netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

60 odpowiedzi10 818 wyświetleńzałożony przez SuperWoMan, 12.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 ]

1

Temat: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Hej.
Zacznę może od samego początku. Z Moim M. jestem już rok i 7 miesięcy, jest moim pierwszym i jedynym bardzo poważnym mężczyzną. Ma 22 lata. Poznaliśmy się przez internet, ale już po 2 tygodniach znajomości normalnie się spotykaliśmy, mieszkamy 60 km od siebie, ale bardzo się kochamy i dajemy radę przezwyciężyć dzielące Nas kilometry. Planujemy wspólną przyszłość, mimi wszystkich przeciwności losu.. sad

A tymi przeciwnościami są moi rodzice. Przez 1,5 roku nic im nie przeszkadzało w osobie Mojego M., kompletnie, aż tu nagle wczoraj, ojciec wyjeżdża mi z tym, że jak babce cos się stanie (jego mamie która mieszka z nami, miała depresje - była w zakładzie psychiatrycznym, nagle jej coś nie pasuje-nie wiem co, jak przez cały czas się o NIC nie przy##epszała, tylko teraz zaczęła BO tak, bo co w ogóle jej do mojego życia osobistego) to będzie moja wina, bo że on też ma nerwy, bo Mój M. nie jest taki jako on sobie wymarzył, i JEMU nie pasuje, bo że: mojego wzrostu, bo że chodzi w okularach, bo że nie mieszka blisko, bo nie pasuje do mnie (ale MI się podoba, to JA Go kocham i to JA chce z Nim żyć nie on ;( ) ;(

Całe szczęście za 2 tygodnie wyprowadzam się do akademika, będę mogła jeżdzić do Mojego M. i spotykać się z Nim bez niczyjej kontroli. A najważniejsze, że nie będzie mnie tu, gdzie nie mogę wytrzymać nerwowo.

Nikt nie może zrozumieć tego, że ja Go na prawdę kocham, pomimo tych dzielących Nas kilometrów i jestem pewna, że On darzy mnie tym samym uczuciem.

Kochane Netkobietki, nie preoszę Was o radę, co mam robić, bo wiem, że NIGDY w życiu Go nie zostawię, nie będę robić tego co chce ojciec, bo to nie jego życie, mogę żyć jak chce. Piszę tu tylko po to by się wypisać, bo nie mam nikogo bliskiego, kto mnie zmozumie, a wiem, że tutaj Kobietki piszą przeróżne histroie i dostają mnóstwo wsparcia.

Pozdrawiam Was serdecznie i cieszę się, że dotrwałyście do końca mojego wpisu.

2

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Tacie przeszkadza jego wygląd czy mówił też coś o zachowaniu? A Twój M. wspomina coś o Twoim tacie lub babci?

3

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Babcia jest chora i jej się w głowie przestawia. Ojciec nie odróżnia choroby matki od normalnego zachowania i stąd te cyrki.
Nic nie możesz z tym zrobić, dobrze, że się wyprowadzasz i zaczynasz żyć własnym życiem.

Ale nigdy nie mów nigdy smile

4

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
poprostumagda napisał/a:

Tacie przeszkadza jego wygląd czy mówił też coś o zachowaniu? A Twój M. wspomina coś o Twoim tacie lub babci?

tacie przeszkadza to, że jestem z Moim M., bo tak, jemu to się nie podoba bo takie jest jego widzi mi się. Mój M. nigdy złego słowa nie powiedział na mojego ojca czy babcię. Przyjeżdża do mnie kiedy może żeby np. pomoc na gospodarstwie, w żniwa, podczas wykopek.

5

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
Teo napisał/a:

Babcia jest chora i jej się w głowie przestawia. Ojciec nie odróżnia choroby matki od normalnego zachowania i stąd te cyrki.
Nic nie możesz z tym zrobić, dobrze, że się wyprowadzasz i zaczynasz żyć własnym życiem.

Ale nigdy nie mów nigdy smile

cyrki są od czasu choroby babci, bo bez przerwy jej coś dolega..
sad
już nie mogę się doczekać tej wyprowadzki.

6

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Edit: do tego jeszcze moja mamusia mówi, że jakby doszło co do czego, to ojciec na pewno mi na to nie pozwoli.
Już z góry układają mi życi na kilka lat w przód.

;-(

7

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Rodzice często mają inną wizję przyszłości swoich dzieci, ich życiowych partnerów i wszelkich wyborów jakich będą dokonywać.
Najważniejsze to robić swoje. A rodzice mogą wyrażać swoje niezadowolenie, bądź brak aprobaty, ale Ty powinnaś robić swoje. To Twoje życie i Twoje wybory i Twoje konsekwencje tych wyborów.
Wyprowadzasz się do akademika, zapewne na studia, masz więc czas żeby się usamodzielnić i uniezależnić od rodziców, a wtedy droga wolna, będziesz robić ze swoim życiem to co będziesz chciała.

8

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

@poprostumagda, @Teo i @agnik, dziękuje Wam za wsparcie oraz za to, że nie oceniacie mnie jako ''zabujaną małolatę''

9

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
SuperWoMan napisał/a:

@poprostumagda, @Teo i @agnik, dziękuje Wam za wsparcie oraz za to, że nie oceniacie mnie jako ''zabujaną małolatę''

Zabujana trochę jesteś ^^ Ale też jesteś w takim wieku, że czas powoli stawiać granice rodzicom smile

10

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
Teo napisał/a:
SuperWoMan napisał/a:

@poprostumagda, @Teo i @agnik, dziękuje Wam za wsparcie oraz za to, że nie oceniacie mnie jako ''zabujaną małolatę''

Zabujana trochę jesteś ^^ Ale też jesteś w takim wieku, że czas powoli stawiać granice rodzicom smile

no dobra, jestem zabujana, zakochana czy zwijcie to jak tam chcecie, ale wiem, że jeszcze nigdy w życiu czegoś tak silnego nie czułam. I mimo mojego młodego wieku myślę racjonalnie i mam dobrze poukładane w głowie.

11

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
SuperWoMan napisał/a:
Teo napisał/a:
SuperWoMan napisał/a:

@poprostumagda, @Teo i @agnik, dziękuje Wam za wsparcie oraz za to, że nie oceniacie mnie jako ''zabujaną małolatę''

Zabujana trochę jesteś ^^ Ale też jesteś w takim wieku, że czas powoli stawiać granice rodzicom smile

no dobra, jestem zabujana, zakochana czy zwijcie to jak tam chcecie, ale wiem, że jeszcze nigdy w życiu czegoś tak silnego nie czułam. I mimo mojego młodego wieku myślę racjonalnie i mam dobrze poukładane w głowie.

Tak, tak, każdy miał kiedyś 19 lat ^^

12

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
Teo napisał/a:
SuperWoMan napisał/a:
Teo napisał/a:

Zabujana trochę jesteś ^^ Ale też jesteś w takim wieku, że czas powoli stawiać granice rodzicom smile

no dobra, jestem zabujana, zakochana czy zwijcie to jak tam chcecie, ale wiem, że jeszcze nigdy w życiu czegoś tak silnego nie czułam. I mimo mojego młodego wieku myślę racjonalnie i mam dobrze poukładane w głowie.

Tak, tak, każdy miał kiedyś 19 lat ^^

ok, kpij sobie ze mnie dalej. Ja wiem jaka jestem.

13

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Nie ma co się obrażać, za takiego typu przytyki. Za parę lat sama spojrzysz z perspektywy czasu na obecną siebie i zobaczysz ile tych obecnych prawd absolutnych, zmieni się nie do poznania.

Chcesz być dorosła, robić ze swoim życiem co Ci się żywnie podoba. Fajnie, tak trzymaj. Tylko pamiętaj, że za samostanowieniem nie idzie tylko przyjemność bycia panią własnego losu, ale wiele przyziemnych konsekwencji i obowiązków.

14

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
agnik napisał/a:

Chcesz być dorosła, robić ze swoim życiem co Ci się żywnie podoba. Fajnie, tak trzymaj. Tylko pamiętaj, że za samostanowieniem nie idzie tylko przyjemność bycia panią własnego losu, ale wiele przyziemnych konsekwencji i obowiązków.

Będę sama decydować co jest dla mnie dobre a co nie, mam do tego oczywiste prawo, to moje życie i moje wybory, gdyż to ja będę odpowiadać za popełnione przeze mnie błędy i przyjmę na swoje barki konsekwencje tych błędów. Zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę. Wiem, że rządzenie własnym losem to nie tylko sielanka, ale i obowiązki i różnego typu wyrzeczenia.

15

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
SuperWoMan napisał/a:
agnik napisał/a:

Chcesz być dorosła, robić ze swoim życiem co Ci się żywnie podoba. Fajnie, tak trzymaj. Tylko pamiętaj, że za samostanowieniem nie idzie tylko przyjemność bycia panią własnego losu, ale wiele przyziemnych konsekwencji i obowiązków.

Będę sama decydować co jest dla mnie dobre a co nie, mam do tego oczywiste prawo, to moje życie i moje wybory, gdyż to ja będę odpowiadać za popełnione przeze mnie błędy i przyjmę na swoje barki konsekwencje tych błędów. Zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę. Wiem, że rządzenie własnym losem to nie tylko sielanka, ale i obowiązki i różnego typu wyrzeczenia.

Teoria już jest, zobaczymy z czasem jak wyjdzie praktyka smile

16

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
Teo napisał/a:
SuperWoMan napisał/a:
agnik napisał/a:

Chcesz być dorosła, robić ze swoim życiem co Ci się żywnie podoba. Fajnie, tak trzymaj. Tylko pamiętaj, że za samostanowieniem nie idzie tylko przyjemność bycia panią własnego losu, ale wiele przyziemnych konsekwencji i obowiązków.

Będę sama decydować co jest dla mnie dobre a co nie, mam do tego oczywiste prawo, to moje życie i moje wybory, gdyż to ja będę odpowiadać za popełnione przeze mnie błędy i przyjmę na swoje barki konsekwencje tych błędów. Zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę. Wiem, że rządzenie własnym losem to nie tylko sielanka, ale i obowiązki i różnego typu wyrzeczenia.

Teoria już jest, zobaczymy z czasem jak wyjdzie praktyka smile

Czas pokaże... smile

17

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

a ja powiem coś z tej drugiej strony, czyli strony Twojego chłopaka - jeśli go kochasz, nie pozwól, żeby zdanie rodziny (tym bardziej, jeśli jest nieuzasadnione) zniszczyło Wasz związek. Będziesz żyć z nim i nie pozwól, żeby te krzwydzące słowa ze strony rodziny Was podzieliły...Ja przegrałam -byłam z maminsynkiem, jego matka i siostra mnie znienawidziły, bo miały w jego osobie parobka, na każde zawołanie, póki mnie nie było...On wszytsko załatwiał, woził, odwoził, żebm pojechała z nim, musiał pytac o pozwolenie...Ja najpierw płakałam, później zaczęłam sie kłócić z bezsilności...on uznał, że ma dość naszych kłótni i zostawił mnie przez telefon po dwóch latach (nas dzieliło 250 km, ale rozstać się po takim czasie jednak moim zdaniem wypada osobiście). Szkoda tylko, że nie pamiętał o co i dlaczego się kłócimy. A ja cierpię...

18

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
FushigiHi napisał/a:

a ja powiem coś z tej drugiej strony, czyli strony Twojego chłopaka - jeśli go kochasz, nie pozwól, żeby zdanie rodziny (tym bardziej, jeśli jest nieuzasadnione) zniszczyło Wasz związek. Będziesz żyć z nim i nie pozwól, żeby te krzwydzące słowa ze strony rodziny Was podzieliły...Ja przegrałam -byłam z maminsynkiem, jego matka i siostra mnie znienawidziły, bo miały w jego osobie parobka, na każde zawołanie, póki mnie nie było...On wszytsko załatwiał, woził, odwoził, żebm pojechała z nim, musiał pytac o pozwolenie...Ja najpierw płakałam, później zaczęłam sie kłócić z bezsilności...on uznał, że ma dość naszych kłótni i zostawił mnie przez telefon po dwóch latach (nas dzieliło 250 km, ale rozstać się po takim czasie jednak moim zdaniem wypada osobiście). Szkoda tylko, że nie pamiętał o co i dlaczego się kłócimy. A ja cierpię...

nigdy nie przyszło i nie przyjdzie mi na myśl, żeby Go zostawić, za bardzo Go kocham.
Dziękuje za Twoją odpowiedź :*
widocznie Twój były chłopak nie doceniał tego, że dla Niego znosisz nienawiść ze strony Jego rodziny, nie był Ciebie wart, głowa do góry smile

19

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Sytuacja toczy się dalej. Dalej nie mogę żyć własnym życiem ani mieć własnego zdania, ojciec myśli, że może całe życie mną dyrygować. Ostatnio jak byłam na ślubie brata mojego chłopaka to po powrocie do domu ojciec zaczął awanturę, już nie mogę tego nieść.. Ciekawe czy to samo zrobi w sylwestra gdy się dowie, że się do Niego wybieram.
Pomóżcie, nie wiem co robić z ojcem-tyranem..

20 Ostatnio edytowany przez rockwoman7 (2014-12-28 02:20:51)

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
SuperWoMan napisał/a:

Edit: do tego jeszcze moja mamusia mówi, że jakby doszło co do czego, to ojciec na pewno mi na to nie pozwoli.
Już z góry układają mi życi na kilka lat w przód.

;-(

ale pierdziolenie, to jak moi rodzice, zyja schematami.
Ja jestem zwiazana z mlodszym chlopakiem juz w nowym roku 3 lata bedzie szlo. Oczywiscie nie rozmawiam z moimi rodzicami o nim, bo nie widze powodu poki co, tym bardziej ze nie zamierzam ani brac teraz z nim slubu ani miec teraz dzieci, przyjdzie pora to im go przedstawie. Ale wiem ze sie domysla moja mama, ze jestem z takim " gowniarzem"  i ze "mnie na pewno zostawi dla mlodszej bo kto bedzie siedzial ze stara baba". I wiesz gdzie mam to gadanie? no wlasnie smile


Ja tez mam ojca despote, ktory wszystko wie najlepiej i jak nie jest po jego, to awantury robi i rzuca wszystkim co mu stanie na drodze. Ja mam o tyle trudna sytuacje, ze zyje z ich utrzymania i koncze studia, ale do czasu. Póki nie mam swojego miejsca, swojej forsy, to siedze z dziobem na klodke i nie obnosze sie z tym zwiazkiem, bo wiem, ze zacznie sie utrudnianie, wyznaczanie swoich warunkow. Skoro mieszkasz w akademiku, to znaczy, ze oplacają Ci go i dają Ci na utrzymanie, postaraj się dorabiac w miedzyczasie, zeby miec na wlasne wydatki chocby zwiazane z organizacją spotkan ze swoim facetem, zreszta a jak to wyglada z jego strony i ze strony jego rodziny?

Milosc miloscią, jesli chcesz by to przetrwalo, nie pozwol na zadne kontakty Twojego faceta ze swoją rodziną, tylko sie zrazi i nie wiadomo co mu nabiją do glowy. W dobie dzisiejszych czasów wszystko jest mozliwe, mozecie tak organizowac spotkania, że nie polapią się w tej sytuacji. Wiem, ze to chore, ze nie mozesz robic nic legalnie ale skoro robią takie jazdy, to chyba wyjscia duzego nie masz.

21

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
rockwoman7 napisał/a:
SuperWoMan napisał/a:

Edit: do tego jeszcze moja mamusia mówi, że jakby doszło co do czego, to ojciec na pewno mi na to nie pozwoli.
Już z góry układają mi życi na kilka lat w przód.

;-(

ale pierdziolenie, to jak moi rodzice, zyja schematami.
Ja jestem zwiazana z mlodszym chlopakiem juz w nowym roku 3 lata bedzie szlo. Oczywiscie nie rozmawiam z moimi rodzicami o nim, bo nie widze powodu poki co, tym bardziej ze nie zamierzam ani brac teraz z nim slubu ani miec teraz dzieci, przyjdzie pora to im go przedstawie. Ale wiem ze sie domysla moja mama, ze jestem z takim " gowniarzem"  i ze "mnie na pewno zostawi dla mlodszej bo kto bedzie siedzial ze stara baba". I wiesz gdzie mam to gadanie? no wlasnie smile


Ja tez mam ojca despote, ktory wszystko wie najlepiej i jak nie jest po jego, to awantury robi i rzuca wszystkim co mu stanie na drodze. Ja mam o tyle trudna sytuacje, ze zyje z ich utrzymania i koncze studia, ale do czasu. Póki nie mam swojego miejsca, swojej forsy, to siedze z dziobem na klodke i nie obnosze sie z tym zwiazkiem, bo wiem, ze zacznie sie utrudnianie, wyznaczanie swoich warunkow. Skoro mieszkasz w akademiku, to znaczy, ze oplacają Ci go i dają Ci na utrzymanie, postaraj się dorabiac w miedzyczasie, zeby miec na wlasne wydatki chocby zwiazane z organizacją spotkan ze swoim facetem, zreszta a jak to wyglada z jego strony i ze strony jego rodziny?

Milosc miloscią, jesli chcesz by to przetrwalo, nie pozwol na zadne kontakty Twojego faceta ze swoją rodziną, tylko sie zrazi i nie wiadomo co mu nabiją do glowy. W dobie dzisiejszych czasów wszystko jest mozliwe, mozecie tak organizowac spotkania, że nie polapią się w tej sytuacji. Wiem, ze to chore, ze nie mozesz robic nic legalnie ale skoro robią takie jazdy, to chyba wyjscia duzego nie masz.

Jestem akurat w pełni samodzielna finansowo, dosaję stypendium socjalne, udzielam trochę korków, więc od nich nie dostaje ani grosza, sama wszystko sobie opłacam.

On wie o całej sytuacji, wie co się u mnie dzieje, ale ma gdzieś takie gadanie. On jako 22-latek bardzo poważnie myśli o naszym związku już nie raz wspominał o zareczynach, wspólnej przyszłości itp. Jego rodzice w porównaniu z moimi to niebo a ziemia. Cieszą się, że ich syn mnie ma, chcą żebym wpadala częściej, na dłużej.

Spotykam się z Nim kiedy tylko mogę, raz w tygodniu zawsze jestem u Niego, o czym rodzice nie wiedzą oczywiście.

22

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

"Nikt nie może zrozumieć tego, że ja Go na prawdę kocham, pomimo tych dzielących Nas kilometrów i jestem pewna, że On darzy mnie tym samym uczuciem."

DOROSŁOŚĆ polega na tym, ze nie nikt nie musi Cię czy tego zrozumieć. Wydaje mi się, że Twoim problemem jest chęć pogodzenia wszystkich ze wszystkimi. Ale jest też
tak, że z domu się kiedyś wychodzi. Rodzice mają prawo do nieakceptacji chłopaka a Ty masz prawo do swojej miłości.

23

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
maniek_z_maniek napisał/a:

"Nikt nie może zrozumieć tego, że ja Go na prawdę kocham, pomimo tych dzielących Nas kilometrów i jestem pewna, że On darzy mnie tym samym uczuciem."

DOROSŁOŚĆ polega na tym, ze nie nikt nie musi Cię czy tego zrozumieć. Wydaje mi się, że Twoim problemem jest chęć pogodzenia wszystkich ze wszystkimi. Ale jest też
tak, że z domu się kiedyś wychodzi. Rodzice mają prawo do nieakceptacji chłopaka a Ty masz prawo do swojej miłości.

Tak, ja to wiem, Ty to wiesz, ale oni nie mogą zrozumieć, że ja to prawo mam, że mam prawo do własnego życia i zdania. To nie tak, że che wszystkich ze wszystkim pogodzić, chce, żeby pomimo tego, że go nie akceptują zachowywali się normalnie, pozwolili mi żyć własnym życiem, żeby nie było tych chorych kłótni.

24

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
SuperWoMan napisał/a:
maniek_z_maniek napisał/a:

"Nikt nie może zrozumieć tego, że ja Go na prawdę kocham, pomimo tych dzielących Nas kilometrów i jestem pewna, że On darzy mnie tym samym uczuciem."

DOROSŁOŚĆ polega na tym, ze nie nikt nie musi Cię czy tego zrozumieć. Wydaje mi się, że Twoim problemem jest chęć pogodzenia wszystkich ze wszystkimi. Ale jest też
tak, że z domu się kiedyś wychodzi. Rodzice mają prawo do nieakceptacji chłopaka a Ty masz prawo do swojej miłości.

Tak, ja to wiem, Ty to wiesz, ale oni nie mogą zrozumieć, że ja to prawo mam, że mam prawo do własnego życia i zdania. To nie tak, że che wszystkich ze wszystkim pogodzić, chce, żeby pomimo tego, że go nie akceptują zachowywali się normalnie, pozwolili mi żyć własnym życiem, żeby nie było tych chorych kłótni.

Mozesz im powiedzieć, że w taki sposob Stracą Cię i odetniesz sie od nich. Jesli nie przestana wpieprzac sie w Twoje zycie. Zarabiasz sama, utrzymujesz sie sama potrzebujesz ich blogoslawienstwa? to oni zachowuja sie niepowaznie. Jesli nie akceptuja Twojego faceta to znaczy, ze nie szanuja Twojego wyboru a tym samym Ciebie, dla mnie to krotka pilka jesli nie zmienia podejscia odetnij sie na jakis czas, podejrzewam, ze nie pozwolą na to bys sie od nich odwrocila, po czasie zrozumieją i zaakceptuja wybor

25

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
rockwoman7 napisał/a:
SuperWoMan napisał/a:
maniek_z_maniek napisał/a:

"Nikt nie może zrozumieć tego, że ja Go na prawdę kocham, pomimo tych dzielących Nas kilometrów i jestem pewna, że On darzy mnie tym samym uczuciem."

DOROSŁOŚĆ polega na tym, ze nie nikt nie musi Cię czy tego zrozumieć. Wydaje mi się, że Twoim problemem jest chęć pogodzenia wszystkich ze wszystkimi. Ale jest też
tak, że z domu się kiedyś wychodzi. Rodzice mają prawo do nieakceptacji chłopaka a Ty masz prawo do swojej miłości.

Tak, ja to wiem, Ty to wiesz, ale oni nie mogą zrozumieć, że ja to prawo mam, że mam prawo do własnego życia i zdania. To nie tak, że che wszystkich ze wszystkim pogodzić, chce, żeby pomimo tego, że go nie akceptują zachowywali się normalnie, pozwolili mi żyć własnym życiem, żeby nie było tych chorych kłótni.

Mozesz im powiedzieć, że w taki sposob Stracą Cię i odetniesz sie od nich. Jesli nie przestana wpieprzac sie w Twoje zycie. Zarabiasz sama, utrzymujesz sie sama potrzebujesz ich blogoslawienstwa? to oni zachowuja sie niepowaznie. Jesli nie akceptuja Twojego faceta to znaczy, ze nie szanuja Twojego wyboru a tym samym Ciebie, dla mnie to krotka pilka jesli nie zmienia podejscia odetnij sie na jakis czas, podejrzewam, ze nie pozwolą na to bys sie od nich odwrocila, po czasie zrozumieją i zaakceptuja wybor

Nie, nie potrzebuje ich błogosławieństwa. Nie muszą nawet tego akceptować, po prostu chce żeby dali mi święty spokój, żebym mogłą robić co chce, moje życie - ewentualne konsekwencje poniosę ja. Jeśli tak dalej pójdzie nie pozostanie nic innnego jak odciąć się na jakiś czas..

26 Ostatnio edytowany przez SuperWoMan (2015-01-02 15:48:19)

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Wiecie co, to forum jest miejscem, w którym się żale, bo nie mam komu.. sad
Dziś wróciłam od M. Mama zachowuje się w stosunku do mnie normalnie, ale ojciec... te krzyki, wrzaski, wyzwiska, nie tylko na mnie ale ogólnie.
Rodzina M. jest cudowna, moja, mój ojciec znaczy się, to patologia hmm ;( mad

27

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Edit: na obecną chwilę jeżdżę do M. regularnie co tydzień, o czym moi rodzice nie wiedzą, bo nie muszą tego wiedzieć, bo po co.
Natomiast teraz On chciałby do mnie przyjechać, nie był u mnie od tamtego czasu, czyli od września i mówi, że chce wpaść, odwiedzić i w ogóle pokazać, że jesteśmy razem, a nie tak jak oni myślą.
Tylko jest problem, ja bardzo bym chciała, żeby przyjechał np. na weekend, ale to oznacza Jego konfrontacje z moimi &^&% rodzicami, boję się tego :-( boję się, że mogą zacząć padać nieprzyjemne słowa pod adresem mojego M., boję się jak to będzie jak ojcu coś odwali i nie wiadomo co zrobi..
Nie wiem co zrobić..

28

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

proszę o opinię kogoś z zewnątrz, kto nie jest w to zaangażowany..

29

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Nie wiem czy bym zapraszała mojego ukochanego jeśli ktoś miałby go źle w domu traktować. Chyba lepiej odpuścić niż narażać na nieprzyjemności. Kiedyś i tak poznają prawdę, ale już będziesz od nich całkiem niezależna. Oni sami muszą się przekonać o tym, że Twój chłopak jest ok.

30

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
Spokojna Babka napisał/a:

Nie wiem czy bym zapraszała mojego ukochanego jeśli ktoś miałby go źle w domu traktować. Chyba lepiej odpuścić niż narażać na nieprzyjemności. Kiedyś i tak poznają prawdę, ale już będziesz od nich całkiem niezależna. Oni sami muszą się przekonać o tym, że Twój chłopak jest ok.

Dziękuje bardzo za Twoją odpowiedź smile
Ale jak mają zobaczyć, że mój M. jest ok jak Go nie widzieli od tego czasu i nie było między nimi żadnej konfrontacji.. sad
Teraz za niedługo 13 czerwca mamy wesele, to wtedy się spotkają pierwszy raz od tamtego czasu.

31 Ostatnio edytowany przez SuperWoMan (2015-05-25 19:19:49)

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Ehh sad sad sad sad sad
jest coraz gorzej..
Mamy 13 czerwca wesele i nie wiem jak będzie wyglądać konfrontacja mojego M z rodzicami..
M chce żebym dzień wcześniej do Niego pojechała, muszę to zrobić "na legalu" to znaczy powiedzieć starszym gdzie jadę..

sad

32

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

update:

13 czerwca mieliśmy wesele. Ku mojemu zaskoczeniu rodzice zaproponowali, żeby M. przyjechał do mnie i żebyśmy ode mnie, wszyscy pojechali wynajętym autem i kolejnego dnia na poprawiny. Myślę se, super, może w końcu się do mojego M. przekonali czy coś, bo jeszcze ojciec na weselu mówił wujkom, że "córka z narzeczonym przyszła", potem kuzyni mówili, że "no, teraz kolej na Wasz ślub." No to już myślałam, że jest spoko, że zaczyna się wszystko normować itp.
Jakże się myliłam ... sad
W piątek ojciec zaczął swoje teksty.. żebym się zastanowiła co ja ku**a robię, że ludzie na wsi gadają (ch**era wie kto i co gada, bo tego to już łaskawie się nie dowiedziała, ale z pewnością sobie zmyśla jakieś gó**a, żeby być bardziej wiarygodnym), że jak będę chciała wyjść za M. za mąż, to on na to nie da ani grosza, on na to nie pozwoli, na co ja, że nie jest moim panem i władcą, żeby mi rozkazywać i rządzić życiem dorosłego człowieka, a ona na to, że JEST MOIM PANEM I WŁADCĄ i że mam g słuchać.. (no jakaś paranoja!). Potem ja się już wkurzyłam i mówię, że jak on taki mądry to ja się mogę w ch***re wyprowadzić, a on na to, że proszę bardzo...
I jeszcze (jak ktoś czytał poprzednie posty o "zdepresjonowanej babce" to wie o co chodzi) ojciec, mówi, że to że babka jest chora itp to kur*** moja wina, bo mam takiego a nie innego chłopaka. (tak, depresja babki która trwa już ho ho i trochę to przez to, jacha..)

Dla mnie ta sytuacja z jednej strony jest okropna, nie mogę jeździć do mojego M., nie mogę Go tu zapraszać, jakaś tyrania a nie normalna rodzina - racja, to jest jakaś paranoja, to ich zachowanie jest żałosne i idiotyczne..

sad

33

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Dlaczego nie przeprowadzisz się do M?

34

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
Ślimaczyca napisał/a:

Dlaczego nie przeprowadzisz się do M?

Wiem, to było by pewnie najlepsze rozwiązanie.. Ale wiem, że wtedy było by jeszcze gorzej.. Były by telefony z wyzwiskami, groźbami itp, już tak było jak bywałam u M. i moja "kochana babcia" się na to nie zgadzała, a po powrotach do domu od Niego jest jeszcze gorzej.. sad
Teraz są wakacje to mieszkam w domu, ale w czasie roku akademickiego mieszkam w akademiku.

35

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Cóz, myślę, że ja bym się od takiej rodziny powoli odcinała, bo jeśli M. nie jest pijakiem, agresorem, narkomanem, nie wykorzystuje Cię i ogólnie jest normalny, to takie do inki będą nie tylko pod jego adresem, ale przyczepią się do każdego Twojego faceta.
Wakacje przetrzymaj, może znajdź pracę, zeby mieć z nimi jak najmniej doczynienia a przy okazji dorobić i od października zlewać ich uwagi i jasno wyznaczyć granice, których nie mogą przekroczyć.
Jeśli zagrożą odcięciem finansów, zagroź sądem, mają obowiązek alimentacyjny wobec Ciebie, jeśli się uczysz. Do tego są stypendia, prace dorywcze, poradzisz sobie.

36

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
Ślimaczyca napisał/a:

Cóz, myślę, że ja bym się od takiej rodziny powoli odcinała, bo jeśli M. nie jest pijakiem, agresorem, narkomanem, nie wykorzystuje Cię i ogólnie jest normalny, to takie do inki będą nie tylko pod jego adresem, ale przyczepią się do każdego Twojego faceta.
Wakacje przetrzymaj, może znajdź pracę, zeby mieć z nimi jak najmniej doczynienia a przy okazji dorobić i od października zlewać ich uwagi i jasno wyznaczyć granice, których nie mogą przekroczyć.
Jeśli zagrożą odcięciem finansów, zagroź sądem, mają obowiązek alimentacyjny wobec Ciebie, jeśli się uczysz. Do tego są stypendia, prace dorywcze, poradzisz sobie.

Mój ojciec to agresor, "pan i władca wszystkich i wszystkiego", zawsze musi być po jego myśli.
A mój M. jest jego KOMPLETNYM przeciwieństwem. Właśnie wiem, że nawet jakby był ktoś inny to też by coś nie pasowało, bo ojcu się nie da dogodzić, najlepiej pewnie by było jakbym się hajtnęła z jakimś synalkiem jego koleżków..
W wakacje mam pracę u siebie w gospodarstwie, bo rodzice są właścicielami 15ha i ktoś musi przy tym robić, plewić, żniwa się zbliżają itp..
Tak jak w poprzednim roku tak i w tym, będę składać podanie o stypendium socjalne, bo dochód na osobę w mojej rodzinie pozwala mi na otrzymywanie takiego stypendium. W roku akademickim sama się utrzymuje, opłacam akademik, zakupy itp i udzielam też korepetycji, więc zawsze coś sobie dorobię.

37

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
Ślimaczyca napisał/a:

Wakacje przetrzymaj.

Ehh.. sad
Jak przetrzymać wakacje, skoro w domu czuje się jak jakieś gó***, przez to jak traktuje mnie ojciec, przez jego wyzwiska, obelgi..

38

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Superwoman, wiem, jakie to ciężkie, bo miałam tak z matką...:/  byłam w o tyle dobrej sytuacji, ze nie musiałyśmy razem pracować, więc w wakacje dod omu wracałam tylko na noc, a i to nie zawsze. Teraz mieszkam sama i mamą mam mało wspólnego.

A jak reaguje Twoja mama? Powinna jakoś Ci pomóc. To, co robi Twój ojciec i babcia nie jest normalne, jest bardzo krzywdzące.

39

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
Ślimaczyca napisał/a:

Superwoman, wiem, jakie to ciężkie, bo miałam tak z matką...:/  byłam w o tyle dobrej sytuacji, ze nie musiałyśmy razem pracować, więc w wakacje dod omu wracałam tylko na noc, a i to nie zawsze. Teraz mieszkam sama i mamą mam mało wspólnego.

A jak reaguje Twoja mama? Powinna jakoś Ci pomóc. To, co robi Twój ojciec i babcia nie jest normalne, jest bardzo krzywdzące.

Ja też sądziłam, że to z mamy strony będę mieć wsparcie, ale nie, ona kompletnie mnie nie wspiera..
Jak ojciec na mnie najeżdża to on mówi do mamy: "no a mamusia nic ku*** córeczce nie powie".. ;// Ojciec z mamą też się bez przerwy kłócą, jej też nie szczędzi wyzwisk.. ;-(
Wcześniej (we wrześniu, jak pierwszy raz ojciec wszczął awanturę o mojego M.) to mama próbowała mi przetłumaczyć, żebym posłuchała ojca i zerwała z moim mężczyzną.. Mówiła, że jak będę robić po swojemu, to ojciec będzie się darł na nią i na mnie..
patologia ;-(

40

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Witajcie ponownie

po prawie pół roku od ostatniego wpisu stwierdzam, że nic się w moim życiu, w tej sprawie nie zmieniło :-(
nadal żadne z nich nie wie, że jeżdżę do mojego chłopaka, o jakichkolwiek próbach rozmowy na ten temat z nimi mogę zapomnieć, bo ojciec wiecznie jest wkurzony albo podpity i nie mam zamiaru z taką osobą rozmawiać, bo on nie myśli racjonalnie.. :-(

Chciałabym, żeby to wszystko było normalne, myślałam nawet o tym, żeby mój M albo jego rodzice przyjechali do mnie i pogadali z moimi..
ale nie wiem sama już co z tym robić :-(

41

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Jeżeli chcesz żeby było wszystko normalnie, to dorośnij.
Przeczytałem twój wątek bo jest on podobny do mojego przypadku z dawnych lat.
Także poznałem się z żoną przez internet. Ona pochodziła ze wsi, a ja w pierwszą wizytę nie przyjechałem autem, ale pekaesem.
Chcesz normalności?
Przetnij pępowinę.
Ja także nie byłem od samego początku akceptowany przez rodziców mojej żony.
Pierwszym krokiem było więc zamieszkanie razem i nie wnikaliśmy w ich zdanie.
Drugim krokiem było ograniczenie kontaktu do minimum, aby zrozumieli, że nikt nie ma prawa sterować nikim.
Trzecim krokiem był nasz ślub, zorganizowany w całości za swoje.
Dzisiaj, po latach, mamy swoje dzieci. Starsza córka była kilka razy u dziadków, ale już nie chce jeździć.
I to moja porada. Jak ktoś tobie napisał powyżej - nie pogodzisz wszystkich.

42

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Eee tam mają rodzice jakieś dziwne fochy. To Twoje życie i jeżeli ten człowiek jest tym z którym będziesz szczęśliwa idąc przez życie, jesteś jego pewna to niech nikc Ciebie nie powstrzyma. Najważniejsze, że nie jest czarny i nie muzułmanin i tyle smile

43

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
ezail napisał/a:

Eee tam mają rodzice jakieś dziwne fochy. To Twoje życie i jeżeli ten człowiek jest tym z którym będziesz szczęśliwa idąc przez życie, jesteś jego pewna to niech nikc Ciebie nie powstrzyma. Najważniejsze, że nie jest czarny i nie muzułmanin i tyle smile

A jakby był muzułmaninem albo czarnym, to co, miałaby go rzucić? Dziwne i rasistowskie.

44

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Wg mnie normalne i mam prawo tak myśleć. Nie dotknąłbym kobiety która była kiedyś z czarnym, nie mówiąc o muzułmanach.

45

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
ezail napisał/a:

Wg mnie normalne i mam prawo tak myśleć. Nie dotknąłbym kobiety która była kiedyś z czarnym, nie mówiąc o muzułmanach.

Nie nazywaj normalnością, czegoś, co normalne nie jest. Zapytaj, czy taka kobieta, będąca z murzynem, czy muzułmaninem, mogła przeżyć najlepszy seks w życiu i może jej grozić taki ochłap jak ty.

46

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
facetJAKwielu napisał/a:

Jeżeli chcesz żeby było wszystko normalnie, to dorośnij.
Przeczytałem twój wątek bo jest on podobny do mojego przypadku z dawnych lat.
Także poznałem się z żoną przez internet. Ona pochodziła ze wsi, a ja w pierwszą wizytę nie przyjechałem autem, ale pekaesem.
Chcesz normalności?
Przetnij pępowinę.
Ja także nie byłem od samego początku akceptowany przez rodziców mojej żony.
Pierwszym krokiem było więc zamieszkanie razem i nie wnikaliśmy w ich zdanie.
Drugim krokiem było ograniczenie kontaktu do minimum, aby zrozumieli, że nikt nie ma prawa sterować nikim.
Trzecim krokiem był nasz ślub, zorganizowany w całości za swoje.
Dzisiaj, po latach, mamy swoje dzieci. Starsza córka była kilka razy u dziadków, ale już nie chce jeździć.
I to moja porada. Jak ktoś tobie napisał powyżej - nie pogodzisz wszystkich.

dziekuje bardzo za Twoje słowa smile
chciałabym to tego podchodzić tak na chłodno, ale jak już czytales pod moim adresem są niekonczonce się wyzwiska jak tylko ojciec wie, że jade do M, co nie jest miłe, bo jak własny ojciec może mówić do córki k**wo i wy***rdalaj z tego domu..

Na ta chwilę też nie mamy możliwości wspólnego zamieszkania, bo mój chłopak szuka pracy i nie mamy po prostu na to środków

47

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
ezail napisał/a:

Eee tam mają rodzice jakieś dziwne fochy. To Twoje życie i jeżeli ten człowiek jest tym z którym będziesz szczęśliwa idąc przez życie, jesteś jego pewna to niech nikc Ciebie nie powstrzyma.

dziekuje za slowa otuchy :*

tak, to ten jedyny, pomimo wszystko zaczynamy już plany ślubne

48

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
SuperWoMan napisał/a:

dziekuje bardzo za Twoje słowa smile
chciałabym to tego podchodzić tak na chłodno, ale jak już czytales pod moim adresem są niekonczonce się wyzwiska jak tylko ojciec wie, że jade do M, co nie jest miłe, bo jak własny ojciec może mówić do córki k**wo i wy***rdalaj z tego domu..

Na ta chwilę też nie mamy możliwości wspólnego zamieszkania, bo mój chłopak szuka pracy i nie mamy po prostu na to środków

Sposób, w jaki traktują Cię rodzice, a szczególnie ojciec jest okropny i niedopuszczalny. Aż trudno uwierzyć, że w dzisiejszych czasach są jeszcze rodzice, którzy tak bezpardonowo ingerują w życie dorosłych dzieci.
W tej sytuacji, nie zapraszaj chłopaka do swojego, raczej rodziców domu, bo  nic miłego go tam nie spotka. Nie zwierzaj się też im ze swoich planów, nie opowiadaj o chłopaku, żeby dodatkowo nie zaogniać sytuacji.
Musisz liczyć się z tym, że nie będziesz mogła liczyć na ich pomoc, czy wsparcie w przyszłości, gdy postawisz na swoim.
Trzymaj się jednak swoich planów, bo całe życie będą Ci ciosać kołki na głowie, nie jesteś ich własnością, nie pozwól, żeby oni Tobie wybierali męża - to chore.
Postaraj się szybko usamodzielnić.

49

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
josz napisał/a:
SuperWoMan napisał/a:

dziekuje bardzo za Twoje słowa smile
chciałabym to tego podchodzić tak na chłodno, ale jak już czytales pod moim adresem są niekonczonce się wyzwiska jak tylko ojciec wie, że jade do M, co nie jest miłe, bo jak własny ojciec może mówić do córki k**wo i wy***rdalaj z tego domu..

Na ta chwilę też nie mamy możliwości wspólnego zamieszkania, bo mój chłopak szuka pracy i nie mamy po prostu na to środków

Sposób, w jaki traktują Cię rodzice, a szczególnie ojciec jest okropny i niedopuszczalny. Aż trudno uwierzyć, że w dzisiejszych czasach są jeszcze rodzice, którzy tak bezpardonowo ingerują w życie dorosłych dzieci.
W tej sytuacji, nie zapraszaj chłopaka do swojego, raczej rodziców domu, bo  nic miłego go tam nie spotka. Nie zwierzaj się też im ze swoich planów, nie opowiadaj o chłopaku, żeby dodatkowo nie zaogniać sytuacji.
Musisz liczyć się z tym, że nie będziesz mogła liczyć na ich pomoc, czy wsparcie w przyszłości, gdy postawisz na swoim.
Trzymaj się jednak swoich planów, bo całe życie będą Ci ciosać kołki na głowie, nie jesteś ich własnością, nie pozwól, żeby oni Tobie wybierali męża - to chore.
Postaraj się szybko usamodzielnić.

W moim domu to nic nowego, ojciec zachowuje się tak od zawsze, wobec wszystkich..
W czasie, gdy mój ojciec już jawnie Go nie akceptował, mój chłopak był u nas w domu 2 razy i za każdym razem ojciec zachowywał się normalnie, dopiero po Jego wyjeździe, zaczął awantury..
Wiem, że jak postawie na swoim to będę miała to wypominane do końca świata i o jeden dzień dłużej, ale nie obchodzi mnie to, to moje życie, więc chce je przeżyć po swojemu.
Może nie czytałeś poprzednich postów, ale pod względem finansowym jestem samodzielna, studiuje dziennie, więc też nie mieszkam w domu rodzinnym, tylko w akademiku i przyjeżdżam tylko na weekendy.

Bardzo dziękuje za Twoje słowa, dużo dla mnie znaczą smile

50

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Już dziś ojciec mi zapowiedział 'tylko spróbuj jechać na sylwestra'
oczywiście, że pojadę, nie zrobię mu tej przyjemności i nie zacznę go słuchać.. Wiem że po powrocie mnie zwyzywa od najgorszych i karze wyp**rdalac, już jestem do tego przyzwyczajona...

51

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Rozumiem Cię doskonale, bo sama miałam apodyktycznych (delikatnie mówiąc) rodziców.
W moim domu co prawda nie było wulgaryzmów, ale przemoc psychiczna i niestety fizyczna (wobec dzieci) była codziennością, tyle, że moi rodzice odpuścili, gdy weszliśmy w wiek dorosły i choć o to nie prosiliśmy wspomagali nas finansowo, dopóki nie stanęliśmy na nogi.
Mój teść natomiast bardziej przypominał Twojego ojca, używał podobnych wulgaryzmów wobec swojej córki, i przez całe lata, agresywnie wręcz  wpiep**ał się(bo inaczej nie można tego określić) w życie swoich synów.
Jak my sobie poradziliśmy - zamieszkaliśmy na drugim końcu Polski (brat męża miał gorzej), ignorowaliśmy jego próby ingerowania w nasze życie, ja jako synowa byłam ciągle krytykowana (za plecami), ale mąż nie przytakiwał, nie dawał się wkręcić, jednak przez wiele lat nie potrafił stanowczo powiedzieć - nie zgadzam się.
Po prostu trzymaliśmy go z daleka od naszych spraw, nie podejmowaliśmy też dyskusji, gdy próbował "jeździć" po pozostałych swoich dzieciach, często stawaliśmy w ich obronie.

Czytałam wszystkie Twoje posty, nie wiem, czy jesteś na tyle samodzielna, żeby całkowicie sama się utrzymać, ale musisz liczyć się z tym, że ojciec spełni swoje groźby i nie wpuści Cię do domu, gdy wrócisz z tego sylwestra, więc musisz mieć jakąś alternatywę.
Nie ma sensu dyskutować z nim gdy on jest wściekły i rzuca przekleństwami, ale mimo to możesz stanowczo zaprotestować i zażądać, żeby Cię nie wyzywał, żeby sobie poczytał w słowniku, co oznacza słowo "ku*wa".
Jeżeli jesteś jedynym ich dzieckiem (choć może to bez znaczenia), postaraj się uświadomić mu, na spokojnie, że jego agresja wobec Ciebie jest niczym miecz obosieczny.
Ty nie będziesz miała rodziców, a oni córki, a w przyszłości wnuków, a jego wulgarnych wyzwisk nie zapomnisz do końca życia.

52

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
josz napisał/a:

Rozumiem Cię doskonale, bo sama miałam apodyktycznych (delikatnie mówiąc) rodziców.
W moim domu co prawda nie było wulgaryzmów, ale przemoc psychiczna i niestety fizyczna (wobec dzieci) była codziennością, tyle, że moi rodzice odpuścili, gdy weszliśmy w wiek dorosły i choć o to nie prosiliśmy wspomagali nas finansowo, dopóki nie stanęliśmy na nogi.
Mój teść natomiast bardziej przypominał Twojego ojca, używał podobnych wulgaryzmów wobec swojej córki, i przez całe lata, agresywnie wręcz  wpiep**ał się(bo inaczej nie można tego określić) w życie swoich synów.
Jak my sobie poradziliśmy - zamieszkaliśmy na drugim końcu Polski (brat męża miał gorzej), ignorowaliśmy jego próby ingerowania w nasze życie, ja jako synowa byłam ciągle krytykowana (za plecami), ale mąż nie przytakiwał, nie dawał się wkręcić, jednak przez wiele lat nie potrafił stanowczo powiedzieć - nie zgadzam się.
Po prostu trzymaliśmy go z daleka od naszych spraw, nie podejmowaliśmy też dyskusji, gdy próbował "jeździć" po pozostałych swoich dzieciach, często stawaliśmy w ich obronie.

Czytałam wszystkie Twoje posty, nie wiem, czy jesteś na tyle samodzielna, żeby całkowicie sama się utrzymać, ale musisz liczyć się z tym, że ojciec spełni swoje groźby i nie wpuści Cię do domu, gdy wrócisz z tego sylwestra, więc musisz mieć jakąś alternatywę.
Nie ma sensu dyskutować z nim gdy on jest wściekły i rzuca przekleństwami, ale mimo to możesz stanowczo zaprotestować i zażądać, żeby Cię nie wyzywał, żeby sobie poczytał w słowniku, co oznacza słowo "ku*wa".
Jeżeli jesteś jedynym ich dzieckiem (choć może to bez znaczenia), postaraj się uświadomić mu, na spokojnie, że jego agresja wobec Ciebie jest niczym miecz obosieczny.
Ty nie będziesz miała rodziców, a oni córki, a w przyszłości wnuków, a jego wulgarnych wyzwisk nie zapomnisz do końca życia.



w zeszłym roku, po powrocie z sylwestra, normalnie weszła do domu, tylko babka na wejściu mówiła coś w stylu, że 'wsztdzilabys się tak jeździć', a on też kazał mi wypie**adlac, ale nie podejmowała z nim żadnej dyskusji dopóki byłam w domu, potem normalnie pojechała na studia, wracałam do domu i mruczal coś pod nosem jak mnie widział i na tym się skończyło.
Gdyby na prawdę mnie nie wpuścił do domu to pojadę do chłopaka, jego rodzice mniej więcej wiedzą jaką u mnie jest sytuacja, więc bez problemu by mnie przyjęli.
Nie, nie jestem ich jednym dzieckiem, mam jeszcze dwójkę młodszego rodzeństwa, na szczęście też nie podejmują z nim dyskusji na te tematy.
Wiesz co, jego na prawdę nie obchodzi to jak ja się czuje słysząc takie słowa, on w oględziny nie liczy się że zdaniem, a co dopiero z uczuciami innych członków rodziny.

53

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

zaczyna się od nowa..
nie mam do kogo z tym się zwrócić więc jedynym wyjściem jest wyżalenie się tu, na forum..

ojciec jest alkoholikiem, a do tego prawdopodobnie ma jakieś problemy z głową, bo nie raz gada od rzeczy i wyżywa się na wszystkich psychicznie..
on tego nie widzi, ale wszyscy w koło to widzą, bo chla bez przerwy, w pracy, w domu po kryjomu, codziennie.. nie ma z nim normalnej rozmowy na żaden przyziemny temat.. i oczywiście po pijaku cały czas sypie teksty, że "ja już coś k**wa jej mówiłem" albo "ja już coś tej ku**ie mówiłem".. kłóci się ze wszystkimi w koło... obwinia MNIE o to, że babka jest chora, że miała udar 5 lat temu i w ogóle, że wszystko to MOJA wina.. że "mam się ku**a uspokoić i nie wkur**ać swoim zachowanie jego, nie psuć mu nerwów, jemu, babce, dziadkowi, ciotce, wujkowi" .. miesza do tego WSZYSTKICH.. nie wiem w ogóle z jakiego powodu..

niedobrze mi od słuchania tego..
mój chłopak nie wie nic na razie o tych dogadywaniach z ostatnich dni, bo nie chce go dołować i denerwować.. już dużo się nacierpiał z tego powodu..

wybaczcie, że tu o tym piszę, ale sama nie daje sobie z tym po prostu rady..

:-(

54

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

witam

chciałabym odświeżyć temat i się przed kimś wygadać
nie wiem już, czy dodawanie takiego postu pod swoim własnym postem jest zgodne z regulaminem, gdyż dawno mnie tu nie było.

będę wdzięczna, jeśli ktoś z Was się odezwie :-)

55 Ostatnio edytowany przez jaMajkaa (2017-03-05 00:40:41)

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Witaj.
Przeczytałam Twój wątek.
Chcesz napisać,że po dwóch latach wciąż to samo?
Jak uklada się Twoja relacja z partnerem?

56

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Napisz co się dzieje smile czytam wątek od początku i bardzo Ci współczuję. Trochę czasu już minęło, czy coś się zmieniło na lepsze?

57

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Czuje się w domu jakaś obca osoba, jakby ludzie, którzy są moją rodziną uważali mnie za intruza (chodzi głownie o ojca i babkę, tak jak to było od samego początku).

Od roku moja młodsza, 19 letnia siostra ma chłopaka - jest to istotne dla mojej sytuacji, zaraz wyjaśnię czemu. Przyjeżdża do niej co tydzień, czasem nocuje nawet po 2-3 dni, jest wychwalany przez ojca i w ogóle jest cudowny. Natomiast jak mój facet nocował u nas po kilka dni, to było wielkie oburzenie i obraza majestatu. Teraz ani ja ani mój facet nie chce, żeby do mnie przyjeżdżał przez porycie mojego ojca. Moja siostra bez problemu może nocować u swojego chłopaka 2-3 noce. Natomiast jak ja jadę do mojego nawet na 1 noc to jest wielce że (cytuje): "jadę się kur**ć"..

Więc spotykamy się w moim mieście gdzie studiuję i to ja jeżdżę do mojego faceta wtedy kiedy chce i nikt o tym nie musi wiedzieć, bo nie mogę już znieść obelg pod moim adresem. Obelgi pod moim adresem są krzywdzące, ale to nic w porównaniu z tym jak przypadkowo podsłyszę jak babka z dziadkiem rozmawiają (i babka) obraża mojego chłopaka, pęka mi wtedy serce, na prawdę.. po obelgach w stylu (cytat): "że ma świński ryj", "że jest niski" (co dziwne, chłopak mojej siostry jest o głowę od niej niższy i nikt na to nie narzeka), że to nie ładne, tamto nie ładne, włosy takie a nie owakie..

Oczywiście czasem mój facet się u mnie pojawia (sporadycznie, jak mamy np. wesele w mojej rodzinie) i wtedy ojciec normalnie się wobec niego zachowuje (takie pozory zakłamanej osoby).

Oczywiście po jego wyjeździe przez kilka dni jest fajnie i spokój. Ale potem jak ojcu odbije szajba (np po piwku) to mówi co chce, obraża mnie i jego bez zahamowań. Teksty od ostatniego postu się nie zmieniły, dalej jest to: "ja już coś tej k**wie mówiłem", "radzę ci się uspokoić z nim", "nie psuj mi nerwów", "nie rób mi wstydu", "możesz wypierdalać z tego domu", "nie pokazuj mi się na oczy", "ja ci ani grosz na wesele nie dam". (to takie standardy). Ja już nauczyłam się (przez te lata), że nie warto cokolwiek na to odpowiadać, więc staram się jak najmniej przebywać z nim w jednym pomieszczeniu.

Tym co mnie najbardziej zabolało było wydarzenia z Wigilii. Myślę sobie, ej jest Wigilia, będziemy wszyscy dla siebie mili i będzie może od tego czasu normalnie. Nawet nie wiedziałam jak bardzo się myliłam.
Babka - życzyła mi "ładnego chłopoka" (już nie chciałam w Wigilię się jej odszczekiwać, że przecież takiego mam i nie potrzebuje innego)..
Ojciec - życzył mi żeby zerwała z moim facetem (?!), ja mu na to, że nie ma mowy, on o dziwo powiedział "ok, niech ci już będzie" (myśle sobie, kurde, nie możliwe, przejrzał na oczy i będzie juz normalnie)..
Natomiast mojej siostrze, życzył wszystkiego najlepszego z jej facetem i jak coś to on im we wszystkim pomoże, finansowo i w ogóle...

Myślałam, że od Wigilii będzie ok, że już nikt nie będzie szykanował mojego faceta, ale znów się pomyliłam..
Nie mogłam do niego jechać na sylwestra, bo ojciec tak mówi i ja mam go posłuchać, czy to zrobiłam - nie.
Inne uroczystości rodzinne u mojego faceta, oczywiście jestem na nie zapraszana, bo w porównaniu do mojej rodziny, rodzina mojego faceta mnie w pełni akceptuje i chce bym jak najczęściej tam bywała.
Ale nie, bo mój ojciec się o wszystko burzy, jak jadę na weekend czy choćby na 1 dzień do mojego M. to potem po powrocie w moim kierunku lecą standardowe wyzwiska..
A moja siostrzyczka może robić co chce, jeździć na ile chce, gdzie chce, kiedy chce..

Jestem na ostatnim roku I stopnia studiów, pracuje, nie daje mi na nic kasy, jestem od nich niezależna finansowo. Coraz bardziej utwierdzam się w tym, że się stąd zaraz wyprowadzę na zawszę, bo nie daję rady tego wytrzymać psychicznie. Nie pokazuję tego po sobie, ale w środku jestem wrakiem człowieka, nie mam komu tego powiedzieć, duszę to w sobie, dziękuje za takie fora ja to.

Zaraz zapytacie, co mój facet na to. Czy o tym wie? Wie. Od początku. Był załamany i zdruzgotany. Powiedziałam mu na samym początku (czyli po 1,5 roku związku, teraz jesteśmy razem 4 lata). W tamtym czasie nigdy nie widziałam, żeby płakał, to był jedyny raz i jedna sytuacja, w której widziałam jego łzy. Nie mówie mu oczywiście wszystkiego, bo to by go jeszcze bardziej dobiło i (tak sobie myśle, że miałby jeszcze gorsze mniemanie o sobie, zabiłoby to jego samoocenę). Od tamtego czasu, gdy on ma słabsze dni, mówi, że jest beznadziejny że mój ojciec ma rację że powinnam go zostawić. Na te słowa też łamie mi się serce, bo jak mój facet może tak myśleć. Jest dla mnie najważniejszy i zawsze tak będzie..

Chyba na tą chwilę to wszystko co chciałam z siebie wyrzucić.
O co mam Was teraz poprosić?
O radę?
Wsparcie?
Przede wszystkim proszę o przeczytanie.
Może podejście do tego na chłodno.
Może o postawienie się w mojej sytuacji.
A może o jakąś zwykłą rozmowę.
O pozwolenie mi zrozumieć co ja tu robię nie tak?

Przepraszam, jeśli w niektórych momentach nie ma sensu to co piszę. Starałam się wszystko jasno nakreślić.
Pozdrawiam

58 Ostatnio edytowany przez jaMajkaa (2017-03-16 10:29:19)

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Super Kobieto.
Wyjaśnij mi jedno.
Jako odrębna juz jednostka,ktora jest niezalezna...uzalezniasz się od opinii i humorow swojego ojca i babki?
W mamie nie masz wsparcia,bo sama jest ofiarą choroby Twojego ojca.
Siostra pewnie nie zrozmie.
Więc dajesz ciosac kołki na głowie.
Musisz zaakceptować fakt, ze sytuacja nie zmieni się.
Nie oczekuj że oni zaakceptują Twojego partnera,tak jak Ty zaakceptowałaś to jak oni Cię traktują.
Mialam podobną relacje...tyle,ze z teściową.
Po trzech latach bezsenownej wiary na polepszenie...zmadrzalam.
Skoro ona nie jest w stanie mnie zaakceptowac i zrozumieć-to ja zaakceptuje i "zrozumiem"ją.
Co w efekcie spowodowało to,że wybralam siebie.Swoje zdrowie i samopoczucie.
Mnie teściowa wpedzila w taki dolek,ze musialam korzystac z pomocy specjalisty.
Nie dawałam rady.Przekladalismy ślub 5razy !(W biurze  parafialnym to juz nas chyba nie brano na poważnie)
W imie czego?A no tego,ze chciałam z mężem dobrze.Moze i bardziej ja chciałam.
Wszak super miec partnera,pelna rodzine...ale pod warunkiem,że rodzina nie jest destrukcyjna dla nas.
W naszych relacjach też były zaburzone podstawowe wartosci.
Długo mi zajęło zrozumienie,że nie będzie dobrze.
Moja wiara i chęci to bylo za malo.
Na chwile obecną w jej podejsciu do nas chyba się nic nie zmienilo.Piszę "chyba"bo nie mamy kontaktu z nia.
Z relacji tescia o którą nie pytamy-wiem że kobieta juz "gryzie"sama siebie.Nie ma nikogo.Wszyscy(lacznie z moją szwagierką) odwrocili się od niej.
I nikt nie zrobil tego z premedytacją.
Po prostu każdy wybrał siebie i swoje zdrowie.
Na jej placu boju zostal tylko biedny teść,który czasem wpada i narzeka na nią.
I jedno co przy każdej wizycie mówi"Tacy ludzie się nie zmienią-chyba że na gorsze"
Następną sprawą jest alkoholizm Twojego ojca.(I tu temat nie jest mi obcy-moj ojciec to alkoholik)
Przecież to mieszanka tak toksyczna,ze nie ma antidotum na to.Babcia która wturuje Twojemu ojcu i go nakręca-nie pomaga.To wiesz na pewno.
Matkę która jest w hierarchii niżej niż butelka alkoholu -tez nie przekonasz by Tobie pomogla w naprawie tej relacji.Ona sama potrzebuje pomocy.Nawet bardziej niż Ty.Ona skazuje się na niego.Ty masz kochajacego partnera ,akceptację jego rodziny i możliwość wyboru.
Wybierasz od kilku lat..to co wybierasz.
No i teraz pytanie.
Czy nadal bedziesz slepo wierzyć w to,że będzie dobrze?
Przecież placisz nie małą cene za to od kilku lat.
Nie szukaj wymowki,ze ojciec nie da Tobie żyć-ze zaczną się telefony z wyzwiskami.Przeciez wyzwiska i tak są.To pretekst by tkwić w  tym.Numer mozesz zablokowac..zmienić...
Mi tez kilka lat zajęło zrozumienie.Tkwiac w chorej sytuacji stawalam się....chora.Dając pożywkę pijawce emocjonalnej.
Ja wiem,że łatwo pisać.Tylko zwróć uwagę że opieram się na doświadczeniu..swoim doswiadczeniu.
Teściową miałam wątpliwa przyjemność spotkac na weselu...i wiesz co?starała się być "normalna"Chyba w myśl zasady-co ludzie powiedzą.Beznadzieja..
Ok to może z innej strony.
Jestes zwierzęciem w potrzasku.Masz łapę we wnykach.Co wybierasz?Zostajesz i czekasz az Cię pulapka dobije,zastygnięta w jednej pozycji?Czy jesteś w stanie w imie wolności odgryzc sobie tą łapę?
Wiesz co powinno być zdrowym odruchem?Chęć ratowania siebie.Blizny i tak zostaną.Tylko walcz o siebie.

59

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
jaMajkaa napisał/a:

Super Kobieto.
Wyjaśnij mi jedno.
Jako odrębna juz jednostka,ktora jest niezalezna...uzalezniasz się od opinii i humorow swojego ojca i babki?
W mamie nie masz wsparcia,bo sama jest ofiarą choroby Twojego ojca.
Siostra pewnie nie zrozmie.
Więc dajesz ciosac kołki na głowie.
Musisz zaakceptować fakt, ze sytuacja nie zmieni się.
Nie oczekuj że oni zaakceptują Twojego partnera,tak jak Ty zaakceptowałaś to jak oni Cię traktują.
Mialam podobną relacje...tyle,ze z teściową.
Po trzech latach bezsenownej wiary na polepszenie...zmadrzalam.
Skoro ona nie jest w stanie mnie zaakceptowac i zrozumieć-to ja zaakceptuje i "zrozumiem"ją.
Co w efekcie spowodowało to,że wybralam siebie.Swoje zdrowie i samopoczucie.
Mnie teściowa wpedzila w taki dolek,ze musialam korzystac z pomocy specjalisty.
Nie dawałam rady.Przekladalismy ślub 5razy !(W biurze  parafialnym to juz nas chyba nie brano na poważnie)
W imie czego?A no tego,ze chciałam z mężem dobrze.Moze i bardziej ja chciałam.
Wszak super miec partnera,pelna rodzine...ale pod warunkiem,że rodzina nie jest destrukcyjna dla nas.
W naszych relacjach też były zaburzone podstawowe wartosci.
Długo mi zajęło zrozumienie,że nie będzie dobrze.
Moja wiara i chęci to bylo za malo.
Na chwile obecną w jej podejsciu do nas chyba się nic nie zmienilo.Piszę "chyba"bo nie mamy kontaktu z nia.
Z relacji tescia o którą nie pytamy-wiem że kobieta juz "gryzie"sama siebie.Nie ma nikogo.Wszyscy(lacznie z moją szwagierką) odwrocili się od niej.
I nikt nie zrobil tego z premedytacją.
Po prostu każdy wybrał siebie i swoje zdrowie.
Na jej placu boju zostal tylko biedny teść,który czasem wpada i narzeka na nią.
I jedno co przy każdej wizycie mówi"Tacy ludzie się nie zmienią-chyba że na gorsze"
Następną sprawą jest alkoholizm Twojego ojca.(I tu temat nie jest mi obcy-moj ojciec to alkoholik)
Przecież to mieszanka tak toksyczna,ze nie ma antidotum na to.Babcia która wturuje Twojemu ojcu i go nakręca-nie pomaga.To wiesz na pewno.
Matkę która jest w hierarchii niżej niż butelka alkoholu -tez nie przekonasz by Tobie pomogla w naprawie tej relacji.Ona sama potrzebuje pomocy.Nawet bardziej niż Ty.Ona skazuje się na niego.Ty masz kochajacego partnera ,akceptację jego rodziny i możliwość wyboru.
Wybierasz od kilku lat..to co wybierasz.
No i teraz pytanie.
Czy nadal bedziesz slepo wierzyć w to,że będzie dobrze?
Przecież placisz nie małą cene za to od kilku lat.
Nie szukaj wymowki,ze ojciec nie da Tobie żyć-ze zaczną się telefony z wyzwiskami.Przeciez wyzwiska i tak są.To pretekst by tkwić w  tym.Numer mozesz zablokowac..zmienić...
Mi tez kilka lat zajęło zrozumienie.Tkwiac w chorej sytuacji stawalam się....chora.Dając pożywkę pijawce emocjonalnej.
Ja wiem,że łatwo pisać.Tylko zwróć uwagę że opieram się na doświadczeniu..swoim doswiadczeniu.
Teściową miałam wątpliwa przyjemność spotkac na weselu...i wiesz co?starała się być "normalna"Chyba w myśl zasady-co ludzie powiedzą.Beznadzieja..
Ok to może z innej strony.
Jestes zwierzęciem w potrzasku.Masz łapę we wnykach.Co wybierasz?Zostajesz i czekasz az Cię pulapka dobije,zastygnięta w jednej pozycji?Czy jesteś w stanie w imie wolności odgryzc sobie tą łapę?
Wiesz co powinno być zdrowym odruchem?Chęć ratowania siebie.Blizny i tak zostaną.Tylko walcz o siebie.

Dziękuje za Twoją wyczerpującą odpowiedź. Bardzo otworzyła mi oczy na to co się dzieje.
Teraz widzę jak ta cała chora sytuacja wygląda z perspektywy kogoś spoza niej.
Tak jak mówisz, ja sama nie dostrzegałam tego, że coś jest nie tak, inaczej niż w życiach innych ludzi. Ale sytuacja w moim domu jest (pokuszę się nawet o słowo) patologiczna.
Ojciec jest alkoholikiem, ale on nie zdaje sobie z tego sprawy, dla niego pociąganie z flaszki wódki, którą ma schowaną gdzieś w garażu jest codzienności i nie jest niczym złym. A po co to mówię? Bo nawiązuje to tego co działo się/dzieje się u Ciebie. Mama mówi ojcu, gdy się kłócą, że kiedyś wszyscy go zostawimy, że zostanie sam. Ale na gadaniu się kończy, bo on po 2 dniach jest piękny, ładny i grzeczny.

Ja przebywam w domu tylko kilka godzin w czasie weekendów, bo pracuję.
Chciałabym już teraz ''odciąć pępowinę'' i wyprowadzić się całkowicie, ale zobowiązania (korepetycje weekendowe) nie pozwalają mi na to. To nie tak, że się usprawiedliwiam, czemu tam dalej mieszkam, po prostu to wyjaśniam.
Od wakacji, najpóźniej od września, zamierzam się przenieść na studia zaoczne, przejść na pełny etat i sporadycznie pojawiać się w domu. Wiem, teraz tak mówię, ale będę dążyć do tego, żeby faktycznie to osiągnąć.

60

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

hej Kobietki,
muszę Wam pochwalić, że od 5 dni jesteśmy narzeczeństwem, jakbyście pytali co u mnie big_smile
strasznie się cieszę big_smile

61

Odp: Brak akceptacji ze strony rodziców ;(
SuperWoMan napisał/a:

hej Kobietki,
muszę Wam pochwalić, że od 5 dni jesteśmy narzeczeństwem, jakbyście pytali co u mnie big_smile
strasznie się cieszę big_smile

ale moi rodzice o tym na razie nie wiedzą...
chodzę oczywiście w pierścionku, ale nie wiem, nie zauważyli (?), nie chcą widzieć (?)..
nie wiem jak im o tym powiedzieć, bo boję się ich reakcji..

Posty [ 61 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Brak akceptacji ze strony rodziców ;(

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026