Cześć, potrzebuje chyba waszej opinii, bo już sam nie wiem co o tym myśleć. Mam 26 lat, moja partnerka miała 28 lat była między nami mała różnica wieku, ale przez tyle czasu w niczym to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.... Po 3 latach związku różnie się układa, wcześniej byłem z inną dziewczyną prawie 5 lat, były różne rozterki i często było pod górkę. Z nami teraz zaczęło się podobnie, ostatni rok bardzo się między nami popsuło, właściwie nie wiem czemu, po prostu samo jakoś tak wychodziło, widziałem swoje błędy ale nic nie robiłem, a jak podejmowałem jakąś inicjatywę było dobrze ale na krótko. No więc zaczne trochę od początku, potrzebuje waszej opinii drogie Panie..... ??
Jak wyżej wspomniałem byłem wcześniej z inną dziewczyną przez długi okres, związek skończył się ponieważ to nie był do końca dojrzały związek a po drugie to moja była ex poszła w tango z kolegą z uczelni. (szkolna miłość, studia itd ).
Z moją obecną partnerką świetnie się dogadywaliśmy, pomimo swoich wad.... popsuło się od momentu kiedy przestaliśmy mieszkać razem. To był bardzo krótki epizod, po 2 latach ze sobą wynajmowaliśmy przez kilka miesięcy mieszkanie, dlatego że znalazła pracę w moim rodzinnym mieście, niestety popracowała zaledwie kilka tygodni i została zwolniona..... Ja sam pracuję na etat w dodatku prowadzę małą firmę (obecnie bardzo ciężko idzie), zarzuty zaczęły się że nie mam dla niej czasu, nie interesuje się nią, że najważniejszy jest tylko mój koniec nosa i że jestem samolubem. Jak mieszkaliśmy razem mnie nie było przez większość dnia w domu, tylko wieczorami ale było nam dobrze razem, jak mogłem umeblowałem mieszkanie, oboje włożyliśmy tam dużo pracy i rzeczy, chciałem z nią mieszkać dlatego troszkę goniłem ją do jakiejś pracy, niestety wyszło jak wyszło i sam ze swojej pensji nie dałem wtedy rady wynajmować i utrzymywać nas oboje..... Koncze spłacać kredyt + liczne leasingi na firmę, ona chciała bardzo mieszkać ze mną, ja z nią też ale nie widziałem innego wyjścia jak powrót do rodziców, w dodatku właścicielka mieszkania na którą trafiliśmy była bardzo zachłanna na pieniądze, więc wiedziałem już że lepiej będzie się z tamtąd wyprowadzić (oboje nie mieliśmy warunków do zamieszkania razem z rodzicami, czy ja czy ona ). No i od tamtego czasu zaczęło się psuć (czyli od jakichś 8 mc ), gdy wróciliśmy każdy do siebie. Ja potrafiłem nie dzwonić i nie interesować się przez cały tydzień co u niej, Ona sama nie dzwoniła bo jak twierdziła to do mnie należy żeby się nią interesować itd. Wychodziły liczne kłótnie, jak np. raz albo dwa razy nie odebrałem w ciągu dnia telefonu bo np. nie zauważyłem lub nie mogłem i oddzwaniałem wieczorem nie odbierała, robiła wielkiego focha i potem była wielka awantura w zasadzie o nic, o byle gówno.....
Wiem że ten brak telefonów w tygodniu to moja wina, ale pracując w zabójczym tempie jak nowoczesny sczur na dwa etaty 12-16h w ciągu dnia nie dałem rady, po prostu albo zapominałem zadzwonić, albo pamiętałem ale wyszło że coś tam i nie zadzwoniłem itd.... a jak np. zadzwoniłem po 1-3 dniach przez telefon była wielka awantura..... i poszło właśnie o to..... jak się widywaliśmy byłem u niej albo ona u mnie przez weekend było wszytko ok, ale jak przychodził tydzień pracy to zaczynało się od nowa..... no i w końcu się doczekałem że dnia dzisiejszego dostałem sms'a w którym oznajmiła mi że podjęła ostateczną decyzją i nie widzi sensu na dalsze kontynuowanie tej znajomości....a i że pisze przez sms'a bo tak jest jej łatwiej.
Znając ją nie dzwonie bo i tak wiem że nie odbierze, odpisałem że szanuje jej decyzję i że nie będzie mi łatwo z tym. Potrzebuje waszej porady drogie Panie ?
Zależy mi na niej i to bardzo choć ideałem nie jest, to i tak kocham ją za jej wady a za zalety tym bardziej. Niestety jest to dosyć skryta w sobie kobieta, baardzo mało okazuje uczuć, po prostu taka jest, że jak ja z czymś pierwszy nie wyjdę to ona tym bardziej, zresztą ja też mam problem z okazywaniem uczuć przez telefon, związki na odległość to nie jest moja mocna strona.Bardzo łatwo się obraża np. nie chciałem zostać 3tyg. temu u niej na noc, mówiłem jej to wcześniej że nie mogę i gdy pojechałem wieczorem w sobotę do siebie był foch. Podobnie było jak parę razy nie mogłem przyjechać w sobotę albo w niedzielę ze względu na pracę, skończyło się wiadomo czym.... Widywaliśmy się przez ostatnie 8mc co weekend, tydzień temu ostatni raz odwiozłem ją do pracy i mieliśmy myśleć nad wakacjami, no i właśnie tak pomyśleliśmy że miałem koszmarny tydzień niestety, nie zadzwoniłem i dziewczyna zerwała ze mną przez sms'a po 3,5 roku związku.....
Chciała jechać ze mną gdzieś na wczasy zagraniczne, ale mówiłem że zobaczymy jak to będzie z kasą, parę miesięcy temu miałem też ciężki okres w pracy (degradacja ze stanowiska kierowniczego - co się za tym kryje mniejsza pensja itd) i z pieniędzmi naprawdę było nie wesoło, a tym bardziej że co weekend dojeżdzałem do niej ok 40km w jedną stronę, ostatnio mówiłem jej że raczej zagranice nie pojedziemy bo ja nie mam tyle pieniędzy, to jak to ona nie dała sobie tego przetłumaczyć..... ona chce jechać bo ona na swoje to ma odłożone a jak wiedziałem że jedziemy to mogłem zacząć odkładać wcześniej. I taka była rozmowa.
Słuchajcie po swoich doświadczeniach w poprzednim związku nie wiem czy jest sens się starać......ja chciałem się rozwijać, dokształcać w zawodzie który chce wykonywać w życiu, ona rodzina i dzieci. Jasne że chce mieć dzieci ale jeszcze nie teraz, tyle razy rozmawialiśmy gdzie będziemy mieszkać... całe życie na wynajmowanym ?? Mnie samemu utrzymać ją i ewentualne dziecko + wynajmowane mieszkanie byłoby bardzo ciężko, jakiś krótki czas ok ale nie przez nie wiadomo ile. Po prostu nie weźcie mnie za jakiegoś sknerę albo egoistę ale wiem że Ona + praca nie szły w parze..... może trochę za poważnie myślę ale wysuwam wnioski ze swoich obecnych spostrzeżeń.
Napiszcie co radzicie ??
Będę bardzo wdzięczny.