Witam,
moja historia podpada pod te banalne ale jednak dla mnie jest wielkim zmartwieniem.
Równo miesiąc temu zerwała ze mną dziewczyna, był to dla mnie ogromny szok i cios w samo serce. Byliśmy w związku prawie dwa lata, układało nam się dobrze. Nie kłóciliśmy się za bardzo, ustaliliśmy że wszelkie nieporozumienia wyjaśniamy od razu, nie poszliśmy spać zanim nie było wszystko wyjaśnione. Bardzo Ją kocham i zawsze starałem się o Nia dbać, robić wszystko żeby była u mego boku szczęśliwa. W marcu jednak zaczęła się robić lekko drażliwa, często miała o mnie jakieś pretensje, wybuchała szybko płaczem. Mówiła, że coś się między nami psuje. Ja tego nie zauważałem i odpowiadałem Jej, że ja nadal kocham Ją tak jak wcześniej, że z mojej strony nie widzę żadnego problemu. W marcu i w początkach kwietnia tak jak mówiłem była dosyć męcząca i czasami byłem mniej przyjemny dla Niej, ale nigdy nie podniosłem głosu ani nie obraziłem Jej. Ale przyznaje się ze wstydem, że kilka razy przeze mnie płakała. Oczywiście przepraszałem, czasem szybciej a czasem później, za każdym razem za niepotrzebne emocje i godziliśmy się. Uważałem, że wszystko jest ok. Większość kwietnia i maja było wszystko jak dawnej, aż tu nagle miesiąc temu umówiła się ze mną na randkę podczas której zerwała. Powiedziała, ze nam nie wyszło i że nie kocha. Pierwszy tydzień nawet nie wiedziałem dlaczego. Później spotkałem się z Nią i choć początkowo była nieprzychylna to szybko jej to minęło. Wyjaśniła, że właśnie chodzi o moje zachowanie w marcu, że czuła, że mam wiele spraw ważniejszych od Niej. Fakt jestem dosyć zapracowany ale zawsze wiedziałem, kto jest najważniejszy. Ale chyba nie umiałem tego okazać w taki sposób w jaki ona chciałaby to zobaczyć. Podczas ostatniej rozmowy około 2 tygodni temu chciałem przekonać Ją, żeby nadal utrzymać kontakt. Żeby pozwoliła sobie ponownie się we mnie zakochać. Po chwili wahania stwierdziła, ze nie powiedziała: ('nie czuje już drżenia serca na Twój widok' oraz "nie chce ryzykować mojego szczęścia"). Podczas naszych kilku rozmów ani razu nie zapłakała.
Uszanowałem Jej decyzję, nie pisałem i nie nie dzwoniłem. Nasze spotkania były wymuszone - razem studiujemy więc czasem musieliśmy się spotkać na egzaminie itp. Nadal milczę i nie odzywam się do Niej. Będę milczał całe wakacje. Wiem, że teraz jest na wakacjach z koleżanką (o innych osobach nie wiem). Gdy człowiek coś traci uświadamia sobie ile to dla niego znaczyło. Ten miesiąc to koszmar, tyle wspólnych miejsc, wspomnień, przyzwyczajeń... Ale chce być silny.
Proszę pomóżcie mi, czy mam jakiekolwiek szanse, żeby po wakacjach, które poświecę na własny rozwój, przemyślenie wszystkiego i wyciągnięciu wniosków znów Ją rozkochać w sobie? Mamy masę dobrych wspomnień, byliśmy świetną parą i w większości spraw rozumieliśmy się bez słów. W naszym związku nie stało sie nic strasznego, tylko rutyna i jakieś poczucie zaniedbania. Zdaje sobie sprawę, że popełniłem błędy, żałuje. Skoro nie chciała w wakacje ratować tego wszystkiego ok, ale czy uważacie, ze jest sens spróbować po wakacjach się do Niej zbliżyć? Tylko jak?
Proszę pomóżcie zagubionemu we własnych emocjach chłopakowi. Każda rada będzie dla mnie ważna.