Witam Drogie Panie.
Chciałbym przedstawić moją historię. Mam poważny problem, przez który jestem roztrzęsiony do teraz? Mam 29 lat, a moja ukochana ma 26. Jestem wykładowcą pracującym raz w tygodniu i jednocześnie studentem zaocznym na 3,5-letnich studiach, a moja dziewczyna aktualnie studentką stomatologii (ukończyła też inżynierkę).
Byliśmy ze sobą 7 lat i w znacznej większości to był związek na odległość (3 godziny jazdy pociągiem). Raczej codziennie były uczuciowe smsy i telefony, oczywiście pamiętałem też o rocznicach i kupowałem czasem kwiaty spontanicznie czy prezenty tzw. bez okazji. Nasze spotkania kiedy były możliwe zawsze były emocjonujące.
Pierwszy rok mieszkała ona w naszej rodzinnej miejscowości (poprawiała maturę, aby dostać się na stomatologię, ale wtedy się nie udało), a kolejne 6 była tam gdzie studiowała. Widywaliśmy się różnie, ale powiem, że przez 4 lata częściej, ona często do naszej miejscowości przyjeżdżała, gdyż jest bardzo rodzinna i od razu odwiedzała rodzinę i mnie. Powiedzmy, że widywaliśmy się 2-3 razy w miesiącu przez 4 lata i nadrabialiśmy feriami i wakacjami.
Kiedy zaczynała ostatni 4 rok inżynierki, dostała się w końcu na wymarzoną stomę (parę razy poprawiała maturę) i nasza intensywność spotkań spadła, nawet do raz na miesiąc, ale dalej pchaliśmy ten wózek przez kolejne 3 lata. Nic dziwnego, że intensywność spotkań spadła bo miała inżynierkę (4 rok) i 1 rok stomy, ale potem powinno być lżej?teoretycznie?
Kiedy zakończyła podwójne studia i poszła w końcu tylko na drugi rok, ja rozpocząłem intensywne studia zaoczne (wcześniej miałem tylko pracę), ale pierwszy rok nie był aż taki ciężki, choć rzadkość spotykania została podtrzymana. Po dwóch latach moich studiów (a sama będąc na 3 roku) w końcu powiedziała koniec? Dzwoniąc do mnie i mówiąc dwa słowa ?to koniec?.
W naszym związku jak w każdym bywało różnie, ale więcej było czułości wtedy kiedy mieliśmy na nią czas. Dodam, że rozstanie było dla mnie dramatyczne, gdyż na 2-3 dni przed rozstaniem przyjechałem do niej, były czułości, wielokrotnie miłość fizyczna, a gdy wyjeżdżałem mówiła, że szkoda, że muszę jechać, gdyż chciała by nawet jeszcze parę razy? poza tym w dniu wyjazdu, gdy już byłem w domu wymienialiśmy piosenki przesyłając sobie linki na fejsie, pisaliśmy mnóstwo miłych smsów, w tym kocham cie.
Co ciekawe po tym miłym czasie za 2-3 dni dostałem telefon o 22 i wspomniane dwa słowa ? to koniec. Zacząłem się pytać ?Co Ty mówisz? Nie rozumiem. W końcu nie rób mi tego.?. Nie mogłem spać, więc pojechałem do jej miejscowości pierwszym porannym pociągiem. Zmordowany przyszedłem pod jej klatkę. Spotkanie było raczej dramatyczne, mówiła, że już wszystko przemyślała, przyjęty zostałem na dworze, a potem na klatce schodowej (nie weszliśmy do mieszkania). Ja z nią rozmawiałem, napisałem nawet list miłosny. Powiedziała, że będzie ok. 30 czerwca w mojej miejscowości i wtedy porozmawiamy?
Wróciłem do domu. Dwa dni wytrzymalem i zadzwoniłem, bo chciałem też spytać czy nie jest w ciąży (dzień przed rozstaniem się jej bała). Okazało się, że nie, zrobiła test. Mimo to także próbowałem z nią rozmawiać. W końcu zrezygnowany się poddałem. Potem w smsie przeprosiła mnie za taki sposób rozstania i wymieniliśmy pare smsów ? powiedzmy, że rozstaliśmy się ?pokojowo?. Mimo to ja czuję się okropnie.
Jak przyjedzie w okolicach 30 czerwca ma mi oddać pierścionek zaręczynowy (byliśmy zaręczeni rok i 4 miesiące) i moje rzeczy. Co najlepsze zerwanie nastało właściwie w okolicach czasu, kiedy mógłbym nawet przeprowadzić się do niej na stałe, o czym rozmawialiśmy. Za 3 miesiące po wakacjach 2014 mam najlżejszy rok na studiach, a jeśli nawet nie wprowadzić to mógłbym częściej jeździć (takie powziąłem postanowienie). Niestety to nie pomogło.
Powód zerwania: ma dosyć związku, w którym tak rzadko się widujemy. Powiem tak, że trochę jednak te rzadkie widywanie nie wynikało z mojej winy, gdyż sama mnie często zniechęcała do przyjazdu, bo mówiła, że wolę ten czas spędzić z Tobą, a nie w zeszytach i często kiedy ja proponowałem przyjazd mówiła, abym poczekał, bo teraz ma dużo kolokwiów (3-4-5 w tyg) na stomatologii. Ja lubiąc osoby uczące się, sam będąc uczącą się osobą byłem wyrozumiały.
Gdyby ten związek jeszcze przetrwał 2 lata, z pewnością byśmy się pobrali. Mieliśmy plany, a nawet już parę lat temu i ostatnio rozmawialiśmy o dzieciach i założeniu rodziny. Mieliśmy we dwójkę założyć gabinety w służbie zdrowia?
Wszystko runęło. Jak myślicie, czy jak przyjedzie jest jeszcze jakaś nadzieja na pojednianie?
Jeszcze dodam, krótko o niej: introwertyczka, raczej domatorka, rodzinna, katoliczka, z bardzo tradycyjnej rodziny, miła, bała się początkowo seksu i ciąży (nawet panicznie) parę lat temu, bo że przez ciążę mogłaby nie zrobić studiów.
Wadą natomiast było, że często mnie jakimiś ostatnimi czasy (może ostatnie 2 lata) krytykowała np. że nie pozmywałem od razu (choć miałem taki zamiar), mówiła, że jestem niedomyślny, czasami krytykowany za powiedzenie żartobliwego tekstu, ale nigdy nie mówiła o prawdziwych uczuciach i pragnieniach, co dokładnie ją wkurza, więc nie mogłem nic zmienić. Czasami jak była zła puszyła się na mnie, a ja widząc ją napuszoną sam przyjmowałem taką mimikę i odburkiwałem.
Wszystko runęło. Jak myślicie, czy jak przyjedzie jest jeszcze jakaś nadzieja na pojednianie? Ja mam małą, ale może wy jako kobiety coś podpowiecie.
Dziękuję serdecznie
Aha. Zdrada nie wchodzi w grę