![]()
1 2008-03-01 10:39:00 Ostatnio edytowany przez Bianca (2009-11-13 13:21:58)
Podobne tematy
Witaj Ewag. Smutna ta Twoja historia ale każda historia naszego życia ma gdzieś początek ... To, w jakiej jesteś teraz sytuacji na pewno nie stało się z dnia na dzień. Tylko przyszło małymi kroczkami. Gdzie jest więc początek ? Czy wtedy kiedy wyszłaś za mąż ? Czy wtedy kiedy urodziłaś dzieci ? Czy wtedy kiedy mąż zaczął Cię poniżać (i tutaj też - gdzie jest początek tego poniżania, bo rozumiem ,ze nie poniżał Cię od początku trwania Waszego związku ?) Musisz odtworzyć te małe kroczki ... żeby zrozumieć to co Cię teraz spotyka. I w żadnym wypadku nie myśl ,że jesteś bezwartościowa czy nikomu nie potrzebna. Jesteś z całą pewnością wspaniałą mamą i kobietą, która może jeszcze ofiarować temu światu bardzo wiele. Wszyscy mamy w życiu zakręty, ciemne zakamarki w których błądzimy cali w trwodze ... ale z tych zakamarków jest wyjście. Trzeba tylko trochę go poszukać. Myślę, że doszłaś do takiego punktu w życiu w którym czas na zmiany ... czas na szczerą rozmowę z mężem, czas na spojrzenie w głąb siebie i zadanie sobie ważnego pytania "czego pragnę". Nie bój się tych zmian. I życzę powodzenia i odwagi. Długie i piękne życie przed Tobą - musisz tylko je trochę poukładać.
No dobrze, jeżeli nie umiecie rozmawiać to razem pomilczcie
Wiesz, ważne jest żeby to było coś razem, zrobienie czegoś co was łączy ... na co oboje macie ochotę. Na pewno jest coś takiego co sprawia wam razem przyjemność. Może wspólny wypad do kina, może kolacja w restauracji, a może po prostu spacer po lesie ? Myślę, że właśnie z takich małych rzeczy buduje się związek. To taki krok po kroczku do przodu ... do lepszego zrozumienia siebie i partnera.
Ewag! Jak opowiadasz: "mam dójkę małych dzieci, z którymi nie mam większych problemow". Jestes przy swoich dzieciach wiekszosc czasu i to jakie one sa jest wielka Twoja zasluga! Powinnas czerpac z tego sile! Nie wolno Ci myslec, ze jestes nic nie warta. Jestes mama dwojki malenstw - to Ty jako mama, jestes najwazniejsza persona w ich zyciu!Pamietaj o tym.
"Uroczy maz", "szczesliwy zwiazek"...tak, to wszystko pozory. Uwazam, ze krzywdzisz siebie udajac, ze wszystko jest ok. Twoi rodzice, krewni z pewnoscia nie zachwycali by sie nim tak, gdyby wiedzieli jak Ciebie traktuje.
Rozumiem, ze chcesz oszczedzic swoim rodzicom zmartwien. Mysle jednak, ze oni zareagowali by na Twoje klopoty "dlaczego nie powiedzialas nam wczesniej". To sa Twoi rodzice, bliskie Ci osoby, jesli nie odmowiliby Ci pomocy, a Ty potrzebujesz wsparcia - NIE ZWLEKAJ!
Jesli chcesz ratowac wasze malzenstwo, a przede wszystkim siebie(!!!), powinnas sprobowac dotrzec wpierw do meza. Stawic mu czola. Wiem, ze czujesz sie gorsza polowa w tym zwiazku. Droga do odmiany takiego oblicza siebie, jakie masz w glowie bedzie dluga. Nie cierp w ukryciu. Wyrzuc z siebie zlosc! By to uczynic musisz odnalesc w sobie moc.
Sila by odmienic swoj los tkwi w Tobie. Wychowujesz dwojke dzieciakow, jestes cudowna osoba! Zawalcz o to by twe dzieci mialy zdrowa, zadowolona z zycia mame! Zaslugujesz na szczescie i szacunek, a przede wszystkim na prawde. Nie pozwol, by Twoj wyrachowany maz dalej sobie bezkarnie pozwalal.
Jesli mozesz sobie na to pozwolic odwiedz gabinet psychologiczny.
Powinnas poszukac psychologa. Jesli jestes z malej miejscowosci, prawdopodobnie nie masz zbyt duzego wyboru. Zdarza sie, iz psycholog w panstwowej placowce jest dobrym specjalista. Osobiscie poradzilabym Ci jednak gabinet prywatny (nie bedzie problemu z umowieniem terminow i prowadzeniem regularnej terapii dostosowanej do Twoich potrzeb - dlugosc, czestliwosc spotkan, itd.). Czy nie moglabys ewentualnie jezdzic do gabinetu w najblizszym siebie wiekszym miescie?
Skorzystanie z porady psychologicznym nie jest rzadnym wstydem. Mysle, ze owniez opinia spoleczna jest co raz bardziej przyzwyczajona do obecnosci psychologow (tv, gazety, poradniki) w zyciu. Jesli ma Ci to pomoc, nie zastanawiaj sie co pomysla inni!! Tu chodzi o Twoje dobro!! (co przeklada sie na dobro Twoich dzieci i rodziny)
Pozdrawiam serdecznie.
Ciesze sie, ze zrobilas ten krok i zapisalas sie na wizyte. Po pierwsze - psycholog jest lekarzem! W swojej codziennej praktyce spotyka ludzi z roznymi dolegliwosciami i problemami. Nie bedziesz jego pierwsza klientka. Powinien byc to specjalista, ktorego celem jest przy pomocy wlasciwych pytan wysluchanie Ciebie i fachowe okreslenie Twoich zaburzen. Jedno Ci moge gwarantowac: nie bedzie kwestionowac tego, iz cierpisz. Wszystko co zostanie podczas spotkania powiedziane nie wyjdzie poza drzwi gabinetu.
Poza tym nie widze "chaosu" w Tojej wypowiedzi :-) Wypowiedzialas sie jasno i zrozumiale! Przed spotkaniem wypisz sobie na kartce sprawy, ktore Cie w Tobie najbardziej mecza i z ktorymi sobie nie dajesz rady. Zastanow sie rowniez czego sobie zyczysz na przyszlosc (zyskania wiekszej pewnosci siebie, poprawienia relacji z mezem, itd.) Zebranie tych mysli ulatwi Ci pozniej wyrazanie sie na rozmowie.
Mam nadzieje, ze psycholog, z ktorym sie spotkasz sprosta Twoim oczekiwaniom i zdecydujesz sie na terapie. Porady psychologow przez internet sa przydatne, gdyz formuowanie swoich problemow na pismie pomaga w ich lepszym uswiadomieniu. Ma jednak wiele minusow - uniemozliwia przeprowadzenie wielu dobrych metod diagnozy i leczenia pacjenta.
Glowa do gory! Pamietaj, ze ile z tego spotkania wyciagniesz zalezy w duzej mierze od Ciebie. Zapomnij o barierach i skup sie na swoim celu: wyzdrowieniu i odzyskaniu rownowagi! Psycholog bedzie przede wszystkim myslal "Przy pomocy jakich metod moge jej najlepiej pomoc", ostatnia rzecza jaka pomysli bedzie "inni maja wieksze problemy".
Takze nie zastanawiaj sie czy Ci wypada powiedziec o niektorych sprawach. Pomoze to psychologowi lepiej Cie zdiagnozowac. Podobnie jak z lekarzem internista - bedzie mu latwiej zaradzic, jesli pacjent zastosuje sie do prosb - otworzy jame ustna, rozbierze sie do badania, itd.
Trzymam kciuki!!!Sila jest w Tobie!
Jestem wypalona emocjonalnie, nie mam marzeń ani pragnień.
Nie widzę sensu życia Nie patrzę w lustro bo nie mogę na siebie patrzeć- gruba, brzydka, szara.. wypalona...Płaczę bo to mi tylko zostało. Pomóżcie bo nie wiem co robić . Chcę zmienić swoje życie , poczuć się jak dawniej szczęśliwa, mająca wiele pomysłów na życie i widząca radość życia:-(((((((
Ewag smutne jest to co piszesz, ale ciesze się ze jaiś krok uczyniłaś, że skierowałaoś się o pomoc do terapeuty, mam nadzieję że jednak Twój mąż zrozumie to co się między Wami dzieje, że zrozumie i pójdziecie razem na spokanie, że się wszystko ułoży.
Piszesz ze jesteś wypaona emocjonalnie, ze nie masz marzeń. Wydaje mi się ze właśnie ten brak marzeń sprawia że nie widzisz sensu życia, że czujesz się wypalona, jak piszesz. Marzyć trzeba, to podstawa szczęśliwego życia, To nasze marzenia i choć powolna ich realizacja dostarcza nam energii, radości, szczęścia.
Przecież wiesz czego pragniesz, pragniesz radości, miłości, szacunku w swoim życiu i niech to będzie twoje marzenie, staraj się małymi kroczkami do niego dazyć. już wykonałaś duży, milowy krok, chcesz coś zmienić, chcesz naprawić swoje życie, prosisz innych o pomoc BRAWO!! trzymaj tak dalej ale pamiętaj musisz mieć marzenia, musisz do czegoś dążyć, angażowac się w coś, to pomaga, naprawdę pomaga.
ja ostatnio miałam także czas chandy, ogólnego niezadowolenia. wpadła mi w ręce super ksiażka o marzeniach i ich spełnianiu. Jesli tylko znajdziesz czas to naprawdę warto przeczytać. a to dla Twojego lepszego samopoczucia, mały cytat z tej ksiażki:
"W cenie Twojego biletu na życiowe pielgrzymowanie jest już zawarte Twoje Szczęście, jest już zawarta kochająca się rodzina, jest już zawarta motywująca Cię praca, jest już zawarty piękny dom, słoneczne wakacje, miłość, dobro i życzliwość. W cenie Twojego biletu na zyciowe pielgrzymowanie są już zawarte Twoje Marzenia, również te spełnione, są tam już Cuda (...)" Niebo na Ziemi. Konrad Milewski
Podziwiam cię za to jaką silną jesteś kobietą. Ale nie powinnaś pozwolić mężowi na takie traktowanie!!! Jesteś cudowną i niepowtarzalną kobietą
Twój mąż ma za dobrze ! Wiele facetów chciałoby mieć tak wspaniałą żonę jaką zapewne jesteś
A twoje córeczki na pewno widzą co się dzieje. Dzieci czasami wiedzą i widzą o wiele więcej niż nam się zdaje!!!
Powinnaś bardziej patrzeć na siebie na to czego pragniesz i osiągać swoje cele. Nie pozwól by cię poniżał udowodnij ile jesteś warta. On jest zwyczajnym rozpieszczonym dupkiem! może powinnaś przestać na razie codziennie robić mu ciepłe obiadki sprzątać i prać skarpetki. Zajmij się sobą
Tzn. chodź z koleżankami na zakupy do kina na spacery. Zacznij cieszyć się swoim życiem
Kiedy zacznie mu brakować twojej opieki i zainteresowania na pewno zmądrzeje:) Nie ukrywaj swojej sytuacji przed nikim. Wręcz przeciwnie opowiedz o niej wszystkim którym naprawdę ufasz:) nie możesz walczyć z tym całkowicie sama! On jest w takiej sytuacji na wygranej pozycji. Poniża cię bo i tak wie że nikomu nie powiesz. I nie myśl że rodzicie mają własne problemy. Twoje problemy są również także i ich problemami i w takiej sytuacji na pewno by ci pomogli. Nie możesz zamykać się sama w sobie. To prowadzi właśnie do tego że zamykasz się w łazience i zaczynasz płakać. Pamiętaj że jesteś cudowną kobietą która jest naprawdę wartościowa. Jesteś kochająca i wrażliwa a twój mąż to zwykły drań który na ciebie nawet nie zasługuje. Zadbaj o siebie zobaczysz kupisz kilka ciuszków pójdziesz do kosmetyczki i od razu poczujesz się piękna. Trzymam za ciebie kciuki
Głowa do góry ![]()
Niby wszystko jest ok... powinnam być szczęśliwa.. mam dójkę małych dzieci, z którymi nie mam większych problemów, uroczego męża , którym wszyscy się zachwycają i co ...i jestem nieszczęśliwa.. Jestem wypalona emocjonalnie, nie mam marzeń ani pragnień. Nie mam nikogo bliskiego z kim mogłabym pogadać o tym, bo jak tu zepsuć pozory szczęśliwego związku. Rodziców nie chcę smucić, niech myślą że jest wszystko ok i tak mają inne kłopoty. Koleżanki..- do nich nie mam zaufania.. i tak żyję w świecie pozorów... mam dosyć!!!!! Mąż , który na każdym kroku pokazuje mi że jestem nikim, poniża mnie w każdym towarzystwie, docina mi tak , że aż w pięty idzie ... A ja co?- obracam to wszystko w żart bo nie chcę aby ktokolwiek domyślił się że mnie rani. Dopiero gdy jestem w domu, w łazience(mój azyl) mogę pozwolić sobie na chwilę słabości i popłakać. Czuję się źle, nic nie watra, brzydka i okropna... Zwłaszcza, że mój mężulek gdy się posprzeczamy jest bardzo dobrym ojcem dla dziewczynek- bawi się z nimi, rozmawia i w ogóle cudowny tatuś, a tym jeszcze bardziej wpędza mnie w poczucie winy, że jestem taką okropną matką. Już nie daję rady.. Często myślę , że jakby mnie nie było to wszystkim w koło byłoby lepiej.. Nie widzę sensu życia Nie patrzę w lustro bo nie mogę na siebie patrzeć- gruba, brzydka, szara.. wypalona...Płaczę bo to mi tylko zostało. Pomóżcie bo nie wiem co robić . Chcę zmienić swoje życie , poczuć się jak dawniej szczęśliwa, mająca wiele pomysłów na życie i widząca radość życia:-(((((((
wiesz...ogladalam ostatnio program o kobietach,ktore chca byc perfekcyjne/idealne matki-zony,za nic nie chca pokazywac,ze cos z ich zwiazkiem jest nie w porzadku,ze sa zmeczone dziecmi/gotowaniem/prasowaniem itp. Zawsze odpowiadaja, ze wszystko jest ok,a w glebi serca chca sie wygadac przed kims, ze wcale ich zycie nie jest takie rozowe-aby nie burzyc perfekcyjnego obrazu samych siebie ![]()
ewag,na moj babski rozum-a jak Ty zaczniesz przytykac mezowi w towarzystwie??
Wytykac mu bledy, wywalic kilka "brudow", pokazac mu,ze i Ty mozesz sobie pozwolic na wolne zarty i ze to jednak boli..
Wiem,że możesz nie mieć jeszcze wystarczającej ilości sił,ale przede wszystkim doradzam rozmowę z mężem. Pracujesz teraz nad sobą, nad swoim poczuciem wartości i nad radzeniem sobie z problemami. Mąż powinien być osobą najbliższą, która wspierałaby Cię w tak trudnych chwilach. Czy był przy Tobie kiedy przeżywałaś śmierć brata? Nie zrzucaj całej odpowiedzialności za Wasze problemy na siebie. Zasługujesz na szacunek i wsparcie, szczególnie ze strony własnego męża. I masz prawo tego od Niego wymagać
Ewag- to straszne co piszesz ! Twój mąż absolutnie nie może Cię tak traktować ! To niedopuszczalne i okrutne ! Na pewno też odbija się na dzieciach- to nic nie da ,że przykleisz na twarz uśmiech - dzieci doskonale wyczuwają napięcia między rodzicami i cierpią ! Także, taka sytuacja nie może trwać w nieskończoność. Masz bardzo trudną sytuację, ale jak to oceniasz ? Czy myślisz, że jest jakaś szansa na uratowanie Twojego małżeństwa ?
12 2008-10-13 21:13:23 Ostatnio edytowany przez atina (2008-10-13 22:28:49)
ewag jak bardzo w tej chwili chciałabym być przy Tobie i przytulić Cię.....
To co piszesz jest straszne,czy tych wszystkich form przemocy doznałaś ze strony swojego męża?...
Bo psychicznej napewno,On nie może Cię tak traktować!!!
Pamiętaj!TO NIE TY JESTEŚ ODPOWIEDZIALNA ZA PRZEMOC
Nie powtarzaj błędu tych kobiet,które dały sobie to wmówić i trwały przez długie lata w związkach,w których były poniewierane.Stosujący przemoc mężczyzna zawsze znajdzie pretekst aby Cię skrytykować lub potępić.Jeśli przedstawisz mu wyjaśnienie przyczyn jego zachowania,powie że szukasz wytłumaczenia dla swojej niekompetencji,lenistwa i złej organizacji pracy.Cokolwiek byś nie robiła on zawsze bedzie nie zadowolony.
Wielu mężczyzn daje sobie prawo do karania "swojej koiety",jeżeli ta nie dość dobrze-w ich mniemaniu-wywiązuje się ze swojej roli żony i matki .Tak właśnie odbieram zachowanie Twojego męża.:(
Pamiętaj!Im dłużej będziesz trwała w związku,w którym stosuje się przemoc tym trudniej będzie go uzdrowić bez specjalistycznej pomocy z zewnątrz.Żeby zmienić Wasz związek ,potrzebna jest otwartość,wzajemna uczciwość i szczera wola obu stronTwój mąż musi przyznać sie sam przed sobą ze to co robi jest złe i wziąć pełną odpowiedzialność za swoje czyny.Jednak musi chcieć sam się zmienić
Pamiętaj ewag jesteś wspaniałą kobietą, mądrą i wykształconą,najcudownieszą matką dla swoich córeczek.Bardzo dobrze że znalazłaś pracę,przebywanie wśród ludzi napewno zmieni Twoje nastawienie do wielu spraw.I proszę Cię nie pisz więcej że nie chcesz żyć ,Ty musisz żyć dla swoich dzieci i dla siebie i masz prawo być szczęśliwa jak każda z nas.
13 2008-10-13 22:59:15 Ostatnio edytowany przez Vausti (2008-10-13 23:02:48)
Na pewno - tak jak już napisały dziewczyny - ta sytuacja nie może trwać dłużej i musisz coś jak najszybciej zrobić.
Jeżeli widzisz jakąkolwiek szansę - ratuj to małżeństwo ... Jeżeli widzisz choć niewielką szansę na ratunek - odseparujcie się na jakiś czas od siebie ( choćby na moment przeprowadź się do rodziców, koleżanki , daj sobie i jemu czas na POWAŻNE zastanowienie się co chcecie dalej z tym zrobić i czy w ogóle coś jeszcze chcecie - czasem takie "chwilowe" rozstania czynią cuda bo ludzie uświadamiają sobie ,że mogą na prawdę stracić tą drugą osobę )
To jedno ...
Ale moja Droga, to co rzuca się w Twoich wypowiedziach w oczy to nie tylko to jak Twój mąż traktuje Ciebie, ale także to jak ty sama siebie traktujesz Dziewczyno. Pozwól, że zacytuję jedno zdanie ...
I jeszcze teraz to, a zaczęło się od tego, że mąż przedstawiając plany na weekend nie wziął pod uwagę jednego, małego szczegółu- mnie
Jeżeli traktujesz sama siebie jak "mały szczegół", "mały element" czyjegoś życia to jak możesz mieć siłę i wymagać od innych, żeby Cię traktowali tak jak na to zasługujesz ? Zastanów się nad tym Ewag ... Inni traktują nas zawsze tak jak sami siebie traktujemy ...
hmmm ja potraktowałam to zdanie jak ironie ale jeżeli ono nie takie mało być to zgadzam się z Vaustii. Trzeba znać swoją wartosć aby można było walczyć o lepsze życie. pozdrawiam serdecznie
Ewag - ja wiem ,że akurat to zacytowane zdanie miało posmak ironii ... Ale zacytowałam je specjalnie bo obrazuje - tak mi się wydaje - to jak siebie sytuujesz w tym związku. Jest dużo innych zdań, które mówią o tym, że to jak siebie oceniasz, jak siebie traktujesz nie jest pozytywne ani dobre. Targają Tobą bardzo rożne, bardzo skrajne emocje - ja bym więc na początku na Twoim miejscu wsłuchała się przede w siebie i uporządkowała te emocje ... Potem - podtrzymuję moją radę o "chwilowym" rozstaniu z mężem ... To Wam na prawdę wyjdzie tylko na dobre ! Kilka dni, chociaż weekend, u jakiejś starej koleżanki - dzięki takiej wizycie masz szansę też naprawić relacje z dawnymi przyjaciółkami- to to czego teraz potrzebujecie ... Jeżeli Ty nie masz szansy się jednak gdzieś na kilka dni wyprowadzić - poproś o to męża ...
ewag - Twój mąż jest mistrzem mrozu - potrafi tworzyć tak lodowatą atmosferę- że powietrze w Waszym domu zamarza !!! Bardzo się cieszę, że idziesz do pracy. Będziesz miała część z życia tylko dla siebie, nabierzesz innej perspektywy, pewności siebie.
Przeczytałam Twoje wątki i wydaje mi się, że mimo wszystko bardzo męża kochasz. Często wtedy, gdy układa się lepiej - po prostu nie czujemy potrzeby, by o tym pisać na forum. Dopiero gdy nadchodzi kryzys, jesteśmy tak nieszczęśliwe, że musimy z kimś porozmawiać, aby dać radę to "unieść". Może tak jest w Twoim przypadku ? (Wiem, że ponieważ mój mąż zna mnie najlepiej - potrafi zranić najcelniej. I w przeszłosci różnie między nami bywało - podobnie jak Ty czasem tonęłam w beznadziei).
Myślę, że koniecznie musisz znaleźć w sobie siłę, aby przewartościować Wasze relacje. On musi wiedzieć, że pewnych zachowań nie będziesz dłużej tolerować, bo po prostu nie możesz ich znieść i że za wszelką cenę (WSZELKĄ) zadbasz o to, by czuć się szczęśliwszą. I musi wiedzieć, że już się nie boisz !!! Wydostań się z tej pozycji "kobiety uzależnionej" w którą weszłaś lub też pozwoliłaś się tam wepchnąć. Fakt, że zajmujesz się domem i wychowaniem dzieci nie oznacza, że należy Ci się mniej szacunku !!!
Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam, i proszę napisz, jak wrażenia w nowej pracy. ![]()
17 2008-10-17 10:42:08 Ostatnio edytowany przez oxyewa (2008-11-10 13:37:09)
oxyewa- Ty najlepiej ujęłaś to co czuję.
To pewnie dlatego ewag, że w przeszłości, w moim związku miały miejsce epizody niemal identyczne jak u Was. Podkreślam, że epizody - bo kochamy się OGROMNIE - ale zawsze po spokojnym okresie nadchodziła burza, a po niej w domu panowała arktyczna aura, a w niej ja - z poczuciem bezradności, wielkiej samotności i beznadziei i mój super-mąż - super silny, super nieomylny, bardzo pewny siebie.
Z czasem udało mi się wypracować mocniejszą pozycję w naszym małżeństwie i z biegiem lat jest wciąż lepiej i lepiej.
Uczucie, którym teraz pałasz - choć negatywne samo w sobie - również da się wykorzystać konstruktywnie - bo daje Ci siłę. Doskonale, że akurat teraz podjęłaś pracę. Jestem przekonana, że uda Ci się ułożyć i wprowadzić w życie program poprawy / zmiany Waszych relacji.
Bardzo serdecznie pozdrawiam.
![]()
Chciałabym wiedzieć, jak można osiągnąć takie lepsze stosunki w parze i jakimi metodami. Mnie jakoś nie udaje się ułagodzić mojego partnera (jesteśmy 6 lat razem). Często jest ze mnie niezadowolony i z moich osiągniec na polu zawodowym też. O domu - już nie wspomnę. Sam niczym w domu sie nie zajmie, ale za to wiecznie krytykuje mnie. Dla dzieci nie ma czasu, ale moje metodywychowawcze również mu nie odpowiadają. Ja w domu czuję się jak pod ostrzałem wojennym. Nie wiem, co robić.
Pozdrawiam ![]()
Przestan cokolwiek robic i powiedz zeby on Tobie pokazal, jak prawidlowo sie zmywa naczynia, trzyma zmiotke, wyciera kurz z szafek, gotuje obiadki i wychowuje dzieci.
Strajk czasem pomaga. Albo po prostu wybuchnij na niego i wyrzuc to z siebie, ze zachowuje sie jak maruda, rozpuszczony bachor co dupy nie ruszy a paluszkiem pokazuje jak wszystko ma byc zrobione - jak jakis pan dyrektor w morde jeza...
Oxyewag co takiego musi się wydarzyć żeby było tak cudowanie jak piszesz!! Jestem w takiej samej sytuacji jak ewag:
- było beznadziejnie - mąż na przemian ze swoimi rodzicami po prostu mnie zniszczyli - poszłam do psychologa - odzyskałam wiarę w siebie - zaczęłam wychodzić z domu - basen, koleżanki, rozwjam swoje zainteresowania i niby wszystko w porządku
- znów zaczynają się spięcia - tym razem teściowie i zaczynający się nałóg alkoholowy męża - wyprowadziłam się na miesiąc z domu do moich rodziców - tęsknimy i znowu wracamy do siebie,
- mija miesiąc i znowu jestem wyzywana ale tak skutecznie że mówię sobie DOŚĆ!!!!
Chcę wrócić do pracy, poszukać mieszkania i opiekunki do dzieci. Dlaczego to takie trudne?
Co poruszyło Twojego męża, że znów zobaczył w Tobie kobietę o którą zapewne tak kiedyś zabiegał - co jeszcze muszę zrobić? piszesz, że cała ta sytuacja tylko nas wzmocni- mnie pewnie tak, tylko dlaczego muszę postępować tak drastycznie - i jak w ty wszystkim znajdą się dzieci?
21 2008-10-21 01:25:49 Ostatnio edytowany przez oxyewa (2008-11-10 13:33:16)
agag - nie napisałam, że "cała ta sytuacja nas wzmocni" - jak zrozumiałaś - tylko że uczucia typu: złość, nienawiść - można wykorzystać konstruktywnie, bo dają dużo energii i siły do działania. Dopóki jest się zagubionym, "zahukanym", niepewnym, zapłakanym - nie znajduje się w sobie siły na działanie. A jak już jesteśmy pełni złości (na kogoś, lub na siebie - że tkwimy w jakiejś paranoicznej rzeczywistości), to wreszcie jesteśmy gotowi do zmian, za wszelką cenę.
oxyewa - bardzo Ci dziękuję,
też chciałabym mieć ten okres życiowy dawno za sobą i to z takim zakończeniem, tylko, że mój mąż nie może się doczekać kiedy się wyprowadzę, bo małżeństwo ze mną nazywa największą pomyłką swojego życia i chętnie oddałby parę lat z tego życia byle tylko nigdy mnie nie spotkać. Chyba musiałabym być jednak naiwna myśląc że to tylko słowa. Niedługo się o tym przekonam...
w twoim przypadku oxyewa widać, że on cię bardzo kochał cały czas, tylko chyba sam nie wiedział, jak BARDZO. Dlatego wszystko ułożyło sie po nowemu. Sama twoja próba zmiany nie działała, dopiero jak on oprzytomniał i zobaczył, zże cię straci, to podją wpółpracę na drodze do lepszego. Ale co, jeśli on ma w nosie i nie chce wspóldziałać, i wcale nie ma pewności, że nad życie mnie kocha - a raczej jest niepewność-bo oze on wolałby być znowu sam?
ewag no nareszcie,bardziej optymistyczna wypowiedz.:)
Widzę że pojawiło sie jakieś swiatełko w tunelu...
Trzymam za Ciebie kciuki,powodzenia!!!
25 2008-12-01 14:52:03 Ostatnio edytowany przez lida47 (2008-12-01 16:57:43)
już ponad miesiąc minął od ostatniego posta ewag, tego który miał w sobie odrobinę optymizmu. Dlaczego zamilkła? Czy dlatego, że wyszła z cienia i żyje się jej lepiej, cz też dlatego, iż nic nie wyszło z jej walki w odzyskaniu wiary i pozytywnego spojrzenia na samą siebie. Dziś w wyszukiwarce wpisałam słowa, że mam problemy i chcę porozmawiać i natknęłam sie na historię ewag. Poruszyła mnie i dlatego nie pisałam o sobie tylko czytałam. Ewag odezwij się!
A moje problemy? Cóż, może napiszę o nich innym razem.
lida47 czytałam o Twoich problemach wcześniej,tylko nie miałam czasu żeby Ci odpisać.Teraz zagladam na ten wątek a tu proszę,usunełaś część swojego posta-dlaczego?Wiem jak Ci musi być ciężko,wyżal się nam,nie duś tego w sobie.Pozdrawiam.:)
hejki!ja jestem zupelnie nowa i nie wiem od czego zaczac.........
witam o poranku, dzięki za odzew. Cieszę się, że ewag walczy i wierzy w swoje szczęście, bardzo jej tego życzę. Ma w sobie "coś" co daje do zrozumienia, że jest "wielka" i mimo problemów z poczuciem humoru (chociazby to: wiek -zawsze 18 lat). A ja -jak zawsze: postawa wycofująca, lęki, obawy, frustracje. A na pozór łagodna, życzliwa, umiejąca słuchać i spieszaca z pomocą, nawet swoim kosztem. Kiedyś to w sobie lubiłam, a teraz wielokrotnie zastanawiam się, czy to czasem nie jest naiwność i głupota, bo coraz częsciej czuję się oszukana i wykorzystywana, opuszczona i samotna. A teraz o problemach, o których wspomniałam wcześniej nie mam z kim porozmawiać. po prostu sie boję.
Znalazłam te posty przez przypadek, szukałam wiadomości o niskiej samoocenie bo moje dziecko tak ma.Ale im więcej czytam tym bardziej utwierdzam sie ze ma tak prze zemnie bo ja tez mam najwyrażniej ten problem. A historia Ewag-jak bym widziała swoje życie.Tak jak ona mieszkam w niewielkiej miejscowości i nie mam z kim o tym pogadać.Tu mogę zdobyć sie na szczerość.
Nie tak od razu orientujemy się ile z nas odezwie się w naszych dzieciach. Ja sama zorientowałam się, jak zaczęły o tym mówić: mam to po Tobie lub to przez tatę... Ale nigdy nie jest zbyt późno by cos z tym zrobić. Pamiętaj o tym. A "człowiek więcej jest wart przez to kim jest, niz ze wzgledu na to co posiada'. Nie moje niestety, choć całe zycie w to wierzę.
ewag, masz rację jesteśmy podobne. I nawet w tym, że zdałyśmy sobie sprawę z tego, że nie warto być "zbyt dobrym", bo można w tym wszystkim zatracić siebie i być postrzeganym jako osoba słaba, więc taka o którą nie warto walczyć i zabiegać, a co tu mówić o jakeś adoracji (co przecież potrzebne jest każdej kobiecie). Kiedyś w rozmowie dowiedziałam się, że jestem niezdecydowana, sama siebie tak nie postrzegam, ale zastanawiałam się nad tym i wiem już z czego to wynika. Otóz zanim coś zrobię, czy postanowię myślę o wszystkim i wszystkich, czy aby nikogo nie urażę, nie pominę, nie dotknę itd. Postanowiłam się zmienić. Nie korzystam z pomocy psychologa. Czytam na ten temat mądre ksiązki, czytam co piszą inni i korzystam z doswiadczeń życiowych swoich i cudzych. Gdy poznawałam Twoją historię (w krótszym oczywiście czasie niż się działa, bo w jedno przedpołudnie) to zauważyłam niesamowitą róznicę w Tobie. Widać zmianę podejścia do siebie, innych i widzenia świata. Myślę, że idziesz w dobrą stronę, choć nie łatwą drogą (ale czy proste drogi są piękne, ileż więcej satysfakcji mamy po gorskiej wspinaczce). Nie bedzie łatwo, bo nigdy do końca siebie nie zmienimy. A może nawet nie warto. Kiedyś ktoś powiedział mi, że należę do "wymierającego gatunku" ludzi delikatnych i wrazliwych, których trzeba by wziąć pod ochronę, bo wkrótce ich zabraknie i wtedy dopiero okaże się jak byli potrzebni. I tego się tzrymajmy! Liczę, że jeszcze się odezwiesz.
32 2008-12-04 10:09:18 Ostatnio edytowany przez lida47 (2008-12-04 10:13:31)
tak więc zgodnie z poradą piszę, i chcę powiedzieć, że znowu moja osoba schodzi na dalszy plan, bo kilka problemów nie daje mi spać spokojnie. Tak nie do końca, mnie w nich nie ma, bo czuję, że powinnam coś zrobić i nie wiem jak, a może nie mam odwagi. To co najbardziej mnie teraz dręczy to pogrążanie się w alkoholiźmie przez jedną z bliskich mi osób (wspaniałą, wykształconą i mądrą kobietę), której życie nie oszczędzało. Nie mieszkamy razem, ale wieści dochodzące do mnie są straszne: systematyczie pije od kilku lat, a od kilku dni "nie wychodzi z cienia". Boję się, że jak podejmę temat zamknie się przede mną i wogóle zerwie kontakt. Jednocześnie jak nic nie zrobię to mogę stracić ją na zawsze. Co mam robić, czy może ktoś ma jakieś doświadczenia i mógłby mi poradzić! SOS!
Witajcie .Czytając Wasze posty (przepraszam za to) ucieszyłam sie że nie jestem sama .Długo by pisać o moich problemach ale dobre jest to samo że wiem że nie jestem odludkiem .Dodam tylko to ze ja walczę o swoje już 14 lat ---- czy warto ? Ciężko powiedzieć POWODZENIA pozdrawiam
Ja czuje to samo co ewag, ale jestem facetem. Dusze swoje emocje w sobie. Jest mi czasem bardzo ciezko, czasem jest gorzej.
Ze strony mojej zony jest podobna gra. Ja jestem silna, a Ty nie.
Nie mowie co mnie boli udaje, ze jest ok, ale ciezko mi z tym.
Jestem z malej miejscowosci. Chce uniknac wstydu.
Najbardziej zalezy mi na naszej corce inaczej dawno juz bym wszystko wykrzyczal.
pozdrawiam
black_dog
ewag!! jestem pod wielkim , naprawde wielkim wrażeniem twoich widocznych zmian...... weszłam na tą stronę przypadkowo,zupełnie przypadkowo jak któraś z osób opisujących to wyżej ...poprostu wpisałam NISKASAMOOCENA!!!!!!!!!! przeczytałam od deski do deski wszystko....super !! że macie tu siebie ..że się wspieracie.
Próbuję zmieniać swoje życie , cięzko mi to idzie!!! Zaczeło się to od tego spotkałam na swojej drodze kobietę po dużych przejściach życiowych, po dużych zmianach...Pracując nad sobą poradziła sobie na tyle że dalej walczy o swoje marzenia i o swoje JA!! ona uświadomiła mi że może być inaczej !!! i właściwie tylko tyle a może aż tyle .....uświadamiam sobie z dnia na dzień że nie jestem wcale szczęśliwa !! że jest mi żle z samą sobą!!!że w gruncie rzeczy siebie nie lubię!!!jest mi z tym ciężko/
Mam męża ...który chyba tak naprawde mnie nie rozumie - a może za dużo wymagam ? bardzo często sie kłócimy...o głupoty
mam córeczkę która trzyma mnie tak naprade przy życiu- gdyby nie ona ..."zamknełabym za sobą wszystkie drzwi"- nie chcę jej skrzywdzić !!! zależy mi na jej szczęściu i chyba tak naprawdę dla niej chciałabym coś zmienić w swoim życiu..
Nie mam z kim o tym porozmawiać..............chociaż nie wiem czy jestem na to gotowa ?!
Pozdrawiam Was wszystkich !!!Życze wszystkim powodzenia
36 2009-02-16 00:52:18 Ostatnio edytowany przez Nola (2009-02-16 00:59:41)
Ewag,
śledzę ten wątek już od dawna i widzę jaka w Tobie nastąpiła wielka zmiana. Stałaś się odważniejsza, pewniejsza. Zaczęłaś wierzyć w to, że będzie lepiej.
Wiem, że w życiu bywa naprawdę trudno. Często mamy do pokonania tyle schodów, tyle kłód rzucanych jest pod nasze nogi. Przewracamy się. I często nie potrafimy powstać.
Jednak Ty - Ewag, jesteś pełna odwagi, wewnętrznej siły i nadziei na lepsze jutro. Nie poddawaj się ! Wstań i walcz o siebie ! Tak jak radziłaś tutaj innym dziewczynom ! Walcz ! Wierzę, że poradzisz sobie. Dasz radę !
Już z tylu upadków się podniosłaś, więc i tym razem też to zrób -
podnieś się.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad profesjonalną pomocą, tylko nie bardzo wiem gdzie się udać: do psychologa czy do psychiatry (nie bardzo wiem czym się różnią te dwie profesje). Wiem, że sama sobie nie pomogę bo za dużo się tego nagromadziło. Doskonale zdaję sobie, że mam bardzo niską samoocenę i chyba zaczynam popadać w depresję. Odkąd pamiętam nigdy nie myślałam o sobie dobrze, zawsze myślałam o sobie, że jestem tą gorszą, brzydszą i w ogóle. Mam zmienne nastroje w jednej chwili potrafię płakać, a za chwilę śmiać się. Jest mi źle samej ze sobą. Nie mam nikogo zaufanego z kim mogłabym pogadać - niestety zbyt wiele razy zawiodłam się na ludziach. Już nie umiem sama rozwiązywać swoich problemów - wczoraj próbowałam porozmawiać z mężem, wyjaśnić mu o co mi chodzi, co się ze mną dzieje. Niestety po paru minutach zaczęłam płakać i już nic więcej nie powiedziałam. Dałam sobie spokój, pomyślałam, że łatwiej zostawić wszystko tak jak jest. Narazie... Myślę, że najpierw zrobię z sobą porządek, popracuję nad sobą a potem zacznę naprawiać mój związek.Chciałabym wiedzieć jak wygląda wizyta u specjalisty i do kogo najlepiej pójść. Czy lepiej wybrać gabinet prywatny czy państwowy?
A wiec Ewag, o ile sie nie myle, roznica pomiedzy psychologiem a psychiatra jest m. in. taka, ze pomomio tego iz psycholog tak samo jak psychiatra lecza stan emocjonalny pacjenta, psychiatra ma wyksztalcenie medyczne, a wiec moze przepisac lekarstwa. Psychiatra, oprocz stanu emocjonalnego, leczy takze stan psychiczny pacjenta, a wiec choroby takie jak depresja, rozdwojenie jazni, napady lekowe sa leczone przez psychiatre. Wydaje mi sie ze powinnac udac sie do psychologa, o ile Twoj stan nie jest depresyjny. Pisalas, ze nie mozesz patrzec w lusterko, poniewaz uwazasz sie za nieatrakcujna. Moze wiec powinnas nastawic sie pozytywnie do swiata, i popracowac nad tym, abys sie zaczela podobac sama sobie ![]()
Powodzenia!
38 2009-02-16 21:28:43 Ostatnio edytowany przez Nola (2009-02-16 21:29:09)
Dobrze, że wszystko powoli idzie ku dobremu
Będę za Ciebie mocno trzymać kciuki, żebyś wyszła zwycięsko z tej walki o siebie
Myślę, że masz mnóstwo wiary w sobie tylko, że kiedy świat się wali często ta wiara wydaje się słabsza. Ale to tylko się tak wydaje
Pisz tu często i pisz jak tam idą postępy ![]()
Jeśli kiedyś znowu zdarzyłoby Ci się lecieć w dół (czego nie życzę) to złap mnie za rękę
Wtedy nie wpadniesz w ten dół
oto moja łapka: <łapka>
Jakby co to chwytaj ![]()
Pozdrawiam
nie przeczytałam całego wątku, więc może już sie pozmieniało, ale...
Ewaq, zrób coś dla siebie! coś niewielkiego... coś, co robisz wyłącznie dla siebie, dodaje poczucia wartości, daje ci relaks!!
Piszesz, że czujesz sie nieatrakcyjna... są fajne zajęcia, fitness, aerobik, taniec brzucha..
A to ostatnie polecam szczególnie!! sama cos o tym wiem:)
A taka godzina tygodniowo wyłącznie dla siebie wieeele może dać, a życia rodzinnego nie postawi do góry nogami:)
ewag,
kiedy szukałam wsparcia w trudnych chwilach mojego życia trafiłam na to forum i Twoja historię.
Zostałam.
Uzyskałam wielokrotnie pomoc i wsparcie, ale także mimo wielu obecnych tu osób czułam sie nadal samotna.
A co z Tobą i Twoim związkiem?
Nie piszesz od ponad miesiaca.
Mam nadzieję, że wszystko dobrze u Ciebie.
Może jeszcze się odezwiesz?
Bianco- jestem w szoku...czytam Ciebie i widzę siebie..to samo...te same problemy...mąż niewidzący mnie jako kobiety i żony a raczej jako kucharkę i sprzątaczkę..nie mam siły borykać się z tym wszystkim.....Czytam jak próbujesz radzić sobie ze swoim życiem i czuję troszeczkę że może jednak damy radę..i ty.. i ja....
trzymam za ciebie mocno kciuki...
42 2009-09-18 11:13:44 Ostatnio edytowany przez oliwka (2009-09-18 11:14:04)
Ja nie zdążylam przeczytac tego wątku,ale my z Biancą troszke znamy sie z kafejki.
Bianco pamietaj nigdy nie rób nikomu prezentu ze swojego życia.To jest Twoje życie a w życiu trzeba czuć sie potrzebnym i szanowanym....
Tak czas obudzic się i zająć się samą sobą!!!
Obiecuję,że przeczytam to co tutaj zostało wcześniej napisane.