Mam poważny problem i nie wiem jak sobie z nim poradzić. Sama nie jestem w stanie, a nie mogę liczyć nawet na mojego narzeczonego.
Mieszkam u narzeczonego ponad 2 lata. Niestety mieszka tam również jego tato i jego kobieta z dwóką swoich dzieci (11l. i 13l.)
Przyszły teść jest bardzo nerwowym człowiekiem i uprzedzał mnie narzeczony, że nie da się z nim dogadać i że jest bardzo ciężkim człowiekiem. Lubi stawiać na swoje, nawet jeśli zrobi coś źle to nie potrafi się do tego przyznać, właściwie już w ogóle nie uznaje swoich 2 dorosłych już synów, zajmuje się tylko dziećmi swojej nowej kobiety. Mamy córeczke- 7 miesięcy, nigdy nic od dziadka i 'babci' nie dostała! Ani na chrzciny, nigdy nic. Dla jego kobiety zawsze byłam miła, nawet swego czasu chciałam się z nią zaprzyjaźnić, ale jak usłyszałam, co o mnie mówi, to się zszokowałam! Mówiła, że jestem z patologii, że mam więcej szczęścia niż rozumu, że nic kompletnie nie robie, a zapierdzielam ostro w domu! 'Teściu' stwierdził, że wychowa mnie po swojemu, (mam 21 lat i dziecko!) jest surowy, rygor w domu niesamowity! Wiecznie mi dogryza, specjalnie prowokuje i wie czym może mnie najbardziej zdenerować więc to robi żeby mi tylko dołożyć. Płacze w pokoju całymi dniami, ciągle siedze zamknięta w pokoju z dzieckiem żeby unikać styczności z nimi.
Rozmawiałam o tym z narzeczonym, lecz on mówi, że nie wynajmiemy nic, ponieważ nie mamy pieniędzy, żebym dała spokój i wyluzowała. Ale ja nie potrafie. Każde ich słowo działa na mnie strasznie!
Wykańczają mnie psychicznie, a mój facet nic sobie z tego nie robi.
Pomocy!!!
Podobne tematy
A twoja rodzina Cię z dzieckiem albo wasza trójkę nie przygarnie? Albo chociaż za mała opłatą?
A jeśli narzeczony nic nie będzie chciał z tym zrobić, nic wynająć, no to będziesz musiała to zaakceptować, siedzieć po cichu w swoim pokoju i mieć to wszystko w dupie.
3 2014-07-26 15:11:46 Ostatnio edytowany przez pinupnatt (2014-07-26 15:12:53)
Właśnie chodzi o to, że nie mam rodziny, bo jestem sierotą... nie mam nikogo prócz dziecka i narzeczonego.
Nie mam również w nikim wsparcia.
Przez tą całą sytuacje nawet cięzko nam się dogadać. Jest dobrze między nami tylko wtedy, gdy teść ze swoją nową rodzinką wyjezdza gdzies np na weekend.
Chciałam sama coś wynająć z dzieckiem, ale wtedy narzeczony mnie szantażuje, że on mnie z dzieckiem nigdzie nie puści, że jak chce to moge isc sama, a o dziecku mam zapomniec.
Kurczę, współczuję Ci. Moja mama opowiadała mi kiedyś, że miała bardzo podobną sytuację gdy tuż po ślubie zamieszkała z ojcem i moją starszą siostrą, wtedy malutką, u jego rodziców. Była szykanowana na każdym kroku, każdy dookoła patrzył na nią z góry, starał się jej dopiec. Ojciec także ani razu nie zareagował, nigdy jej nie pomógł, nigdy nie ukrócił tego wszystkiego. Mogła żyć normalnie dopiero od chwili, w której przestała tam mieszkać.
Ogólnie dziwię Ci się, że wytrzymałaś w takim wariactwie aż dwa lata. Przecież niejedna osoba zaszłaby kompletnie w głowę po czymś takim. Dlatego proponowałabym Ci teraz zastanowić się poważnie nad tym, czy wciąż JESTEŚ W STANIE to ciągnąć, czy dasz radę, bo inaczej nie możesz zostać w tym miejscu. Miłość ani narzeczony (on tym bardziej, skoro nie interesuje go Twój obecny stan) nie są warte Twojego zdrowia psychicznego! Zresztą, sama pomyśl. Teraz próbują ustawiać po kątach Ciebie, a co będzie jak Wasze dziecko bardziej dorośnie? Chciałabyś, żeby to na nim się wyżywali? Żeby próbowali je wychować po swojemu? Już nawet pomijając fakt, że z czasem Twoja własna psychika i nadmiar stresu mogłyby się przyczynić do tego, iż odbiłoby się to na tym maleństwie.
Więc? Czy to jest tego warte? Nad tym bym pomyślała na Twoim miejscu na samym początku. A później ewentualnie spróbowała porozmawiać ostatni raz z narzeczonym, powiedzieć mu na spokojnie, że źle Ci w tym domu, że nie sądzisz, byś miała siły dłużej to znosić. Że przekroczyłaś już swój limit i jeśli on nic z tym nie zrobi, będziesz musiała poszukać innego wyjścia. Być może takiego, które nie uwzględnia jego osoby w Twojej przyszłości.
Dziecka Ci od tak zabrać nie może, więc o to się martwić nie musisz. Jeśli zapewnisz mu opiekę, a w sądzie udowodniłabyś, że odeszłaś, ponieważ tamten dom miał zły wpływ na Twoje zdrowie psychiczne i obawiałaś się o siebie jak również dziecko, to miałabyś sprawę wygraną.
Tylko problemem jest też to, że nie masz żadnej rodziny?
A jakichś przyjaciół? Choćby z przeszłości?
W ogóle czy masz kogoś, kto mógłby Ci pomóc przynajmniej na początku? Żebyś mogła w razie czego stanąć na nogi o własnych siłach? Wiesz, znaleźć nowe mieszkanie, pracę, kogoś, kto zaopiekowałby się dzieckiem gdy Ciebie by nie było?
pinupnatt to oni sami tworzą tą patologię. jak można tak traktować drugiego człowieka... Musisz być silna i nie patrzeć na nich. Skoro narzeczony nie staje w Twojej obronie to dla mnie równa się z jednym, brakiem miłości i szacunku. Postaraj się wziąć sprawy w swoje ręce i wyprowadź się stamtąd. Na pewno dasz radę. Powodzenia!
6 2014-07-27 09:02:06 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-07-27 09:06:52)
Trudna sytuacja, bardzo trudna.
Niemniej SAMA wdepnęłaś w owo g... na własne życzenie, bo nikt pistoletu do głowy Ci nie przykładał i do tego "zamku potworów" Cię siłą nie zaciągał. BRUTALNIE zostałaś uświadomiona iż fakt, że młode pokolenie zaczyna posiadać dzieci, nie oznacza, że starsze USTĄPI mu miejsca - kończy żywot i schodzi "ze sceny". ONI też mają jeszcze przed sobą kupę życia - i maja PRAWO żyć jaki im się podoba. Szczególnie "u siebie".
A tu JAK widać "gospodarzom" nie na rękę jest Wasza obecność.
Co możesz zrobić?
NAMAWIAĆ chłopaka na zmianę miejsca pobytu. Szukać możliwych opcji. Może zamieszkanie w zamian za opiekę. Jakiejś dalszej a posuniętej w latach rodziny TEŻ nie masz? Starszawe ciocie czy leciwe a samotne pociotki...(chłopaka TAKŻE!) w sumie i obce osoby. Może warto skontaktować się z miejscowym ośrodkiem pomocy społecznej i zasięgnąć języka. Patrzeć, PYTAĆ, słuchać. I niestety CIERPLIWIE znosić... bo cóż innego pozostaje? Eskalowanie konfliktu może doprowadzić jedynie do przemocy, której zaczątki JUŻ widać!
Anhedonia całkowicie się z tobą zgadzam. Jak by na to nie patrzeć to jest dom teścia i jego żony. Ja się nawet temu teściowi nie dziwię, że się wk... bo ma dorosłego syna kompletną fajtłapę życiową. Spójrzmy prawdzie w oczy to twój teść zapewnia Wam dach nad głową. Bo twój facet to kompletna niedorajda. Ma rodzinę kobietę, dziecko a nie potrafi im nic zapewnić. Nawet nie zadba o szacunek dla Cb, że o jakiś bezpieczeństwie nie wspomnę. pinupnatt co Ci po takim facecie?! Widzisz teść się denerwuje bo, mało, że ma nowa rodzinę a tu dorosły syn jeszcze z nimi mieszka, jeszcze pępowiny nie odciął to jeszcze mu zafundował Cb i dziecko. Ja do Was nic nie mam. Ale sama widzisz, że teść ani ma prawo być zły. Bo jakbyś ty się poczuła gdyby do twojego domu twój chłopak sprowadził teścia z żoną. Poza tym ten twój facet jest strasznie irytujący. Nie dość, że sam doczepił się do ojca jak piąte koło u wozu, to jeszcze Cb i dziecko w to wciągnął. Co za tupet. Chory gość, niepoważny. Teściowi się nie dziwię, ale twojemu facetowi bardzo. Jest egoistą, ON JEST JEDNYM WIELKIM PROBLEMEM. I dla teścia i dla Cb. Bo robi tak jak jemu wygodnie a Was wszystkich ma gdzieś. On powinien Wam zapewnić loku i bezpieczeństwo jeżeli tego nie potrafi cóż jest nic nie warty. Moim zdaniem przydałby mu się zimny prysznic i kop w d...
Wez dziecko wyprowadź się ale nic mu nie mów o swoich zamiarach skorzystaj z okazji jak go nie będzie. Idz do Caritasu, albo domu samotnej matki czy jakieś instytucji, pomocy społecznej. Oni Cię skierują do jakiegoś domu dla matek z dziećmi.
Jeżeli mu bedize zależeć to postaw jasne warunki: idziesz do pracy, wynajmujesz nam mieszkanie, zapewniasz bezpieczeństwo albo podaję Cie o alimenty dla dziecka, a ja pana nie znam. Żadnych kompromisów!
Moim zdaniem jak się wyprowadzisz to teść łaskawiej spojrzy na cb i na dziecko. Nawet może częściej coś mu podaruje. Bo tak to ja się nie dziwię,że nic nie daje i się odcina. Bo jakby jeszcze zaczął pomagać to w ogóle Ameryka, mało, ze byście u niego Mieszkały to jeszcze był by sponsorem. Nie no tak to sobie facet nie może pozwolić tym bardziej że ma rodzinę.
A właśnie jaki on jest dla swojej zony i dla swoich tamtych dzieci?
tak zgadzam się z poprzedniczkami, dokładnie tak,
Teraz tak sobie pomyślałam, że mam podobnie właściwie. Bo wyszłam za mąż po raz drugi, i mój mąż ma dwóch dorosłych synów z pierwszego małżeństwa. Ale żaden z nami nie mieszka. Nie wyobrażam sobie tego. No ale jakby jeszcze sprowadził dziewczynę, dziecko. To na pewno nie byłabym happy i nie miała ochoty się przyjaźnić. Wręcz codziennie bym myślałam kiedy się wyprowadzą. Synowie mojego męża nas odwiedzają, spotykamy się z nimi, relacje są dobre. Ale o wspólnym mieszkaniu mowy nie ma. To byłoby krępujące dla wszystkich. Owszem ojciec im pomaga finansowo, ja tez mam dwie pełnoletnie córki, ale one tez mieszkają już same, tez im pomagam, mamy świetny kontakt. Ale jest jakaś granica. Ten twój facet trzyma się tatusia jak jakiś niedorozwinięty. Facet nie ma wstydu, honoru za grosz! Ja na miejscu tego teścia to bym tego jełopa kopnęła w d... i pogoniła z domu. To mże by isę ogarnął.
A tobie dziewczyno taki niedorozwinięty facet jest niepotrzebny. Bo teraz żeruje na ojcu, potem będzie żerował na tobie. Jakby byl wartościowy to by Wam zapewnił bezpieczeństwo i warunki. On nigdy sie nie ogarnie. Bynajmniej narazie jak będzie się z nim tak cackać. Zresztą ja na twoim miejscu bym wyprowadziła sie do domu samotnej matki, tam często sa żłobki darmowe dla dzieci a ty mogłabyś iśc do pracy, a pobyt w takich miejscach est darmowy. Czasem takie kobiety dostają mieszkania chronione i dużą pomoc. Moim zdniem łatwiej Ci bediz samej z dizeciekm niż z takim osiołkiem. Wtedy jakby chciąl dizekco zabrać albo coś można zawrzeć sitwę z teściem i powiedzieć co wolicie albo mi pomożecie albo z powrotem się od Was wprowadzam i od nowa mamy piekiełko. Pomoc ma polegać na tym: żeby pogonili tego synalka z domu, żeby jakby co dziecka nie odebrał bo warunków nie ma. Jka zostanie sam z golą d... na lodzie to może isę wtedy ogarnie. Bo na razie to on się nei zmieni bo wy mu skorupki do dupki, mieszkanko ma, o problemach nie chce słuchać, pewnie całymi dniami go nie ma ty sama z dizekciem, no to w takim układzie to jest królewicz. Trzeba mu ostro zlać d... i postawić do pion. Ty teraz masz dziecko masz dla kogo żyć, masz o co walczyć, teraz możesz skupić isę na dizekcu i na sobie.
Ja bym się dwa razy zastanowiła nad narzeczonym... jak to mówią "jaki ojciec taki syn", skoro wiesz jaki jest Twój teść, to bałabym się, że z narzeczonym nie będzie inaczej.
11 2014-07-28 23:43:50 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-07-28 23:44:56)
ale tak się zastanawiam, przecież musial ten teść zaproponować wam mieszkanie wspólne prawda?
to on was przyjal pod swój dach,
od początku tak było?
nie masz wyjścia, musisz się wyprowadzić sama lub z narzeczonym,
dziecko będzie coraz większe, jak wyobrazasz sobie ze będzie z toba siedziało w pokoju, przecież będą większe klotnie
a tak przepraszam ze zapytam dlaczego nie macie ślubu?
nie podoba mi sie jak narzeczony traktuje ciebie dziecko jak lekko do tego podchodzi
nie chciałbym takiego życia dla swoich córek,
do tego cie szantazuje ze dziecko zabierze
a ma on choć stała prace, dobrze platna, czy za przeproszeniem ,,dupa,, na całej linii, ?
zastanow sie czy chcesz zyc z kims takim, wiem ze ciężko odejść, nie namawiam cie do tego tym bardziej ze nie masz wsparcia nikogo, ale lepiej zacznij patrzeć na partnera trochę chłodniejszym okiem, zobacz jakie złe warunki wam zapewnia,
tu nawet problemem nie jest ojciec partnera twojego, czy jego nowa rodzina, ale twoje relacje z narzeczonym i ile dla niego znaczycie
No właśnie nie jest tak jak piszecie.
Mój facet to nie żadna fajtułapa, bo zapierdala od rana do nocy żeby nas utrzymać, żebym i ja i dziecko mieli wszystko co chcemy, kupił nam dom, ale potrzeba czasu żeby go wyremontować!
Zanim zaszłam w ciąże, mieszkałam z narzeczonym u jego ojca rok czasu. W tym samym czasie co ja się przeprowadziłam, przeprowadziła się również PRZYJACIÓŁKA teścia z 2 swoich dzieci. Teść tylko ustawia wszystkimi w domu, na dzień dziecka swoim dzieciom nie kupił choćby po piwie, a swoją kobiete i jej dzieci zabrał na basen!
Tu akurat nie zgodze się z waszą opinią, że mój facet jest taki jak jego ojciec, bo jest zupełnie inny!
Jak możeby się przeprowadzić, albo coś wynająć, na już gdy mój facet razem ze swoim ojcem mają duży kredyt?! Wspólną firme?! Narzeczony robi wszystko żeby było mi dobrze, ale niestety nie możemy od razu tak zrobić... i problem jest tylko i wyłącznie w tym jak teść i jego PRZYJACIÓŁKA ze swoimi dziećmi nas traktują! Czują się jak u siebie w domu, a mojego narzeczonego jakby to on do nich przyszedł mieszkać, a nie na odwrót!
Padło pytanie dlaczego nie mamy ślubu... nie dlatego, że go nie chcemy, nie że między nami się nie układa, bo między nami jest cudownie, ale tylko gdy jego ojciec i ta suka się między nas nie mieszają. Nie bierzemy ślubu ze względu na kredyt... żeby później na mnie nic nie przeszło... żadne długi.
i problem jest tylko i wyłącznie w tym jak teść i jego PRZYJACIÓŁKA ze swoimi dziećmi nas traktują! Czują się jak u siebie w domu, a mojego narzeczonego jakby to on do nich przyszedł mieszkać, a nie na odwrót!
Padło pytanie dlaczego nie mamy ślubu... nie dlatego, że go nie chcemy, nie że między nami się nie układa, bo między nami jest cudownie, ale tylko gdy jego ojciec i ta suka się między nas nie mieszają. Nie bierzemy ślubu ze względu na kredyt... żeby później na mnie nic nie przeszło... żadne długi.
Bra-awo, bra-awo, brawisimo!
Otóż to - czują się jak u siebie w domu! SKANDAL.
Może więc odpowiesz szerokiemu gronu tu zebranemu: czemu to SUKA syna ma się czuć lepiej w owym domu, niż SUKA ojca?
Ja się nie czuje jak u siebie w domu!
Chodzi mi o to, że ktoś, kto przyszedł do tego domu tak samo jak i ja, z jakiej racji ma nagle mną rządzić?! Nie przyszłam do niej mieszkać, tylko do teścia i jego syna!
Ja nie rządze się w domu, nie czuje się jak u siebie! Będę się tak czuć dopiero gdy RZECZYWIŚCIE BĘDZIEMY NA SWOIM !!!
Jest coś, na co zwróciłam uwagę:
Padło pytanie dlaczego nie mamy ślubu... nie dlatego, że go nie chcemy, nie że między nami się nie układa, bo między nami jest cudownie, ale tylko gdy jego ojciec i ta suka się między nas nie mieszają. Nie bierzemy ślubu ze względu na kredyt... żeby później na mnie nic nie przeszło... żadne długi.
Ale jaki kredyt? Jakiś czas temu zaciągnięty przez narzeczonego czy taki, którego zaciągnięcie właśnie rozważacie?
Jeśli ta pierwsza opcja, to jest to argument nieprawdziwy, bo żadne długi zaciągnięte przed ślubem z automatu nie przechodzą na współmałżonka. Byłabyś zobowiązana do solidarnej spłaty, gdybyście umowę podpisali wspólnie lub gdybyś była poręczycielem, a narzeczony kredytu nie spłacał.
Jeśli druga, to w przypadku, gdy pozyskane środki zostaną spożytkowane przez Was oboje, czyli na wspólne cele, to zwykła odpowiedzialność nakazuje, aby poczuwać się do pomocy w spłacie.
Tak więc dla mnie to wyjaśnienie jest zupełnie niezrozumiałe. Może to jednak narzeczony, tłumacząc się troską o Ciebie, w ten sposób argumentuje brak ślubnych planów?
pinupnatt napisał/a:i problem jest tylko i wyłącznie w tym jak teść i jego PRZYJACIÓŁKA ze swoimi dziećmi nas traktują! Czują się jak u siebie w domu, a mojego narzeczonego jakby to on do nich przyszedł mieszkać, a nie na odwrót!
Padło pytanie dlaczego nie mamy ślubu... nie dlatego, że go nie chcemy, nie że między nami się nie układa, bo między nami jest cudownie, ale tylko gdy jego ojciec i ta suka się między nas nie mieszają. Nie bierzemy ślubu ze względu na kredyt... żeby później na mnie nic nie przeszło... żadne długi.Bra-awo, bra-awo, brawisimo!
Otóż to - czują się jak u siebie w domu! SKANDAL.
Może więc odpowiesz szerokiemu gronu tu zebranemu: czemu to SUKA syna ma się czuć lepiej w owym domu, niż SUKA ojca?
pinupnatt, ojciec jest u siebie. Choćby nie wiem jak bardzo Ci to przeszkadzało, może nawet narobić na środek dywanu w salonie, bo JEST U SIEBIE. Nie masz NIC do gadania.
Zacznij działać, zamiast narzekać. Możecie zacząć od rozmowy szczerej, ze wszystkimi obecnymi. Ojciec się albo ustosunkuje, albo nie, ale przynajmniej będziesz miała świadomość, że COŚ zrobiłaś, zamiast bezmyślnie walić ''sukami'' na boki.
Możecie też iść na wynajem, dopóki nie wyremontujecie domu. Proste. Nie chcecie, to zaciskacie ząbki i czekacie grzecznie.
P.S Piszesz, że nie możesz liczyć na narzeczonego. To co z niego za facet, że nie potrafi stanąć w obronie swojej kobiety? Dla mnie to ciota, nie mężczyzna. Bo teściowa raz tylko zwróciła mi uwagę w sposób nieuprzejmy. Reakcja męża była natychmiastowa i sytuacja więcej się nie powtórzyła.
pinupnatt weź nie żartuj. Przyszłaś mieszkać do teścia i jeszcze obrażasz jego partnerkę. Wy powinniście być wdzięczni, że w ogóle teść się zgodził na to żebyście chociaż kilka miesięcy u niego mieszkali! Bo pomagać synowi to jego obowiązek dopóki syn jest sam, uczy się, nie ma domu to ok. Może mieszkać trzeba mu pomóc. Ale jak już syn zakłada rodzinę, ma żonę i dziecko to żaden obowiązek pomagać obcym osobą. Nie każdy by Was przyjął. Bo widizesz jeżeli jeszcze było by tak, że jesteście obydwoje pracujecie od rana do nocy, cąłe dnie Was nie ma jak wracacie późno zamykacie isę w pokoju, nie przeszkadzacie zero hałasu to ok. Mogliby jakiś czas przymknąć oko. No ale jest tak, ze jest małe dziecko ty (obca dla nich osoba) całe dnie przesiadujesz w domu, dziecko a to płacze, a to jet chore, a to w nocy płacze, trzeba do niego wstawać, pewnie chodzicie po domu gotujecie mu mleko itd. i Budzicie cały dom. I to jest dla nich irytujące dla nich.
Moim zdaniem to było tak, że ojciec już od dawna spotykał się z ta przyjaciółką, ale planowali tak, że syn odejdzie z domu założy rodzinę to wtedy ona się wprowadzi z dziećmi. A tu przykra niespodzianka syn założył rodzinę ale zamiast się wyprowadzić to jeszcze swoją rodzinę ojcu zwalił na głowę. Wiesz ta kobieta i teść pewnie mieli swoje plany. A wy je popsuliście. Ja się wcale tej kobiecie nie dziwię, ze tak reaguje na cała sytuację. Bo zobacz ona przyszła do faceta mieszkać który ma dom. I czuje się jak u siebie. A twój facet kupił dom i go remontuje i mówisz, zę jak pójdziecie tam mieszkać to tez będziesz jak u siebie. A ile dołożyłaś do tego domu co kupił, kupiliście go na pół, remontujecie za wspólne pieniądze? Bo z tego co piszesz to on go kupił dla Was. No to tak samo teść ma dom dla nich. Teść jest u siebie może zachowywać się i robić to co chce. Swoją partnerkę to on sobie wybrał, wiedział, że ma dzieci, pokochał ich, wziął całość w pakiecie. Teść tez ma prawo do szczęście, do tego by ułożyć sobie życie! Z kim chce i jak chce! A Wam nic do tego! Moim zdaniem ta kobieta jest bardziej u siebie niż ty! Dom jest teścia ona jest jego partnerką. A ty jesteś dla nich obca. I wcale nie muszą Cię lubić, dobrze by było gdyby chociaż szanowali, no ale sorry bardzo po tym co napisałaś ta ,,suka'' to wcale się nie dziwię, że tak Cię traktują. Dzień dziecka jeszcze by chcieli, co jeszcze?!!!!
Nie dość, ze ma Was na okrągło w domu, to nie dziwię się, chce wyjść gdzieś BEZ WAS tylko ze swoja partnerką, a tu w domu wy na basenie wy, nie no takiej anielskiej cierpliwości to nie ma nikt. Zresztą ty mówisz, zę gdy ich nie ma to jest miedzy Wami dobrze a może oni również sie przez Was kłócą i to gdy Was nie ma jest między nimi ok. Proponuję jak najszybciej się wyprowadzić bo oni nawet jednego powodu nie maja by sie zmienić. Przyspieszyć z remontem, i iść na swoje a będzie dobrze.
masz racje Insurmountable_Woman
Po raz pierwszy zgodzę się z Insurmountable_Woman.
Czytam i normalnie nie wierze w to co widze.
Zastanawiam się w ogóle po jaką cholere szukałam pomocy w internecie... można się było spodziewać takich wypowiedzi. Ludzie, nic nie wiecie, a się czepiacie i psy na nas wieszacie!
Ja osobiście wyszłam z domu z niemałą gotówką i OSOBIŚCIE POMOGŁAM SPŁACIĆ KREDYT TEŚCIOWI I JEGO PANI PAULINIE !
Z Panią Pauliną próbowałam się nawet zaprzyjaźnić, ale gdy usłyszałam co o mnie mówi, stwierdziłam, że nie ma mowy!
Byłam miła, w sumie nadal jestem, ciągle robię dobrą minę do złej gry!
Pan Maciej przyjął mnie pod swój dach abym mogła mieszkać z jego synem, ponieważ sam tego chciał!
Do Pana Macieja nie mam kompletnie nic, poza tym, że czasami jest wobec mnie złośliwy... niby w żartach, ale jednak.
Nikomu nie mam za złe, że jest w SWOIM DOMU I SWOIM DOMEM RZĄDZI ! BO NIE JEST TO MÓJ DOM I NAWET SIĘ NIE ODZYWAM !
NASZ DOM KUPILIŚMY ZA WSPÓLNE PIENIĄDZE I REMONTUJEMY GO RÓWNIEŻ ZA WSPÓLNE PIENIĄDZE !
Pracujemy oboje, staramy się aby wszystko było ok !
Odpowiedzcie mi na coś... ja w sumie jestem na równi z Panią Pauliną i jej dziećmi. Bo ona jest partnerką głowy domu, a mój narzeczony ma takie same prawa do domu jak i jego tato czyli Pan Maciej. Więc dlaczego będąc miła wobec wszystkich, wobec dzieci Pani Pauliny, kupując im prezenty ja słyszę od DZIECI, że jestem pojebana bo Klaudia nie chciała podrobionej lalki tylko oryginalną, a Krzysiek chciał deskorolke, a nie jakąś beznajdziejną płyte z grą ?!
W domu robie absolutnie wszystko, nawet niektórych muszę wyręczać !
Np. ostatnio robiłam ciasto, ale musiałam szybko pojechać po szwagra bo auto mu się zepsulo i nikt nie mógł go przywieźć do domu, zostawiłam wszystko co używałam typu miska, łyżki... Klaudia powkładała wszystko inne do zmywarki, a moje rzeczy zostawila i powiedziała, że ona po mnie sprzątać nie bedzie. Ja jak sprzątam, sprzątam po wszystkich !
Gdy raz poprosiłam Klaudię, czy mogłaby podać mi łyżke odpowiedziała, że nie jest moją służącą i nic nie musi robić !
Ja się w domu do nich tak nie odnosze ! Do nikogo ! Ciągle prosze, pytam, wszystko grzecznie ! Tutaj już nerwy mnie ponosiły i wyzwałam Panią Pauline...