Marcina poznałam na domówce, nie spodobał mi się... jednak ja wpadłam mu w oko. Chłopak starał się, aż w końcu postanowiłam dać się namówić na spacer.. I tak się zaczęło, pierwszy drugi spacer.. z nienawiści naprawdę go polubiłam. Jednak zawsze byłam oschła jeśli chodzi o uczucia, wmawiałam mu że na się nie nadaję na związek, a go traktuję Jak przyjaciela. Zawsze mogłam z nim pogadać o wszystkim, zawsze przy nim czułam się taka szczesliwa.. nie szukałam wtedy nikogo. Dobrze mi bylo samej i on o tym wiedział. Jednak dalej spotykaliśmy się i spedzalismy wspolnie czas.
Jakiś czas temu poznałam Doriana i szybko weszlam z nim w zwiazek, jednak to nie bylo to. Nie czułam nic do niego.. Nie czułam się przy nim tak jak przy Marcinie. Zrozumiałam, że się trochę zagubiłam że to czego szukałam już miałam. Zdradziłam Doriana z Marcinem....... fakt, jeden niewinny pocałunek, ale wstyd mi jest się nawet do tego przyznać. Postanowiłam powiedzieć mu o tym i po prostu odejść... Dorian był idealny, dawał mi wszystko i wybaczyl by mi wszystko. Błagal o powrót.. ale nie mogłam z nim być już.
W tym samym czasie zaczęłam związek z Marcinem.. wyszło to z jego inicjatywy. Dla mnie to było może i za szybko. W każdym bądz razie chciałam jeszcze to wszystko ukrywać.. On źle się z tym czuł, ciagle były kłótnie o to...on stracił do mnie zaufanie, nie wierzył mi praktycznie... Jednak nie potrafię być normalnie w zwiazku i zachowywać sie tak jak te wszystkie pary.. Małymi kroczkami do celu próbowałam. Często słyszałam, ze nie mowie mu o wszystkim.. Po za tym był bardzo zazdrosny o Doriana z którym dalej miałam kontakt. Chciał mnie mieć tylko dla siebie. Rozumiem go. Z mojej strony wyglądało to bardziej jak związek bez zoobowiązań.. a Marcin chciał poważnego związku.
Gdy już naprawdę było źle, kłótnia sprzeczki, do tego umknęło nam pare spotkań z nieporozumienia postanowiłam, że wyjedziemy nad morze (bo mamy blisko) spedzic ten dzien razem tylko ja i on. W ten sam dzień godzinę przed wyjazdem gdy już byliśmy praktycznie gotowi, pokłóciłam się z moja mama, doczepiła się do mnie do czegoś i z małej klotni wyszła ogroma... Takiej kłótni nigdy jeszcze w moim życiu nie było z nią.. doszło do takiego stopnia że leżałam i płakałam.. moja mama też płakała. Dostałam zakaz, dostałam w twarz, za pare słów wypowiedzianych w nerwach i napisałam mu że przepraszam, że nie jedziemy, bo nie mogę. Nie mogłam nawet się ruszyć z domu, chociaż tak bardzo chciałam. Tak bardzo chciałam żeby było dobrze, chciałam sie z nim spotkać, tak się stęskniłam. Napisałam do niego czy wyjdzie chociaz na spacer, bo pomyślałam, że zabiore klucze i wyjde.. nie mialam zamiaru siedzieć w domu.. dostałam odpowiedz, że pojechał gdzieś i może później. Jak to odczytałam to nawet nie odpisujac wyszłam, i sama chodziłam po parku i płakałam cały czas. Po godzinie wróciłam i dostałam odpowiedz od niego czy wyjdę teraz, że on już idzie po mnie. Wyszłam pogadaliśmy, on był zly, byl bardzo zły. Powiedział, że cały czas go wystawiam, że się z nim nie liczę, że znowu się na mnie przejechał, że on tak nie może.. że poddaje się i kończy to.. i sobie poszedł.....
Napisałam do niego, że ja tego tak nie zostawie, ze jest wszystkim.. Napisał, że już się nie zmienie.. a nikomu z nas nerwy nie są potrzebne.. później napisałam ze sie zmienie itp itd. napisał, że idzie gdzies tam i pożegnał się. No i się nie odzywa..
Nie rozumiem tylko dlaczego tak zrobił, przecież nie podejmuje sie tak waznych decyzji pod wpływem emocji..
Chyba nie musze pisać, że moje życie się zawaliło.. z mama juz jest okej.. w sumie nadal mam do niej żal wielki, bo gdyby nie ona i gdybym pojechała z nim nad morze.. to może wszystko byłoby dobrze....
Myślicie, że da się jakoś to zmienić? Naprawdę zrozumiałam jak wiele dla mnie znaczył i w sumie żałuje strasznie wszystkich błędów, chociaż nie wiem czy juz nie jest za późno.
Tak samo nie chcę, go zmuszać do powrotu.. nie chcę żeby był ktoś z litości ze mną. Chcę żeby to była jego decyzja..