Witam!
Mam taki bardzo nietypowy problem z mężem. Jesteśmy małżeństwem ponad 20 lat, mamy dwie dorosłe córki. Obydwoje pracujemy, mieszkamy sami. Jak dotąd nie było między nami większych problemów. Jakiś czas temu, ciotka mojego męża zadzwoniła do niego i powiedział mu, że nasze córki nie są jego dziećmi. Bo nawet nie są podobne, poza tym ja to taka jestem ### że jak go nie to go zdradzam. TO NIEPRADA!!! No ale cóż on uwierzył ciotce, wyprowadził, się. Nasze córki się o tym dowiedziały, i koniec końcem zrobili badania DNA. Ja byłam pewna wyniku. Oczywiście wynik wskazał na to, że jak to się mówi ,,ojciec się nie wyprze''. Ze względu na jego pracę miałby prawo tak pomyśleć, gdyby to były wpadki. Ale przecież ja urodziłam dzieci 5 lat po ślubie i obydwie planowane,chciane. No sumie trochę mi było przykro, że mi nie ufa z drugiej, teraz po badaniach nikt mi nic nie zarzuci. Ok dogadaliśmy się. Bo my jesteśmy za dobrym małżeństwem żeby nas ciotka poróżniła. Minęło kilka miesięcy, odkryłam, że mój mąż mnie sprawdza. Co gorsza jakiś czas temu zrobił coś takiego, że jak go nie było dwa tygodnie wynajął na ten czas detektywa. I chyba to trwało kilka dni, bo on jak do mnie dzwoni to ja mu zawsze mówię prawdę o tym co robię, co robiłam cały dzień, jak w pracy. Nie mam jakiś specjalnych tajemnic. No i było tak np. przyszedł do mnie mój szef wieczorem w sprawie służbowej, on zadzwonił pyta: co robię, czy już śpię, ja mu mówię, że jest u mnie szef, bo mamy sprawy służbowe. No to on mówi żebym oddzwoniła jak ten szef wyjdzie. Więc wyszedł ja oddzwaniam a potem ten inwigilator dzwoni i potwierdza, że szef wyszedł, że jestem sama czyli mówię prawdę. I takich kilka akcji zrobili. W końcu sam ten detektyw stwierdził, że szkoda pieniędzy, bo nie ma czego sprawdzać, że żona uczciwa. A, ze z mojego męża z żaden spiskowiec i konspirator. Wszystko się szybko wydało. Doszłam do wniosku, że on może chce rozwodu i tak chce mnie ,,zajść'' i powiedział mu wtedy wprost, tym razem ja go podebrałam, że już złożyłam pozew, że ma drogę wolną. Mamy dorosłe dzieci, ja mam prace mieszkanie, nie jestem od niego w niczym zależna. On ma swoje mieszkanie intercyzę mamy. Sąd by dał rozwód na pierwszej rozprawie. I on się wtedy strasznie przestraszył. Zdenerwował się, że mi nigdy nie da rozwodu, że przesadzam. No więc kazałam mu wyjaśnić swoje zachowanie: powiedział, ze żony jego kolegów zdradzają, prawie wszystkie i to takie brzydkie, nieatrakcyjne kury domowe, to ja atrakcyjna z pracą i mieszkaniem to już na bank, mam co najmniej kilku. Że zrobił to z zazdrości, że mnie bardzo kocha, nie może uwierzyć, że taka piękna tyle młodsza kobieta jest jego żoną. I że to było ostatni raz, że teraz to mnie jeszcze bardziej kocha, i na pewno nie będzie rozwodu. W sumie to ja jego też, i nie chciałabym się rozwieść. Ale jeszcze jest taka sprawa, że to on mi daje powody do zazdrości a nie na odwrót. Dlaczego?!
Mam kilka pytań:
Po pierwsze dlaczego jeszcze mógł kazać mnie sprawdzić?
po drugie czy myślicie, ze on mnie jeszcze kocha?
Po trzecie a może to on zdradza?
No nie wiem nic innego nie przychodzi mi do głowy. A nie mam z kim o tym mówić bo rodzinie wstyd się przyznać, znajomym tym bardziej.
Ja jak się dowiedziałam, że mnie skontrolował to w pierwszej chwili pomyślałam, że zwariowałam, że to niemożliwe, że po prostu mam paranoję. Ale no niestety to prawda, czy komuś z Was kiedyś zdarzyło się żeby bliska Wam osoba urządziłam Wam taką kontrolę?