Witajcie ![]()
Proszę o ogólna ocenę sytuacji. Mamy z partnerem po 20 kilka lat, od 1, 5 mamy corke. Jak sie poznalismy ja zrezygnowalam ze swojej pracy , wyjechalam do innej miejscowosci, gdzie mieszkamy wspolnie. Po zamieszkaniu razem, od razu zaszlam w ciaze. Pod koniec maja tego rokuurodzilam. Tak na prawde dopiero wtedy sie dobrze poznalismy...Problemem sa w sumie tylko finanse, a raczej to ja stwarzam ten problem...Powiedzcie rozsadnie, jestem materialistka ? Dzis byla kolejna klotnia o to.
Moj facet ma wspolne konto bankowe z mama, oboje go uzywaja, ona dostep online, on karte, ja nie mam dostepu. Wiadomo bylam w ciazy- nie szukalam pracy - musialam tylko mowic daj mi na lekarza, daj na apteke, zrobie zakupy do domu, wtedy owszem wplacal mi na konto i kupowalam, sobie nic nie kupilam przez ten czas, zadnych ubran, cala ciaze przechodzilam w ubraniach z przed, w jednych spodniach, itp ale nie pracuje wiec nie wydaje.. - dla mnie to jak jalmuzna. Ale okey. Nie mam ani zlotowki, o wszystko musze sie prosic. On splaca mamy kreydyty, na mame jest dom, auta, mamie oddal wszystkie pieniadzei np dzis czekamy az jego mama nam wplaci na moje konto zebysmy pojechali do sklepu po artykulu spozywcze, poprosil ja moj facet tez aby oddala mu czesc pieniedzy - a ona chyba zlosliwie nie poszla do banku ... - wczoraj mu tylko powiedziala, czy dlatego ma mu oddac bo on chce mi cos udowodnic...Jest ogolny z nia problem...Jak chcialam wrocic do poprzedniego miejsca zamieszkania to mu pisala smsy zeby nie wracac, bo ja bede blisko swojej mamuski zaczne cwaniakowac , potem ze byla u wrozki i nie mozemy sie przeprowadzic..caly czas mu mowi ze go zostawie...chcial moj facet mieszkanie dac na moja mame - powiedziala ze nie bo to obcy ludzie - oczywiscie wycofal sie...Czuje sie szczerze, ze on zyje z matka, nie mna. Jak ona przyjezdza to wychodza albo rozmawiaja szeptem gdzies..
I dzis jak powiedzialam facetowi z pretensjami ze ona trzyma nasze pieniadze - odezwal sie ze to nie nasze ale jego...( w sumie fakt , tylko on na nie pracowal ), myslalam ze jak jest dziecko, jest sie razem, jest inaczej...coz , inne wizje. Teraz uzgodnilam ze wracam do siebie do miejscowosci ok 150 km, zaczne cos zarabiac doczepiajac sie do biznesu mojego taty, zaczne odkladac zeby sobie sklep otworzyc , i wtedy on powiedzial ze przeprowadzi sie do nas jak mi sie tak wszystko uda..
Mam do Was dwa pytania? czy jestem na serio materialistka ? Czy dam sobie rade z 5 tygodniowym dzieckiem ? musze zaczac zarabiac, bo od roku nie mam placonych swoich rachunkow za telefon itp...bo nie pracuje, nie mam z czego, a siedzac tu na miejscu to tylko rosna mi kwoty do oddania..ontwierdzil ze i tak nigdy nic na siebie nie bede miec to po co...po tych slowach wiem ze musze cos zrobic..ale z tak malym dzieckiem.
1 2014-06-30 17:18:49 Ostatnio edytowany przez sylwiiia255 (2014-06-30 17:41:19)
Podobne tematy
Witaj
czy jestem na serio materialistka ?
Nie jesteś.
Czy dam sobie rade z 5 tygodniowym dzieckiem ?
Sama, bez pieniędzy, pomocy, będzie ciężko.
czy z tego zwiazku cos bedzie ?
To już zależy tylko od Was.
Moim zdaniem żadną materialistką nie jesteś po ślubie pieniądze powinny być wspólne, nie ma moje-twoje, ale oczywiście jeśli się coś kupuje to mówić sobie że się bierze na zakupy, na ciuchy na lekarza itd. Problemem jest relacja Twojego męża z mamusią, jakieś spłacanie kredytów prośba o pieniądze, jeśli ma kredyt niech sprzeda auto, albo spróbuje jakoś radzić sobie a nie doprowadzać do tego że jej syn musi prosić ją o spłate bo nie ma za co kupić jedzenia. To czy dasz sobie rade z dzieckiem w pracy zależy od jej charakteru i pomocy rodziny oczywiście. A w związku nie macie konfliktów innych niż finasnsowe myśle że jak odizolujecię się troszeczkę od teściowej i zaczniecie wpólnie zarządzać finansami możecie dawać spokojnie radę we dwoje
Dziekuje za dotychczasowe opinie, no wyglada to tak ze ona trzyma jego pieniadze i on ja prosi by wplacila mu na konto - bo ona twierdzi ze on to rozwala..syn dorosly, zarobil na nie sam...Pomaga jej splacac jej kredyty. Zadnych konfliktow innych nie ma, tylko o mame jego. Prosze o wiecej opinii, chcialabym sie zawziac zeby cos robic samej , ze dobrze zrobie jak faktycznie wroce do swojej miejscowosci ...
Problemem nie jest kasa, tylko nieodcięta pępowina Twojego faceta...
Problemem nie jest kasa, tylko nieodcięta pępowina Twojego faceta...
Zgadzam się z powyższym i dziwię się, że tak długo to wytrzymałaś. Źle zrobiłaś, że wyjechałaś do niego i przeprowadziłaś się, nie mając pracy - ale to już musztarda po obiedzie. Czemu tak wam się spieszyło do dziecka? Ogólnie oboje jesteście mało samodzielni i nie nauczeni życia na własny rachunek. Ty chcesz teraz wracać do taty... a kto zajmie się dzieckiem? A szczęśliwy tatuś małego dziecka, twój partner, dojedzie do ciebie, dopiero jak uda ci się biznes??? Słabe to jakieś...