Witam wszystkich serdecznie
Od jakiegoś czasu (dokładnie odkąd złamałam nogę i mam więcej wolnego) obserwuję forum Netkobiet. Dziś postanowiłam się zarejestrować i założyć swój pierwszy wątek.
Interesuje mnie czym jest dla Was bliskość w związku i jakie są według Was jej granice?
Konkretyzując:
Z jednej strony są pary, które mają li i wyłącznie wspólnych znajomych- tak więc każdy/większość wypadów w celach towarzyskich jest realizowana we dwoje. Są tacy, którzy pracują wspólnie. Tacy, którzy spędzają razem całe dnie, bo obydwoje tego potrzebują. Tego typu ścisła symbioza realizuje się także w tym, ze nie mają przed sobą żadnych tajemnic,znają swoje numery kont, loginów, haseł etc. , nie kryją się z sikaniem przy partnerze czy obcinaniem paznokci (przykłady może idiotyczne, ale zależy mi na dobrym zobrazowaniu kwestii).
Z drugiej strony są pary, które mają odmienne pasje, różnych znajomych obojga płci, mają swoje własne przemyślenia, którymi niechętnie się dzielą z drugą połówką, czasem własne taboo.
Zobrazowałam dwie skrajności. Podejrzewam , ze u większości par jest jakoś pośrodku. No właśnie, jak "pośrodku". Jak to jest u Was? Na ile jesteście nierozłączni, a ile zostawiacie dla siebie? Czego sobie nie wyobrażacie, a co jest dla Was normą?