Oburzona mieszkanka mojego miasta doniosła dziś na pewnej stronie na FB, że była świadkiem sytuacji, jak straż miejska przepędziła grupkę dzieci sprzedających czereśnie. Maluchy (wczesna podstawówka) zebrały owoce z drzew rosnących przy kamienicy, w której mieszkają. Pod informacją, jak to na FB bywa, zawrzało. Jedni twierdzą, że strażnicy mieli rację, to była nielegalna sprzedaż! Inni, że przecież szkodliwość społeczna była żadna, dzieci chciały zarobić na lody, a policja powinna zająć się prawdziwymi problemami, zamiast ochrzaniać bezbronnych uczniów. Jeszcze inni zastanawiają się, jaki przykład płynie z tego wydarzenia...
Sprawa błaha, wątek lajtowy
Jestem ciekawa Waszych opinii ![]()
