Nie wiedziałam, gdzie umieścić te słowa. Chciałabym opisać siebie, po krotce swoje życie... Chodzi mi o to, że coraz mocniej czuję, że nie radzę sobie w życiu... Nie wiem, czy pójść do psychologa, psychiatry (boję się tego). Z jednej strony chciałabym, żeby znalazł się tu ktoś podobny do mnie albo ktoś, kto był taki, jak ja i podniósł się, zmienił życie... Może ktoś mi doradzi, a może pchnie na ziemię... Nie wiem...Ryzykuję!
Zacznę od dzieciństwa... Wychowała mnie tylko mama. Do 15 roku życia mieszkała z nami jeszcze babcia, która niestety zmarła na raka. W domu zawsze było skromnie, bardzo często brakowało na chleb. Mimo takiego stanu materialnego nie czułam się źle. Dlaczego? Bo wierzyłam, że kiedyś będzie lepiej. Byłam dzieckiem, które uwielbiało chodzić do szkoły, uczyć się. Zdarzyło mi się nawet uciec raz ze szkoły, ponieważ bałam się dostać czwórki z języka polskiego ;) wierzyłam, że mój los odmieni się jeżeli będę dobrze się uczyć, jeżeli pójdę na studia... Wtedy również pomagała mi głęboka wiara w Boga. Chodziłam regularnie do kościoła, śpiewałam w scholi. Pomimo biedy czułam naprawdę sens życia i uważałam, że wszystko można jakoś rozwiązać... Z biegiem lat widziałam jaki świat jest niesprawiedliwy, niedoskonały, jak niedoskonała jestem również ja. Coraz częściej widziałam w lustrze brzydką dziewczynę (do tej pory mam na tym punkcie kompleksy) i coraz częściej odczuwałam brak pieniędzy. Negatywne postrzeganie siebie do tej pory sprawia, że nie mogę znaleźć partnera, bo tracę wiarę w całą siebie, a z drugiej strony dodatkowo demotywuje mnie świadomość tego, że niczego nie posiadam. A w naszym niedoskonałym świecie liczą się tyko pieniądze... Byłam kiedyś zakochana. Z narzeczonym mieszkaliśmy wspólnie w domku jednorodzinnym, który on otrzymał z pracy. Wtedy jeszcze studiowałam, więc dokładałam się niewiele. Miałam stypendium socjalne i naukowe i z tych pieniędzy kupowałam jedzenie. Nasz związek skończył się, bo jego rodzice mieli mu za złe to, że jest ze mną. Moja mama jest sprzątaczką, ojciec nigdy nie był przy nas, ale w naszym domu nigdy nie było pijaństwa, narkotyków, smrodu, czy brudu. Moja mama ciężko pracowała, żebyśmy mogły godnie żyć. Nigdy w życiu, nie myślałam, że mogę być kimś gorszym, nikim, tylko dlatego, że pochodzę z biednego domu, gdzie zawsze było ciężko. Moja babcia miała ciężko w życiu, moja mama też. A teraz czuję, że jestem następna w kolejce, że się z tego nie wyrwę. Od ponad 3 lat pracuję, mam umowę na czas nieokreślony. Zarabiam 1500 zł netto. Mieszkam z mamą w mieszkaniu komunalnym, bo za taką kasę nie opłaca mi się wynająć kawalerki. Nie mam faceta, bo czuję, że żaden facet nie będzie chciał dziewczyny bez majątku. Kiedyś powtarzałam sobie, że moim majątkiem, wartością jestem ja sama, bo nie ważne, co posiadasz, ale kim jesteś... Oczywiście jest to kompletna bzdura. Przez 3 lata mojej pracy zaoszczędziłam 2 tys. zł. Dlaczego? Bo prawie każdą wypłatę oddawałam mamie, która spłacała komornika. Dopiero od dwóch miesięcy mogę odkładać małe kwoty na przyszłość. Tak więc niczego nie posiadam.... Tak wyglądało pokrótce mojej życie. Wiem, że są ludzie, którzy mają gorzej, ale widzę też, jak żyją inni. W mojej pracy obracam się wśród ludzi dobrze sytuowanych i czasami dopada mnie smutek, złość, zazdroszczę im. Chciałabym po prostu żyć jak normalny człowiek. Chciałabym mieć męża, dzieci, dom lub mieszkanie i nawet raz do roku wyjechać na wakacje... Nie mam pomysłu na życie. Myślałam o dodatkowej pracy, ale o taką też ciężko. Kredytu nie wezmę, nawet nie mam zapewne zdolności kredytowej. Pracy nie rzucę, bo w moim małym mieście ciężko z jakąkolwiek pracą, zwłaszcza, że mam umowę na czas nieokreślony. Czasami przez łzy mówię sobie, że mam na przysłowiowy chleb, na rachunki, w prawdzie nie własnościowy, ale mam dach nad głową, więc powinnam się cieszyć. Co jest ze mną nie tak? Co robię źle? I skąd wzięła się we mnie taka złość, gorycz? Ja nigdy taka nie byłam, a teraz czuję, że staję się złym człowiekiem...
Podobne tematy
Nie wiedziałam, gdzie umieścić te słowa. Chciałabym opisać siebie, po krotce swoje życie... Chodzi mi o to, że coraz mocniej czuję, że nie radzę sobie w życiu... Nie wiem, czy pójść do psychologa, psychiatry (boję się tego). Z jednej strony chciałabym, żeby znalazł się tu ktoś podobny do mnie albo ktoś, kto był taki, jak ja i podniósł się, zmienił życie... Może ktoś mi doradzi, a może pchnie na ziemię... Nie wiem...Ryzykuję!
Zacznę od dzieciństwa... Wychowała mnie tylko mama. Do 15 roku życia mieszkała z nami jeszcze babcia, która niestety zmarła na raka. W domu zawsze było skromnie, bardzo często brakowało na chleb. Mimo takiego stanu materialnego nie czułam się źle. Dlaczego? Bo wierzyłam, że kiedyś będzie lepiej. Byłam dzieckiem, które uwielbiało chodzić do szkoły, uczyć się. Zdarzyło mi się nawet uciec raz ze szkoły, ponieważ bałam się dostać czwórki z języka polskiegowierzyłam, że mój los odmieni się jeżeli będę dobrze się uczyć, jeżeli pójdę na studia... Wtedy również pomagała mi głęboka wiara w Boga. Chodziłam regularnie do kościoła, śpiewałam w scholi. Pomimo biedy czułam naprawdę sens życia i uważałam, że wszystko można jakoś rozwiązać... Z biegiem lat widziałam jaki świat jest niesprawiedliwy, niedoskonały, jak niedoskonała jestem również ja. Coraz częściej widziałam w lustrze brzydką dziewczynę (do tej pory mam na tym punkcie kompleksy) i coraz częściej odczuwałam brak pieniędzy. Negatywne postrzeganie siebie do tej pory sprawia, że nie mogę znaleźć partnera, bo tracę wiarę w całą siebie, a z drugiej strony dodatkowo demotywuje mnie świadomość tego, że niczego nie posiadam. A w naszym niedoskonałym świecie liczą się tyko pieniądze... Byłam kiedyś zakochana. Z narzeczonym mieszkaliśmy wspólnie w domku jednorodzinnym, który on otrzymał z pracy. Wtedy jeszcze studiowałam, więc dokładałam się niewiele. Miałam stypendium socjalne i naukowe i z tych pieniędzy kupowałam jedzenie. Nasz związek skończył się, bo jego rodzice mieli mu za złe to, że jest ze mną. Moja mama jest sprzątaczką, ojciec nigdy nie był przy nas, ale w naszym domu nigdy nie było pijaństwa, narkotyków, smrodu, czy brudu. Moja mama ciężko pracowała, żebyśmy mogły godnie żyć. Nigdy w życiu, nie myślałam, że mogę być kimś gorszym, nikim, tylko dlatego, że pochodzę z biednego domu, gdzie zawsze było ciężko. Moja babcia miała ciężko w życiu, moja mama też. A teraz czuję, że jestem następna w kolejce, że się z tego nie wyrwę. Od ponad 3 lat pracuję, mam umowę na czas nieokreślony. Zarabiam 1500 zł netto. Mieszkam z mamą w mieszkaniu komunalnym, bo za taką kasę nie opłaca mi się wynająć kawalerki. Nie mam faceta, bo czuję, że żaden facet nie będzie chciał dziewczyny bez majątku. Kiedyś powtarzałam sobie, że moim majątkiem, wartością jestem ja sama, bo nie ważne, co posiadasz, ale kim jesteś... Oczywiście jest to kompletna bzdura. Przez 3 lata mojej pracy zaoszczędziłam 2 tys. zł. Dlaczego? Bo prawie każdą wypłatę oddawałam mamie, która spłacała komornika. Dopiero od dwóch miesięcy mogę odkładać małe kwoty na przyszłość. Tak więc niczego nie posiadam.... Tak wyglądało pokrótce mojej życie. Wiem, że są ludzie, którzy mają gorzej, ale widzę też, jak żyją inni. W mojej pracy obracam się wśród ludzi dobrze sytuowanych i czasami dopada mnie smutek, złość, zazdroszczę im. Chciałabym po prostu żyć jak normalny człowiek. Chciałabym mieć męża, dzieci, dom lub mieszkanie i nawet raz do roku wyjechać na wakacje... Nie mam pomysłu na życie. Myślałam o dodatkowej pracy, ale o taką też ciężko. Kredytu nie wezmę, nawet nie mam zapewne zdolności kredytowej. Pracy nie rzucę, bo w moim małym mieście ciężko z jakąkolwiek pracą, zwłaszcza, że mam umowę na czas nieokreślony. Czasami przez łzy mówię sobie, że mam na przysłowiowy chleb, na rachunki, w prawdzie nie własnościowy, ale mam dach nad głową, więc powinnam się cieszyć. Co jest ze mną nie tak? Co robię źle? I skąd wzięła się we mnie taka złość, gorycz? Ja nigdy taka nie byłam, a teraz czuję, że staję się złym człowiekiem...
Ze wzruszeniem przeczytałem Twoją historię. Tak, niezwykle ważne jest to kim jesteś/co sobą reprezentujesz. Nie, pieniądze nie powinny stanowić pępka tego świata. Być może na Twoje emocje ma duży wpływ sytuacja życiowa? Zajrzyj do zakamarków swojej Duszy i serca wydobywając z nich co najlepsze w Tobie.
Tylko cierpliwosc i pokora moze Cie uratowac. Dlaczego nie szukasz mezczyzny? Jest duzo brzydkich kobiet i maja kogos. A Ty jestes pracowita i samodzielna, faceci cenia takie kobiety. Dzialaj i nie zalamuj sie. Wiem, latwo powiedziec, ale kazdy ma swoje problemy. Przyjmij to na klate i nie gorzkniej, jako wiedzmie bedzie Ci jeszcze gorzej. Znos los z godnoscia, inaczej sama sie pograzysz i zniszczysz.
Niektorzy nawet chcą takie, które w ogole nie pracują, aczkolwiek to wyklucza w dużym % partnerstwo. Uzależniasz sie i pozniej ciezko odejsc, nawet jak bedziesz mocno nieszczęśliwa.
Z tobą jest wszystko w porządku. Nie oszukujmy się, w Polsce jest słabo z pracą i zarobkami. ![]()
Jakie studia skończyłaś? Umiesz jakieś języki? Czasami w życiu trzeba zaryzykować i jeżeli np. w innym mieście w Polsce dostaniesz lepszą pracę, to wyjechać. Urodą się nie przejmuj, niewiele trzeba, żeby poprawić wygląd. Swoją drogą wydaje mi się, że to jak wyglądamy wcale nie jest takie ważne. Często widuję pary, w których jedna z osób jest znacznie ładniejsza. W związku ważny jest charakter oraz to, żeby patrzeć w tym samym kierunku, mieć podobne ambicje, pomysły na życie. ![]()
Z tobą jest wszystko w porządku. Nie oszukujmy się, w Polsce jest słabo z pracą i zarobkami.
Jakie studia skończyłaś? Umiesz jakieś języki? Czasami w życiu trzeba zaryzykować i jeżeli np. w innym mieście w Polsce dostaniesz lepszą pracę, to wyjechać. Urodą się nie przejmuj, niewiele trzeba, żeby poprawić wygląd. Swoją drogą wydaje mi się, że to jak wyglądamy wcale nie jest takie ważne. Często widuję pary, w których jedna z osób jest znacznie ładniejsza. W związku ważny jest charakter oraz to, żeby patrzeć w tym samym kierunku, mieć podobne ambicje, pomysły na życie.
Skończyłam najgorszy z możliwych kierunków, czyli administrację (to kierunek dla tych, co nie wiedzą co chcą w życiu robić) i teraz kończę zarządzanie i inżynierię produkcji. Kończę i skończyć nie mogę, bo praca mgr leży i jakoś nie chce się sama napisać
Jeżeli chodzi o języki to znam angielski i nie niemiecki. Niestety nie są na super poziomie. W sklepie, barze się dogadam. Potargować się też umiem, ale specjalistycznego słownictwa ni w ząb. Jeśli chodzi o podejmowanie innej pracy to trochę się boję. Są dwa powody tego. Ponad rok temu "strzelił"mi kręgosłup i boję się wykonywać pracy fizycznej lub takiej, gdzie będą ciężkie warunki. A drugi. Naprawdę nie mam pieniędzy na start. Zostawię wszystko i co jeśli nie znajdę pracy, jeśli się nie sprawdzę itd. Dlaczego zawsze u nie jest jakieś jeśli?... Jestem panikarą. Wiem, że żyjąc w strachu nic nie zmienię... ![]()
mam problem z emocjami
Twoje życie jest bardzo skromne, ubogie, ale z drugiej strony takie pełne godności. Pięknie piszesz o swojej mamie, jak dbała o Wasz dom by w nim "nigdy nie było pijaństwa, narkotyków, smrodu, czy brudu". Czy wiesz, że tego mógłby Ci zazdrościć niejeden z Twoich zamożnych znajomych? Jakoś nie piszesz o swoich zainteresowaniach. Dobrze się uczyłaś, na pewno jesteś oczytana, masz wiedzę o wielu sprawach. Też nie piszesz o znajomych, koleżankach. A jaki masz charakter? Czy lubisz się pośmiać, pożartować? Bo widzisz, bogactwo to nie tylko pieniądze...
Czerwone Szpilki, nie jesteś skazana na życie w ubóstwie, naprawdę.
Wiem, że w Polsce o pracę ciężko, ale Ty pracę masz- a to już plus! Poza tym skończyłaś studia i nadal się kształcisz, co bardzo dobrze o Tobie świadczy. Tak trzymać. Problemem jest raczej Twoja wiara w siebie (tzn jej brak) i profetyczne czarnowidztwo, które chyba ma podłoże rodzinne. Na pewno Twoja mama chciała zawsze dla Ciebie jak najlepiej, ale poprzez jej własną postawę wobec trudności życiowych niejako "zaniżyła poprzeczkę", wpajając Ci (z pełną dobrą wolą) bezwiednie, że Twój los będzie taki jak jej, że życie jest trudne, że liczy się tylko hajs i uroda lalki. Do tego jeszcze na swojej drodze spotkałaś debila, który mimowolnie to wszystko potwierdził.
Moja rada? Zdecydowanie wyprowadź się od mamy. To nie jest zdrowe, żeby się tak na co dzień dołować. Wyjmij coś najtańszego, choćby pokój, ale bądź na swoim. Doucz się języków- w dzisiejszym świecie i na rynku pracy to mus. Zdecydowanie skończ magisterkę- to przecież poza lepszymi prospektami na przyszłość także osiągnięcie, z którego można być dumnym ![]()