witam...
jestem pierwszy raz na tym forum i potrzebuje wsparcia, pomocy, porady... cóż może zacznę od początku..
jestem z moim chłopakiem od 23 miesięcy, było zawsze nam cudownie razem śmiechy, wygłupy, wsparcie z obu stron... niestety lecz od pewnego czasu podczas okresów zaczęłam się wściekać o byle co na niego ( to niestety jest spowodowane problemami rodzinnymi)... było kilka kłótni które potrafił przełknąć i na nowo wszystko było ok. Niestety po ostatnich wydarzeniach on po prostu już nie wytrzymał było za dużo tego... co prawda nie rozstaliśmy się ale walczymy o ten związek... niestety powiedział mi bolesne słowa ze teraz nie wie co czuje, a raczej odczuwa neutralność... wiem ze niestety sama do tego doprowadziłam, ale teraz za wszelka cenę chce to zmienić i naprawić wszystko... Czuje ze to jest miłość mojego życia mimo iż się trochę pogubiliśmy ... co mam robić, ma ktoś jakiś sposób na rozbudzenie pozytywnych uczuć w partnerze? bardzo proszę o jakakolwiek pomoc i z góry dziękuje
Podobne tematy
Ale o co te kłótnie? I czy jesteś pewna, że umiesz się naprawić? Myślisz, ze to "ten", bo Ci się grunt pod nogami sypie, zwykle tak jest.
doslownie o pierdoly.... bo cos mi nie popasowalo i ciup... tak uwazam ze jestem w stanie to naprawic bo naprawde zalezy mi na nim.. co do tego palcego sie gruntu.. juz nie raz zostawial mnie facet i naprawde widze roznice, tylko przy nim czuje sie naprawde wyjatkowo
doslownie o pierdoly.... bo cos mi nie popasowalo i ciup... tak uwazam ze jestem w stanie to naprawic bo naprawde zalezy mi na nim.. co do tego palcego sie gruntu.. juz nie raz zostawial mnie facet i naprawde widze roznice, tylko przy nim czuje sie naprawde wyjatkowo
Wiesz co zrób? Pobądź trochę sama, ogarnij się, zastanów się dokładnie z czego wynika Twoja czepliwość i chęć do kłótni. A jak znajdziesz powód to nie usprawiedliwiaj się nim tylko się zmień, ale dla SIEBIE nie dla niego.
kolezanka tez mi mowila ze powinnam sie zajac soba...a nie opierac sie na facecie
kolezanka tez mi mowila ze powinnam sie zajac soba...a nie opierac sie na facecie
I bardzo dobrze Ci mówiła.
Jemu powiedz, że potrzebujesz czasu, że szczerze przykro Ci, rozumiesz swoje błędy i potrzebujesz czasu dla siebie, aby się naprawić. Powiedz mu, że go nie trzymasz, ale byłoby Ci bardzo miło, gdyby poczekał na Ciebie, przeczekał, a potem poznał "nową Ciebie".
Okresy mają wszystkie kobiety i jakoś nie robia przez to awantur i piekła w domu. Mówisz pogubilismy się, to nie jest prawda - Ty sie pogubiłaś. Ten facet wg mnie sie odnajduje i zrobi dobrze jak zostawi awanturnice, która szarpie mu nerwy. Chcesz się poprawić, gdy zrobiło się cieniutko koło tyłka, ja Ci nie wierzę, ten chłopak chyba też.
gdyby mi nie wierzył już by mnie zostawił
gdyby mi nie wierzył już by mnie zostawił
Nikt nie powiedział, że Ci uwierzył. Zapewne na razie Cię obserwuje.
ujme to inaczej... moze i mi nie wierzy ale chce dac nam szanse
ujme to inaczej... moze i mi nie wierzy ale chce dac nam szanse
No to jak masz wszystkie układanki i wesz, co robić, to jaki jest problem?
witam po pewnym czasie...
moj problem niestety sie nie rozwiazal.. mimo proby czasu (ok miesiaca- bo stwierdzil ze sprobuje zatesknic) moj facet stwierdzil ze nic do mnie nie czuje i ze traktuje mnie jak dobra kumpele... tylko w tym jest problem ze ja nadal do niego cos czuje i nie chcialabym go stracic... zaproponowal nam 2 wyjscia: albo sie rozstajemy i moze kiedys do siebie wrocimy, albo sprobujemy sie spotykac ale nie z takim zarem jaki byl... czy ta druga opcja jest jeszcze mozliwa do wskrzeszenia jakkolwiek uczuc? i zastanawia mnie tez to czy po miesiacu nie widywania sie to nadal jest przyzwyczajenie do 2 osoby? wczoraj mnie przytulal jak rozmawialismy i czulam ze to nie bylo takie sztuczne i nie wymuszone bo z jego wlasnej inicjatywy i jak mnie pocalowal to wycedzil "hmm nie jest zle"... chyba jednak mimowszystko warto sprobowac bo jak sie nie sprobuje mozna zalowac... ale czy jakby juz mu w ogole kompletnie nie zalezalo to chcialby sie mimo rozstania widywac ze mna?
No jakbym o sobie czytała!
prawie rok temu z tego samego powodu rozstałam sie z facetem. Z jednej strony prowokowalam kłótnie i mówiłam mu bolące słowa- zbyt duzo nas różni, wkurzasz mnie, nie wiem czy pasujemy do siebie. Chyba chciałam w ten sposob wyczarować wiecej starań z jego strony. Ale uwierz mi, ze nie głupszego pomysłu! Wyszło tak, ze sam zaczal w to wierzyć. Wtedy gdy powiedział, ze chyba mam racje, zaczal mnie olewać a mnie nagle zaczal palić sie grunt pod nogAmi. Bo jak to? No i tez próbowałam walczyć, on mówił ze mooooze to da rade. Gowno, koniec końców nie daliśmy rady i on przestał do mnie cokolwiek czuć. Byłam jak tonący- chwytalam sie brzytwy ale w koncu moja duma powiedziała stop i darowalam sobie walkę o niego. W sumie dość szybko sie podciagnelam w gore. Uczuć sie nie udało odbudować ale mamy dobry kontakt.
Miej troche godności. Musisz podjąć konsekwencje swoich wybuchów. Bycie wredna w zwiazku nie popłaca. Na przyszłość inaczej traktuj partnera. Ja dostałam nauczkę i lek je z tego wyniosłam. Teraz tylko musze wprowadzić to w zycie
Twojego zwiazku nie da sie naprawić. Druga opcja nie wypali. Skoro powiedział ze nic nie czuje to tak jest. Miej dumę i nie kajaj sie w nieskończoność. Przeprosilas i skoro on mimo to nie chce wracać- ty nie wracaj do tematu. To nie był ten.