Jestem nowa i jeśli powinnam napisać w innym miejscu to proszę o informację...
Hmm od czego zacząć... Wiem że łatwo wam będzie pisać "po co brałaś ślub" , "rozwiedź się" itd...
Ale ja już nie wiem. Mam 22 lata, mój mąż 25. Jesteśmy 3 miesiące po ślubie a ja czuje się jak wrak, ciągłe nerwy, problemy, schudłam bardzo, chociaż ważyłam ledwo 50 kg.
Ogólnie wiem że troche mnie ciągnęło do ślubu bo nie miałam prawdziwej rodziny, ojciec pił, szybko się od niego wyprowadziliśmy, byłam jeszcze w podstawówce i nie mam z nim kontaktu.Zawsze szybko się zakochiwałam i szybko rozczarowywałam, z męzem znalismy się od gimnazjum a spotykaliśmy z 4 lata.
Przed ślubem było dobrze, normalnie..jego rodzina miała do mnie normalny stosunek, chociaż ogólnie to ludzie którzy mają gdzieś swoje dzieci, na niczym im nie zależy a jeszcze często potrafili ciągnąć od mojego męża pieniądze. Z jego rodzeństwem miałam nawet bardzo dobry kontakt. Jestem chrzestną jego siostrzeńca i dużo pomogłam jego siostrze, nawet moja mama znalazła jej prace.
To on sam się oświadczył, nie nalegałam nawet o tym nie myślałam, to jemu bardzo zależało, byłam szczęsliwa zaczęliśmy myśleć o ślubie i tak zleciało prawie 2 lata.. Troche to wyglądało że dla niego ten ślub to takie odcięcie od rodziny,troche toksycznej..Pare miesięcy też mieszkał u mnie, moja mama była dla niego dobra, nawet mój brat był zazdrosny, a mimo tego dawał rodzicom pieniądze za to że tam "mieszka" chociaż spał jadł i się kąpał u mnie...
I zaczeło się od tego durnego ślubu,teraz już nikomu nie polecam bo to była najgorsza decyzja, czasem myśle że bez tego ślubu bylibyśmy sto razy szcześliwsi.
Jego rodzina miała wszystko gdzieś, sukienke chciałam pokazać to teściowej to nie interesuje, pokazałam zdjęcie męża w smokingu to jedyny komentarz że był za drogi, nie zajmowali się niczym.Nagle 2 tyg przed ślubem jakby się w łeb walnęli, wszystko złe, nie takie, nie ma schabowego, a nie dawali grosza!! w ogóle zaczęli mieć taki wpływ na niego że tydzień przed weselem nawet bał się przyjeżdzać do mnie, to było jakieś chore, do mojej mamy wpadli ale oczywiście w tajemnicy przed moim mężem robić awanture, a to moja mama brała KREDYTna wesele i reszte mieliśmy płacić z pieniędzy weselnych.
Wesele było piękne i cudowne ale oni olali wszystko nawet moja mama latała z ciastem żegnać tyh drugich gości, których nie znała...
A po weselu dramat...
Już pod salą o 6 rano po weselu mój teść powiedział do mojej mamy że jak tak bardzo ja chce ich działke to mi dadzą (jakbym brała ślub dla ich działi a ja jej nawet nie chce)
Mó mąż troszke za dużo wypił i w ogóle w niedziele po weselu pojechał do nich, a ja wróciłam sama do domu... i w ogóle w tej rozmowie nad ranem też coś powiedział do mojej mamy że on ze mną zył nie bedzie, a tak sie chyba nie mowi pare godzn bo slubie...
Także niedziele spędziliśmy osobno co było jakieś chore,okazało się ze jego rodzina zrobiła na podworku mega poprawiny hmm bez panny młodej, chorzy ludzie, nawet nie zadzwonili no nic. Na ślub nam nie dali nawet kartki z życzeniami, prezentu no nic ani grosza przed ani po.
Te poprawiny sobie wyjaśniliśmy, dla mnie to jakaś patologia bo to troche wyszło jakby oni osaczyli mojego meza, kazali mu siedziec nie dzwonic do mnie i nie jechac,porazka ale jak dla mnie to on ma swoj mózg to jakby chciał to by postąpił inaczej...
I po weselu to już tylko dramat.. moja mama pozwoliła nam mieszkać z nią, nic nie płacić i odkładać pieniądze. Jednak mój mąz pracuje od rana do nocy, dwa razy dziennie wstępuje do rodziców, bo ma tam sprzęt ale dla mnie to żadna wymówka bo kupił busa i co potrzebuje to może tam wozić.
Mnie tam nie tolerują, nie chcą ale jak już przyjade to są tacy mili że rzygam tęczą i jak mam powiedzieć męzowi że chce już jechać,oni coś szepczą jak nie patrze a ja siedze jak wróg...
On niczego nie widzi, nie rozumie.Dla niego liczą się tylko oni i ich zdanie, rodzeństwa tak słucha że jak mu powiedzieli że jest pantoflem to zamiast zastanowić się czy tak jest (a nie jest!!) to kłocił się ze mna., że no tak robie z niego pantofla.
Raz się pokłociliśmy i on zaczął mnie obrażać wiec uderzyłam go w twarz, niestety widziała to jego siostra, akurat ta której dużo pomogłam i niemal wychowałam dzieci i zrobiła awanturę, że ja jestem chora, psychiczna, zabije go i że ona zrobi wszystko żebyśmy nie byli razem i go zawiozła do rodziców... dla mnie to masakra bo jakim prawem ktoś się wtrąca.
Od tej sytuacji w ogóle się do mnie nie odzywają ale ja widze że to była kwestia czasu że szybciej czy później by coś się znalazło żeby sie nie odzywać... Mąż słucha ich i we wszystko wierzy, do mnie nie mówią nawet cześć i on mi mówi wprost że jemu to nie przeszkadza że oni nie mają do mnie szacunku i się nie odzywają, ale że ja powinnam odpuścić i się odzywać bo jemu przykro.
Jexdzi do rodziców sam dwa razy dziennie, chodzi do rodzeństwa sam, bo do mnie się nie odzywają. Teraz kłocilismy sie cały tydzień, aż się wyprowadził do rodziców i akurat w weekend były chrzciny jego siostrzeńca na które jako tako zaproszenia nie dostałam więc skoro on tam spał to ja nie poszłam bo się nie odezwał. A później powiedział że mogłam napisać to by przyjechał.To mu tłumacze że ma swój rozum i nie mogę go ciągle prosić o wszystko, żeby mnie zabierał spędzał ze mną czas itd.Kocham go ale już mi brakuje sił, oni mają na niego ogromny wpływ, nie wiem jak bo ja takiego wpływu mieć nie potrafie, od jakiegoś czasu jakby się mnie wstydził, szczególnie przy kimś bo się z niego nabijają, śmieją się też ze mnie. On tego nie widzi, ciągle jest tylko że ja mu zabraniam jeździć do rodziców, chodzić do siostry, to ja się do nich nie odzywam no i że to ja go uderzyłam. Tylko że on mnie wtedy obraził i krzyczał i my się przeprosiliśmy i było ok a ci go tak buntują ciągle.
Nie wiem co robić, on od trzech dni spi u rodziców i wczoraj do mnie napisał czy ma wrócić.. i tak ciągle nie ma własnego zdania a poźniej ma pretensje ze ja mu każe to czy tamto.
POwiedziałam że moim warunkiem jest że pójdziemy do psychologa to on definitywnie że on nie pójdzie. i teraz nie wiem czy mam się trzymać tego że to warunek i koniec czy już odpuścić...
Chciałabym się pogodzić, ale on już przez to wszystko sam nie ma do mnie szacunku, śmieje się jak próbuje z nim rozmawiać coś wyjaśnic,totalnie mnie olewa a co najgorsze okropnie mnie traktuje jak wypije alkohol na grillu czy u znajomych, w ogóle jak wroga i się tylko rzuca a wczęsniej tak nie było i ja też jestem przewrażliwiona i nie lubie jak on się czasem bardzo upija bo mój ojciec pił,ale na szćżęscie on pije bardzo okazyjnie, jednak no o czymś to świadczy że się tak zachowuje...
W ogóle narazie tylko siedze i myśle co dalej, zaczęłam chodzić do psychologa bo jestem szczępkiem nerwów, nie jem i zamknęłam się w sobie bo taka prawda że żaluję że już nie wiem po co nam to było, książkowo myslałam że bedzie idealnie a wyszło jak zawsze... Przeraża mnie myśl o rozwodzie ale ja nie wiem czy on się zmieni. Niby obiecuje ze nie bedzie jezdził do rodziców ale mi nie o to chodzi, tylko żeby te kontakty ograniczył i miał swoje życie, zadbał o małżeństwo. Ostatnio też dowiedziałam się ze oni mówią ze ja przewalam pieniadze meza itd i jakoś to olałam a za chwile mi się lampka zaświeciła że on od pewnego czasu trzyma portfel w aucie, a jak mówie że potrzebuje na coś 5 zł to on mi tyle daje, tak mi wylicza. Ostatnio myślałam że dostane szału, moja mama była na wakacjach a on nawet nie zostawiał mi pieniędzy na zakupy, a ja nie jestem w stanie się ciągle prosić. On pracuje od rana do nocy, mielismy odkladac a nie dosc ze nie odkladamy, nie mamy na koncie nic to ani nigdzie nie wychodzimy, nigdzie nie jezdzimy to gdzie te pieniadze??On nawet zaczął się denerwować jak go pytam ile zarobił, bo pracuje jako budowlaniec więc zarabia różnie.Pare dni temu dał ojcu samochód, mimi busa bo facet go wystawił dał za auto pare tysiecy, sporo dołożyl a okazało się ze auto w ogóle tyle nie wartuje i kupił większe i stwierdził że nie opłaca mu się teraz go sprzedawać to dał ojcu i mówie mu że u mojej mamy mieszkamy jak pasożyty ZA DARMO a on robi takie rzeczy do tego ja nie mam nigdy przy soie grosza. Myslalam ze dostane szału, oni mają na niego jakis psychiczny wpływ, a on teraz zachowuje się jakby znęcał się nade mnie psychicznie nie wiem może jak oni na nim, coś mówi na drugi dzień się tego wypiera, śmieje się ze mnie.A najgorsze że taki nie był. Jest taki przestraszony, nie ogarniety, sama nie wiem co się dzieje.
Zaczełam z nim rozmawiac ze musimy się wyprowadzić bo mam dość tego że moja mama nie spi po nocach i przezywa a miała w życiu już swoje przejscia i nie wiem czy zdobyć siły i ZGODZIĆ SIĘ iśc na jakiś czas do jego rodziców, żeby poźniej nie żałować że nie sprobowałam wszystkiego i zobaczymy jak to będzie...
W rozmowie z nim wychodzi że to ja sobie wszystko wymyślam, zabraniam mu kontaktu z rodziną, zabraniam mu chodzić do siostry... A ja sie poprostu denerwuje jak kolejny dzien zamiast wrocic wczesniej siedzi u rodzicow i dla niego to jest zawsze tylko 5 minut ale jezdzi sam, nie ze mna.
Nie potrzebuje żeby ktoś mi pisał że jestem głupia czy że to patologia... Nawet psycholog mi mówiła ze jak ktoś powie że pierwszy rok po ślubie był piekny to że boi się przyznac do problemów tylko czasem są one małe a u nas to jakaś masakra...