Brak pomocy ze strony faceta - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Brak pomocy ze strony faceta

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 96 ]

Temat: Brak pomocy ze strony faceta

Jestem z facetem od pół roku. Dzisiejsza sytuacja pokazała, że nie można na niego liczyć...
W poniedziałek mam badanie pod narkozą. Oczywiste jest , że to facet powinien rano zawieźć mnie do szpitala i przy mnie być gdy się obudzę. Cały tydzień pytam czy mnie zawiezie, bo wozi codziennie synalka do szkoły. Cały tydzień słyszę że coś wymyślimy. Dziś sobota, dopytuje co z poniedziałkiem, a on żebym wzięła taksówkę albo siostrę poprosiła czy kogos innego z rodziny...mówię że mam jego i to on powinien zapewnić mi dojazd i powrót . Nie jadę na zwykłe badanie, jest to coś stresującego i pod narkozą , auta nie mogę prowadzić więc chcę pomoc, a taksówkę może też załatwić synowi 11 letniemu albo pozwolić matce syna się wykazać i jej kazać odwieźć ten jeden raz syna do szkoły. Zaproponowałam żeby zawiózł go godzinę wcześniej niech siedzi i czeka . Stwierdził że myślę tylko o sobie... Faktycznie ? Chciałam żeby to on mnie zawiózł i pocieszał przed wejściem do gabinetu  , a teraz muszę szukać kogoś innego kto na szybko mnie zawiezie. Jak ja mam być z kimś takim ..

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
agata29 napisał/a:

Jestem z facetem od pół roku. Dzisiejsza sytuacja pokazała, że nie można na niego liczyć...
W poniedziałek mam badanie pod narkozą. Oczywiste jest , że to facet powinien rano zawieźć mnie do szpitala i przy mnie być gdy się obudzę. Cały tydzień pytam czy mnie zawiezie, bo wozi codziennie synalka do szkoły. Cały tydzień słyszę że coś wymyślimy. Dziś sobota, dopytuje co z poniedziałkiem, a on żebym wzięła taksówkę albo siostrę poprosiła czy kogos innego z rodziny...mówię że mam jego i to on powinien zapewnić mi dojazd i powrót . Nie jadę na zwykłe badanie, jest to coś stresującego i pod narkozą , auta nie mogę prowadzić więc chcę pomoc, a taksówkę może też załatwić synowi 11 letniemu albo pozwolić matce syna się wykazać i jej kazać odwieźć ten jeden raz syna do szkoły. Zaproponowałam żeby zawiózł go godzinę wcześniej niech siedzi i czeka . Stwierdził że myślę tylko o sobie... Faktycznie ? Chciałam żeby to on mnie zawiózł i pocieszał przed wejściem do gabinetu  , a teraz muszę szukać kogoś innego kto na szybko mnie zawiezie. Jak ja mam być z kimś takim ..

A szkoły to nie są zamknięte?

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

3

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Jeździ do szkoły na treningi tenisowe. Kariera synka najważniejsza a ty se babo radź sama:)

4

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Dla mnie to jakoś tak dziecinnie wygląda. Przygotowałaś facetowi test, który ma wykazać, że to ty jesteś najważniejsza. Jeżeli nie wyjdzie będzie krzyk.

5

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
balin napisał/a:

Dla mnie to jakoś tak dziecinnie wygląda. Przygotowałaś facetowi test, który ma wykazać, że to ty jesteś najważniejsza. Jeżeli nie wyjdzie będzie krzyk.

Nie...gdy auto było u mechanika dało się załatwić synkowi dojazd do szkoły taksówka. Gdy ja potrzebuję pomocy a chodzi o moje zdrowie to nagle problem. Żaden test. Byłam pewna że mnie zawiezie po to mamy tą drugą osobę

6

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
agata29 napisał/a:

Jestem z facetem od pół roku. Dzisiejsza sytuacja pokazała, że nie można na niego liczyć...
W poniedziałek mam badanie pod narkozą. Oczywiste jest , że to facet powinien rano zawieźć mnie do szpitala i przy mnie być gdy się obudzę. Cały tydzień pytam czy mnie zawiezie, bo wozi codziennie synalka do szkoły. Cały tydzień słyszę że coś wymyślimy. Dziś sobota, dopytuje co z poniedziałkiem, a on żebym wzięła taksówkę albo siostrę poprosiła czy kogos innego z rodziny...mówię że mam jego i to on powinien zapewnić mi dojazd i powrót . Nie jadę na zwykłe badanie, jest to coś stresującego i pod narkozą , auta nie mogę prowadzić więc chcę pomoc, a taksówkę może też załatwić synowi 11 letniemu albo pozwolić matce syna się wykazać i jej kazać odwieźć ten jeden raz syna do szkoły. Zaproponowałam żeby zawiózł go godzinę wcześniej niech siedzi i czeka . Stwierdził że myślę tylko o sobie... Faktycznie ? Chciałam żeby to on mnie zawiózł i pocieszał przed wejściem do gabinetu  , a teraz muszę szukać kogoś innego kto na szybko mnie zawiezie. Jak ja mam być z kimś takim ..

Sorry, ale facet to nie twoja niańka. Umiesz liczyć, licz na siebie. Bardziej chyba przemawia przez ciebie zazdrość, że facet nie rzuca wszystkiego, nie zostawia syna na środku drogi i nie biegnie z tobą na rękach na badanie do szpitala.

Chyba coś nie tak w tej waszej relacji, ale czego się spodziewać, jesli trwa tylko pół roku. Dotrzecie się..... chyba..

7

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
agata29 napisał/a:

Jestem z facetem od pół roku. Dzisiejsza sytuacja pokazała, że nie można na niego liczyć...
W poniedziałek mam badanie pod narkozą. Oczywiste jest , że to facet powinien rano zawieźć mnie do szpitala i przy mnie być gdy się obudzę. Cały tydzień pytam czy mnie zawiezie, bo wozi codziennie synalka do szkoły. Cały tydzień słyszę że coś wymyślimy. Dziś sobota, dopytuje co z poniedziałkiem, a on żebym wzięła taksówkę albo siostrę poprosiła czy kogos innego z rodziny...mówię że mam jego i to on powinien zapewnić mi dojazd i powrót . Nie jadę na zwykłe badanie, jest to coś stresującego i pod narkozą , auta nie mogę prowadzić więc chcę pomoc, a taksówkę może też załatwić synowi 11 letniemu albo pozwolić matce syna się wykazać i jej kazać odwieźć ten jeden raz syna do szkoły. Zaproponowałam żeby zawiózł go godzinę wcześniej niech siedzi i czeka . Stwierdził że myślę tylko o sobie... Faktycznie ? Chciałam żeby to on mnie zawiózł i pocieszał przed wejściem do gabinetu  , a teraz muszę szukać kogoś innego kto na szybko mnie zawiezie. Jak ja mam być z kimś takim ..


Masz ton, że tę... Może to dlatego on nie chce, wymiguje się cwaniaczek. wink
Synalek // facet oczywiste-jest-że-powinien.
Badanie pod narkozą stresujące??? Dziecko jesteś?

8

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Niektórzy, gdy nie mają problemów, to sobie je wymyślą.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

9

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

A dlaczego on "ma Cię zawieźć"? Hola,  on nic nie musi wobec  Ciebie,  tylko "moze"
Badanie  pod narkoza? Tylko tyle? Brzmi jakbyś musiała  operacje  skomplikowana przejść,  taki tragizm  sytuacji przedstawiasz

Ok,  rozumiem,  że czujesz  się olana i jest Ci przykro.  Tylko zrozum,  że on naprawdę  nic nie musi,  a Ty wymagasz  jakby był niewolnikiem.  Trochę nie dziwię  się,  że facet w takiej sytuacji się buntuje,  tylko nie ma odwagi  by powiedzieć  wprost

Natomiast  druga kwestia,  słaba ta Wasza relacja,  skoro on sam z siebie  nie stara  się by być przy Tobie  w takiej sytuacji,  bo jakby chciał  być,  to uwierz,  znalazłby rozwiązanie

Ale pewnie nie chce,  bo tylko wymagasz...

10

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
Istotka6 napisał/a:

A dlaczego on "ma Cię zawieźć"? Hola,  on nic nie musi wobec  Ciebie,  tylko "moze"
Badanie  pod narkoza? Tylko tyle? Brzmi jakbyś musiała  operacje  skomplikowana przejść,  taki tragizm  sytuacji przedstawiasz

Ok,  rozumiem,  że czujesz  się olana i jest Ci przykro.  Tylko zrozum,  że on naprawdę  nic nie musi,  a Ty wymagasz  jakby był niewolnikiem.  Trochę nie dziwię  się,  że facet w takiej sytuacji się buntuje,  tylko nie ma odwagi  by powiedzieć  wprost

Natomiast  druga kwestia,  słaba ta Wasza relacja,  skoro on sam z siebie  nie stara  się by być przy Tobie  w takiej sytuacji,  bo jakby chciał  być,  to uwierz,  znalazłby rozwiązanie

Ale pewnie nie chce,  bo tylko wymagasz...

Nawet gdybym miała operację na otwartym sercu postąpiłby tak samo .. może i umierająca nie jestem, ale gdyby to on musiał przez to wszystko przejść, na pewno nie chciałby być sam, zresztą jest jasno napisane, żeby przyjść z osobą towarzyszącą. Mamę mam brać? Mama chodziła ze mną gdy byłam dzieckiem ,nie teraz.
Każdy widzę najmądrzejszy na tym forum.
Na szczęście mam wielu znajomych na których mogę liczyć, ale wstyd mi było prosić kolegę który chętnie mi pomoże pomimo że idzie do pracy

11

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Wiesz czym się różnimy od znajomych? Masz tu obiektywną ocenę sytuacji osoby trzeciej patrzącej poprzez pryzmat opisanej przez Ciebie sytuacji

Zamiast się na nas obrażać,  spójrz na sytuację  oczyma osoby trzeciej

Jak czujesz że nie możesz na Niego liczyć,  to po co razem jesteście?

I ok, rozumiem,  że jest Ci przykro,  mi też by było

12

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

To chyba dobrze, że masz okazję przekonać się ile naprawdę znaczysz dla tego człowieka, jakie on ma priorytety, że nie masz co na niego liczyć gdy potrzebujesz pomocy.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

13

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
agata29 napisał/a:

Jestem z facetem od pół roku. Dzisiejsza sytuacja pokazała, że nie można na niego liczyć...
W poniedziałek mam badanie pod narkozą. Oczywiste jest , że to facet powinien rano zawieźć mnie do szpitala i przy mnie być gdy się obudzę. Cały tydzień pytam czy mnie zawiezie, bo wozi codziennie synalka do szkoły. Cały tydzień słyszę że coś wymyślimy. Dziś sobota, dopytuje co z poniedziałkiem, a on żebym wzięła taksówkę albo siostrę poprosiła czy kogos innego z rodziny...mówię że mam jego i to on powinien zapewnić mi dojazd i powrót . Nie jadę na zwykłe badanie, jest to coś stresującego i pod narkozą , auta nie mogę prowadzić więc chcę pomoc, a taksówkę może też załatwić synowi 11 letniemu albo pozwolić matce syna się wykazać i jej kazać odwieźć ten jeden raz syna do szkoły. Zaproponowałam żeby zawiózł go godzinę wcześniej niech siedzi i czeka . Stwierdził że myślę tylko o sobie... Faktycznie ? Chciałam żeby to on mnie zawiózł i pocieszał przed wejściem do gabinetu  , a teraz muszę szukać kogoś innego kto na szybko mnie zawiezie. Jak ja mam być z kimś takim ..

Widzisz... różnica między Tobą, a jego
11-letnim synem jest taka, że Ty jesteś dorosła, ponadto wobec Ciebie on nic nie musi, a wobec syna już tak. Dziecko było pierwsze
i prawdopodobnie będzie dla ojca priorytetem.
Ty, jako dorosła kobieta, możesz poradzić sobie sama. Rozumiem, że jest Ci przykro,
ale roszczeniową postawą oraz wrogością wobec dziecka NIC nie wskórasz, a jedynie rozwalisz związek.

14

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Rozwiazanie jest jedno: Nie spotykaj sie z facetami, ktorzy nie spelniaja oczekiwan.
Nie wchodz w malzenstwo lub powazny zwiazek z nikim, kto nie wykonal wszystkich rzeczy, ktore sa dla Ciebie wazne i ktore lubisz.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

15

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Pocieszac cię przed wejsciem do gabinetu? Ty w ogóle swiadomie wyrazilas zgode na ten zabieg?

16

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Zgadzam się z powyższymi opiniami.
Pan nie ma obowiązku wozić cię i towarzyszyć w zabiegu (co do dziecka obowiązki ma) =  nie mozesz tego od niego wymagać, ani oczekiwać, że postąpi z Twoja wolą. Co nie zmienia faktu, że jeśli nie odpowiada Ci jego zachowanie (bo potrzebujesz kogoś bardziej hm, pomocnego) -to powinnaś się zastanowić czy ten facet jest dla Ciebie odpowiedni.

17

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
kao_makao napisał/a:

Pocieszac cię przed wejsciem do gabinetu? Ty w ogóle swiadomie wyrazilas zgode na ten zabieg?

Ale w czym problem? Nie moze osoba dorosla bac sie isc do lekarza?

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

18

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
Winter.Kween napisał/a:
kao_makao napisał/a:

Pocieszac cię przed wejsciem do gabinetu? Ty w ogóle swiadomie wyrazilas zgode na ten zabieg?

Ale w czym problem? Nie moze osoba dorosla bac sie isc do lekarza?


Dokładnie... dziękuję:)
On po prostu wie, że zawsze radziłam i radzę sobie sama , ale ten jeden raz gdy naprawdę potrzebuje tej pomocy jego nie ma. Mógł powiedzieć od razu na czym stoję, że mam sama załatwić sobie dojazd  a nie mówić że coś wymyślimy. Wiadomo że każda kobieta chciałaby poczuć się w pewnym stopniu zaopiekowaną.
Oczywiście że jestem dorosła i potrafię sobie zadzwonić po taxowke czy ogarnąć coś innego ale sądzę, że skoro jesteśmy razem a on nie robi nic innego w życiu jak wożenie codziennie syna do szkoły to ten raz mógłby to on załatwić jemu transport żebym już ja nie musiała się o nic martwić.

19

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Autorko,  to może z Nim na spokojnie porozmawiaj i poproś  aby w tych chwilach był z Tobą? Wyjaśnij  wszystko dlaczego Ci na tym zależy,  ale nie nalegaj.  Niech on podejmie decyzję. I jak tak podejdziesz do sytuacji,  to jak najbardziej  ok byłoby z Twojej strony

20

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
agata29 napisał/a:

Nawet gdybym miała operację na otwartym sercu postąpiłby tak samo .. może i umierająca nie jestem, ale gdyby to on musiał przez to wszystko przejść, na pewno nie chciałby być sam, zresztą jest jasno napisane, żeby przyjść z osobą towarzyszącą. Mamę mam brać? Mama chodziła ze mną gdy byłam dzieckiem ,nie teraz.
Każdy widzę najmądrzejszy na tym forum.
Na szczęście mam wielu znajomych na których mogę liczyć, ale wstyd mi było prosić kolegę który chętnie mi pomoże pomimo że idzie do pracy

Miałabym podobne odczucia. Tzn. miałabym wrażenie, że nagle związek został zdegradowany do licealnego umawiania się po szkole, gdzie można się fajnie razem bawić, ale nic poważniejszego, bo w razie czego do lekarza zabierze się mamę. Oczywiście pana do niczego nie zmusisz, ale ja bym się mocno zastanowiła nad tym, jak ten związek dalej ma wyglądać. Co innego, gdyby on faktycznie nie mógł, różnie bywa, ale skoro syn wcześniej jechał do szkoły taksówką, to i teraz by mógł. Mi by nie odpowiadał układ, w którym - gdy coś się dzieje - nie mogę liczyć na swojego partnera, tylko muszę prosić o pomoc rodziców czy znajomych. Bo jak to? Jak dobrze, to jesteśmy razem, ale jak czegoś potrzebuję, to zamieniam się nagle w singielkę? Dziękuję bardzo.

21

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
agata29 napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:
kao_makao napisał/a:

Pocieszac cię przed wejsciem do gabinetu? Ty w ogóle swiadomie wyrazilas zgode na ten zabieg?

Ale w czym problem? Nie moze osoba dorosla bac sie isc do lekarza?


Dokładnie... dziękuję:)
On po prostu wie, że zawsze radziłam i radzę sobie sama , ale ten jeden raz gdy naprawdę potrzebuje tej pomocy jego nie ma. Mógł powiedzieć od razu na czym stoję, że mam sama załatwić sobie dojazd  a nie mówić że coś wymyślimy. Wiadomo że każda kobieta chciałaby poczuć się w pewnym stopniu zaopiekowaną.
Oczywiście że jestem dorosła i potrafię sobie zadzwonić po taxowke czy ogarnąć coś innego ale sądzę, że skoro jesteśmy razem a on nie robi nic innego w życiu jak wożenie codziennie syna do szkoły to ten raz mógłby to on załatwić jemu transport żebym już ja nie musiała się o nic martwić.

Skoro ktoś się boi zabiegu, to nie akceptuje jego działan niepozadanych i skutkow ubocznych. W takiej sytuacji chyba bez sensu jest robic sobie ten zabieg.
Nie kazda kobieta chce sie poczuc zaopiekowana.
Wiem, ze są zabiegi, a raczej znieczulenia, po których trzeba jest obecnosc towarzysza. Ale nie w celu pocieszania, a glownie w celu obserwacji i reagowania po znieczuleniu

22

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Sprawa wg mnie jest dość typowa. Robienie wielkiego szumu o mało ważną sprawę, bo chodzi o coś innego.
Autorka nie godzi się z zastaną rzeczywistością, wybrania sobie na partnera rozwodnika z bagażami - dziecko, matka dziecka.

23

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
Istotka6 napisał/a:

Autorko,  to może z Nim na spokojnie porozmawiaj i poproś  aby w tych chwilach był z Tobą? Wyjaśnij  wszystko dlaczego Ci na tym zależy,  ale nie nalegaj.  Niech on podejmie decyzję. I jak tak podejdziesz do sytuacji,  to jak najbardziej  ok byłoby z Twojej strony

Próbowałam. Zawsze na spokojnie lubię coś wyjaśniać a nie podnosić głos. Zapytałam co z poniedziałkiem ,. wysłuchałam na spokojnie wszystkich propozycji, taksówka, mama, siostry, kolega..dobrze że sąsiada nie proponował. Usłyszałam tylko że myślę jedynie o sobie . Okazał się zwykłym burakiem

24

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
SaraS napisał/a:
agata29 napisał/a:

Nawet gdybym miała operację na otwartym sercu postąpiłby tak samo .. może i umierająca nie jestem, ale gdyby to on musiał przez to wszystko przejść, na pewno nie chciałby być sam, zresztą jest jasno napisane, żeby przyjść z osobą towarzyszącą. Mamę mam brać? Mama chodziła ze mną gdy byłam dzieckiem ,nie teraz.
Każdy widzę najmądrzejszy na tym forum.
Na szczęście mam wielu znajomych na których mogę liczyć, ale wstyd mi było prosić kolegę który chętnie mi pomoże pomimo że idzie do pracy

Miałabym podobne odczucia. Tzn. miałabym wrażenie, że nagle związek został zdegradowany do licealnego umawiania się po szkole, gdzie można się fajnie razem bawić, ale nic poważniejszego, bo w razie czego do lekarza zabierze się mamę. Oczywiście pana do niczego nie zmusisz, ale ja bym się mocno zastanowiła nad tym, jak ten związek dalej ma wyglądać. Co innego, gdyby on faktycznie nie mógł, różnie bywa, ale skoro syn wcześniej jechał do szkoły taksówką, to i teraz by mógł. Mi by nie odpowiadał układ, w którym - gdy coś się dzieje - nie mogę liczyć na swojego partnera, tylko muszę prosić o pomoc rodziców czy znajomych. Bo jak to? Jak dobrze, to jesteśmy razem, ale jak czegoś potrzebuję, to zamieniam się nagle w singielkę? Dziękuję bardzo.

Jest to facet  bardzo grubo po 40 i chyba odpowiada mu taki stan rzeczy. Spotykanie się w weekendy i jeden dzień w tygodniu. Przyjedź napijemy się drinka obejrzymy film... Ale gdy potrzebuję pomocy to dzwoń do przyjaciela.
Już raz pokazał jak się potrafi starać gdy leżałam 2 miesiące temu chora tydzień w łóżku. też stwierdził że mama i siostra blisko mieszkają to mogą mi przywieźć jedzenie. Oczywiście pomógłby gdybym nie miała żadnej pomocy ale skoro rodzina tak blisko mieszka to przecież to one mogą mi pomóc. Bo on całe 25 km ode mnie.

25

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Nie byłabym w takiej relacji,  nie mając nic  ze strony partnera

26

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
agata29 napisał/a:

(...) Jest to facet  bardzo grubo po 40 i chyba odpowiada mu taki stan rzeczy. Spotykanie się w weekendy i jeden dzień w tygodniu. Przyjedź napijemy się drinka obejrzymy film... (...)

Czyli nie jesteście w żadnym związku, a świadczycie sobie wzajemnie usługi.
Zawarliście umowę na określone usługi, o opiece i trosce nie było mowy, tym bardziej o podporządkowaniu swego życia.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

27

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Fakt jest taki, że 11 letnie dziecko nie powinno specjalnie samo nigdzie daleko chodzić, więc nie dziwię mu się, że w pierwszym rzędzie, chciał zadbać o to, aby chłopak szczęśliwie dotarł na miejsce. Tak już będzie - to jest jego syn, z którym jest związany dłużej i ściślej niż z Tobą. Tego nie zmienisz, choćbyś chciała i pewnie zdawałaś sobie z tego sprawę. Z drugiej stony, z dzieckiem równie dobrze pojechać może ktoś inny, niekoniecznie on sam.
Natomiast co do wizyty u lekarza, to skoro rzeczywiście trzeba być z osobą towarzyszącą, to rozumiem, ale poza wymogami medycznymi czy formalnymi, to nie wiem, w jakim celu druga osoba musi przy nas przebywać? Za rączkę mamy trzymać i pocieszać, że wszystko będzie dobrze i żeby się nie martwiła? Pytanie co to za zabieg? Operacja ratująca życie, coś NAPRAWDĘ poważnego, czy też coś, gdzie obecność drugiej osoby nie jest potrzebna, przynajmniej "duchowo". Nie przesadzajmy w drugą stronę, że zawsze i wszędzie partner ma nam służyć jako niańka. Pomijając już tego chłopca, ale jeśli ktoś musi iść do lekarza a jego partner dajmy na to w tym czasie pracuje, to co, ma rzucić wszystko w diabły i biec do przychodni tylko po to, żeby potrzymać nas za rączkę jak małe dziecko i być przy nas? Chyba, że rzeczywiście procedura medyczna tego wymaga. Jakby ludzie nie zajmowali się w życiu niczym innym, poza stałą troską 24 godz/dobę o swojego partnera, to może by i czasu starczyło. ale z reguły właśnie dochodzą też inne sprawy, jak chociażby praca czy w tym wypadku opieka nad dzieckiem. Autorka prezentuje strasznie roszczeniową postawę i nie wiem, co tu jest tak naprawdę problemem: ten jeden raz, kiedy facet "zawalił" czy sam fakt, ze ma dziecko z poprzedniego związku..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

28

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
bagienni_k napisał/a:

Fakt jest taki, że 11 letnie dziecko nie powinno specjalnie samo nigdzie daleko chodzić, więc nie dziwię mu się, że w pierwszym rzędzie, chciał zadbać o to, aby chłopak szczęśliwie dotarł na miejsce. Tak już będzie - to jest jego syn, z którym jest związany dłużej i ściślej niż z Tobą. Tego nie zmienisz, choćbyś chciała i pewnie zdawałaś sobie z tego sprawę. Z drugiej stony, z dzieckiem równie dobrze pojechać może ktoś inny, niekoniecznie on sam.
Natomiast co do wizyty u lekarza, to skoro rzeczywiście trzeba być z osobą towarzyszącą, to rozumiem, ale poza wymogami medycznymi czy formalnymi, to nie wiem, w jakim celu druga osoba musi przy nas przebywać? Za rączkę mamy trzymać i pocieszać, że wszystko będzie dobrze i żeby się nie martwiła? Pytanie co to za zabieg? Operacja ratująca życie, coś NAPRAWDĘ poważnego, czy też coś, gdzie obecność drugiej osoby nie jest potrzebna, przynajmniej "duchowo". Nie przesadzajmy w drugą stronę, że zawsze i wszędzie partner ma nam służyć jako niańka. Pomijając już tego chłopca, ale jeśli ktoś musi iść do lekarza a jego partner dajmy na to w tym czasie pracuje, to co, ma rzucić wszystko w diabły i biec do przychodni tylko po to, żeby potrzymać nas za rączkę jak małe dziecko i być przy nas? Chyba, że rzeczywiście procedura medyczna tego wymaga. Jakby ludzie nie zajmowali się w życiu niczym innym, poza stałą troską 24 godz/dobę o swojego partnera, to może by i czasu starczyło. ale z reguły właśnie dochodzą też inne sprawy, jak chociażby praca czy w tym wypadku opieka nad dzieckiem. Autorka prezentuje strasznie roszczeniową postawę i nie wiem, co tu jest tak naprawdę problemem: ten jeden raz, kiedy facet "zawalił" czy sam fakt, ze ma dziecko z poprzedniego związku..

Dziecko jeździło już samo taksówką nie jeden raz gdy samochód był w naprawie. Dało się? Dało. Nie wymagam troski 24 godziny na dobę. Raz na ruski rok potrzebuję jakiejś pomocy. w takim przypadku nie chcę dzwonić po znajomych i rodzinie. Facet nie pracuje jedyne jego zajęcie to syn którego od poniedziałku do soboty wozi na treningi. Ja chcę pierwszy raz pomocy od pół roku. Syn ma jeszcze matke, ojczyma dziadków. Być może jeszcze kogoś ale nie wnikam. zaproponowałam żeby syna odwiozl godzinę wcześniej do szkoły niech by sobie poczekał raz na trening.. nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Dzięki za takiego faceta.

29

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Z jednej strony to świeży związek, spotykacie się jedynie, więc nie można stwierdzić, że będzie tak zawsze, bo na razie to jest takie właśnie... spotykanie się. Z drugiej strony to też jest ten czas "okresu godowego" (tak, podłapałam nazwę z jednej książki, całkiem trafna), kiedy ludzie najbardziej "chcą" - starać się, przebywać razem itd. Jak sobie porównam, że mój chłopak chciał mi podrzucić do pracy tabletki przeciwbólowe, mimo że miał do mnie 40 km (nie zgodziłam się, no ale...), z tym, co mówi/robi facet autorki... Cóż. Można porozmawiać i poczekać, licząc, że coś się zmieni, kiedy związek stanie się poważniejszy, ale to chyba jednak nie zależy od statusu związku, a charakteru i priorytetów. Związek, w którym mężczyzna jest tylko wtedy, kiedy nic od niego się nie potrzebuje, wydaje mi się mocno średni.

30 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-05-17 11:02:40)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Tylko w czym ta pomoc, tak niezbędna, miałaby się objawiać, poza oczywiście podwiezieniem czy ewentualnym nadzorem, koniecznym z medycznego punktu widzenia? We wspólnym siedzeniu w poczekalni i trzymaniu za rękę, żebyś się nie bała badania czy zabiegu?
Skoro tak bardzo nie masz z niego pożytku, to dlaczego jesteście razem? Zdarzyło się to pierwszy raz z tego co mówisz, bo wcześniej sobie radziłaś sama. To nawet, zamiast prezentować taką roszczeniową postawę, zmień taktykę: przestań wymuszać a spytaj czy nie mógłby się o Ciebie zatroszczyć? Czasami, aby coś osiągnąć, ważna jest forma a nie treść komunikatu...
Poza tym, tak jak część osób już zdążyła zauważyć, on nie odstawi z Twojego powodu swojego dziecka w kąt.

EDIT: Z tymi tabletkami to ciekawy przykład, bo naprawdę gdzieś chyba leży granica rozsądku w tym staraniu się, zabieganiu czy trosce o partnera: pomijam, że teraz apteki są prawie na każdym rogu, to czy w pracy nie znajdzie się nikt, kto mógłby mieć lekarstwo pod ręką( jeśli oczywiście są w pobliżu inne osoby). Zadzwonić, spytać się o potrzebę pomocy czy wyrazić troskę o sam stan( czy ma od kogo/skąd) te tabletki dostać. Ok! Ale 40 km w jedną stronę.. smile Próbuję sobie to wyobrazić po prostu..:)

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

31

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Tylko czy ta pomoc musi być niezbędna? Bo jednak dorośli ludzie zazwyczaj są samowystarczalni, co nie zmienia faktu, że czasem prosi się o coś, żeby sobie coś ułatwić, żeby było miło, żeby coś tam. I tak, przesadzać z tym nie można, ale też mi się nie podoba "niezbędność pomocy" jako warunek udzielania jej, bo w takim razie nie mogłabym prosić nikogo właściwie o nic, a wszystkie prośby też bym z automatu musiała odrzucać ("Chcesz, żebym zajęła się Twoim kotem? Znajdź hotel dla zwierząt", "Nie zrobię Ci kawy, sam sobie zrób", "Trzeba było nosić zegarek, to byś wiedział, która godzina" itd.). Przecież nie o to w tym chodzi. Raczej o podejście partnera do autorki; o to, czy chce coś dla niej zrobić, czy nie. A nie ma tu nic świadczącego o tym, że prośbami go bombarduje co drugi dzień, przyczyna prośby też jest dość istotna, nie każe się trzymać za rączkę w kolejce do rodzinnego, zalecono jej po prostu przybycie z osobą towarzyszącą. Co w tym dziwnego, że - będąc w związku - pomyślała o swoim facecie?
A co do moich tabletek: rzeczywiście wyjątkowo nie miałam jak zaopatrzyć się inaczej, w pracy byłam z grzeczności za znajomego, poprosił, więc poleciałam, bo trzeba było szybko, zawsze jakieś przeciwbólowe mieli, ale na miejscu okazało się, że zapas został zeżarty, z pracy wyjść nie mogłam; tabletki podrzucił mi ktoś 6 godzin później. Tyle że właśnie szczegóły są nieistotne, chodziło mi o samo podejście: potrzebowałam czegoś, a mój chłopak mógł mi to dać, więc był gotowy jechać. Odmówiłam, bo wiedziałam, że 6 godzin jakoooś wytrzymam. Wiadomo, że nie było to niezbędne, ale fajnie wiedzieć, że w razie czego mogę na niego liczyć nawet w tym, na co ktoś inny powie "ee, wytrzymasz, co ja będę jeździł". Zresztą to działa w dwie strony. Jak wstaje o 3 nad ranem, żeby jechać na kontrolę, to ja wstaję razem z nim tylko po to, żeby spakować mu jedzenie na cały dzień i zrobić świeże kanapki. Nikt mi nie każe, zwyczajnie chcę, żeby było mu miło, a też mogłabym stwierdzić, że mam to w nosie, niech zje to, co mu dadzą w szpitalu (a czego zdjęcia z dziwnym upodobaniem mi wysyła; czasem nawet można zgadnąć, co to jest xD), albo niech sam wstanie jeszcze wcześniej i sobie zrobi. Przecież to nie jest niezbędne, ale... Jak wyżej. Robienie w związku tylko niezbędnych rzeczy wydaje mi się wyjątkowo... dziwne, bo co to za związek, w którym się nie chce zrobić czegoś tylko po to, żeby drugiej osobie było milej/łatwiej/lepiej?

32 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-05-17 12:54:31)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

No cóż, wygląda na to, że mam dość utylitarne i pragmatyczne podejście do życia smile
Przede wszystkim liczy się dla mnie konkretny powód, dla którego mam wykonać jakąś czynność, konkretne uzasadnienie danego postępowania. Zresztą w tym przypadku, pytanie czy facet rzeczywiście miał inne wyjście? Jeśli nie mamy nic istotnego do załatwienia, to nie widziałbym problemu. Natomiast widzę tutaj taką roszczeniową postawę Autorki, na zasadzie: "musisz" zamiast "możesz". Może właśnie pomyślał, że skoro przedtem dawała sobie radę, to teraz też sobie jakoś poradzi? A jeśli rzeczywiście trzeba obecności tej osoby, to nie widział nic złego w tym, żeby pojechała z matką, kiedy on zajął się swoim synem. Wydaje mi się( może niesłusznie), że to jest taka próba uświadomienia facetowi, że Autorka ma być najważniejsza, być wyżej nawet od jego syna. Facet sądzi, skądinąd słusznie, że nie będzie zostawiał dziecka samego, żeby czekał godzinę na rozpoczęcie treningu a Autorka, jako osoba dorosła sama sobie poradzi i choćby pójdzie do tego lekarza ze swoją matką.
Pytanie, jakby się facet zachował, gdyby nie musiał syna odwozić na ten trening? Wtedy już sprawa wyglądałaby dla mnie zupełnie inaczej.
Tak, gdy tylko mogę COKOLWIEK samemu załatwić, to staram się to robić. Jeśli ktoś mi proponuje kawę, choćby to był znajomy, u którego jestem w gościnie, to sam proponuję mu, że sobie zrobię. Mam dwie sprawne ręce i póki co jestem w stanie nimi operować smile Jeśli zaprzeczy, to trudno, ale mnie nawet to irytuje, jak ktoś mi coś podstawia pod nos, czuje się zwyczajnie niezręcznie, jak ktoś SPECJALNIE coś TYLKO dla mnie robi. Jak nikt nie może się tym kotem zająć, to się nim zajmę, wreszcie jeśli w jakikolwiek inny sposób, ktoś nie mógłby sobie takich tabletek załatwić, to mu je podrzucę. W każdym razie, pytanie o przywiezienie, nie będzie pierwszym jakie zadam smile, tym bardziej jeśli sam jestem w tym czasie zajęty. Kanapki zawsze sobie robiłem dzień wcześniej wieczorem, takie przyzwyczajenie smile

EDIT: jeśli nie ma między Wami porozumienia czy chęci wzajemnej pomocy i empatii wobec drugiej osoby, to co Was tak naprawdę łączy?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

33 Ostatnio edytowany przez szeptem (2020-05-17 12:54:41)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Wiecie, wydaje mi się że brakuje tutaj zwykłej, ludzkiej empatii, troski i jakiegokolwiek zaangażowania. To nie jest związek Autorko, a tylko luźna relacja koleżeńsko - seksualna (wyznaliście sobie miłość w ogóle?..). A i w takich sytuacjach często można na partnera liczyć. Ty nie możesz. Bo co innego, gdyby SAM zaproponował Ci swoje towarzystwo i podwózkę, a Ty przyjęłabyś je lub i nie. Ale on ma Cię po prostu gdzieś, o czym świadczy też zachowanie z okresu jak chorowałaś.
Ja bym takiego "partnera" bez żalu pożegnała.

34

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
bagienni_k napisał/a:

Może właśnie pomyślał, że skoro przedtem dawała sobie radę, to teraz też sobie jakoś poradzi? A jeśli rzeczywiście trzeba obecności tej osoby, to nie widział nic złego w tym, żeby pojechała z matką, kiedy on zajął się swoim synem. Wydaje mi się( może niesłusznie), że to jest taka próba uświadomienia facetowi, że Autorka ma być najważniejsza, być wyżej nawet od jego syna. Facet sądzi, skądinąd słusznie, że nie będzie zostawiał dziecka samego, żeby czekał godzinę na rozpoczęcie treningu a Autorka, jako osoba dorosła sama sobie poradzi i choćby pójdzie do tego lekarza ze swoją matką.
Pytanie, jakby się facet zachował, gdyby nie musiał syna odwozić na ten trening? Wtedy już sprawa wyglądałaby dla mnie zupełnie inaczej.

No oczywiście, że dałaby sobie radę. Tylko co z tego? Ludzie generalnie dają sobie sami radę ze wszystkim, bo albo mogą sami coś zrobić, albo za to komuś zapłacą, więc dla mnie to nie jest żaden wyznacznik, bo naprawdę trudno mi znaleźć coś, do czego potrzebowałabym koniecznie akurat mojego partnera. Czy to znaczy, że nigdy nie mogę od niego niczego chcieć, skoro od skończenia szkoły mieszkałam sama i radziłam sobie sama ze wszystkim?
I serio, od razu próba pokazywania facetowi, gdzie jest miejsce jego dziecka, bo autorka chciała, żeby pojechał z nią do lekarza? To czego autorka tak generalnie może chcieć od niego? Seksu i nic więcej? wink I tak, oczywiście, że autorka sobie poradzi sama, ale w związku też chodzi o to, żeby radzić sobie razem. Jak ma radzić sobie ze wszystkim sama, a facet - sam, to po co ta relacja? Znowu: dla seksu? tongue Przecież równie dobrze to mogłoby być ich wspólne dziecko i autorka mogłaby prosić o to samo - tyle że wtedy nikt by jej o coś takiego nie oskarżał, a i jej zdanie by się w sprawie dziecka liczyło (tutaj zresztą też powinno, jeśli facet myśli o autorce poważnie, ale cóż, nie sądzę).
No i właśnie ten facet nie musiał odwozić syna, przypomnę, że nie mówimy o przedszkolaku, tylko o jedenastolatku, który już jeździł na trening taksówką. Zresztą nawet gdyby tak nie było, a prośba autorki była ważna dla jej partnera, to chociaż próbowałby załatwić to tak, żeby móc z nią pojechać. Tu tego nie ma.
I ja bym, szczerze mówiąc, nie przejmowała się tym, że mam jechać sama, natomiast byłby to dla mnie jasny komunikat, że ta relacja nie jest specjalnie poważna. Bo jak mężczyzna od razu zakłada, że autorka ma prosić o pomoc matkę, siostrę czy znajomych, a nie jego... Cóż, ja bym się dziwnie czuła, gdyby właśnie mój chłopak potrzebował pomocy i prosił o to kogoś innego, jeśli ja też byłabym w stanie się tym zająć. Tzn. no nie wiem, ale nie wyobrażam sobie, że np. w małżeństwie z dwudziestoletnim stażem żona z jakimś problemem ma lecieć do mamy zamiast do męża, więc jest to dla mnie jakiś wyznacznik tego, czy się relację traktuje poważnie.

35 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-05-17 14:22:27)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Z treści całego wątku może wynikać, że właśnie wcześniej Autorka sobie radziła, mimo że zapewne oczekiwała również jakiegoś wsparcia i pomocy, jednak dawała sobie rade jakoś sama.
Teraz czara goryczy się przelała. Zatem rzeczywiście co może ich łączyć? Skoro Autorka tak bardzo się z nim nie dogaduje, to dlaczego z nim jest?
Zawsze mimo wszystko dziwnie się czyta historie gdzie ktoś wiąże się z partnerem, mającym dziecko z poprzedniego związku. Zawsze będą pojawiać się tam jakieś zgrzyty. Tym bardziej, kiedy Autorka
wyraża się o dziecku swojego partnera "synalek", jednocześnie stwierdzając: "Oczywiste jest, że facet powinien(...)", "pocieszał przed wejściem do gabinetu". Wspomniane coś było o matce( poprzedniej partnerce) dziecka - tylko, czy rzeczywiście ona mogła? Za dużo tutaj takiego podejścia typu: "facet musi", facet powinien(rzucić wszystko)". Być może gdyby to wszystko było inaczej przedstawione, to odebrałbym to inaczej.
Tak, jak wspomniałem wcześniej staram się w miarę możliwości, robić wszystko sam, swoimi własnymi siłami i środkami, uciekając się do pomocy innych tylko w ostateczności. Nie lubię, kiedy ktoś usilnie stara
mi się pokazać, że robi coś specjalnie dla mnie. Wszelkie takie gesty, odruchy czy uczynki, świadczące o zaangażowaniu dla samego ukazania, żeby komuś przyjemność sprawić czy też, aby mi się zrobiło miło
z tego powodu - cóż, odbieram to z dość dużą rezerwą. Zresztą, im bardziej i  dłużej jestem przyzwyczajony robić wszystko sam i sobie radzić, tym trudniej mi od kogoś oczekiwać takich uczynków lub samemu
takowe okazywać. Ale to tylko mój punkt widzenia smile , czy też życiowy nawyk. Myślę, że łatwiej jednak przyszłoby mi zrobić coś dla kogoś, niż oczekiwać tego samego od drugiej osoby. To, czy ktoś coś dla mnie zrobi, poza czysto utylitarną funkcją jest raczej obojętne. Zatem mogę komuś tą kawę zrobić, ale specjalnie nie odczuwam z tego powodu żadnych wyższych uczuć. Co więcej, teraz, w tym momencie nie marzę o tym, aby ktoś w moim życiu pokazywał mi swoje przywiązanie takimi gestami czy uczynkami, jeśli ktoś chce mi coś zrobić w ramach czystej przyjemności - o ile sam mogę to zrealizować, to to robię smile Skoro mam dwie ręce, to kawę mogę sobie sam zrobić..
A dla samego pocieszania kogoś przed wejściem do gabinetu miałbym średnio ochotę tam siedzieć. W końcu to tylko lekarz...

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

36

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Wiesz, ja się nawet z Tobą zgadzam, kiedy piszesz "kogoś" itd. Bo tak, gdyby KTOŚ - znajoma, koleżanka, kumpel itp. - oczekiwał, że zmienię nagle swoje plany, żeby ją pocieszać przed wejściem do lekarza, to bym się popukała po głowie, bo ani takich rzeczy nie oczekuję od znajomych, ani nie czuję się do nich zobowiązana; uważam, że takich rzeczy się oczekuje od najbliższych. Tyle że gdyby tym ktosiem miał być ktoś naprawdę bliski - przyjaciel, bliski mi członek rodziny - to zaczęłabym się zastanawiać, czy i jak dam radę to zrobić. A tu przecież mowa o partnerze autorki, osobie, która powinna być jej najbliższa (!), a okazuje się, że autorka nie może na spełnienie prośby liczyć. Ba, nawet na jakąś próbę spełnienia, typu kontakt z matką chłopca czy innymi osobami, które mogłyby go zawieźć, rozmowę z synem, czy miałby coś przeciwko jeździe taksówką itd. Tu nawet nie chodzi o to, czy to było ważne, czy to było niezbędne, a o samo podejście tego faceta do autorki. Czy on musi się z tym zgadzać, że to jest dla niej ważne? Nie, ale gdyby była dla niego ważna, to by to zaakceptował, wystarczyłoby, że dla niej to jest ważne i tyle. Jak mnie dziadek prosi, żebym znalazła jakąś niedostępna w księgarniach serię, to mu szukam i zamawiam przez internet, a nie tłumaczę, że bez tych książek przeżyje, a jak mu nie pasuje, to niech leci do empiku prosić, żeby mu sprowadzili.

37 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-05-17 16:00:31)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
Barbarian123456 napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

Nie byłabym w takiej relacji,  nie mając nic  ze strony partnera

Taka egoistyczna sucz jak ty jest tylko w siebie wpatrzona

To już podpowiada pod paragraf, 3 czy 4 konto szkalujące użytkowniczkę...


SaraS Szczerze to wątpię, czy takie zachowanie ma miejsce pierwszy raz. Jeśli nie, to dlaczego Autorka dalej jest w związku z tym facetem, z którym nie czuje się osobą ważną?

Natomiast tak szczerze, to zastanawiałbym się nad scenariuszem sytuacji, gdyby facet nie miał nic do roboty specjalnie i WTEDY nie chciał zaoferować Autorce pomocy. W sumie, to nawet gdyby był w pracy a ta praca pozwalałaby mu na wyrwanie się i odwiezienie partnerki do lekarza to już by inaczej wyglądało. W sumie to za mało wiemy, chociażby o samej jego przeszłości czy relacjach z dzieckiem i jego matką.
Widzę tutaj jednak troszkę postawę typu:" masz rzucić wszystko i być na moje zawołanie". Może inaczej bym to odebrał, gdyby Autorka przedstawiła swój problem nieco inny sposób a tak mam wrażenie, że jej osoba ma być jedyną, o którą ma się facet starać i troszczyć. Może facet tak to odbiera, i zachowuje się tak a nie inaczej? Poza tym, można się zastanowić CZY Autorka jest w ogóle kimś bliskim dla niego, skoro traktuje ją w opisany sposób? Może on tą znajomość widzi inaczej, może podchodzi (niestety!) do niej, jako dodatek do swojego życia i życia swojego syna? Niestety ta pierwsza wypowiedź Autorki brzmiała tak, jakby już rywalizowała z dzieckiem o czas, jaki facet poświęca każdemu z nich. Czysto subiektywnie patrząc, to dla mnie właśnie kluczowa jest owa "ważność" lub "niezbędność", dlatego na miejscu faceta pojechałbym przede wszystkim jednak dlatego, że było takie zalecenie. Dlaczego? Nie pomyślałbym, że dorosła osoba potrzebuje wsparcia idąc do lekarza na zabieg( w sumie nie wiadomo, o co dokładnie chodzi).
Z drugiej strony facet dał ciała chociażby tym, że nie załatwił sobie wcześniej wolnego, skoro wiedział, że akurat badanie/zabieg ma być w tym konkretnym dniu.

SaraS napisał/a:

(...)Czy on musi się z tym zgadzać, że to jest dla niej ważne? Nie, ale gdyby była dla niego ważna, to by to zaakceptował, wystarczyłoby, że dla niej to jest ważne i tyle(...)

Powiem szczerze, że z tego miejsca i aktualnego mojego stanu, ustąpienie i spełnienie czyichś pragnień, choćby dla dobrego samopoczucia i komfortu, byłoby najtrudniejsze. Tym bardziej, jeśli DLA MNIE
byłoby to zupełnie nieistotne czy wręcz absurdalne. Cały szkopuł tkwi właśnie w tym, że z pewnością istniałaby cała masa przypadków, kiedy dla mnie obiektywnie coś okazałoby się zupełnie bez znaczenia a dla kobiety (jakiejkolwiek) ogromnie ważne smile  Z dziadkiem, to zupełnie inna sprawa - raz, że rodzica, którą JUŻ mam, więc siłą rzeczy łączy mnie z nimi silna więź a dwa - ulubiona seria książek to
jednak jakoś bardziej realna i dająca się określić rzecz, niż samo emocjonalne wsparcie w poczekalni lekarskiej czy "bycie obok".

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

38 Ostatnio edytowany przez Meliska21 (2020-05-17 16:27:51)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Bagiennik ale to nie chodzi o rzucanie wszystkiego i stawianie na głowie. Chodzi o zrozumienie potrzeb partnera/partnerki. Dla jednego będzie ważną potrzebą aby partner pomógł przykręcić karnisz, a dla innego by partner był przy Tobie w ważnej czy trudnej dla Ciebie chwili, tylko dla wsparcia duchowego. Czasem ciężko wyważyć co jest ważniejsze, ale w związku często liczą się jakieś detale, które składają sie na całość.
Nie odebrałam jakoby Autorka nagminnie prosiła o coś partnera lub kazała mu wybierać ona czy syn. Jeśli partner wozi syna codziennie, to świat by się nie zawalił, gdyby jeden raz pojechał gdzieś ze swoją kobietą, tym bardziej, że można to jakoś zorganizować ( ja też jestem pragmatyczna). Jak inaczej ocenić czy komuś na nas zależy i traktuje nas poważnie, jeśli nie po takich drobnych gestach, które są podyktowane nie zawsze pragmatyzmem, a czysto ludzkim byciem przy kimś. Jednorazowo synowi świat by się nie zawalił, gdyby ojciec go nie zawiózł

39

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

albo zawiozl go wczesniej.. tym bardziej ze kilka dni twierdzil ze "cos wymyslimy" - mozna bylo uzgodnic, a jak doszlo co do czego to radz sobie sama, nawet by kogos innego poprosic to malo juz jest czasu. Sa sytuacje by w chwili gorszego samopoczucia (badanie pod narkoza, potem dochodzenie do siebie) by bliska osoba tez dopilnowala czegos jak my bedziemy w gorszej kondycji, moze to nie kwestia tylko podwiezienia.. i nie chodzi tylko o trzymanie za raczke... Kwestia na ile on jest ta bliska osoba, znaczy na ile autorka dla niego jest bliska..

40

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
agata29 napisał/a:

Dziecko jeździło już samo taksówką nie jeden raz gdy samochód był w naprawie. Dało się? Dało. Nie wymagam troski 24 godziny na dobę. Raz na ruski rok potrzebuję jakiejś pomocy. w takim przypadku nie chcę dzwonić po znajomych i rodzinie. Facet nie pracuje jedyne jego zajęcie to syn którego od poniedziałku do soboty wozi na treningi. Ja chcę pierwszy raz pomocy od pół roku. Syn ma jeszcze matke, ojczyma dziadków. Być może jeszcze kogoś ale nie wnikam. zaproponowałam żeby syna odwiozl godzinę wcześniej do szkoły niech by sobie poczekał raz na trening.. nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Dzięki za takiego faceta.

Robisz błąd, bo pomimo tego, że on traktuje cię niedzielnie:

agata29 napisał/a:

Jest to facet  bardzo grubo po 40 i chyba odpowiada mu taki stan rzeczy. Spotykanie się w weekendy i jeden dzień w tygodniu. Przyjedź napijemy się drinka obejrzymy film... Ale gdy potrzebuję pomocy to dzwoń do przyjaciela.
Już raz pokazał jak się potrafi starać gdy leżałam 2 miesiące temu chora tydzień w łóżku. też stwierdził że mama i siostra blisko mieszkają to mogą mi przywieźć jedzenie. Oczywiście pomógłby gdybym nie miała żadnej pomocy ale skoro rodzina tak blisko mieszka to przecież to one mogą mi pomóc. Bo on całe 25 km ode mnie.

nadal liczysz na niego i w przeciwieństwie do niego, jesteś z nim na zasadach związku, zamiast być po prostu na zasadzie "relax", tak jak on.

41

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Ok, rozdzielmy dwie kwestie: podejście Autorki i moje własne przemyślenia smile

Potrzeby partnerów bywają różne, wiadomo smile Czytając pierwszy post Autorki w tym wątku, odniosłem( być może niesłusznie) wrażenie, że potrzebą( ogólną) Autorki jest właśnie to, aby facet wszystko rzucił i stawał na głowie, aby tylko te potrzeby spełnić Może takie wrażenie odniosłem jedynie po tonie wypowiedzi Autorki czy sposobie wyrażania się Autorki o  tym dziecku per "synalek". Dla mnie, szczerze mówiąc, za mało jest tutaj danych na temat historii jego poprzedniego związku. W tym momencie, jeśli facet zna Autorkę od kilku miesięcy, to siłą rzeczy jego syn jest dla niego ważniejszy. Pytanie jak ważna jest Autorka? Był niedawno podobny wątek, gdzie Autorka najwięcej pretensji miała do faceta o to, że zajmuje się swoim synem z poprzedniego małżeństwa. Tutaj nie wiadomo, jak wygląda opieka nad dzieckiem ze strony jego matki, nie wiadomo zatem czy może akurat w tym momencie dzieckiem się zająć. Jeśli chłopak miałby godzinę czekać sam bez opieki na ten trening, to sam osobiście wolałbym nie ryzykować. Smutna prawda jest taka, że facet raczej traktuje Autorkę jako chwilowe urozmaicenie swojego życia, gdzie, póki co najważniejszy jest dla niego syn. Pokazał to choćby przez to, kiedy wcześniej nie zaplanował sobie wolnego, jak wiedział, że Autorka ma umówioną wizytę. Skoro facet nie liczy się z jej potrzebami, to dlaczego dalej z nim jest?
Jeśli chodzi o mnie, to właśnie cały problem byłby w tym, że o ile cokolwiek jest w miarę pragmatyczne i nie pozbawione głębszego sensu, to jestem w stanie to zrobić bez problemu smile  Natomiast wątpliwe jest dla mnie siedzenie u boku kogoś, tylko po to, żeby ktoś odczuwał ulgę z mojej obecności( bliżej nieokreślona potrzeba "bycia blisko"). Z mojej perspektywy towarzyszenie komuś na takim badaniu byłoby uzasadnione, głównie motywami medycznymi. Nie widziałbym sensu i powodu, aby pocieszać dorosłą osobę przed wizytą u lekarza. Tyle.

edit: był troll, ale już chyba zniknął...całe szczęście...

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

42

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Zarówno za te gdzie powiedzmy wychodzę na egoistyczną sukę:) jak za te, gdzie ktoś próbuje zrozumieć moje odczucia w tej sprawie.
Sprostuję ,wiadomo że człowiek w nerwach powie synuś synek nie mam nic do jego syna jeszcze go nawet nie poznałam. Cieszę się że ojciec jest zainteresowany dzieckiem. Tak jak ktoś wspomniał, facet wiedział 3 tygodnie temu o moim badaniu. Gdyby to on musiał jechać do szpitala to byłoby to dla mnie oczywiste że ja mam go zawieźć i tam być i czekać.. no chyba że faktycznie wyjazd w delegację bym miała czy koronawirusa. Nikt nie musiałby mnie prosić i pytać .. byłoby to dla mnie po prostu oczywiste. Dlatego gdy słyszę jedź sama ( niestety rano nie mogę prowadzić samochodu bo będę po specjalnych lekach przed badaniem) albo poproś tego czy tamtego to naprawdę odechciewa mi się takiego związku. Myślę że jest aż tak leniwy że nawet nie chciało mu się pomyśleć jak to rozwiązać. A gdybym nie zaczęła tego tematu? To nawet by nie zapytał jak dojadę. Naprawdę zrozumiałabym różne okoliczności. Ale wiem, że syn taksówkami już podróżował

43

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

W związku partnerzy powinni być dla siebie wsparciem. Nie chodzi o wysługiwanie się czy wykorzystywanie, ale o wzajemną troskę , zrozumienie potrzeb i symbiozę. Autorko sama musisz sobie odpowiedzieć czy ten układ Cię zadowala, bo związkiem ja osobiście bym go nie nazwała. Będąc razem wspieramy się i czasem odmawiamy sobie czegoś na poczet potrzeb bliskiej osoby. W idealnym układzie to jest obopólne i działa wymiennie. Jeśli widzisz,że  tylko ty traktujesz ten układ poważnie to nie ma sensu się męczyć.

44 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-05-17 18:13:55)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Wszystko niestety wskazuje na to, że nie jesteś dla niego tak ważna, jak oczekujesz. Pytanie też jak mocno on jest związany z synem, bo w sumie nie wiadomo tutaj czy on sprawuje opiekę czy to był akurat ten jeden dzień, kiedy on miął się nim zająć? Już sam fakt, że wcześniej sobie nie zaplanował wolnego, jak już znał datę Twojego badania. Z jednej strony, jakie plany by wcześniej się nie pojawiały to jest czas, aby się przygotować i ułożyć sobie plan. Jeśli coś się dzieje nagle, to zazwyczaj jest to coś poważnego, wtedy niewątpliwie rzuca się wszystko i leci na złamanie karku, jak sytuacja jest podbramkowa.
Zatem zastanów się czy chcesz dalej z nim być, jeśli nie okazuje Ci w ogóle zainteresowania..?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

45

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
bagienni_k napisał/a:

Natomiast tak szczerze, to zastanawiałbym się nad scenariuszem sytuacji, gdyby facet nie miał nic do roboty specjalnie i WTEDY nie chciał zaoferować Autorce pomocy. W sumie, to nawet gdyby był w pracy a ta praca pozwalałaby mu na wyrwanie się i odwiezienie partnerki do lekarza to już by inaczej wyglądało. W sumie to za mało wiemy, chociażby o samej jego przeszłości czy relacjach z dzieckiem i jego matką.

Czy wysłanie dziecka taksówką jest o tyle bardziej problematyczne od zwolnienia się z pracy, jeśli wziąć pod uwagę, że dziecko taksówką już do szkoły jeździło? Co innego, gdyby autorka wymyśliła, że życzy sobie akurat w godzinach odwożenia dziecka uprawiać z partnerem poranny jogging, a co innego, kiedy prośba jest jednorazowa i umotywowana czymś nieco bardziej sensownym od zwykłych fanaberii. Moim zdaniem, jeśli chce się tworzyć jakąś relację, nie można ot tak nie zgadzać się na wszystko, "bo sprawy dziecka", tylko dlatego że są... dziecka. Skoro wcześniej dojazd taksówką nie był problemem, to teraz też by nie był, więc argument, uważam, żaden.

bagienni_k napisał/a:

Powiem szczerze, że z tego miejsca i aktualnego mojego stanu, ustąpienie i spełnienie czyichś pragnień, choćby dla dobrego samopoczucia i komfortu, byłoby najtrudniejsze. Tym bardziej, jeśli DLA MNIE
byłoby to zupełnie nieistotne czy wręcz absurdalne. Cały szkopuł tkwi właśnie w tym, że z pewnością istniałaby cała masa przypadków, kiedy dla mnie obiektywnie coś okazałoby się zupełnie bez znaczenia a dla kobiety (jakiejkolwiek) ogromnie ważne smile  Z dziadkiem, to zupełnie inna sprawa - raz, że rodzica, którą JUŻ mam, więc siłą rzeczy łączy mnie z nimi silna więź a dwa - ulubiona seria książek to
jednak jakoś bardziej realna i dająca się określić rzecz, niż samo emocjonalne wsparcie w poczekalni lekarskiej czy "bycie obok".

Jasne, jeśli tym absurdalnym pragnieniem miałoby być odtańczenie co rano Macareny, to można się popukać po głowie, ale mówimy jednak o czymś, hm, mniej oderwanym od rzeczywistości, po prostu - być może - nie do końca zrozumiałym dla jej faceta.
Oczywiście, że z dziadkiem łączy mnie silna więź i ja DOKŁADNIE O TYM piszę. Że skoro partner ma w nosie prośbę autorki, to znaczy, że nie łączy go z nią nic specjalnego - i to byłoby (w moim przypadku) sygnałem do zastanowienia się nad przyszłością/sensem relacji, a nie sam fakt, że do lekarza skoczę z przyjacielem.

I tak już na marginesie: myślę sobie, że ta niezbędność i coś bardziej realnego/konkretnego/dającego się określić to się trochę w związku wykluczają. big_smile Tzn. podaj przykład pomocy, do której akurat partner jest mi niezbędny, a jednocześnie nie jest to coś niematerialnego. Bo tak sobie myślę, że gdybym musiała, to poradzę sobie sama ze wszystkimi konkretnymi sprawami: wymienię żarówkę, do wymiany dwóch wezwę fachowca wink, jak nie będę mogła prowadzić, to wezwę taksówkę... Generalnie od wszystkiego, z czym sobie nie poradzę, są ludzie, którzy sobie poradzą, tylko trzeba im zapłacić. Wniosek? Do żadnych "konkretnych" rzeczy partner nie jest mi niezbędny. Tak naprawdę niezbędny jest dopiero wtedy, kiedy potrzebuję tych niematerialnych rzeczy: wsparcia, bliskości, pocieszenia (dobra, akurat pocieszenia nie potrzebuję nigdy, fuj xD), uspokojenia itd., bo tylko wtedy tak naprawdę potrzebuję koniecznie jego (no dobra, przyjaciel też może być, ale działa słabiej xD).

bagienni_k napisał/a:

Jeśli chodzi o mnie, to właśnie cały problem byłby w tym, że o ile cokolwiek jest w miarę pragmatyczne i nie pozbawione głębszego sensu, to jestem w stanie to zrobić bez problemu smile  Natomiast wątpliwe jest dla mnie siedzenie u boku kogoś, tylko po to, żeby ktoś odczuwał ulgę z mojej obecności( bliżej nieokreślona potrzeba "bycia blisko"). Z mojej perspektywy towarzyszenie komuś na takim badaniu byłoby uzasadnione, głównie motywami medycznymi. Nie widziałbym sensu i powodu, aby pocieszać dorosłą osobę przed wizytą u lekarza. Tyle.

Tak że tego, no... To co napisałam wyżej + bierzemy pod uwagę związek. W związku ludzie się kochają, chyba. Jak się kochają, to chyba można posiedzieć przy kimś tylko po to, żeby mu było milusio? wink

46

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

to, że dla Ciebie autorko coś jest oczywiste to nie oznacza, że dla drugiej osoby również.
masz dla niego mniejszą ważność niż on dla ciebie.
od ciebie zależy co z tym zrobisz.
moim zdaniem w najlepszym wypadku zmniejszyć jego ważność w twoich oczach, w najgorszym po prostu olać typa.

47 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-05-17 18:28:55)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Niektórzy ludzie są po prostu zbyt wygodni, leniwi czy wygodniccy. Chociaż można powiedzieć z drugiej strony, że to indywidualność, niezależność czy niechęć do zmian wszelakich, aby poświęcać komuś czas, oferować owo wsparcie czy troskę i zrozumienie. Może dlatego osobom żyjącym samemu( nie mylić z samotnymi tongue) tak trudno ogarnąć pewne kwestie, szczególnie odmawianie sobie czegoś czy pójście na kompromis, bo wyjście ze swojej strefy komfortu bywa dość trudne. Widzę to po sobie, bo gdyby teraz miałbym to zmieniać, to epidemia COVID-19 nie wstrząsnęłaby tak moim życiem jak zmiana pewnych przyzwyczajeń smile
W wypadku Twojego partnera, póki co, najważniejszy jest w jego życiu syn.

EDIT:
SaraS O spełnianiu potrzeb czy oferowaniu rzeczy niezbędnych wspomniałem w kontekście ogólnym, iż takie rzeczy przychodzą mi łatwiej. Cały szkopuł w tym, że wszystko to, co jest tak cenne dla ludzi w związku, owo duchowe porozumienie, bliskość, wsparcie czy bycie obok "po prostu" a tym bardziej pocieszanie wywołuje u mnie uczucie niezręczności. Zaledwie kilka razy byłem w takiej sytuacji, ale samo pocieszanie kogoś, czy emocjonalne wsparcie typu: "Nie martw się, będzie dobrze!" połączone z przytuleniem, przychodzi mi z trudem, wywołując uczucie konsternacji, czuje się jak słoń w składzie porcelany smile tudzież jak na rozżarzonych węglach. Dlatego nie odczuwam z tego żadnej satysfakcji i co więcej, nie brakuje mi tego ani tego nie łaknę, jako singiel..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

48 Ostatnio edytowany przez Stella18 (2020-05-17 18:42:52)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
Salomonka napisał/a:
agata29 napisał/a:

Jestem z facetem od pół roku. Dzisiejsza sytuacja pokazała, że nie można na niego liczyć...
W poniedziałek mam badanie pod narkozą. Oczywiste jest , że to facet powinien rano zawieźć mnie do szpitala i przy mnie być gdy się obudzę. Cały tydzień pytam czy mnie zawiezie, bo wozi codziennie synalka do szkoły. Cały tydzień słyszę że coś wymyślimy. Dziś sobota, dopytuje co z poniedziałkiem, a on żebym wzięła taksówkę albo siostrę poprosiła czy kogos innego z rodziny...mówię że mam jego i to on powinien zapewnić mi dojazd i powrót . Nie jadę na zwykłe badanie, jest to coś stresującego i pod narkozą , auta nie mogę prowadzić więc chcę pomoc, a taksówkę może też załatwić synowi 11 letniemu albo pozwolić matce syna się wykazać i jej kazać odwieźć ten jeden raz syna do szkoły. Zaproponowałam żeby zawiózł go godzinę wcześniej niech siedzi i czeka . Stwierdził że myślę tylko o sobie... Faktycznie ? Chciałam żeby to on mnie zawiózł i pocieszał przed wejściem do gabinetu  , a teraz muszę szukać kogoś innego kto na szybko mnie zawiezie. Jak ja mam być z kimś takim ..

Sorry, ale facet to nie twoja niańka. Umiesz liczyć, licz na siebie. Bardziej chyba przemawia przez ciebie zazdrość, że facet nie rzuca wszystkiego, nie zostawia syna na środku drogi i nie biegnie z tobą na rękach na badanie do szpitala.

Chyba coś nie tak w tej waszej relacji, ale czego się spodziewać, jesli trwa tylko pół roku. Dotrzecie się..... chyba..

Dlaczego od razu nianka?Dojrzały facet pomaga swojej kobiecie,szczególnie wtedy,gdy idzie o jej zdrowie.Nikt nie mówi że ma sie synem nie zajmowac ale ja tu widzę słabe zaangażowanie z jego strony względem niej.Skoro ta pani ma liczyć tylko.na siebie będąc z kimś co jest dla mnie niezrozumiałe to po co mu kobieta?

49

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
SaraS napisał/a:
agata29 napisał/a:

Nawet gdybym miała operację na otwartym sercu postąpiłby tak samo .. może i umierająca nie jestem, ale gdyby to on musiał przez to wszystko przejść, na pewno nie chciałby być sam, zresztą jest jasno napisane, żeby przyjść z osobą towarzyszącą. Mamę mam brać? Mama chodziła ze mną gdy byłam dzieckiem ,nie teraz.
Każdy widzę najmądrzejszy na tym forum.
Na szczęście mam wielu znajomych na których mogę liczyć, ale wstyd mi było prosić kolegę który chętnie mi pomoże pomimo że idzie do pracy

Miałabym podobne odczucia. Tzn. miałabym wrażenie, że nagle związek został zdegradowany do licealnego umawiania się po szkole, gdzie można się fajnie razem bawić, ale nic poważniejszego, bo w razie czego do lekarza zabierze się mamę. Oczywiście pana do niczego nie zmusisz, ale ja bym się mocno zastanowiła nad tym, jak ten związek dalej ma wyglądać. Co innego, gdyby on faktycznie nie mógł, różnie bywa, ale skoro syn wcześniej jechał do szkoły taksówką, to i teraz by mógł. Mi by nie odpowiadał układ, w którym - gdy coś się dzieje - nie mogę liczyć na swojego partnera, tylko muszę prosić o pomoc rodziców czy znajomych. Bo jak to? Jak dobrze, to jesteśmy razem, ale jak czegoś potrzebuję, to zamieniam się nagle w singielkę? Dziękuję bardzo.

Zgadzam się z powyższym.Oczywiscie że Pan nic nie musi.Ale jeśli mu nie zależy za bardzo to tak będzie sie zachowywał.

50

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Bagienni_k, jasne, ja typowego pocieszania akurat też nie lubię, ale autorka go potrzebowała. Zatem właściwie to trafiłeś w sedno, bo facet autorki singlem nie jest, więc jej potrzeby również powinien brać pod uwagę. A tego nie ma.

51

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Generalnie człowiek nic nie musi... ale powinien też mieć świadomość konsekwencji takiej postawy na życie.  Dla mnie uciekanie od odpowiedzialności za bliskie nam osoby jest nader  wygodną postawą życiową, a już delegowanie pewnych "powinności" na matki, siostry, czy sąsiadów partnera uważam za kpinę w żywe oczy. W dodatku kiedy autorka wątku  wsparcia potrzebuję sporadycznie. Rozumiem troskę ojca o dziecko ( chwali się ), ale ono jest półsierotą ?  Matka dziecka mając na względzie sytuację nowej partnerki byłego męża nie może ojca dziecka raz na pół roku wyręczyć ? Naprawdę ?

Osobiście należę do do osób bardzo samodzielnych i samowystarczalnych. Rzadko proszę kogokolwiek o jakąkolwiek pomoc, ale nie wyobrażam sobie, aby w takiej sytuacji mój partner mógł się odwrócić do mnie odwłokiem. Po takiej akcji zasadziłabym mu zwykłego chamskiego kopa bez zbędnych tłumaczeń, bo jak dla mnie w takiej sytuacji gadać to tu już nie ma o czym...

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

52 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2020-05-17 21:12:08)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
Stella18 napisał/a:
Salomonka napisał/a:
agata29 napisał/a:

Jestem z facetem od pół roku. Dzisiejsza sytuacja pokazała, że nie można na niego liczyć...
W poniedziałek mam badanie pod narkozą. Oczywiste jest , że to facet powinien rano zawieźć mnie do szpitala i przy mnie być gdy się obudzę. Cały tydzień pytam czy mnie zawiezie, bo wozi codziennie synalka do szkoły. Cały tydzień słyszę że coś wymyślimy. Dziś sobota, dopytuje co z poniedziałkiem, a on żebym wzięła taksówkę albo siostrę poprosiła czy kogos innego z rodziny...mówię że mam jego i to on powinien zapewnić mi dojazd i powrót . Nie jadę na zwykłe badanie, jest to coś stresującego i pod narkozą , auta nie mogę prowadzić więc chcę pomoc, a taksówkę może też załatwić synowi 11 letniemu albo pozwolić matce syna się wykazać i jej kazać odwieźć ten jeden raz syna do szkoły. Zaproponowałam żeby zawiózł go godzinę wcześniej niech siedzi i czeka . Stwierdził że myślę tylko o sobie... Faktycznie ? Chciałam żeby to on mnie zawiózł i pocieszał przed wejściem do gabinetu  , a teraz muszę szukać kogoś innego kto na szybko mnie zawiezie. Jak ja mam być z kimś takim ..

Sorry, ale facet to nie twoja niańka. Umiesz liczyć, licz na siebie. Bardziej chyba przemawia przez ciebie zazdrość, że facet nie rzuca wszystkiego, nie zostawia syna na środku drogi i nie biegnie z tobą na rękach na badanie do szpitala.

Chyba coś nie tak w tej waszej relacji, ale czego się spodziewać, jesli trwa tylko pół roku. Dotrzecie się..... chyba..

Dlaczego od razu nianka?Dojrzały facet pomaga swojej kobiecie,szczególnie wtedy,gdy idzie o jej zdrowie.Nikt nie mówi że ma sie synem nie zajmowac ale ja tu widzę słabe zaangażowanie z jego strony względem niej.Skoro ta pani ma liczyć tylko.na siebie będąc z kimś co jest dla mnie niezrozumiałe to po co mu kobieta?

Jest różniaca między związkiem dwojga ludzi w którym każde zna swoje zobowiązania wobec drugiej strony, a znajomością, gdzie dwoje ludzi spotyka się weekendy na drinka i oglądanie telewizji. Ta para zna się raptem od kilku miesięcy i to na zasadach jakie podałam wcześniej. Totalnie nie rozumiem kobiet, które wyobrazają sobie zbyt wiele po zwykłej znajomości przydając jej znaczenie, jakie same sobie wymyśliły. Rozczarowanie zwykle bywa bardzo bolesne, gdy im facet uświadomi, do czego mają prawo a czego w ogóle spodziewać się po nim nie powinny. Tutaj facet określa swoje granice bardzo dokładnie, pokazuje gdzie jest miejsce autorki w jego szeregu, a autorka zaczyna mieć do niego pretensje jak żona po latach wspólnego życia. Natomiast pytanie "po co mu taka kobieta" pozostawię jako retoryczne, bo można się tego domyślić. Jeśli autorka ma z tym problem, to jeszcze wiele rozczarowań ją spotka ze strony tego pana. Można natomiast pytanie odwrócić i zapytać; Po co jej taki facet? I czemu ten,  a nie inny.

53 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-05-17 21:38:57)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta

Czy taką znajomość można nazwać stałym związkiem czy luźną znajomością, to już właśnie kwestia interpretacji każdej ze stron. Niestety obie w tym przypadku mają odmienne zdanie. Dla faceta priorytetem jest jego syn, może nie odchorował jeszcze rozstania z żoną/poprzednią partnerką? Mało cokolwiek wiadomo na ten temat..Tak poza tym, to pół roku dla niektórych wystarczająco długo, aby się zaangażować czy nawet oświadczać a dla innych zaledwie początek do czegoś poważniejszego...

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

54 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2020-05-17 21:41:20)

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
agata29 napisał/a:

Jestem z facetem od pół roku. Dzisiejsza sytuacja pokazała, że nie można na niego liczyć...
W poniedziałek mam badanie pod narkozą. Oczywiste jest , że to facet powinien rano zawieźć mnie do szpitala i przy mnie być gdy się obudzę. Cały tydzień pytam czy mnie zawiezie, bo wozi codziennie synalka do szkoły. Cały tydzień słyszę że coś wymyślimy. Dziś sobota, dopytuje co z poniedziałkiem, a on żebym wzięła taksówkę albo siostrę poprosiła czy kogos innego z rodziny...mówię że mam jego i to on powinien zapewnić mi dojazd i powrót . Nie jadę na zwykłe badanie, jest to coś stresującego i pod narkozą , auta nie mogę prowadzić więc chcę pomoc, a taksówkę może też załatwić synowi 11 letniemu albo pozwolić matce syna się wykazać i jej kazać odwieźć ten jeden raz syna do szkoły. Zaproponowałam żeby zawiózł go godzinę wcześniej niech siedzi i czeka . Stwierdził że myślę tylko o sobie... Faktycznie ? Chciałam żeby to on mnie zawiózł i pocieszał przed wejściem do gabinetu  , a teraz muszę szukać kogoś innego kto na szybko mnie zawiezie. Jak ja mam być z kimś takim ..

Przeczytałam autorko cały Twój wątek i wiele jest tu różnych opinii i podejścia do opisywanej przez Ciebie sytuacji. To tylko pokazuje, jacy ludzie są odmienni i jak inaczej podchodzą do tych samych kwestii.
Cóż, jedni będą tak jak Ty uważać, że oczywistą oczywistością jest to, że partner bezwzględnie POWINIEN to i tamto, drudzy będą upierać się, że pewne powinności to dopiero po....zamieszkaniu razem, albo ślubie, albo i trójce wspólnych dzieci, albo nawet nigdy i radzić musisz sobie sama.
Ale mniejsza z tym, jak związki widzą i układają sobie inni, bo ważne jest to, żebyś Ty ze swoim partnerem ustaliła, co jest ważne dla Was w Waszej relacji. Wg mnie związek to relacja wzajemnie zależna, a ludzie ją tworzący coś ważnego i cennego chcą sobie dawać, ale także chcą coś dostać. Dlatego Twoje oczekiwania nie są jakieś odjechane, skoro chciałabyś otrzymywać od swojego partnera troskę i opiekę w trudnych dla Ciebie sytuacjach.
Tyle, że jak zrozumiałam Twoje wypowiedzi, autorko, w tym wątku, to nie mówisz swojemu partnerowi, że Tobie zależy na ego trosce i opiece, bo czujesz to, co czujeSz (obstawiam, że się obawiasz badania, a przynajmniej czujesz niepewność), i to jest dla Ciebie trudna sytuacja. Zamiast tego prosisz go o podwiezienie na miejsce i towarzyszenie Tobie. No wiesz, odwieźć Ciebie na miejsce badania i towarzyszenie Tobie podczas niego, to rzeczywiście może każdy, więc może zacznij od jasnego komunikowania swoich prawdziwych potrzeb i oczekiwań wobec partnera. Bo jeśli rzeczywiści zależy Tobie na zawiezieniu i przywiezieniu Ciebie z badania, to robisz z partnera taksówkarza, ale jeśli pragniesz jego uwagi, troski i zaopiekowania, to mu to wyraźnie powiedz.

55

Odp: Brak pomocy ze strony faceta
MagdaLena1111 napisał/a:

Tyle, że jak zrozumiałam Twoje wypowiedzi, autorko, w tym wątku, to nie mówisz swojemu partnerowi, że Tobie zależy na ego trosce i opiece, bo czujesz to, co czujeSz (obstawiam, że się obawiasz badania, a przynajmniej czujesz niepewność), i to jest dla Ciebie trudna sytuacja. Zamiast tego prosisz go o podwiezienie na miejsce i towarzyszenie Tobie. No wiesz, odwieźć Ciebie na miejsce badania i towarzyszenie Tobie podczas niego, to rzeczywiście może każdy, więc może zacznij od jasnego komunikowania swoich prawdziwych potrzeb i oczekiwań wobec partnera. Bo jeśli rzeczywiści zależy Tobie na zawiezieniu i przywiezieniu Ciebie z badania, to robisz z partnera taksówkarza, ale jeśli pragniesz jego uwagi, troski i zaopiekowania, to mu to wyraźnie powiedz.

Wg mnie tu chodzi też w jaki sposób zostało to przekazane. Bo jesli Autorka powiedziała parnerowi, że się boi i chciałaby/zależy jej aby był przy niej i ją wspierał a on by to zlekceważył to kawał gnojka z niego. Ale jeśli autorka powiedziała wprost, że chce tylko aby ją zawiósł to faktycznie...nie widzę się, że partner zareagował tak a nie inaczej.

?Wierzę w karmę. Dostajesz to, co dajesz, czy to złe, czy dobre. ?

Posty [ 1 do 55 z 96 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Brak pomocy ze strony faceta

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018