Mam problem z mężem. Jesteśmy razem od 2 lat, mamy 6miesięcznego synka. Wczesniej mieszkałam razem z nim u jego rodzicow, niestety nie czułam sie tam dobrze, nie miałam prywatnowsci, bylam z dala od swojej rodziny i znajomych. Męzowi zawsze znajdowali cos do roboty i praktycznie wcale nie spedzalismy ze soba czasu. Teściowie nie pozwalali czuc mi sie tam swobodnie. Zanim sie tam wprowadzilam to ich nawet lubilam, niestety do czasu. Czesto slyszalam jak mnie obgaduja, w ogole kiedy przebywalam z nimi dzien w dzien wszystko okazalo sie byc inni niz okazywali to wczesniej. Kiedys pojechalam do rodzinnego i powiedzialam mezowi, ze nie wroce dopoki sie stamtad nie wyprowadzimy. Zgodzil sie, ale musialam wszystko zalatwiac sama. Wyprowadzilismy sie w maju, nasz syn mial wtedy niecale 2 miesiace. Na poczatku nawet nam sie ukladalo. Maz ma taka prace, ze podczas zniw wczesnie wychodzi z domu i pozno wraca, poza tym jezdzil jeszcze pomagac ojcu. Mialo to trwac 2 tyg, wiec postanowilam pojechac do rodzicow. Nie zawsze wszystko da sie okreslic czasowo. Rozlaka sie przedluzala. Kiedy w koncu po nas przyjechal, mial wziac sobie urlop zebysmy mogli nadrobic stracony czas. No i wlasnie w ogole z nami nie spedza urlopu, caly czas zanim dzwonia z domu, a ona nawet nie pyta czy jest mi potrzebny. Przestal pomagac mi przy dziecku, ktore ostatnio stalo sie bardzo nieznosne i wymaga caly czas mojej uwagi. Czasem nawet nie mam kiedy posprzatac, nie mowiac juz o czasie tylko dla siebie. Te sytuacje czesto sie powtarzaly, ale teraz stalo sie to juz nagminne, nie odmowil im nawet gdy mielismy inne plany. Rozmawialam z nim o tym, ale kiedy probuje sie domagac od niego czegokolwiek to zaraz wychodzi z tego klotnia. Zachowuje sie tak jakbysmy to nie my byli dla niego najwazniejsi. U tesciow ciagle go nie bylo i tutaj kiedy jestesmy juz sami tez go nie ma. Jest tez tak, ze gdy jestesmy u kogos w odwiedzinach albo ktos jest u nas to on jest zupelnie inny, zajmuje sie dzieckiem, jest dla mnie mily. Niestety pozniej wszystko pryska jak banka mydlana, a ja zawsze mam nadzieje, ze juz tak zostanie. Zdarzylo mu sie podniesc na mnie reke. To wszystko zaczyna robic sie toksyczne. Zaczynam byc coraz bardziej pewna, ze chce odejsc, nawet mu to powiedzialam, ale mnie wysmial. Mam wrazenie, ze go kocham, no bo w koncu z nim jestem.... a moze to przywiazanie? Mowie mu ze go kocham, ze potrzebuje jego obecnosci, ze tesknie... Tez czasem trace cierpliwosc przy tej calej sytuacji, ale on dla mnie zawsze byl najwazniejszy, zawsze pytam go o zdanie kiedy cos planuje... on z moim sie nie liczy, tylko mnie informuje. Najbardziej zalezy mi na szczesciu mojego syna, nie chce zeby widzial ze sie klocimy. Prosze o jakas rade, moze ktos byl w podobnej sytuacji, moze ja po prostu przesadzam?
1 2014-09-18 16:41:29 Ostatnio edytowany przez hyposomnia (2014-09-18 17:08:31)
Podobne tematy
No masz bardzo ciężką sytuację. Ja ostatnio po sobie wiem, ze wspólne mieszkanie i wspólne obowiązki tylko dzielą i skłócają a ludzi. Ale o ile nie ma się dzieci jest łatwiej, zawsze można się rozejść. Dziecko komplikuje sytuacje i utrudnia życie jego matce jak ma nieodpowiedzialnego ojca. Z tym wychowywaniem dziecka masz prze... ale pociesz się że dziecko podrośnie można je oddać do przedszkola, żłobka nająć opiekunkę, wywalczyć alimenty. Ja na twoim miejscu to bym wręcz ,,wykopała'' męża do rodziców. Co Ci po nim skoro i tak nie pomaga?! Jak znam życie jeszcze ty musisz uprać, ugotować. Taki mąż to tylko kłopot. Niech mieszka u rodziców. A Cb i dziecko odwiedza w weekendy. Możesz zawsze podać o alimenty bez rozwodu, chyba istnieje coś podobnego musisz prawnika dopytać, np zobowiązać męża żeby opłacał koszty niani dla dziecka, później żłobka, w wolnych chwilach możesz dawać jemu dziecko. Ja na twoim miejscu skoro mieszkacie sami bym tylko myślała o sobie i o dziecku zero obiadów, prania, obowiązków. I pomyśl o niani, żłobku to będzie mieć dziecko z głowy, jeden problem mniej. Ty pomyśl o sobie wygląd praca, relaks. A rolnik niech zapier... na polu na dwa etaty jak parobek i bardo z dobrze niech tylko kasę łoży na dom i dziecko. Niech miesza u rodziców. Skoro nie pomaga niech kasą nadgoni, np wołaj samochód powiedz że jak Ci kupi samochód to nawet słowem się nie odezwiesz że pracuje u rodziców. I tak rób, prezent i pieniądze z milczenie, i nie czepianie się. Wymagaj, żeby tylko chociaż pomagał materialnie a ty to wykorzystaj. Ja się nie zmieni za kilk lat dizekco duze ty wykorzystaj wieśniaka ile możesz, kopnij w d...i odejdź.
Swietłana, interesujące rady.
Hyposomnia, czas biegnie szybko, masz rację, że nie chcesz aby wasz syn patrzył na wasze kłótnie. Niestety Twój mąż chyba nie odciął pępowiny i nie widzi z kim teraz tworzy rodzinę. Ja na Twoim miejscu nie pozwoliłabym na takie traktowanie. Tym bardziej, że podnosi na Ciebie rękę.
Spróbuj z nim jeszcze porozmawiać, jeżeli nie zrozumie o co chodzi, niezbyt dobrze widzę wasze dalsze małżeństwo.