Witajcie! Jestem nowa na forum, postanowiłam napisać o mojej historii i moim związku ponieważ nie mam wielu przyjaciół, najbliższa rodzina, która mi została czyli rodzice, mieszkają daleko ode mnie i nie mam się komu wypłakać, wyżalić, wygadać, a w środku wszystko we mnie krzyczy! Tydzień temu po kolejnej awanturze odszedł ode mnie mąż, odszedł bo w sumie ja go z domu wyrzuciłam....nie miałam siły na kolejne upokorzenia, wyzwiska i upadlanie. Jesteśmy ze sobą od ponad trzech lat. To była miłość od pierwszego wejrzenia, na niego chyba całe życie czekałam. Byłam wtedy mężatką i miałam już dziecko. O pierwszym małżeństwie nie chcę za wiele pisać, bo było...minęło, ale muszę dodać, że nie byłam w nim szczęśliwa. Wyszłam za mąż żeby uciec z domu, gdzie nie miałam poczucia bezpieczeństwa, rodzice byli zajęci własnymi sprawami, własnymi znajomymi, pomnażaniem majątku, ciągłymi imprezami z lejącym się alkoholem. Dlatego kiedy zaszłam w ciążę i cała rodzina nalegała na ślub widziałam ratunek dla siebie w tym, że uwolnię się od tego domu. No i wyszłam za mąż, urodziłam córkę, ale sielanka szybko się skończyła. Nie byłam jeszcze gotowa na poważne życie, miałam 22 lata i nie będę ukrywać brakowało mi wolności, spotkań z przyjaciółmi, z zazdrością patrzyłam na studiujące koleżanki. I przede wszystkim nie kochałam swojego męża, który był bardzo zaborczy i każdy sprzeciw z mojej strony powodował awantury i katowanie mnie przez niego, ponieważ był człowiekiem bardzo wybuchowym. Teraz z perspektywy czasu wiem, że nie dorosłam wtedy jeszcze do założenia rodziny. Zaczęłam studia, poznawałam nowych ludzi i pewnego dnia poznałam "jego" czyli mojego obecnego męża. Wszystko dość szybko się potoczyło, spędzaliśmy każdą chwilę razem, zabrałam dziecko i ze sobą zamieszkaliśmy. Po pięciu latach małżeństwa złożyłam pozew o rozwód i po pół roku byłam już rozwiedziona, ponieważ wszystko skończyło się na jednej sprawie. Zrobiłam jednak jeden błąd, nie powiedziałam od razu że jestem mężatką, tylko dopiero po kilku tygodniach i teraz obraca się to przeciwko mnie, ale o tym w dalszej części. Byliśmy tacy szczęśliwi, kochałam i czułam się kochana. Chętnie wracałam do domu po pracy, dzieliliśmy się obowiązkami, córka również szybko zaakceptowała mój nowy związek i bardzo dobrze się ze sobą dogadywali. Zaszłam w ciążę i obydwoje oszaleliśmy ze szczęścia. Postanowiliśmy się pobrać. Uroczystość była skromna lecz bardzo ważna. Urodziła się druga córka, a mąż zwariował na jej punkcie. Nie było rzeczy, której by przy niej nie zrobił, potrafił przewijać, kąpać, lulać do snu...nie bał się dziecka, ani obowiązków. Sielanka trwała.....do maja tego roku. Rozpoczął się sezon wakacyjny, mąż wyjechał do pracy i bajka się skończyła. Nie przyjeżdżał do domu kiedy miał wolne, nie dzwonił, a jeśli już zadzwonił to tylko suchą konwersację przeprowadzał, nas zaprosił na tydzień ale już po kilku dniach odwiózł z powrotem do domu bo niby zbyt wiele pracy ma i nie może się nami zajmować....tak jakbyśmy sobie same rady nie dawały zwłaszcza leżąc na plaży, nie rozumiałam jego postępowania. Pewnego dnia otrzymałam od męża wiadomość w formie sms`a "to koniec, nie chcę z Tobą być". Umarłam. Dzwoniłam, prosiłam o wyjaśnienia i usłyszałam, że mi nie ufa bo na początku znajomości nie powiedziałam mu, że mam męża i że przez trzy lata o tym myśli, to go zniszczyło, zaczął przeze mnie siwieć przez moje wyjazdy służbowe i ogólnie nie kocha mnie, już mnie nawet nie lubi. Nie wiedziałam co powiedzieć i co robić. Wydzwaniałam do niego, błagałam, żeby nas nie zostawiał, że jesteśmy rodziną, mamy dziecko, że przecież tacy byliśmy szczęśliwi. A on był twardy jak skała na moje płacze i prośby. Wciąż mu pisałam, że go kocham, że nigdy więcej w żadnej sprawie go nie okłamałam, tylko tamten jeden raz, ale przecież i tak się po kilku tygodniach przyznałam, jeszcze przed zamieszkaniem razem. Nie chciał słuchać, nie odbierał moich telefonów, pisał, że nie ma możliwości ze mną rozmawiać, a ja upokarzałam siebie jak nigdy wcześniej walcząc o rodzinę i jego uczucia. Pewnego dnia wszystko wyszło na jaw. Okazało się, że mój mąż świetnie się tam bawi, codzienne imprezy, koledzy alkohol, nawet narkotyki i dlatego zapomniał o rodzinie. Odpuściłam. Sierpień się kończył i bardzo skruszony wrócił do domu. Tłumaczył, że się pogubił, że żałuje, że chce wszystko naprawić i ja też bardzo tego chciałam. Ale tyle złości było między nami, ja we wszystkim się czegoś doszukiwałam, przede wszystkim tego ze nadal nie jest szczery wobec mnie. Ze swoim telefonem nawet do łazienki chodził się kąpać, na noc go wyłączał, a chyba jeśli ma się czyste sumienie to się tak nie robi. Wiem to bo kiedy zaczęłam się z nim spotykać sama tak się zachowywałam, żeby mój pierwszy mąż się nie domyślał. Zrobił się agresywny, wybuchowy, wyzywał mnie przez ten miesiąc nagminnie i przede wszystkim przestał mnie szanować. Tak więc po kolejnej awanturze o nic zaczęłam mu wyrzucać wszystko jak leci i nie byłam już miła. Miałam już dosyć tego jak mnie traktuje, choć wszystko robiłam, żeby było dobrze, nawet w tak prozaicznych sprawach jak domowe. Na czas były posiłki, wszystko wyprane, wyprasowane...wszystko pod nos podsunięte. No i wykrzyczałam, że ma się wynosić z mojego życia. Spakował się i wyprowadził. Wczoraj pisał, że ma problemy ze sobą i swoimi wybuchami, że boli go to jak mnie krzywdzi, że już nigdy nie będzie przykry w stosunku do mnie, ale tym razem to ja mu nie wierze. Kilka razy już to obiecywał, a później słyszałam "zamknij mordę", "zwykła szmata" itp. Kocham go bardzo ale jako tamtego człowieka, którym był wcześniej. Cierpię, płaczę codziennie, ale mam jakąś blokadę przed tym żeby mu kolejny raz dać szansę i powiedzieć "wróć do domu i spróbujmy jeszcze raz". Może to nie ja powinnam się teraz starać tylko on?? A jeśli stwierdzi, że skoro ja go wyrzuciłam i powiedziałam, że nie chcę z nim być to mi na to pozwoli i już nigdy nie wróci?? Czy jest szansa na to żeby się zmienił?? Czy jest jeszcze szansa dla nas?? Funkcjonuję tylko ze względu na córki, które bardzo kocham i gdyby nie one to nie wiem jakbym dała sobie radę ze wszystkim...
Podobne tematy
Jeśli mu nie wierzysz, nie próbuj poskładać Waszego życia na nowo. Ale wciąż go kochasz i widzę, że chcesz dać mu kolejną szansę... Tylko czy warto po raz enty wybaczać i czekać na zmianę jego charakteru?
Oboje jesteście nie bez winy. Chociaż Twoja wydaje się mniejsza. Przyznałaś się do poprzedniego małżeństwa przed zamieszkaniem z obecnym mężem. Stąd wnioskuję, że wybaczył - przecież się pobraliście. Ale wypominanie po paru latach małżeństwa tego jednego 'niedomówienia' to chyba przesada. Jego kłamstwa i wyzwiska są niewspółmierne do Twojego kłamstwa sprzed lat.
Masz rację, jedyną osobą, która powinna prosić o powrót do domu, jest Twój mąż.
Podobnie myślę. Wydaję mi się, że to co mówi o moim kłamstwie to tylko pretekst, wymówka na usprawiedliwienie swoich czynów.
Nie wiem czy chcę dawać kolejną szansę, biję się ze swoimi myślami i uczuciami. Kiedyś mi powiedział, że nigdy od niego nie odejdę bo będę się bała samotności i kto mnie zechce z dwójką dzieci...ale to nie jest tak. Od kilku miesięcy i tak jestem samotna w sensie relacji damsko-męskich i jakoś żyję, zresztą mam córki i to dowód na to, że nie będę sama.
A charakteru się tak szybko nie zmieni, musiałby tego chcieć naprawdę, tylko problem w tym czy on tego chce. Nie umiem z nim rozmawiać, nie wiem nawet jak do niego dotrzeć bo co nie mówiłam to tylko mnie atakował. Mam nadzieję, że z czasem przestanie to tak boleć i będę mogła do tego racjonalnie podejść a nie pod wpływem emocji.
moim zdaniem to wypominanie o pierwszym mężu to tylko jakiś głupi pretekst do awantury albo do tego żeby winę zwalić na Ciebie. Skoro tak bardzo Cię kocha i dowiedziawszy się prawdy ożenił się z Toba to chyba jednak przeszło mu to że go kiedyś tam okłamałaś. napewno tłumaczyłaś mu i on sam powinien wiedzieć że nie jest wcale tak łatwo mówić o takich rzeczach gdy istnieje obawa że można stracić osobę na której nam zależy.
Zyliście razem, było dobrze, spelniałaś swoje obowiązki, czego mu brakowało??? WOLNOŚCI- poczuł ją jak był z kolegami tak bo imprezy, bo chlanie, bo nie ma obowiązków i nie musi na noc wracać do dzieci!!!.
Skończyły się imprezy- więc zatęsknił za cieplutkim domkiem- Ty byłaś zła na cała sytuację wieć pewnie go wypytywałaś dlaczego tak robił itd. - a on zamiast się tłumaczyć mówil to co najłatwiejsze "zamknij morde"
Nie ja bym nie wyciągała pierwsza ręki do tego związku
wiesz tu na forum zbysiu napisał coś takiego
"jeśli coś kochasz -puść to wolno. Jeśli wróci jest Twoje , jeśli nie nigdy Twoje nie było"
Pomyśl o tym
"jeśli coś kochasz -puść to wolno. Jeśli wróci jest Twoje , jeśli nie nigdy Twoje nie było" też to czytałam yostynka i myślę, że coś w tym jest.
Staram się być twarda, nie odpisuje na jego sms`y, chyba że o córkę pyta.
I było dokładnie tak jak piszesz, za każdym razem kiedy podejmowałam próbę rozmowy na temat jego zachowania w wakacje tak reagował. Nie umiem niestety zapomnieć i nie wracać do czegoś czego nie rozumiem i co mnie boli. Za to on twierdzi, że skoro wrócił do domu to mamy o tym nie rozmawiać tylko żyć dalej. Jakie to wybiórcze, prawda?? On może wracać do starych spraw, a ja nie...
Dlatego jeśli nie wykaże inicjatywy to ja błagać go o miłość już nie mam zamiaru choć nadal go kocham!! Sama siebie muszę szanować.
Myślę, że Twoje posty nie przejawiają przesadnych emocji. Przeciwnie, podchodzisz do problemu rozważnie i wydaję mi się, że nie tylko w sprawie Twojego małżeństwa ale życia w ogóle.
Zdanie
Kiedyś mi powiedział, że nigdy od niego nie odejdę bo będę się bała samotności i kto mnie zechce z dwójką dzieci..
można między bajki włożyć. Nie liczba dzieci zdecyduje o bliższych kontaktach z innym mężczyzną ale Ty sama. Owszem, niektórym mogą przeszkadzać Twoje córki, ale wątpię czy tacy faceci mają u Ciebie szanse.
Twój mąż próbuje Ci wmówić, że bez niego nie ułożysz sobie życia. Przyznałaś, że nie dość, że pomysł jest absurdalny, to właśnie teraz żyjesz sama i doskonale dajesz sobie radę. I tak trzymaj! Jesteś na dobrej drodze ![]()
Dziękuję blanche za to co piszesz...uświadamia mi to, że idę dobrą drogą ![]()
ja też trzymam kciuki.
a to co pisałam wcześniej o "rozmowach" to wiem z własnego doświadczenia mój ex tez zawsze zamykał temat
dlatego jest ex (co prawda on zerwał ale dla mnie na szczęście
)
ja też powiedziałam sobie że nie będe o niego walczyć ja już za dużo dalam z siebie- a on widocznie nie był mnie wart i okłamywał mówiąc że kocha bo nawet nie próbował o mnie walczyć.
a ja nie będę więcej szmatą która będzie się płaszczyła przed nim. Ty też na to nie pozwól,
Agapy, proszę bardzo
Jestem przekonana, że się pozbierasz. Dlaczego? Mimo problemu, piszesz składnie, poprawnie i spokojnie. Z postów bije siła i przekonanie o własnej wartości. To naprawdę duży plus. Sądzę więc, że najgorsze masz za sobą ![]()
Masz rację, Twój mąż zarzuca Ci dawne kłamstwo, a sam nie zezwala nawet na rozmowę o swoich teraźniejszych grzeszkach. Obłudnik!
Yostynko, jaką szmatą? Nawet jeśli popełniłaś błędy, teraz znasz swoją cenę. I dobrze! ![]()
10 2009-10-02 11:44:30 Ostatnio edytowany przez Delicious (2009-10-02 12:11:25)
masz całkowitą rację yostynka, jeśli się kogoś kocha naprawdę to się o tego kogoś walczy. I ja walczyłam, zresztą jak się pakował to mu ostatni raz powiedziałam, że go kocham, ale dłużej nie zniosę takiego traktowania, więc wie jaki jest mój stosunek do niego i naszego związku. choć jak go znam to kolejny raz jestem najgorsza bo go wyrzuciłam z domu i taką opinię mi na pewno teraz w swoim otoczeniu wyrabia.
również nie zamierzam się płaszczyć, całe lato to robiłam - jak sobie przypomnę jak go o powrót BŁAGAŁAM I TO DOSŁOWNIE, a on cały czas mi mówił, że nie ma na to szans to aż robi mi się wstyd. Miał na pewno dobrą zabawę z mojego stanu!!!
Faktycznie słowo "szmata" nie jest odpowiednie? Bo czy to nasza wina, że walczymy o miłość i szczęście?? To raczej Ci, którzy nas krzywdzą są .............. i oby jak najmniej takich typów wśród nas.
Myślę, że zło wraca i mam na to przykład. Zostawiłam kiedyś pierwszego męża i teraz zostałam tak samo potraktowana....i choć nie bywam złośliwa to jednak gdzieś po cichu mam nadzieję, że obecny mąż dostanie to na co zasługuje, że i jego złe czyny obrócą się kiedyś przeciwko jego własnej osobie.
Po pierwsze ja sadze ze zadnej Twojej winy w tej calej sytuacji nie ma!!! jedyne moze tylko to, ze tak bardzo go prosilas zeby wrocil!!
napisalas, ze przyznalas sie ze masz meza bardzo szybko. Moim zdaniem nie ma obowiazku opowiadac o tkich sprawach, dopoki nowy zwiazek nie zaczyna byc powazny!!
A po drugie, sadze ze Twoj maz wyjezdzajac do pracy oprocz imprez, alkoholu i narkotykow mial tez pod pod dostatkim kobiet... Masz racje, że to chowanie telefonu to podejzana sprawa...
treaz zostalo Ci juz tylko byc twardą. Nie pozwol soba pomiatac. Wiem ze to trudne, bardzo-jak czlowiek ktorego kochasz najbardziej na swiecie jets dla Ciebie taki okropny. Wiem jak wtedy serce peka, ale pwoiem Ci ze serce ma taki cudowny dar, ze po jakims czasie sie goi. rany zanikaja, pozostaje tylko doswiadczenie , dzieki ktoremu jestesmy silniejsze!!! sama bylam w takiej sytuacji, i wiem ze wsyztsko mozna przezyc, przetrzymac!!
trzymam kciuki!!!
Jezu, Agapy! Naprawdę ... zmądrzałaś. Wybacz dosadność.
Jeżeli on nie zrobi nic by ratować małżeństwo to trudno. Ale czy on sam tego chce? Raz mówi tak, raz nie...
Przejmujesz się opiniami JEGO znajomych? Przecież to jasne, że wezmą jego stronę. Ty wiesz dlaczego wyrzuciłaś męża z domu i nie musisz się usprawiedliwiać, a już na pewno nie przed nimi. Wysoko podnieś głowę, ignorując wszelkie komentarze i złe spojrzenia.
Agapy, proszę o stosowanie się do regulaminu.
pkt 10. "Nie pisz swoich postów jeden pod drugim - jeśli chcesz coś dopisać edytuj swój post.(...)"
Wasze słowa dodają mi otuchy!!! Naprawdę i to chyba dlatego zmądrzałam Blanche ![]()
przeczytałam gdzieś żeby lepiej sobie poradzić z tą sytuacją należy pozbyć się wszystkich rzeczy, które będą mi o nim przypominać. i chyba tak zrobię bo niestety wynosząc się z domu nie zabrał wszystkich swoich rzeczy. wspólne zdjęcia już nagrałam na płyty i usunęłam z dysku. skasowałam też kontakt z gg bo już nie mogłam czytać tych jego żałosnych opisów. najchętniej zmieniłabym też numer telefonu, ale ze względu na dziecko raczej nie powinnam tego robic. no i postaram się w spokoju poczekać na rozwój sytuacji. chyba zaczynam być na takim etapie, że jeśli to ma być koniec małżeństwa to w depresję nie popadnę, choć przeżywam wszystko i to bardzo, ale nic na siłę
i fakt, nie będę się przejmować opiniami jego znajomych, zwłaszcza, że żadne z nich od chwili kiedy się zaczęło coś psuć ani razu się do mnie nie odezwało! A wcześniej wiecznie nas odwiedzali, jedli moje obiadki, udawali, że są też moimi znajomymi. To się nazywa obłuda, prawda?!
15 2009-10-02 12:50:46 Ostatnio edytowany przez Delicious (2009-10-02 12:53:45)
A po drugie, sadze ze Twoj maz wyjezdzajac do pracy oprocz imprez, alkoholu i narkotykow mial tez pod pod dostatkim kobiet... Masz racje, że to chowanie telefonu to podejzana sprawa...
Też mam takie wrażenie, że i jakieś kobiety się zdarzały, zresztą zawsze miał wiele koleżanek, a ja wcześniej nie miałam powodów do zazdrości, za to teraz........czepiałam się już o wszystko!!
treaz zostalo Ci juz tylko byc twardą.
Będę twarda, nie mam innego wyjścia.
Dziękuję za wsparcie ![]()
He he,
Ja tez kiedys pozbylam sie wszytskich rzeczy numerów gg, telefonow itp. i powiem Ci ze nadal bylo mi ciezko, ale moze gdybym siedziala i czytala jego radosne opisy na gg i wpatrywala si8e w zdjecia byloby jeszcze gorzej??
Ty masz dzieci, masz dla kogo rano wstac z lozka, byc szczesliwą. Ja wtedy zostala zupelnie sama, bylam w strasznym stanie- nie moglam spac, a jak juz zasnelam to mialam koszmary. W dzien nie moglam sie na niczym skupic. Caly zcas plakalam. bardzo ciezko mi bylo, i nikt nie chcial mi pomoc. nawet moja matka powiedziala " masz 25 lat, tak zachowuja sie dzieci. Wydoroslej" Dla mnie to byly "slowa-gwozdzie do trumny" Myslalam sobie wtedy ze ejstem do niczego, chlopak, matka- wszyscy utwierdzali mnie w tym przekonaniu. Czulam sie "najsamotniejsza" na swiecie!
Ale UDALO SIE!! Przetrwalam faze plakania. zaczelam chodzic na imprezy ze znajomymi ze studiów, pozaliczalam zalegle egzaminy
znalazlam dodatkowa prace... I powoli moje zycie wrocilo do normy
:)
Teraz to dla mnie tylko niemile wspomnienie. mysle o tym bez zadnych emocji!! Ale mam satysfakcje, ze dalam rade, sama!
I zobaczysz Tobie tez sie uda!!!
Ola
tak naprawde to każdemu jak się wali związek to tak jak by waliło się całe życie. Ja widze po swoich postach jak to pisałam, ze go kocham i że nie dam rady bez niego! a teraz JESTEM bez niego. dałam radę po 4 latach.
Wierze że wystarczy chcieć i być dobrej myśłi!!!
Nawet nie wiecie jak ja już bym chciała być "po". niby się trzymam, ale mocno muszę się starać, żebym o nim nie myśleć. a najbardziej to sobie nie mogę darować tego, że pozwoliłam mu na powrót na początku września do domu. W sumie to już byłam przyzwyczajona do myśli, że nas już nie będzie, jakoś zaczęłam dawać sobie radę i raptem zaczął się odzywać, przepraszać czyli jednym słowem dawać nadzieję, że postara się zmienić i nam się uda. Miesiąc mnie dręczył po czym jak w końcu wykrzyczałam, że ma się spakować po prostu bez słowa to zrobił i wyjechał.
A! Właśnie przed chwilką dostałam sms`a z pytaniem jak się czuję i czy zdrowa jestem!!! I chyba nie odpiszę. Niech nie myśli, że na każde jego skinienie będę się odzywać. Jak myślicie, dobrze robię??
Tak w ogóle to po rozmowach z Wami zaczynam się zastanawiać, czy ja jeszcze chcę GO w swoim życiu??!! ![]()
Życzę dużo siły i odwagi. Sądzę, że decyzja którą podjęłaś jest słuszna- a być może Twój mąż zmądrzeje w końcu i zawalczy o Ciebie? Jeśli nie, to i tak wszystko się ułoży. Znajdziesz jeszcze swoje szczęście. Najważniejsze jest przetrwać to rozstanie, a później już wszystko się ułoży. I będziesz jeszcze szczęśliwa ![]()
Jeśli nie, to i tak wszystko się ułoży. Znajdziesz jeszcze swoje szczęście.
Nie wiem czy znajdę jeszcze swoje szczęście, ale nie przestanę w to wierzyć. Mam cudowne córki i to one trzymają mnie przy życiu!
Najważniejsze jest przetrwać to rozstanie, a później już wszystko się ułoży. I będziesz jeszcze szczęśliwa ![]()
Przetrwać.....ciężko mi jest mimo wszystko, ale teraz już tylko liczę na czas, który musi upłynąć.
Agapy, jeśli chcesz odnieść się do wcześniejszego posta innego użytkownika użyj opcji "Cytuj post" znajdującej się w prawym dolnym rogu każdego postu. Wtedy Twoje odpowiedzi na konkretne zdania czy całe posty użytkowników będą bardziej czytelne.
22 2009-10-02 19:18:32 Ostatnio edytowany przez agapy (2009-10-03 10:22:08)
Agapy, jeśli chcesz odnieść się do wcześniejszego posta innego użytkownika użyj opcji "Cytuj post" znajdującej się w prawym dolnym rogu każdego postu. Wtedy Twoje odpowiedzi na konkretne zdania czy całe posty użytkowników będą bardziej czytelne.
Próbowałam tak, zrobić, ale coś mi nie wyszło niestety
jestem nowa na tym i zresztą jakimkolwiek forum i dopiero się uczę ![]()
Witajcie!
Noc jakoś minęła, nawet przespałam ją całą, pierwszy raz od kilku dni
Rano po włączeniu telefonu otrzymałam kilka wiadomości, że jemu nie jest łatwo, a wręcz przeciwnie, że ma nadzieję, że odnajdę się w nowej pracy, którą całe szczęście 15 października zaczynam i nie tylko w pracy....więc mam dowód na to, że raczej o nic się starać nie ma zamiaru. Postanowiłam całkowicie ignorować jego wiadomości i nie odpisywać, chyba, że o dzieci zapyta. Wczoraj wieczorem znalazłam w koszu na pranie jeszcze kilka jego rzeczy i postanowiłam je spakować w takim stanie w jakim były...prać i prasować to ja już mu nie będę
Zamierzam wysłać wszystkie jego rzeczy do teściowej u której teraz mieszka. Trzymajcie za mnie kciuki, za moje mocne postanowienia ![]()
Widzisz? Teraz ładnie Ci wyszło
Czyli już wiesz o co chodzi. Wiem, że jesteś nowa, dlatego zwracam uwagę jak coś zrobić, bo wtedy Twoje wypowiedzi będą dla nas czytelniejsze i łatwiejsze do zrozumienia. w razie jakichś wątpliwości śmiało pytaj ![]()
Pewnie trzymamy kciuki ![]()
I ja tez kciuksy trzymam!!!
Pozdrawiam
Ola
I ja tez kciuksy trzymam!!!
Pozdrawiam
Ola
Dziękuję Wam bardzo. Choć teraz dopadła mnie jakiś smutek. Mała śpi, starsza też bo się pochorowała a ja siedzę sama i płaczę nad swoim losem ![]()
Wyobraźcie sobie, że mój mąż dostał olśnienia chyba! Wczoraj bardzo długo rozmawialiśmy, a tak właściwie to on głównie mówił. Przyznał się do wszystkich swoich błędów i wyskoków, stwierdził, że sam siebie nie rozumie i nie umie mi odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak mu odbiło i że bardzo tego żałuje. Tęskni za mną i za dawnymi czasami, kiedy byliśmy bardzo szczęśliwi i że zrobi wszystko, żeby to naprawić. Stwierdził, że nikt dla niego nie jest ważny oprócz nas, że odciął się od towarzystwa bo źle na niego wpływali, żałuje bardzo co zrobił naszej rodzinie. Powiedział, takie zdanie "w małżeństwie nie ma miejsca na osoby trzecie...nie możemy mieć tylko i wyłącznie swoich znajomych i spędzać czas osobno". Mówił tak do rzeczy o naszej rodzinie, dzieciach, że byłam w szoku...pisałam jak się zachowywał i naprawdę nie wiem teraz co o tym myśleć. Czy faktycznie zrozumiał, czy to nie słomiany zapał jak ze wszystkim u niego??
mam 27 lat,dwie urocze córeczki ....i złamane serce!!!mój mąż zawsze prowadził rozrywkowy tryb życia jest z zawodu muzykiem odkąd pamietam zawsze otaczał się wianuszkiem kobiet!!!ma tez problem z alkoholem...probowałam walczyc z jego nałogami hcialam i dazyłam do tego by stworzyc normalna rodzine,dom!!!jest a raczej był calym moim światem.....od lipca nie jestesmy razem ...poznał kogos i kazał mi sie wyprowadzic z domu....wróciłam do rodziców,z dziecmi i złamanym sercem !!!kocham go i gdzies w głebi serca mam nadzieje ze kiedys zrozumie jak bardzo mnie zranił.....mineło tyle czasu a ja wciaz czuje sie jak to by było wczoraj....nie wiem gdzie popełniłam bład???dawałam mu cała siebie_widocznie to za mało!!!
nie wiem gdzie popełniłam bład???dawałam mu cała siebie_widocznie to za mało!!!
narin, dlaczego uważasz, że to Ty popełniłaś błąd?? nawet tak nie myśl!! Twój mąż okazał się....(nie będę tu używać epitetów) i nigdzie nie ma tu Twojej winy!!! Piszesz, że dawałaś mu całą siebie, że walczyłaś i to raczej on okazał się niedojrzałym facetem skoro opuścił rodzinę i to w taki sposób każąc się wyprowadzić Tobie wraz z dziećmi. Rozumiem Cię, ja też wiele przeszłam przez mojego męża, jego towarzystwo, alkohol i inne używki i również walczyłam z tym różnymi sposobami i z różnym skutkiem. Wiesz, nie wiem czy kiedyś zrozumie jak bardzo Cię zranił...ale złe uczynki do nas wracają...więc może kiedyś ktoś go potraktuje tak jak on Ciebie... nie jest łatwo odkochać się tak w pięć minut, czasem to trwa nawet lata, ale z czasem będzie Cię to wszystko mniej bolało. Na tym forum jest wiele dziewczyn, kobiet, takich jak my, które wiele przeszły i wszystkie mówią, żeby myśleć o sobie, zająć się czymś, żeby nie myśleć o rozstaniu, znaleźć sobie jakieś hobby, zajęcie. Ty masz dzieci, więc masz dla kogo żyć
Na pewno znajdziesz jeszcze swoje szczęście, jestem tego pewna. i pomyśl, czy warto za nim płakać, skoro taki jest i tak źle Cię potraktował...buziaki
Agapy myślę,że twój mąż zrozumiał co stracil,często tak jest że dopiero jak kogoś stracimy to to doceniamy.Mam nadzieję,że on to zrozumiał i wierzę,że czasem warto dać drugą szansę jesli jest się małżeństwem i są dzieci.
Narin rozumiem twój ból bo też ktoś mnie kiedyś zostawił co prawda nie byliśmy małżeństwem ale związek trwał bardzo długo. Na początku wręcz czułam nie tylko psychiczny ale też fizyczny ból,wszystkie próby ratowania związku z mojej strony dawały odwrotny skutek i dałam sobie spokój powoli odzyskiwałam chęc do życia wtedy to on zaczął walczyc o mnie ale było juz za późno za bardzo mnie skrzywdził i nie potrafiłam już byc z nim.Tylko mi pewnie było łatwiej bo nie mieliśmy dzieci ale to nie znaczy,że nie mozesz juz ułożyć sobie życia z kimś innym.Nie wracajmy do kogos za wszelka cenę,nie ponizajmy się dziewczyny bo to nie ma sensu.Uważam,że to on powinien walczyć o ciebie i dzieci a wtedy juz tylko od ciebie będzie zależało czy mu wybaczysz.pozdrawiam
Hej! Prawie trzy tygodnie temu zerwał ze mną chłopak...byliśmy ze sobą 2 lata a znaliśmy się ponad 3...powiedział mi że się wypalił, że nigdy nie dorównywał mi uczuciowo...To był dla mnie szok bo w ogóle się tego nie spodziewałam. Mieliśmy plany, dom, dzieci wspólne życie. Moja rodzina go uwielbiała bo często u mnie bywał, traktowali go jak członka rodziny zresztą z jego rodzicmi też sie świetnie dogadywałam. Teraz próbuje zacząć wszystko od nowa ale jest mi strasznie ciężko! Kocham Go i nie wyobrażam sobie być z kimś innym! od czasu zerwania gadaliśmy ze sobą na gadu on nie chce zrywać ze mna kontaktów ale powiedział że uszanuje jak nie będę chciała z nim gadać...Cały czas mam nadzieje że wrócimy do siebie....jak ze mną zrywał powiedział że nie wie czy dobrze robi i te słowa mam cały czas głowie. Cały czas się zastanawiam co robi, czy myśli o mnie a jak tylko pomyśle ze moze się z kimś zacząć spotykać wpadam w panikę i nie mogę przestać ryczeć! Najgorsze jest to że studiujemy razem i jutro właśnie mamy zajęcia i go zobaczę...nie wiem jak się zachować? czy go unikac nie gadać z nim czy wręcz przeciwnie. Pomóżcie!
32 2009-10-12 18:18:04 Ostatnio edytowany przez narin (2009-10-12 18:23:20)
wiem co czujesz,rozumiem cie...mój mąż powiedział mi dokładnie to samo prawie cztery miesiace temu i nadal nie potrafie sie z tym pogodzić....kazdy dzien zaczyna sie od łez i kończy tak samo...kazdego nowego dnia tesknie jeszcze bardziej...moje dzieci równiez!!!ale nie narzucam sie mu,nie dzwonie nie prosze o nic staram sie zyc chociaz nie ukrywam ze jest mi cholernie ciezko!!!ale zrozumiałam ze nie mozna zmusic nikogo do miłosci!!!!myslałam ze go znienawidze -przeciez mnie zdradzał ale jednak serce nie sługa!!!!staram sie byc obojetna w stosunku do niego,zaczełam bardziej dbac o siebie,moze kiedys zrozumie co stracił !!!!!!ja wiem jedno -poswieciłam mu kilka lat myslałam ze tworzymy szczesliwa rodzine...a jednak czegos mu brakowało skoro zamienił mnie na inna!!!pamietaj!!!najwazniejsze jest to abys zaczeła szanowac siebie(ja troche pozno to zrobiłam),wiem ze trudno jest ukrywac swe uczucia ale ja stawiam na obojetnosc!!!!zycze powodzenia
pamietaj!!!najwazniejsze jest to abys zaczeła szanowac siebie(ja troche pozno to zrobiłam),wiem ze trudno jest ukrywac swe uczucia ale ja stawiam na obojetnosc!!!!zycze powodzenia
bardzo dobrze piszesz narin
to najważniejsze, żeby szanować samą siebie bo skoro właśni mężczyźni nie potrafią nas szanować to kto inny to zrobi??!! Trzymam za Was kciuki i pamiętajcie, że zawsze trzeba mieć nadzieję na lepsze jutro
Buziaki
narin napisał/a:pamietaj!!!najwazniejsze jest to abys zaczeła szanowac siebie(ja troche pozno to zrobiłam),wiem ze trudno jest ukrywac swe uczucia ale ja stawiam na obojetnosc!!!!zycze powodzenia
bardzo dobrze piszesz narin
to najważniejsze, żeby szanować samą siebie bo skoro właśni mężczyźni nie potrafią nas szanować to kto inny to zrobi??!! Trzymam za Was kciuki i pamiętajcie, że zawsze trzeba mieć nadzieję na lepsze jutro
Buziaki
Witajcie ponownie ![]()
Minął prawie rok od mojego ostatniego wpisu w tym wątku i wiele się zmieniło.Jak wiecie, mąż przemyślał swoje zachowanie i wrócił do domu i miało być pięknie....no właśnie miało, ale nie było. Nie umiałam się przemóc, zapomnieć, wybaczyć. Cały czas zastanawiałam się co tak naprawdę się u niego działo przez cały sezon, a i wiadomo było, że "życzliwi" od czasu do czasu zaserwują mi pewne rewelacje. I nie wytrzymałam tego napięcia, odeszłam wraz z dziećmi. Nie było łatwo, a nawet stwierdzam, że czułam się strasznie. Nie było dnia, ba nawet godziny, żebym o nim nie myślała i nie zastanawiała się czy dobrze zrobiłam. Myślałam, że może jednak powinnam spróbować nie myśleć o tym co wyrabiał, że powinnam się cieszyć z faktu iż wrócił...i pewnego dnia dostałam jakby czymś ciężkim w głowę
kim ja jestem, żeby wybaczać imprezy, alkohol, narkotyki, wieczne koleżanki?? Czy to ja narozrabiałam, żeby się przez resztę mojego życia męczyć?? Czy mogę żyć z człowiekiem, który mi mówił, że mnie nie kocha, że mnie nawet nie lubi, który opowiadał, że będzie się rozwodzić nic mi o tym nie mówiąc, że ma takie zamiary?? Dawałam się upokarzać na każdym kroku i całe ubiegłoroczne wakacje go błagałam, żeby do mnie wrócił, a jak to zrobił to nie mogłam na siebie w lustrze patrzeć!! Nie umiałam przebywać w towarzystwie wspólnych znajomych, którzy po jego powrocie cudownie stali się znowu moimi znajomymi. Myślę, że śmiali się ze mnie po kątach jak z idiotki, która daje mężowi wolne w wakacje. Taki wstrząs był mi potrzebny, już nie myślę, nie rozpamiętuję, nie idealizuję tego związku, tylko go postrzegam takim jakim był na prawdę...jestem silniejsza, choć samotna, ale i dla mnie mam nadzieję, że słońce jeszcze zaświeci
Pozdrawiam Wszystkich serdecznie. Buziaki