Witam
jakiś czas temu zaczęłam mocno podejrzewać męża o zdradę(y) - przechodziłam przez różne etapy
oczywiście zapierał się, że nigdy tego nie zrobił
był nawet etap, kiedy to ja stałam się najlepszą żoną pod słońcem i tak naprawdę właśnie wtedy zdarzyło się najwięcej "dziwnych sytuacji"
zaczął niby przyznawać się do winy, jakieś tam dziwne teksty, z których wynikało, że mnie zdrada(ł)- po czym się wycofywał, twierdząc, że to były albo żarty albo,że ja go prowokowałam
tylko, że
ani mi ani jemu nie było do śmiechu, a zwierzenia następowały np. po udanym seksie, albo bardzo mile spędzonych chwilach...
przyznaję - popadłam w paranoję - nie mogłam się powstrzymać, by wszystkiego nie podciągać pd zdradę, byłam beznadziejan, a jednocześnie bywałay chwile, kiedy wydawaliśmy się być idealną rodziną - paranoja na każdej płąszczyźnie ![]()
kilka dni temu wrócił z pracy i oświadczył, że w końcu mnie zdradził, bo "przecież tego chciałam"
nie będę w tym poście opisywać całej historii, bo książkę można by napisać
mój problem polega na tym, że kompletnie nie wiem jak się od niego uwolnić - chcę tego, ale mam wrażenie, że nie ma jak...
jesteśmy 15 at po ślubie - mamy syna nastolatka i kilkuletnią córeczkę, a co najgorsze dom na kredyt we frankach...
niestety- jakiś czas temu zrezygnowałam z dobrze płatnej pracy (urodziny dziecka) i przez to obniżył nam się standard życia, a co za tym idzie pojawiło się jego wieczne narzekanie na brak kasy ( nie mamy długów itp, ale on twierdzi, że wydajemy więcej niż zarabiamy)
jakiś czas temu wróciłam do pracy, jednak nie jest to dobrze płatna praca - nie jestem w stanie utrzymać się sama, a jednocześnie on wprawił mnie w kompleksy i mimo, że wiem, że na dużo mnie stać - czasem nie potrafię "się ogarnąć"
nie wiem co robić
czuję się beznadziejnie...
co więcej - dodam, że z mężem normalnie rozmawiamy, ale ja nie chcę z nim być - on zresztą sam oświadczył, że gdybym ja go zdradziła, to nie chciałby ze mną być
nie ufam mu - on nadal twierdzi, że nigdy mnie przedtem nie zdradził, że to ja swoją paranoją go do tego sprowokowałam...ale zdarzyło się tyle dziwnych sytuacji, że nie jestem w stanie uwierzyć, że to były tylko zwykłe zbiegi okoliczności
wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale poniekąd go rozumiem, jednak nie rozumiem, że zrobił to w momencie, kiedy zachowywał się jakby chiał wrócić do normalności
tak bo to wszystko jakieś nienormalne jest...
nie wiem czego oczekuje- jakieś rady - może rozwiązanie jest o wiele prostsze niż mi się wydaje...może po prostu muszę to przegadać, aby mieć inny obraz na sytuację...