Cześć,
Mam następujący problem. Od 2 lat, jak nie więcej kocham jedną dziewczynę, choć nigdy z nią nie byłem. Po prostu spędzałem z nią masę czasu, no i w pewnym momencie coś więcej poczułem, było za późno, bo zeszła się z gościem ze swojego miasta. Z zasady nie rozbijam związków i poza tym jest szczęśliwa, na czym mi również zależy. No i nie tak prosto ją po prostu wymazać ze swojego życia bo jest na jednym roku ze mną. Od czasu do czasu z nią gadam, ona wie, że mi zależy na dobrej relacji z nią, a wiem , że to tylko może być na stopie koleżeńskiej.
Próbowałem skupiać się na pasjach, wychodzić ze znajomymi, poznawać nowych ludzi (tutaj coś mi kiepsko szło chyba), zacząłem nawet ostatnio ćwiczyć, znajdowałem sobie nowe zajęcia, skupiałem się na studiach i tak dalej. Jednak są okresy, kiedy nie mogę przestać o niej myśleć, choć powoli z tym radzę sobie lepiej i uczę się coraz skuteczniej odciągać myśli. Ból jaki mi przy tym towarzyszy, jest momentami trudny do zniesienia. Uczę się ciągle z nim żyć.
Pech polega na tym, że jestem trochę romantykiem, jak się zakocham to później muszę długo się leczyć. Jednak to trwa ponad 2 lata i jest mi z tym ciężko.
Mówi się, że czas leczy rany i tak dalej. Jednak wiecie, czas przecieka przez palce, doświadczenia w związkach też nie mam dużego, no i przez to dochodzi do tego strach, że po prostu zostanę sam. Postanowiłem dlatego, że najpierw muszę się odkochać i to w miarę szybciej, bo mnie to powoli wyniszcza psychicznie.
Wiem też, że nie można szukać kogoś na siłę i coś na zasadzie "zapchania pustki" itp.
Podzielicie się może jakąś dobrą radą?