy też mają swoje rodziny, dzieci, pracę, weekendy, wakacje, problemy, kredyty, auta, domy, mieszkania -- będziesz miała oprócz tego normalnego życia też inny świat.
Zastanawiasz się co zrobić?
1. Jest taka szansa, że jak dobrze poznasz X-a, to się sobą znudzicie... może nawet nie będzie seksu... i zostaniecie tylko serdecznymi przyjaciółmi... potajemnymi...
2. Zerwiesz kontakty z X, aby nie zdradzić. Za parę lat znowu kogoś spotkasz, potem znowu i znowu. Za każdym razem utniesz relację, aby nie zdradzić. Na koniec życia poszczycisz się jak bardzo kryształowa byłaś.
3. Jednak przejdziesz przez ten romans... może nie zniszczysz rodziny... Romanse się zawiązują i padają... tylko niekóre są trwałe. Jest ryzyko, że będziesz czarną owcą w rodzinie, mąż Cię zostawi, romans padnie, będziesz sama.
Od miesiąca z X wspólnie o umówionej godzinie wychodzimy do tej knajpy na obiad a czasem też po pracy. Świetnie nam się rozmawia, mogę mu mówić o wszystkim, o moich problemach a on mi o swoich. Już nie chodzę ciągle zmęczona, z radością wstaję każdego dnia z łóżka, w niedziele cieszę się weekend już minął bo spotkam X.
Mam dla Ciebie radę -- niech to tak zostanie przez pół roku, okej? Miesiąc to jest nic... zobacz co będzie za pół roku i nic nie zmieniaj i żadnych decyzji nie podejmuj.
Ja to bym zrobiła tak,
stanęła przed mężem i zaczęła krzyczeć / śpiewać/ recytować doniosłym tonem, że MAM DOŚĆ LUKRU, CUKRU I TEGO CO WYPADA, stłukła bym parę talerzy i namalowała tęczę na ścianie w pokoju :-)
Kazałabym się mężowi ubrać i zabrać mnie na spacer, wycieczkę, wypić spontanicznie butelkę wina i wziąć wolne od pracy.
Skoro masz dość zwyczajności to pokoloruj swój dzień. Wstydzisz się męża ? Przecież On powinien wiedzieć jaka jesteś, że jest w Tobie ten potencjał do odrobiny szaleństwa w życiu, realizuj to w relacji z mężem, bo na prawdę szkoda tego co zbudowaliście razem. Wypróbuj wszystkiego co się da, zanim popełnisz TEN krok, bo potem nie będzie co składać.
Artysta, błysk w oku, bałagan we włosach, potajemne spotkania, niekończące się rozmowy, żona, mąż ( nudy tak?), dogadywanie się bez słów, ogromne motyle w brzuchu, niejedna się już przejechała.
Nie jesteś zdecydowana, nie pasuje Ci małżeństwo, ale rozwód też Ci nie pasuje. Skup się na tym co masz. Pomyśl nad tym co możesz stracić na rzecz czegoś niepewnego. Weź wszystkie za i przeciw. Możesz "zaszaleć", ale to szaleństwo kiedyś ustąpi na rzecz stabilności i rutyny...takie moje zdanie
Śpiewaczek dobrze gada
Ale nie zrywaj kontaktu z tym artystą, bo chyba fajny z niego człowiek, a przyjaciele w małżeństwie to nie jest coś zabronionego
38 2014-09-22 22:23:14 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-09-22 22:28:28)
No to w takim razie powiedz, Ona..., co miał X. na myśli "otwierając Ci oczy" i mówiąc, byś zaczęła żyć dla siebie, nie dla innych i co w/g Ciebie sprawi, że będziesz wreszcie szczęśliwa, skoro od męża nie chcesz odchodzić?
Ja się domyślam, ale się nie wypowiem, bo oberwie mi się, że nic nie rozumiem.
Chcę powiedzieć jedno. Zanim cokolwiek zaczniesz zmieniać w swoim życiu, zrób to jednak dla siebie, nie dla X., bo inaczej znów to będzie " życie dla innych".
Pozdrawiam.
Ja na razie nie mam dziewczyny. Ale po tym co czytam na forum o takich kobietach, jak autorka tematu. Zaczyna, się bać wchodzić w jakiś związek. Czemu tak robisz? Lub robicie, co niektóre. ;/
Ale ja nie chcę odchodzić... Ja mam dosyć bycia doskonałą, super-córką, super-żoną, tego zakłamania, lukru, chcę odpocząć, poszaleć, chcę to wykrzyczeć... A mogę to tylko powiedzieć Xowi :< Co czuję i jak mi źle
Ja wiem, że rodzina, mąż, nie zrozumieją, że "a przecież tak w(n)am dobrze się układa i niczego w(n)am nie brakuje". Co mam robić? ;(
Nie musisz być idealną żoną, nie musisz być idealną córką. Nikt nie musi być idealny, bo ideałów tak na prawdę nie ma. Jak sama widzisz po sobie. Wszystko "polane lukrem" a tak na prawdę to jedynie "atrapa słodyczy". Zrób coś dla siebie, proszę bardzo. Masz do tego pełne prawo. Możesz znaleźć sobie hobby, coś co będzie sprawiać Tobie przyjemność. Możesz robić wszystko na co masz ochotę. Wszystko... dopóki swoim zachowaniem nie będziesz ranić innych. Nie chodzi mi tu o mamę, bo mama akurat ma tu niewiele do gadania za przeproszeniem. Jesteś w końcu ponoć dorosła. Mam na myśli Twojego męża. Nie okłamuj go. Nie zdradzaj. Oczywiście o ile nie chcesz od niego odchodzić i go kochasz. Szaleć możesz, ale w granicach tego co przyrzekłaś swojemu mężowi.
Nie da się być "trochę mężatką" a "trochę szalejącą singielką". Nie da się "robić coś dla siebie" w małżeństwie, tak jak robić "coś dla siebie" może singielka. Albo jedno albo drugie. Dlatego zdecyduj. Albo jesteś żoną i nie wkręcasz się w znajomość z Xsem, żeby potem nie pisać na forum "los ze mnie zakpił", "nie chciałam tego ale zakochałam się w żonatym", "nie chciałam niszczyć komuś życia", mówisz mężowi że musicie coś zmienić w waszym życiu ponieważ zjada je rutyna i czujesz się z tym źle, albo powiedz mężowi że jesteś po prostu nieszczęśliwa z nim i odejdź.
nie zrywaj kontaktu z tym artystą, bo chyba fajny z niego człowiek, a przyjaciele w małżeństwie to nie jest coś zabronionego
Dokładnie, zgadzam się z tym!
I całkowicie zgadzam się z tym co napisał Gary. Niczego nie zmieniam przez pół roku i zobaczę wtedy co potem, bo jakieś nagłe nieprzemyślane decyzje w obecnej sytuacji są bez sensu.
Dzięki, Gary! Mimo, że jesteś facetem ![]()
WerkaDe napisał/a:nie zrywaj kontaktu z tym artystą, bo chyba fajny z niego człowiek, a przyjaciele w małżeństwie to nie jest coś zabronionego
Dokładnie, zgadzam się z tym!
I całkowicie zgadzam się z tym co napisał Gary. Niczego nie zmieniam przez pół roku i zobaczę wtedy co potem, bo jakieś nagłe nieprzemyślane decyzje w obecnej sytuacji są bez sensu.
Dzięki, Gary! Mimo, że jesteś facetem
No tak, tak jest najwygodniej.
Życzę Twojemu mężowi, żeby szybko przejrzał na oczy.
Szkoda mi twojego meza. Tyle kobiety by bardzo wiele dalo zeby miec twoj problem.
A ty z calych sil szukasz usprawiedliwienia dla siebie bo decyzje i tak juz podjelas.
44 2014-09-25 11:37:38 Ostatnio edytowany przez aniołek100 (2014-09-25 11:43:11)
ona_z_naprzeciwka a ja Cię kochana rozumiem i chyba wiem czego Ty potrzebujesz. Spontaniczności, szaleństwa, porywu, powiewu świeżości... zgadłam? Jak czytałam, twoją historię to jakbym widziała własną, tylko że ja mam dziecko i niezbyt udane małżeństwo a moja szkolna miłośc którą spotkałam po latach też ma własna rodzinę. zaczęliśmy się spotykać niewinnie tak jak Wy, a z czasem przerodziło się to w bardzo gorący romans, taki z uczuciami i planami na przyszłość. no cóż tak się potoczyły nasze drogi że nie zeszlismy się wcześniej chociaż okazało się że ciągnęło nas do siebie już dawno. Chcielismy tylko odchować swoje dzieci, bo i u niego i u mnie są kilkuletnie. Powiem Ci szczerze co myslę. Nie oglądaj się na nikogo i nie słuchaj ludzi którzy Cie tutaj potępiają... Słuchaj głosu własnego serca. Nie macie dzieci to najważniejsze w takiej sytuacji. U nas z rozsądku nie rzuciliśmy własnych rodzin właśnie ze względu na dzieci tylko i wyłącznie. Nie patrzyłabym na pewno na to co powie cała moja rodzina, bo to nie z nimi układam sobie życie. Pogadają, poprzeżywaja i im przejdzie. nie Ty pierwsza i nie ostatnia. Moja romantyczna historia z moim Panem X jest bardzo burzliwa ale to nie jest wątek na takie opowieści. Chcę Ci jeszcze powiedzieć, że nikt Ci tutaj na forum nie powie jak zareaguje Twój mąż, Twoja rodzina i czy to co czujesz do X to jest miłość. Nikt Ci nie doradzi czy masz tkwic w małżeństwie i marzyć o innym lub go zdradzać, czu rzucić swoje fajne ustabilizowane życie dla szaleństwa i czegos nowego. Może okazac się że to tego w zyciu szukałaś a może będziesz wylewać morze łez że tak bezsensownie postąpiłaś. Tego nie przewidzisz. Ja wiem, że gdyby nie dzieci to byłabym z moim Panem X teraz i pilibyśmy właśnie poranną kawę. Jednak dzieci są i w związku z tym też różne rodzinne problemy również. Są wyrzuty względem małżonków i dzieci. Jest zazdrość o to że każde z nas ma kogos innego przy sobie. Na razie mamy poważny kryzys - pierwszy po 1,5 roku "bycia razem". Nie wiem co będzie dalej. Być może z naszych planów nic nie wyjdzie. Życie pokaże.
Pamiętaj że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana
Jeśli chcesz pogadać na "osobności" to pisz na maila.
ona_z_naprzeciwka a ja Cię kochana rozumiem i chyba wiem czego Ty potrzebujesz. Spontaniczności, szaleństwa, porywu, powiewu świeżości... zgadłam? Jak czytałam, twoją historię to jakbym widziała własną, tylko że ja mam dziecko i niezbyt udane małżeństwo a moja szkolna miłośc którą spotkałam po latach też ma własna rodzinę. zaczęliśmy się spotykać niewinnie tak jak Wy, a z czasem przerodziło się to w bardzo gorący romans, taki z uczuciami i planami na przyszłość. no cóż tak się potoczyły nasze drogi że nie zeszlismy się wcześniej chociaż okazało się że ciągnęło nas do siebie już dawno. Chcielismy tylko odchować swoje dzieci, bo i u niego i u mnie są kilkuletnie. Powiem Ci szczerze co myslę. Nie oglądaj się na nikogo i nie słuchaj ludzi którzy Cie tutaj potępiają... Słuchaj głosu własnego serca. Nie macie dzieci to najważniejsze w takiej sytuacji. U nas z rozsądku nie rzuciliśmy własnych rodzin właśnie ze względu na dzieci tylko i wyłącznie. Nie patrzyłabym na pewno na to co powie cała moja rodzina, bo to nie z nimi układam sobie życie. Pogadają, poprzeżywaja i im przejdzie. nie Ty pierwsza i nie ostatnia. Moja romantyczna historia z moim Panem X jest bardzo burzliwa ale to nie jest wątek na takie opowieści. Chcę Ci jeszcze powiedzieć, że nikt Ci tutaj na forum nie powie jak zareaguje Twój mąż, Twoja rodzina i czy to co czujesz do X to jest miłość. Nikt Ci nie doradzi czy masz tkwic w małżeństwie i marzyć o innym lub go zdradzać, czu rzucić swoje fajne ustabilizowane życie dla szaleństwa i czegos nowego. Może okazac się że to tego w zyciu szukałaś a może będziesz wylewać morze łez że tak bezsensownie postąpiłaś. Tego nie przewidzisz. Ja wiem, że gdyby nie dzieci to byłabym z moim Panem X teraz i pilibyśmy właśnie poranną kawę. Jednak dzieci są i w związku z tym też różne rodzinne problemy również. Są wyrzuty względem małżonków i dzieci. Jest zazdrość o to że każde z nas ma kogos innego przy sobie. Na razie mamy poważny kryzys - pierwszy po 1,5 roku "bycia razem". Nie wiem co będzie dalej. Być może z naszych planów nic nie wyjdzie. Życie pokaże.
Pamiętaj że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana![]()
Jeśli chcesz pogadać na "osobności" to pisz na maila.
Zauważ Aniołku, że większość forumowiczów nie potępia Onej..., że spotyka się z owym "przyjacielem". To jej sprawa i nikomu, poza jej mężem, nic do tego. Zarzucają za to (w tym ja), że nie jest w stanie przyznać, nawet tu, na forum, że "ubiera" romans z owym X-em, w szatki przyjaźni. To takie drobnomieszczańskie, podobnie, jak obawa o to, "co ludzie powiedzą". Przy tym mąż ma w tym wszystkim najmniejsze znaczenie. Ważne, co powie jej rodzina i znajomi.
Widzisz, Aniołku, podobnie jak ja i wielu innych, prawidłowo odczytałaś to, co przekazuje Ona... . W odróżnieniu od niej jednak, własną sytuację nazywasz po imieniu zdradą i podwójnym życiem. Szanuję to, niezależnie, jaki mam do tego stosunek. Twoja sytuacja, to Twoja sprawa i Twojego męża. Tymczasem Ona... boi się przyznać, że jest zakochana w w swej pierwszej, szkolnej miłości i od jakiegoś czasu zdradza męża, na razie (chyba "tylko") emocjonalnie.
Pozdrawiam.
Moje życie było trudne i ciężkie. Bardzo dużo się uczyłam i rodzice byli dla mnie bardzo surowi. Zawsze zazdrościłam koleżankom że ich rodzice im pozwalali na dużo więcej niż moi. Więc nie miałam szczęśliwego dzieciństwa.
Dramat, powinnaś się ukrzyżować w ramach tego cierpiętnictwa.
(...) to dochodzę do wniosku, że moje małżeństwo była chyba pomyłką, zbyt przedwczesne.
Chcesz wiedzieć co to pomyłka? Wdaj się w romans z przyjacielem, zakochaj się w nim, przyznaj mu się do tego, on kopnie Cię w tyłek i wróci do żony. Wtedy zobaczysz co to pomyłka.
Mam chyba prawo do miłości i szczęścia nie wyznaczonego przez rodziców i męża?
Oczywiście, że masz. Tylko może litościwie poinformuj męża, jaki krzyż pański masz z nim. CHłopina ma prawo wiedziec, z kim żyje pod jednym dachem.
Więc assassinie nie oceniaj mnie, bo ja nie oceniam Ciebie, bo Ciebie nie znam
Piszesz na forum publicznym, więc siłą rzeczy każde słowo, które padnie z Twojej strony będzie oceniane i to nie zawsze po Twojej myśli.