Niby sie mówi że dziewczyny najlepiej dogadują sie z ojcami u mnie tak nie jest.Ja chyba nigdy nie byłam córeczką tatusia,odkąd pamiętam on zawsze mnie krytykował, nawet teraz jak uda mi sie coś pokonać,osiagnąć to mówi że mogłam to zrobić lepiej,uważa że kierunek który sobie wybrałam jest dziecinnie łatwy, często wypomina mi moje potknięcia,ogólnie mówiąc często mam wrażenie że on nigdy nie był ze mnie specjalnie dumny, i uważa mnie za niedorajde życiową i lewusa, po części mu sie nie dziwie bo mam rok do tyłu przez oblaną maturę z matmy która udało mi się zdać dopiero za trzecim razem,uważa że brak mi sprytu i zaradności,raz mi nawet powiedział że moja dużo młodsza ode mnie kuzynka mogłaby z łatwością mną pomiatać i jest o wiele bardziej do przodu niż ja,zreszta zawsze w jakiś sposób mimo że jestem najstarsza to zawsze czułam sie najgorsza z całego rodzeństwa ciotecznego.Zawsze w głębi duszy choć zadnym znajomym o tym nie mówie bo po co mają wiedzieć, w jego oczach czułam sie mało inteligentna,elokwentna, Od czasu do czasu jak robie coś po swojemu czy coś mi nie wychodzi to mówi że jestem pierdołowata,Niedawno byłam z rodzicami na wakacjach za granicą, nie chciałam już z nimi gdziekolwiek jechać ale mama sie uparła że póki jeszcze nie zarabiam na siebie to powinnam korzystać, to on miał pretensje że po powrocie z plaży siedze na tarasie i czytam jego zdaniem głupie książki (bo zawsze twierdził że za dużo czytam i powinnam sie bardziej zająć nauką),zarzucał mi że nigdzie nie wychodze że jestem dzikusem a ja po prostu chciałam w spokoju nadrobić czytanie bo w czasie studiów nie miałam czasu, i znów sie pokłóciliśmy,póżniej niby żartem jak zobaczył na spacerze jakąś parę to powiedział mi że ja już w tym wieku powinnam być tutaj ze swoim chłopakiem, zabolało jak cholera bo on dobrze wie że ja żadnego chłopaka jeszcze nie mam bo kolejna osoba okazała sie tą niewłaściwą.Mama mówi że on to robi w dobrej wierze że chce dla mnie dobrze bo są też i miłe momenty,ale tych przykrych dla nas obojgu niestety nie da sie wymazać z pamięci,niektóre słowa nawet w złości wypowiedziane bolą tak jak dawniej, przyłapuje sie nawet na tym że jak ktoś mnie żle potraktuje czy oleje to od razu sobie myśle to ja musiałam coś zrobić nie tak,że to we mnie jest coś felernego,i wtedy mimo woli przypominam sobie słowa mojego ojca, że on jednak ma racje.Często jak coś zrobie nie tak to porównuje mnie do mojego młodszego brata że nawet on by to zrobił lepiej i wogle jest dla niego bardziej wyrozumiały niż był dla mnie jak byłam w jego wieku, choć brat często mu pyskuje, i sie sprzeciwia, on ma jednak więcej cierpliwości.
Mialam sie wyprowadzić na studia do innego miasta,ale sie nie dostałam,więc chcąc nie chcąc musze teraz mieszkać z rodzicami a akademiku mi nie przyznają bo studiuje w moim rodzinnym mieście,a skoro już zaczęłam i całkiem nieżle mi idzie to szkoda zmienić uczelnie.Podsumowując już nie jestem taka nieśmiała jak kiedyś i bardziej siebie akceptuje ale poczucie ciagłej niepewności i wątpliwości zostało,wiem że inni mają gorzej, że mój ojciec jednak mimo wszystko chce dla mnie dobrze, choć tak mało zrobiłam by był ze mnie dumny,zawsze daleko mi było do cudownego utalentowanego dziecka,owszem miałam swoje pasje i nadal mam.
W przeciwieństwie do mojego brata byłam raczej cichym dzieckiem ale fakt że przeciętnym bez żadnych szczególnych zdolności, i nadal tak uważam.Nie wiem czy kiedykolwiek znajde kogoś przy kim naprawde poczuje sie doceniona, bo ostatnio stwierdziłam że jakoś tak podświadomie zwracam uwage na takich chłopaków którzy są przeciwieństwem mojego taty,niedawno utrzymywałam kontakt z jednym facetem starszym ode mnie który mimo że ma już 20 pare lat nie skończył żadnych studiów i pochodzi zn dysfunkcyjnej rodziny,wiem że to idiotyczne i raczej nic z tego nie będzie bo wdepnęłabym w niezłe bagno, ale rozmawiając z nim poczułam bardziej dowartościowana,że on ma o wiele gorzej niż ja i współczułam mu oraz starałam sie go podtrzymać na duchu by ruszył do przodu,a ja dzięki temu sie lepiej poczułam i choc to troche puste z mojej strony to samoocena od razu poszła w góre:) ale teraz na szczęście dałam sobie z tym spokój, i ide dalej:)
Podobne tematy
Wiesz, powiedzialam kiedys mojemu mezowi w zlosci , ze bylby gownianym ojcem.
I bylby. Z tego samego powodu co Twoj ojciec
Twoj ojciec ma problem, a nie Ty. To musisz zrozumiec i sobie wbic do glowy.
Twój ojciec to chociaż coś gada. Bo mój nic, kompletni nic-jakbym nie istniała. Jak przyjeżdżam-to się pyta zdawkowo co słychać, wzrusza ramionami i idzie do swojego pokoju. Od dzieciństwa go nie interesowała moja nauka,zainteresowania czy zdrowie. Nasza rozmowa nie trwa nigdy dłużej niż 5 minut;)
Nie daj sobie wtłoczyć do głowy, że jesteś nikim.
Wcale nie musisz być taka, jaką chciałby Cię widzieć Twój ojciec.
Jednym uchem wpuść, drugim wypuść to co on mówi.
Jak nie dasz rady, może spróbuj porozmawiać o tym z psychologiem?
Mam podobnie.
Mój ojciec nigdy nie był ze mnie dumny, chociaż robię wszystko tak jak trzeba. Nigdy nie miałam problemów z nauką czy z rzeczami takimi zwykłymi, wszystko mi się udawało. Np. zdałam egzamin na prawo jazdy na 1 razem, a on mówił mi wcześniej, że za 1 razem nikt nie zdaje. Ale nie, zawsze było źle, nigdy mnie nie pochwalił. Dla niego jakieś znaczenie ma tylko jego synek, mój brat jest ode mnie starszy. Może mówić wszystko, traktuje źle moją matkę - ale mój ojciec nie reaguje i widzi w nim 8 cud świata. Natomiast jak ja coś powiem - albo nie skomentuje (no bo pewnie nie warto), albo się uśmiechnie lekceważąco, albo zmieni temat na który rozmawia z synem. Zero czułości, zawsze zazdrościłam, głównie w filmach to widziałam, ojców którzy są czuli, pytają, rozmawiają... Zawsze przy takich scenach płaczę. Do tej pory. Ciężko mi z tym, ale odkąd mój chłopak zna moją sytuację bardzo dobrze, bo długo jesteśmy razem, uświadomił mi, że to nie jest moja wina. Tak samo jest z Tobą, To Twój ojciec ma jakiś dziwny problem, pewnie nie zrozumiesz tego - no ale i po co. Ja też BARDZO chciałabym mieć dobry z nim kontakt, ale to widocznie nie jest możliwe. Trzeba to jakoś przyjąć do siebie i żyć dalej. Żyjesz dla siebie i na swoją przyszłość.