Pasja może przeszkadzać dopóki jej się nie pozna. Pamiętam swoją sytuację ładnych parę lat temu, kiedy poznałam chłopaka na uczelni. Inteligentny, sympatyczny, bardzo spokojny. Nie bardzo mi to pasowało do wizerunku kibica, a taka była jego pasja. Poświęcał temu każdą wolną chwilę i pieniądze - można się wkurzyć, prawda? Żeby jeszcze od czasu do czasu chodził tylko na mecze, to nie byłoby problemu, ale on udzielał się w jakichś pokrewnych do klubu organizacjach. W końcu dałam się namówić i poszłam na mecz. Nie powiem, było bardzo fajnie. Mnóstwo ludzi, jakieś przyśpiewki, nawet jakaś "oprawa" była. Potem poznałam jego znajomych (też kibiców) i zmieniłam kompletnie pogląd na tych ludzi. Bardzo rodzinni, pomocni, życzliwi. Zupełnie inaczej niż ludzie w firmie, czy nawet w rodzine... a przecież łączy ich tylko jakaś głupota. Teraz, kiedy chodzę na mecz z narzeczonym raz na rok to i tak mam częsty kontakt z jego znajomymi, bo są częścią naszego życia. Nie podzielam jego pasji, ale ją rozumiem i szanuje, rozumiem czemu ją kocha i mu pomagam.