Witam. Jestem z moim chłopakiem już 2 lata. Ja mam 23 lata, on 25. Mieszkamy w tym samym mieście, ja z rodzicami, on sam. Utrzymuje się sam, pracuje przez komputer. Moja mama co jakiś czas się mnie pyta, czym on się zajmuje, tak jakby zapominała odpowiedzi, myśli że on jakoś kombinuje na czarno. Sama nie wiem dokładnie co on robi, on mówi że ma kilka stron internetowych, które stworzył kilka lat temu i na nich zarabia. Sprzedaje też jakieś gry na Allegro. I to by było na tyle. Starcza mu ledwo na czynsz, co miesiąc matka mu przysyła 200-300zł, żeby jakoś zapłacił za czynsz. Prawie nie kupuje jedzenia, żeby zaoszczędzić, chociaż on lubi zjeść tylko raz dziennie, ale za to napchać się... Zawsze jak jest u mnie, to robię mu kanapki, zawsze dostaje obiad, ciasto.... Jednak od pewnego czasu moją mamę zaczęło to denerwować, że jest u nas codziennie po kilka godzin, i do tego wyżera jedzenie... Jest mi przykro, bo jest mi go żal, że nie ma co jeść, ale rozumiem też mamę, ponieważ wczoraj rodzice zaproponowali mi i jemu wycieczkę na 3 dni za granicę, a on nie ma jak zwykle pieniędzy, więc rodzice mu ją sponsorują. Mówi, że do tego czasu już zarobi, to im odda, ale jak to będzie? Niby pracuje codziennie po kilka godzin, często nocami, bo tak lubi, ale nie widać z tego żadnego efektu... On nie chce iść do zwykłej pracy, bo mówi, że wtedy już w ogóle nie udadzą mu się jego plany, że to pułapka, w którą jak się wpadnie, to już się nie wyjdzie. A ambicje ma duże, chce być bogaty, mieć dom, drogie samochody, pieniądze na wycieczki itd. Kiedyś jak mój tata się go spytał, jakie ma plany na przyszłość, to on odpowiedział, że chce mieć miliony. Moja mama to podłapała, i dzisiaj mi powiedziała, że on tak gada, że będzie miał te miliony, ale jak on chce to zrobić, skoro nie starcza mu na czynsz... Powiedziała mi też, że on jakoś "wolno jarzy", krzywi się na niego, jak coś mówi... Jest mi z tego powodu przykro, ale niestety muszę przyznać jej rację, mój chłopak ma się za mądrego i ma ludzi za głupszych, ale często nie ma wiedzy na temat czegoś oczywistego, nie zna podstawowych pojęć, nie zna różnych słów. Brakuje mu podstawowej wiedzy, zawsze jest zdziwiony jak mówię mu o czymś czego on nie zna, nie rozumie, a co jest wiedzą podstawową, jest mi wtedy za niego wstyd kiedy z tyłu siedzą rodzice albo moja siostra, bo mam wrażenie że mają go za głupiego. Ja sama też często mam takie myśli... Brakuje mu wykształcenia, skończył technikum zaoczne, w którym praktycznie nie było zajęć... Nie ma matury. Moi rodzice wiedzieli, że skończył tylko liceum, myślą pewnie że ma maturę. Mój ojciec wczoraj się go spytał (on to nigdy nic nie pamięta) gdzie on skończył studia. A my z chłopakiem zdziwieni, bo przecież on nic nigdy nie studiował. To tata się zdziwił, mama nic nie powiedziała. Moja mama woli męża mojej siostry, za którym przepada. Za moim chłopakiem niestety nie... Ja w niego wierzę, bo wiem, że ma dobre pomysły, ale sama jestem już trochę zrezygnowana. Od razu zaznaczę, że nie jestem pazerna na jego pieniądze, bo sama pracuję dodatkowo oprócz studiowania dziennie. Nie kupuję żadnych wymyślnych rzeczy, sama jestem oszczędna, ale przecież takie niezbędne minimum powinno być zapewnione... Chciałabym po prostu, żeby wziął się do jakiejś pracy, z której będą jakieś pieniądze i dzięki której będzie stabilność, a nie strach że nie starczy do pierwszego. On chce żebym z nim zamieszkała, ale ja się boję, bo wiem, że będzie bardzo ciężko finansowo. On się na mnie obraża i mówi, że dla mnie liczy się tylko pełna lodówka.... Uważam, że skoro chce, żebyśmy razem mieszkali, to powinien zapewnić nam jakiś w miarę przyzwoity byt, dopóki ja nie pracuję normalnie. Dzisiaj mi powiedział, że co z tego, że ja mam studia, co mi po tym, skoro studiuję kierunek humanistyczny, czy chcę całe życie tłumaczyć teksty, przykro mi się zrobiło, bo odkąd byłam mała, to się uczyłam, miałam dobre oceny, nie chodziłam na imprezy, uważałam że taką nauką inwestuję w siebie i kiedyś mi się to zwróci, chciałam też, żeby mój chłopak to doceniał, że ma mądrą dziewczynę, a niestety przy nim tak nie jest. Zawsze chciałam być z kimś, kto będzie mnie fascynował, od kogo będę mogła się czegoś nauczyć, kto będzie zaradny i będzie się mną opiekował i z kogo będę dumna. Kocham go i chcę z nim być, ale niestety przy nim się tak nie czuję. Wiem, że tak naprawdę nie jest to duży problem jeśli chodzi o wykształcenie, mnie samej to tak naprawdę nie przeszkadza, ale często się wstydzę, kiedy przy rodzinie czy znajomych powie jakąś głupotę (a najgorsze jest to, że on uważa, że mówi dobrze, i że to inni nie mają racji) albo kiedy rozmawiamy i czuję te różnice między nami... Boję się, że może zacząć zarabiać w jakiś zły sposób, oszukiwać ludzi. On mówi, że wszyscy kradną, politycy którzy okradli jego matkę z emerytury, zwykli ludzie, to dlaczego on ma mieć skrupuły... Jednego dnia jest między nami wszystko ok, ale drugiego jest źle, często się kłócimy, między innymi na temat jego sposobu zarabiania pieniędzy. Ale on się mnie nie słucha, ma mnie za głupią, otępioną tak jak reszta społeczeństwa, któremu wmawia się, żeby pracować dla kogoś, a nie dla siebie. Mam wrażenie że słucha się bardziej swojej matki i kolegi z którym współpracuje, niż mnie... Tylko że im nie mówi całej prawdy, dlatego czuję się z tym bardzo źle, bo to ja wychodzę na tą złą, a on na tego biednego, pokrzywdzonego. Mam wrażenie że moja mama jakoś go "wyczuła" i dlatego ma do niego dystans, traktuje go jako mojego chwilowego chłopaka, a nie kogoś na poważnie. Tata zresztą też, ale on przynajmniej na co dzień jest miły, rozmawia z nim normalnie. Nikt mi tego nigdy nie powiedział, ale myślę, że wiele osób myśli, że to nie jest chłopak dla mnie, że, dlaczego nie wzięłam sobie kogoś lepszego? Kogoś normalnego. Nie jestem z jakiejś arystokracji, nie jesteśmy bogaci. Jego rodzice też nie są biedni, ale nie przelewa im się. Jego ojciec pije, matka jest ok, zawsze mu pomaga, sama zrobiła studia ostatnio, żeby podnieść kwalifikacje do pracy. Nie chcę mu podcinać skrzydeł, chcę żeby robił to co lubi, ale chcę żeby potrafił na siebie zarobić, bez pomocy matki. On czepia się mojego znajomego, który kiedyś mnie podrywał, który skończył studia, pracuje, ma swoje pieniądze i jakoś dobrze wiedzie mu się w życiu. Mimo, że nie mam z nim kontaktu, to wypomina mi go, w kłótniach mówi mi, żebym sobie do niego poszła, ostatnio dzwonił do niego, niby w żartach, dzisiaj do mnie napisał, podszywał się pod innego znajomego, a potem przez kilkanaście minut udawał, że to nie on, dopiero później się przyznał, było to dla niego zabawne... Właściwie nie wiem po co to piszę, bo mam wrażenie że on jest niereformowalny, jest bardzo uparty, ciężko go zmienić, próbuję już od dawna i raczej kiepsko mi to wychodzi... Ale może wy macie jakieś pomysły, jak mogę na niego wpłynąć, żeby zaczął zarabiać na poważnie i żeby jakoś nad sobą pracował...
Podobne tematy
Jesli go kochasz to co za roznica ile ma kasy w portfelu? Mi sie ppdoba jego pomyslowosc i nawet jestem w stanie uwierzyc ze sie dopracuje tych milionow. Bill gates tez rzucil szudja ![]()
moim zdaniem on się nie zmieni, bo nic nie robi w tym kierunku, uważa, ze jest najmądrzejszy, więc nikogo się nie będzie słuchał i nie da na siebie wpłynąć. Jednym słowem uciekaj i to nie dlatego, bo facet nie ma kasy, ale dlatego, że nie szanuje Twojej pracy, dlatego, ze nie będziecie mieli o czym rozmawiać, zaczniesz się przy nim cofać. Miałam wcześniej takiego chłopaka (z tym, ze on pracował, chociaż na allegro też sprzedawał) nawet nie wiedział kto to jest Obama, ja nie mogłabym być z kimś głupim*, bo z kimś takim to tylko zanudzić się idzie i co najwyżej upić.
* głupim, a nie niewykształconym
moim zdaniem on się nie zmieni, bo nic nie robi w tym kierunku, uważa, ze jest najmądrzejszy, więc nikogo się nie będzie słuchał i nie da na siebie wpłynąć. Jednym słowem uciekaj i to nie dlatego, bo facet nie ma kasy, ale dlatego, że nie szanuje Twojej pracy, dlatego, ze nie będziecie mieli o czym rozmawiać, zaczniesz się przy nim cofać. Miałam wcześniej takiego chłopaka (z tym, ze on pracował, chociaż na allegro też sprzedawał) nawet nie wiedział kto to jest Obama, ja nie mogłabym być z kimś głupim*, bo z kimś takim to tylko zanudzić się idzie i co najwyżej upić.
* głupim, a nie niewykształconym
No tak to tez fakt.. pomijajac hajs bylam kiedys z jednym co znal chyba z kazda gre ale nigdy chyba nie przeczytal zzadnej ksiazki. Po czasie nie mielismy nawet o czym przy herbacie pogadac
Patrycja, dla Ciebie jego postawa jest niepoważna, boisz się o przyszłość.
Postaw mu warunek: nie zabierze się za zwiększenie kompetencji i zdobycie sensownej pracy, Ty odchodzisz...
Jasno mu zakomunikuj, że mówisz poważnie.
Nie licz na to, że Twoje ewentualne odejście go zmieni. Nie odchodź od niego by na nim wywrzeć wpływ, załóż z góry, że to już koniec i idź do przodu ze swoim życiem.
Wymieniłaś za dużo wątpliwości, ludzie się aż tak drastycznie nie zmieniają by wyeliminować je wszystkie, raczej nie ma szans byś była z nim szczęśliwa. W dodatku nawet gdyby się zmienił, Twoja rodzina go raczej nie akceptuje niestety.
Bill gates tez rzucil szudja
Tak, tylko on był geniuszem, rzucił, bo wykładowcy mogliby mu buty lizać, niczego by już więcej się tam nie nauczył.
To jest duża różnica.
Nic z tego nie będzie.Jak ktoś ma błysnąć geniuszem to do 25-tego roku życia dość czasu.
Koleś jest leniwą miernotą z dorobioną ideologią.
Autorka też- delikatnie mówiąc- przecenia swoje wykształcenie.
Zdolność zarabiania nie jest zależna od dyplomu.On jej nie posiada i nie jest zainteresowany wyrobieniem w sobie tej cechy.Bo to można wyrobić, jak się chce.