netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Długa, smutna historia...

10 odpowiedzi3 181 wyświetleńzałożony przez konajaca_artemis, 19.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Długa, smutna historia...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1 Ostatnio edytowany przez konajaca_artemis (2014-06-19 22:51:06)

Temat: Długa, smutna historia...

Drogie kobiety! Zaglądam na to forum od dłuższego czasu jako cichy obserwator i dzięki temu wiem, że od każdej z was mogę liczyć na jakąś przyzwoitą, nieprzesiąkniętą jadem odpowiedź. Piszę tu bo straciłam nadzieję. Jego straciłam już dawno, ale nadzieję dopiero dziś. Ona pozwalała mi żyć, była dla mnie powietrzem...
Poznałam go cztery lata temu, mimo bardzo młodego wieku, uwierzcie mi zakochałam przeogromnie. Prawdziwą szaleńczą miłością, która odbiera rozum. Tylko, że on po krótkim czasie dawania mi nadziei wybrał inną... Był z tą inną lata, a ja trwałam na uboczu. Nie odrzucił naszej znajomości... Potrafił ignorować mnie miesiącami, a potem nagle zaprosić do siebie na romantyczną kolację i spędzić kolejną noc w łóżku ze mną. To własnie we mnie widział - seks. Na naszych spotkaniach dużo rozmawialiśmy, ale po pewnym czasie większość rozmów kręciło się wokół seksu, a nas czas stawał się nim wypełniony. Uważał, że tamtą kocha, ale ona nie daje mu tego co ja. Mnie miał za łóżkową boginię na wyłączność. Poza tym oczywiście uważał się za mojego "przyjaciela" i kiedy tylko usłyszał coś o potencjalnym kandydacie na kogoś bliższego dla mnie, robił wszystko by taką relację zdusić w zarodku. Naprawdę czasem posuwał się do bezczelnych metod. Teraz od półtorej roku był sam, tamta dziewczyna zerwała zaręczyny bo przeczuwała, że nie jest fair wobec niej. Była jednak na tyle głupia i zakochana co ja, że nie zerwała z nim kontaktu, a on za nią biegał. Prosił, błagał. Ona nic, odpowiadała jej ta sytuacja. Nie odcinała go od siebie, a tylko podsycała tęsknotę.
Kilka miesięcy temu bardzo się pokłóciliśmy, kolejny raz mnie wystawił. Stwierdziłam, że dość już tego. Za pomocą facebooka skontaktowałam się z tamtą dziewczyną... Nie była w ogromnym szoku, choć sama przyznała, że aż tylu rzeczy się nie domyślała. Spotkałyśmy się, wydała mi się bardzo sympatyczna. Już wcześniej dostrzegłam z jej zdjęć, że jesteśmy do siebie wizualnie bardzo podobne, okazało się, że jest tak również z charakterem i poglądami na życie. Postanowiłyśmy dać naszemu wspólnemu kochasiowi nauczkę za to jak nas potraktował. Za to, że ją kłamał w żywe oczy, a ze mną zerwał kontakt tuż po tym kiedy poroniłam jego dziecko. Spotkałyśmy się z nim obie o czym on do momentu spotkania nie wiedział. To co tam się działo zostanie mi w pamięci do końca życia... Nikomu z Was nie życzę byście musieli słuchać jak kochana przez Was osoba wyznaje miłość komuś siedzącemu obok i ze łzami w oczach błaga i mówi, że żałuje, że Was poznała. Wówczas dopięłyśmy swego, obróciłyśmy się na pięcie i udając wielkie przyjaciółki poszłyśmy w swoją stronę. Tuż po tym zdarzeniu jednak wolałyśmy się od siebie odizolować, ale nie pozostałyśmy w żadnej wzajemnej wrogości. Dziś dowiedziałam się od znajomego, że ta dziewczyna do niego wróciła. Są razem... Znów. Nigdy nie czułam się tak przegrana i upokorzona. On wygrał, a ja zostałam na lodzie.
Zbliżając się do końca... Jestem młoda, głupia, naiwna i zmęczona życiem. Wiem też, że jestem perfidną szmatą bo sypiałam z zajętym facetem, ale wierzcie mi... Żałuję i robiłam to z miłości... Nie oczekuję od was rad w stylu "olej ich", "zadbaj o siebie", "wyjdź do ludzi", "poznaj kogoś nowego". Jestem zadbana, uważana raczej za atrakcyjną, kręci się wokół mnie aktualnie sześciu facetów, ale co z tego? Ja ich nie widzę... Znaczy widzę, że istnieją i zabiegają o mnie, ale ja nie potrafię dać żadnemu z nich tego co by chcieli. Mówią mi żebym dała któremuś szansę, ale nie umiem zmusić się do spotykania z kimś. Mam wielu znajomych, pracuję co wypełnia mi sporą część życia, niebawem zacznę studia. Tylko, że to wszystko nic nie daje. Ciężkie jak kamień myśli pałętają się na skraju serca. Od kilku lat żyję w cierpieniu, jakby moje życie zależało od jego łaski, której nagle teraz zabrakło. Mam też wrażenie, że moi bliscy mimo, że bardzo się starają, nie są w stanie mnie zrozumieć. A ja w domu ciągle snuję się i mazgaję.
I tu jest moja prośba... Jak już mówiłam nie oczekuję rad. Chciałabym by któreś z Was drogie panie, które przeżyły coś podobnego, powiedziały mi, że dalsze życie ma sens. Że możliwym jest zapomnieć kiedyś całkowicie o pierwszej, bardzo nieszczęśliwej miłości, że możliwym jest przejść obok tej osoby obojętnie (niestety, bardzo często przypadkiem się widujemy, mieszkając dwie ulice od siebie) i że w końcu możliwym jest również zakochać się tak szaleńczo i ogromnie po raz kolejny w kimś innym.
Skąd te pytania? Nie raz nie miałam z nim kontaktu przez długie miesiące, ale zawsze jakoś się do mnie odzywał. Raz dobiło do roku i to ja nie wytrzymałam... złamałam się i napisałam. Dlatego boję się, że nigdy nie zapomnę, bo już sporych ilości czasu nie byłam w stanie przetrzymać. Błagam was Netkobiety bo tracę siły żeby dalej ciągnąć tę wegetację... Bo czy można to nazwać życiem?

2

Odp: Długa, smutna historia...

Hej, miałam podobną sytuację 3 lata temu, z taką róznicą, że nie wiedziałam o drugiej dziewczynie, która również była z moim ówczesnym facetem równolegle. Tak jak u ciebie spotkałyśmy się i wszystko wyszło na jaw i po jakimś dłuższym czasie i jego staraniach ta dziewczyna dała mu drugą szansę i są razem. Pomyślałam sobie wtedy, że są takie dziewczyny, kobiety które wybaczają długoletni romans, zdradę ciągnącą się latami aby dany facet tylko był, przyjęłam to do wiadomości bo ludzie są różni. Ja nie mogłabym być z takim człowiekiem, ona mogła, jej sprawa. Zapomniałam o tym, wyrzuciłam tamto z pamięci, teraz mi o tym przypomniałaś i myślę, że byłaś a może nadal jesteś uzależniona od tego człowieka, a to nie jest dobry człowiek bo skoro tak robił to kłamał a potem jak się wydało nie chciał być sam i dlatego tak przekonywał tamtą dziewczynę do siebie aż przekonał. Jak odzyskać równowagę? Nie napiszę nic nowego, niestety to kwestia czasu i braku kontaktu, wtedy wydarzenia blakną, emocje się wyciszają i po dłuższym lub krótszym czasie, bo to zależy od osoby, cały ten galimatias gasnie. U ciebie jest gorzej, bo mieszkacie blisko siebie i jak go widzisz wszystko wraca.

3

Odp: Długa, smutna historia...

To takie podobne do pierwszej miłości , którą pamięta się bardzo dłuuugo , ale teraz mogę śmiało napisać z Mojego doświadczenia bez sensu . Masz powodzenie piszesz u innych , to powinnaś spróbować , źeby zapełnić tą pustkę po nim i manipulowanie z jego strony . Powinnaś umawiać się na randki z innymi i zobaczysz , że istnieją porządni faceci , którzy umieją szanować kobietę . Szkoda Twoich lat i nerwów . Mogłabyś skorzystać z porady psychologa , albo z zaufanej koleżanki , która ma poukładane w głowie , taka rozmowa też bardzo pomaga .

4

Odp: Długa, smutna historia...

Życie nie powinno sie zaczynac i konczyc na milosci/związku. Tyle smile Nie taki jest sens naszego istnienia, albo nie powinien byc. No, chyba ze mowimy tu o odchowaniu dzieci to moge sie po cześci zgodzic.

5

Odp: Długa, smutna historia...

On wygrał, tak - zdołał ją przekonać.
Ona przegrała.
Ty również wygrałaś, chociaż jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy. Wygrałaś życie bez tego faceta u boku. Dziewczyno, on miał narzeczoną, a zdradzał ją z Tobą jednocześnie nie dopuszczając, byś sobie znalazła partnera. Podły pies ogrodnika. Niech sobie z nią będzie - to jest już tej dziewczyny tragedia. Jeśli Ty znikniesz z jego życia, to sądzisz, że nie znajdzie sobie innej na Twoje miejsce? Oczywiście, że tak będzie. Daj sobie szansę na normalne życie, normalny związek.

6

Odp: Długa, smutna historia...

Dziękuję wam za tak szybką odpowiedź. Owszem to, że mieszkamy blisko siebie, mam wrażenie, że momentami mnie zabija. Bo niestety on nie traktuje mnie jak powietrze. Rzuca chamsko pobrzmiewające przywitania w moją stronę i głupie uśmieszki. Szczyci się swoją wygraną. Na przystanku lustruje mnie z góry na dół... Wtedy czuję się jak dziwka. Co do innych facetów... Wiem, że zdarzają się fajni i porządni, ale mnie naprawdę praktycznie nikt nie pociąga. Ta miłość tak mi zawyżyła wewnętrzne wymagania, że nie umiem skupić się na nikim innym. Wiem, że znajdzie sobie inne kochanki. A właściwie to nie musi szukać bo już je miał. Były jakieś przygody wcześniej. I on cały czas mi wmawiał jak ją strasznie kocha i jej mówił to samo. Z takim przekonaniem...

7

Odp: Długa, smutna historia...

I za kimś takim płaczesz? Nie warto. Po prostu.
Ta miłość nie zawyżyła Ci wymagań. O nadwyżce mogłybyśmy pisać, gdyby to był wartościowy facet. A fakt jest taki, że kochasz bagno, które Cię wciąga.

8

Odp: Długa, smutna historia...

Była Narzeczona ma rację - o zawyżonych wymaganiach jest mowa wtedy, gdy nasza pierwsza miłość była DOBRA. Gdy pierwszy ukochany był człowiekiem tak wartościowym, że nikt nie jest w stanie (albo tak nam się wydaje) mu dorównać. A tu - cóż, zwykły, bezczelny, mały oszust bez jaj i honoru.

Ja jestem zwolenniczką dwóch teorii:
-ŻEBY KOCHAĆ, TRZEBA MIEĆ ZA CO. Jak można kochać złego człowieka, który nawet nie żałuje, że jest zły? Śmiem twierdzić, że to, co czujesz, to nie jest miłość. To jest jakieś chore uzależnienie od huśtawki emocji.
-KAŻDY CZŁOWIEK JEST EGOISTĄ I CHCE DLA SIEBIE DOBRZE. Co daje Ci ta relacja, że wciąż chcesz ją kontynuować? Bo to Ty każdego dnia podejmujesz DECYZJĘ, żeby dalej tkwić w tym emocjonalnie. W tym bagnie, w tym braku miłości i szacunku jest coś, co Ciebie magicznie przyciąga. Wzorzec z dzieciństwa, że na miłość trzeba sobie zasłużyć? Niskie poczucie własnej wartości, że musisz wciąż walczyć - o coś - z kimś? Strzelam tylko, powodów może być wiele, nie musisz się ustosunkowywać, jeśli nie masz ochoty, ale polecam Ci rozmowę z kimś mądrym - niekoniecznie psychologiem - kto pomoże Ci dotrzeć do przyczyny, dla której jak jest źle, to jest dobrze, a jak jest dobrze, to jest źle.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

9 Ostatnio edytowany przez Agatan43 (2014-06-20 02:16:41)

Odp: Długa, smutna historia...
konajaca_artemis napisał/a:

Dziękuję wam za tak szybką odpowiedź. Owszem to, że mieszkamy blisko siebie, mam wrażenie, że momentami mnie zabija. Bo niestety on nie traktuje mnie jak powietrze. Rzuca chamsko pobrzmiewające przywitania w moją stronę i głupie uśmieszki. Szczyci się swoją wygraną. Na przystanku lustruje mnie z góry na dół... Wtedy czuję się jak dziwka. Co do innych facetów... Wiem, że zdarzają się fajni i porządni, ale mnie naprawdę praktycznie nikt nie pociąga. Ta miłość tak mi zawyżyła wewnętrzne wymagania, że nie umiem skupić się na nikim innym. Wiem, że znajdzie sobie inne kochanki. A właściwie to nie musi szukać bo już je miał. Były jakieś przygody wcześniej. I on cały czas mi wmawiał jak ją strasznie kocha i jej mówił to samo. Z takim przekonaniem...

Jak go zobaczysz staraj się odwracać głowę i ignoruj go . Zakładaj słuchawki z muzyką i to Ci też powinno trochę pomóc .

10 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-06-20 08:06:37)

Odp: Długa, smutna historia...
BabaOsiadła napisał/a:

-KAŻDY CZŁOWIEK JEST EGOISTĄ I CHCE DLA SIEBIE DOBRZE.
Pozdrawiam Cię serdecznie.

każdy człowiek jest egoistą, racja, ale ten kto o tym nie wie jest podwójnym.

powiem ci tak, jest sens dalszego twojego życia, a wiesz czemu?
Widzę że jesteś poukładana i mądra. Mimo swojego młodego wieku.
Nie jesteś pierwszą ani ostatnią którą spotyka takie coś od swojej pierwszej miłości.
Inne sobie poradziły to czemu ty byś sobie nie miała poradzić.
Ja dziś żałuję że byłam taka głupiutka w młodym wieku, i taka naiwna, bo też pamiętam swoją pierwszą miłość. Dziś patrzę na to inaczej, nawet bym na niego nie spojrzała, nie miałabym nawet ochoty na niego patrzeć, nie interesuje mnie co u niego, w ogóle przez myśl mi nawet on nie przechodzi. Ale tak się w życiu zbiera te doświadczenia. Trudno żeby 18 latka przykładowo miała rozum i doświadczenie 30 latki.
Takich kobiet jak ty jest wiele, i wiesz co...... za dziesięć lat będziesz miała może dalej żal ale do siebie, że byłaś tak naiwna.
Będziesz się jeszcze z tego śmiała. Jak będziesz trochę starsza.

Poznasz w między czasie wielu różnych facetów i zobaczysz wtedy jaki on jest malutki przy nich. Zobaczysz jeszcze.
Głowa do góry!

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Długa, smutna historia...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026