Wydawałoby się, że mam wszystko, rodzinę, chłopaka, zdrowie, możliwości, jestem ładna i inteligentna, a jednak nie potrafię się z tego cieszyć. Nie mam na co ani na kogo narzekać, ale jednak nie potrafię wyjść do ludzi, życie ucieka jak szalone, a ja stoję w miejscu. Skąd w ogóle biorą się tego typu zachowania? Co się z nami dzieje, co druga osoba ma jakiś typ zaburzeń czy to psychicznych czy behawioralnych. Jakie czynniki mogą mieć na to wpływ? Czy problem może tkwić w naszym dzieciństwie, moje do idealnych nie należało, ale czy aż tak może wpływać to na nasze dorosłe życie? Co wy o tym myślicie?
Moim zdaniem wiele sytuacji może wpływać na taki stan rzeczy. Czasem człowiek sam nie jest w stanie znaleźć przyczyny, bo powodów może być dużo, może to być jakiś niedosyt, trauma etc, tak naprawdę zależy to od danej osoby. Dlatego myślę, że terapia to bardzo dobry sposób by dojść do tych przyczyn, kiedy sami nie wiemy w czym tak naprawdę leży problem.
ja uważam tak: bo dusza/duchowość ludzi jest zaniedbana, kiedyś rolę strażniczki dusz pełniła wiara, dokładnie wiara w Boga, no i Kościół, teraz tego nie ma, ludzie zaniedbują swoją duchowość, nie mają się gdzie zwrócić ze swoimi problemami albo trzeba słono płacić za wysłuchanie, co i tak nie zawsze działa, bo drugi człowiek to tylko człowiek i mamy takie kwiatki
Dla mnie ze złego wychowania. Bez miłości i akceptacji jakimi jesteśmy, więc osoby sie denerwują, że nie sprostają wymaganiom innych ludzi, świata...
brak kasy i perspektyw to też przyczyny depresji. Tkwi się w maraźmie i dołuje, bo na nic ludzi nie stać. Stąd i 3 milionowa emigracja, bo inaczej byłby dramat w Polsce.
Szczerze?
Może zabrzmi to trochę brutalnie ale myślę wbrew pozorom, że ludziom sie po prostu "w dupach poprzewracało".
Nie mają się o co martwić - mimo to nie czuja się szczęśliwi czy spełnieni.
Nie mówię, że coś takiego jak depresja nie istnieje. Ale z drugiej strony czasem zdarza mi się pokusić sie o pytanie : czy depresja (nie zawsze ale w zdecydowanej większości przypadków) nie jest po prostu wymówką dla naszej słabości?
Ogólnie, brzydko mówiąc mam wrażenie, że społeczeństwo strasznie zaczęło się nad sobą "pieścić"
Nie mogę, nie umiem - a może nie chcę, bo czekam aż życie samo ułoży się za mnie?
Eh, to niestety bardzo proste: żyjemy w czasach, w których ludzie ścigają się, szczególnie w większych miastach. Żyją w ciągłym stresie. Ostatnio wypowiadał się psycholog odnośnie właśnie tego, ale w kontekście nieszczęść, które dotykają małe dzieci zamknięte w samochodach w upalne dni. Na pewno wiecie, jak jedna z historii strasznie, strasznie się skończyła............
Czy coś więcej muszę pisać? ![]()
Dziękuję za odpowiedzi, każda z nich niesie w sobie jakąś prawdę. Owszem depresja istnieje i jest bardzo powszechna, przyczyn też podaliście wiele. Często wyjście z depresji zależy również od nas samych, od naszego nastawienia i chęci zmiany, a czasem spowodowana sytuacją rodzinną czy materialną po prostu nas przerasta i sami bez pomocy i pozytywnego słowa możemy sobie z nią nie poradzić. Zgadzam się w 100 procentach iż w dupach się poprzewracało, ale jak mówi przysłowie 'syty nie zrozumie głodnego i bogaty, biednego', tak dopóki nie znajdziemy się na dnie czy nie zaczniemy mieć naprawdę poważnych problemów jak chociażby ze zdrowiem nie jesteśmy w stanie zrozumieć wartości i bogactwa jakie mamy (w sensie niematerialnym). Ileż to osób popełnia samobójstwa z błahych powodów, nie potrafią odnaleźć się w dzisiejszym świecie, dlatego też nie wolno tego problemu bagatelizować. Myślę, że dużo prawdy w twierdzeniu, iż to wina pędzącego świata, nacisku na lepiej, szybciej, dokładniej, ciągłego porównywania i idealizowania, traktowania ludzi jak trybiki machinerii, a nie jak istot ludzkich mających uczucia. Nie mamy czasu nawet pomyśleć czego my właściwie w życiu chcemy,kim jesteśmy i dla kogo to wszystko robimy. Upadek duchowy jak poprzeniczka podkreśliła też na pewno ma jakiś wpływ na jakość naszego życia, czasem pędząc wydaje nam się, iż wszystko od nas zależy i stawiając kolejne cele zatracamy się w poszukiwaniu planu działania do jego osiągnięcia, przecież jeszcze całe życie przede mną.....jak bardzo się mylimy. Osobiście uważam, iż zbyt mało spoglądamy na siebie nawzajem, w relacji tworzy się nasze JA i nasze poczucie wartości, trzeba wyjść do ludzi, to takie proste, a jednocześnie skomplikowane, bo w obecnym świecie nie mając czasu nawet dla siebie samych jak tu wyjść do tych innych.
9 2014-09-07 07:54:24 Ostatnio edytowany przez Zbyś (2014-09-07 10:19:59)
Pamiętam
Do rodziców przychodzili znajomi grali w karty rozmawiali spotykali się dosyć często
Moi rodzice i inni też utrzymywali kontakty towarzyskie i prowadzili dom pracowali wychowywali dzieci i byli zadowoleni z życia
Tak było około 45 lat temu i mało kto miał depreche lub jakiekolwiek zaburzenia interakcje ludzie się szanowali śmiali
Znajdywali czas na książkę i mogli spokojnie myśleć wypowiadać się pomimo (okupacji radzieckiej) byli szczęśliwi
Obecnie człowiek przychodzi do domu uruchamia telewizor zamyka się w czterech ścianach
Ktoś powie przecież oglądamy razem ale czy tak naprawdę mamy czas dla siebie na rozmowę lub logiczną analizę myślenie
Na własne życzenie człowiek
Wyłącza (włączając TV ) swoje myśli pragnienia ocenę sytuacji możliwość rozmowy z bliskimi nici przyjaźni miłości
kreatywne myślenie, spotkania się ze znajomymi, wyjścia z domu
Dlaczego
Bo wszystko ma pod nosem w TV który absorbuje nasze zmysły wzrok słuch i myśli
To nie pogoń w życiu powoduje stres nasi rodzice też gonili pracowali czasami na kilka etatów aby związać koniec z końcem
Może były wtedy lepsze czasy nie sądzę było ludziom ciężko musieli kombinować historie prawdziwą poznawałem od dziadków
Komuna bezlitośnie niszczyła inteligencje i każdego kto się sprzeciwił (umieszczając na stanowiskach głąby bez szkoły)
Ta cała technika którą się posługujemy na co dzień powinna nam służyć.
Zobaczcie co się dzieje ona nas uzależnia myśląc i podejmując za nas decyzje wyłącza nasze myślenie i pragnienia
Zbyś
P.s:To nie jest wcale związane z tym że mamy cytując poprzednie posty mamy (za dużo w dupie)
Sami idąc na łatwiznę wyłączamy logiczne myślenie i intelekt
Myślę, że to też kwestia charakteru i podejścia do życia.
Jedni poradzą sobie z frustracjami, drudzy nie. Zresztą jedni mają bardziej pod górkę a inni mniej.
Z reguły ludzie bardziej wrażliwi, którzy przejmują się wieloma rzeczami są podatni na tego typu choroby.
1. Z sytuacji gospodarczej kraju tj :
-bezrobocie dla ludzi kończących ambitne kierunki techniczne stacjonarnie bez stażu pracy a także ludzi zwalnianych z prywatyzowanych firm po tzw okresie ochronnym.
-wszechobecnego wyścigu szczurów co niszczy co słabszych ludzi.
2. Skłonności do depresji są często dziedziczone a jak wykazały najnowsze badania także dziedziczne epigenetycznie(czyli bez udziału DNA) np strach któremu jest poddana matka/ojciec, mutacje spowodowane zatruciem samca/samicy. Więcej w najnowszym numerze pewnego polskojęzycznego czasopisma popularnonaukowego- BEZ REKLAMY JAKIEGO.
3 Dodatkowo ze zniszczonych więzi międzyludzkich które składają się na te wszystkie punkty co prowadzi do beznadziei a w konsekwencji do nerwicy i depresji.
12 2014-09-07 13:34:29 Ostatnio edytowany przez Iris7 (2014-09-07 13:35:58)
1. Podłoże genetyczne.
2. Ciężkie przeżycia.
"Internet: nieograniczona komunikacja, nieograniczona izolacja." Myślę, że dzisiaj ludzie są strasznie samotni. Człowiek do normalnego funkcjonowania potrzebuje drugiego człowieka. Jesteśmy zwierzętami stadnymi. ![]()
Problemem nie jest depresja ani nerwice, tylko moda na użalanie się nad sobą i promowanie nieudacznictwa.
Czasy akurat mamy jedne z najspokojniejszych ever.
14 2014-09-08 10:38:52 Ostatnio edytowany przez alcybiades (2014-09-08 10:47:06)
...czasem mamy zwyczajnie zły nastrój....zaczęłam dostrzegać, że zmienia się moje podejście do większości spraw i nie załamuje mnie tak szybko to co wcześniej było by nie do przejścia....czegoś mi się nie chce zrobić (lub mnie to jakoś źle nastraja) więc szukam właśnie tych pozytywów dlaczego tak do tego podchodzę.... więc coś już mi się udało pod tym kątem zacząć robić, teraz czas jeszcze mocniej w to wejść i dalej pracować nad sobą....trochę się z siebie śmieje...człowiek zawsze będzie miał tzw. "dołki" i "górki" bo to związane jest z naszą pozycją w świecie, odpowiedzialnością za całość i zwyczajną egzystencją...mało aktywnie spędzony dzień to rzeczywiście przynosi chandrę sama to na sobie zauważyłam,a potem dziwne sny....brak słońca też robi swoje....ważne żeby otaczać się wkoło optymistami, ja unikam ludzi ciągle narzekających....jestem nie doskonała i staram się to akceptować.....
Rowniez samotnosc przyczynia sie do depresji.... a czym bardziej jestesmy zdesperowani tym rzadziej wychodziny do ludzi i jeszcze bardziej sie osamotniamy.... bledne kolo.
To tez cena tego wspanialego XXI wieku, gdzie facebooki i smartfony zastepuja kontakt z ludzmi w rzeczywistosci. Albo ludzie pracuje po 10h dziennie, dojazd 2h dziennie to jak taki Nowak wroci do domu to tylko ma ochote polozyc sie na kanapie i ogladac tv niz pogadac z zona/rodzina itd.
Ilosc samobojst ciagle rosnie, smutne to wszystko.
z różnych powodów a jednym z nich jest ... dobrobyt i pofolgowanie zasadom
po pierwsze, życie staje się coraz wygodniejsze, mamy coraz więcej wyborów, możliwości a tym samym stresu i lęków ...straty, przegrane
po drugie już nie trzeba, teraz można...i głupiejemy
trochę tracimy poczucie ... bezpieczeństwa, oparcia a to powoduje ... lęk
i brak wiary - no bo właściwie w co wierzyć?
w miłość - dobrze jak trwa 3 sezony
kasa - hmmm, wynaturza
Bóg - a gdzie on gdzie?
i tacy stajemy się coraz bardziej zagubieni w tym świecie
A ja sie zgadzam z pitagorasem!
Dorastalam w takich czasach, kiedy nikt nie slyszal o depresjach, adhd, dysleksjach, ze juz o borderline nie wspomne...
Ludzie zyli, radzili sobie, szukali sami odpowiedzi/rozwiazan problemow, a dzis co drugie dziecko w szkole ma cos zdiagnowane, rodzice biegaja do psyvhologow, na terapie, malzenstwa sie rozpadaja....
Mlodziez w moich czasach( jak to brzmi:-\ ) nie miala internetu, komorek, nie jezdzila na wycieczki zagraniczne, nie kolekcjonowala gadzetow...i jakos umiala kochac/zyc/byc szczesliwa/spelniona, owszem, ludzie mieli problemy zawsze, ale nie dorabiali do nich jakichs jednostek chorobowych.
Slowem- uzalanie sie nad soba, rozpieszczenie, histeria.
Na swiecie tocza sie wojny, ludzie gloduja, umieraja, popadaja w niewole, a my tu o " depresjach", bo brakuje na super auto, albo z nudow....po prostu wstyd.
oldorando- nie masz pojęcia o czym piszesz. Ludzie już dawniej chorowali na takie choroby, tylko nie dochodziły informacje o nich, bo nie było Internetu. Mam nadzieje, że nigdy nie poznasz tej choroby, bo to dosłownie umieranie każdego dnia. Wiem, że nie wyobrażasz sobie tego, bo nikt kto nie miał z tym do czynienia nie potrafi zrozumieć.
Nie znam nikogo, tko mialby depresje bo brakuje mu na nowe auto.....
Depresja to ciezka choroba, a to ze kiedys ludzie nie wiedzieli o wlasnie depresjach i bordeline czy bipolar to nie znaczy, ze te choroby nie istnialy.
melancholia była zawsze
smutek też
depresja ...
twórca ADHD na łożu śmierci przyznał, że ... to bzdura i wymysł, kto wie ile jest podobnych sytuacji ![]()
Myślę, że przyczyny są różne. temperament, osobowość. Uważam, że bardzo ważne są doświadczenia jakie zbieramy w okresie dziecięcym, wczesno szkolnym. To taki etap w którym kształtuje się nasza samoocena, która jest kluczowa w późniejszym życiu. A po drugie nerwica i inne takie powstają często przez różne konflikty które rozgrywają się w środku nas. Np. chodzimy do pracy której nie cierpimy, ale musimy bo jeść trzeba, rachunki opłacić trzeba. To taki konflikt- nie chcesz a musisz. takich przykładów "nie chcemy-ale musimy" jest mnóstwo. Oczywiście nie każdy zapadnie na nerwicę, ale i tak uważam to co na początku napisałam,ze ważne jest to co było wcześniej, relacje z rówieśnikami, rodzina, to nas uzbraja w narzędzia życiowe, ze tak to nazwę.. bez tych narzędzi, jesteśmy mniej odporni na stres, i z tego tytułu rodzące się choroby..
Pokolenie moich dziadków,rodziców - co przeźyła moja babcia która do końca źycia chowała chleb po szufladach w obawie przed głodem.
Moi rodzice którzy z dwójką małych dziecibz dnia na dzień zostali bez dachu nad głową.
Mimo trudnych przeźyć nie mówiło się o depresji - ale z historii mojej rodziny wnioskuję jedno - obecna była przemoc!
Kobiety w mojej rodzinie były zbyt zaleźne od męźczyzn albo tukły swoich męźów.Ale o depresji się nie mówiło.
Wnioskuję więc źe jestem jedyną kobietą w mojej familii którą dopadła depresja nerwicowo lękowa.
Moźe nie potrafiłam udawać źe świetnie sobie radzę
,moźe nie potrafiłam swych negatywnych uczuć wyładować na innych.
Myślę ,źe brak wiary w to źe cokolwiek się wydarzy to dam sobie radę ,teź przyczyniło się do mojej choroby.
Zresztą miało być jak w bajce- dobry mąź ,praca,dzieci ...
Źycie napisało inny scenariusz ...
Mam napady lęku ,czasem trudno podjąć mi decyzję typu - czy zupę ugotować z ryźem czy makaronem.Złoszczę się wtedy na siebie,bo jak dokonać wyboru typu- czekać na eksmisję czy lepiej oddać mieszkanie.
Teraz dla mnie źycie to wezwanie.
Nie dam się skurczybykom...
23 2014-09-23 04:18:38 Ostatnio edytowany przez TheStarLight (2014-09-23 04:19:24)
Według mnie to MUSI mieć podłoże genetyczne, sama mam problemy nerwicowe tak jak babcia. A podobno po dziadkach się dziedziczy ![]()
24 2014-09-24 17:49:54 Ostatnio edytowany przez Anna1980 (2014-09-24 17:51:08)
Mnie dopadla nerwica lękowa po traumatycznym przeżyciu (zresztą wiesz Patito).. Nie czekałam na to aż mnie zniszczy tylko udalam sie do psychoterapeutki i psychiatry... Otrzymalam leki na bazie fluoksetyny i leki na uspokojenie i po kilku tygodniach zaczelo powoli sie poprawiać. Sam stan jest trudny do opisania... lek paraliżuje i każda czynność to męka! Ja oprócz leków bralam i biore nadal tran w plynie i magnez i staram sie zdrowiej odżywiać. No i pewnie najważniejszą rzecza w walce z depresją n nerwicami to zmiana życia Np. Pracy na spokojniejszą, unikanie innych sytuacji stresujących i spokojny sen... Ale w praktyce nie jest to latwe. W końcu zyjemy w epoce wyścigów szczurów.
a w Twoim przypadku Patito to będąc poza granicami kraju na pewno różowo nie jest... Do tego pewnie tęsknisz za tym co zostawilas w Polsce.. Rodzina ( nawet ta nie doskonalą), przyjaciele, wspomnienia.. Biedaku Ty ![]()
Człowiek z natury jest zwierzęciem stadnym. Niestety w obecnym świecie, świecie technologii, każdy z nas powoli zamyka się w bezpiecznym i wygodnym 'pudełku' z dala od innych. W dobie komputerów, telefonów, ipadów, TV, radia, i Bóg wie czego jeszcze, żyjemy obok siebie; razem, a jednak osobno. Oglądając wspólnie z rodziną nasz ukochany kwadratowy odbiornik nie ma miejsca nawet na rozmowę z mamą, mężem, bo przecież zagłuszymy sztuczny świat z ekranu. W świecie gdzie nawet zakupy można zrobić przez internet gdy przychodzi miły pan z pełnymi siatami lepiej żeby zostawił nam je na wycieraczce, bo po co buzie otwierać i przeciąg robić !!!
Słyszałam o pewnym przypadku gdy małżeństwo pisało do siebie smsy, nie tylko w pracy, ale i w domu. Czy mamy do czynienia z zaburzeniem, czy może to zupełnie normalne i powoli wszyscy uzależniamy się od takich rozwiązań?? Pewien mądry filozof powiedział, iż naszą wartość odnajdujemy tylko dzięki kontaktom z innymi, bo kto inny jak nie kolega, znajomy powie nam, że łądnie wyglądamy czy zapyta co nas trapi, z oczu można wyczytać uczucia innych, komputer czy telewizor nam tego nie powie. Żyjemy w ciepłym, bezpiecznym, wygodnym świecie naszych czterech ścian, a świat zewnętrzny znamy tylko z naszych własnych wyobrażeń czy ocen, a gdy okazuje się zupełnie inny pojawia sie problem. Żyjąc wygodnie, unikając problemów, stajemy się bardzo wrażliwi na wszelkie zmiany, każdy kłopot niszczy nam cały świat, każde zmartwienie pogrąża nasze życie w depresji. Problemem jest właśnie to, że nie znamy świata zewnętrznego i jego prawdziwych problemów i nie znamy siebie nawzajem, unikamy prawdziwych ludzi żyjących obok przez co zatracamy umiejętność współpracy i współczucia, skupiamy się tylko na sobie i swoim wyimaginowanym świecie, na dodatek zaburzonym przez kolorowe czasopisma, cukierkowy świat seriali i gwiazd i harmonijce radiowe audycje. Mieszkamy w Pudełku !!! Smutne, ale prawdziwe.
p.s. Anna1980 owszem podróżuję zbyt wiele, mieszkam na walizkach z dala od rodziny, ale robię to dla ukochanej osoby więc nie jest tak źle, poza tym na walizkach mieszkam już od ponad 10 lat więc zdążyłam się przyzwyczaić do takiego trybu życia. Owszem nie jest to proste i widzisz wiele kłód pod nogami zwłaszcza w sferze zawodowej i finansowej, ale najważiejsza jest rodzina, ukochana osoba i zdrowie, a po jakimś czasie w każdej sferze życia w końcu zaświeci słońce...pozdrawiam Cię cieplutko!!! ![]()
Problemem nie jest depresja ani nerwice, tylko moda na użalanie się nad sobą i promowanie nieudacznictwa.
Czasy akurat mamy jedne z najspokojniejszych ever.
To dlaczego w polsce 20 osob dziennie odbiera sobie zycie?
Jeśli na zewnątrz wszystko gra ( nikt się nad Tobą nie znęca, masz odpowiednią pracę etc.) to przyczyną jest najczęściej działanie organizmu, niedobór odpowiednich neuroprzekaźników.
Jesli mowic o przyczyna depresji to na pewno jest ich kilka, np.
1. Kwestie tego co wewnetrznie nam brakuje, czyli ogolnie dobra sytuacja wokol nie powoduje ze dazenia duchowe czlowieka sa zaspokojone, wrecz przeciwnie, co moze rodzic niepokoj. A sa to wiara, modlitwa, oddanie sie Bogu, atruizm dla ludzi, pomoc, zyczliwosc, przebaczenie, wyzbycie sie zlosci i nienawisci, szacunek do siebie, itp.
2. Kwestie tzw. higieny zycia, czyli zdrowe odrzywianie sie (o co jest coraz trudniej, bo zywnosc zawiera duzo chemii), ruch, sport, przebywanie na swierzym powietrzu.
3. Wplyw otoczenia tego i tamtego swiata przez odczuwanie np. poprzez odczuwanie emocji innych ludzi i spoleczenstwa (ja tak mam) a przeciez nie dzieje sie dobrze, coraz wiecej ludzi nie ma pracy, perspektyw i niektorzy to czuja - mozna sie na to zamykac.
4. Konkretne sytuacje zyciowe, wybory, ktore nie sa naszymi wyborami, swoiste mury (karma), ktore nie pozwalaja nam zrobic czegos co nie jest nam przeznaczone, utrudniaja to (depresja moze i taka role pelnic).
Nie ma czegos bez przyczyny ale i moje spojrzenie jest spojrzeniem laika. Zeby wiec zrozumiec co jest przyczyna naszego samopoczucia (nie ma czegos bez przyczyny) to potrzeba czasu i obserwacji siebie i probowania kolejnych powodow (np. poprzez ich eliminacje). Sposoby radzenia tez sa rozne, np. farmakologicznie (moze nie leczyc przyczyny), przez rozmowy z drugim czlowiekiem, zmiane zycia lub przyzwyczajen.
Ale zgadzam sie ze czasy sa takie ze tracimy tzw. poczucie bezpieczenstwa. Nie daje nam tego srodowisko, rodzina, nie daja pieniadze. W kazdej chwili moze cos tapnac, wiadomosci sa przecycone przemoca, niechecia do innych ludzi, zagrozeniem wojna, terrozyzmem, chorobami, epidemiami. Banki strasza nas odsetkami, karami, urzedy karami, niemozliwoscia prowadzenai uczciwie dzialalnosci, sady stronniczoscia, sluzby brakiem zapewnienia pomocy, itd. W razie choroby nie mamy gwarancji adekwatnej diagnostyki, itp. To bardzo zle czasy, okropne wrecz, w ktorych kroluje upadek moralnosci i bezwartosciowy (dodrukowywany pieniadz). Brak zasad, brak szacunku do drugiego czlowieka. Widac to wokol siebie i na ulicy.
Pytanie, jak sie od tego wyizolowac?
A i dodalbym taki czynnik, jak stale dzialanie pol magnetycznych i promieniowania mikrofalowego z wiez telefonii komorkowej. W Szwecji ten czynnik jest traktowany jako zagrozenie na rowni z innymi i dziala diagnostyka. Wywoluje to leki, depresje i inne zaburzenia.
Człowiek z natury jest zwierzęciem stadnym. Niestety w obecnym świecie, świecie technologii, każdy z nas powoli zamyka się w bezpiecznym i wygodnym 'pudełku' z dala od innych. W dobie komputerów, telefonów, ipadów, TV, radia, i Bóg wie czego jeszcze, żyjemy obok siebie; razem, a jednak osobno. Oglądając wspólnie z rodziną nasz ukochany kwadratowy odbiornik nie ma miejsca nawet na rozmowę z mamą, mężem, bo przecież zagłuszymy sztuczny świat z ekranu. W świecie gdzie nawet zakupy można zrobić przez internet gdy przychodzi miły pan z pełnymi siatami lepiej żeby zostawił nam je na wycieraczce, bo po co buzie otwierać i przeciąg robić !!!
Słyszałam o pewnym przypadku gdy małżeństwo pisało do siebie smsy, nie tylko w pracy, ale i w domu. Czy mamy do czynienia z zaburzeniem, czy może to zupełnie normalne i powoli wszyscy uzależniamy się od takich rozwiązań?? Pewien mądry filozof powiedział, iż naszą wartość odnajdujemy tylko dzięki kontaktom z innymi, bo kto inny jak nie kolega, znajomy powie nam, że łądnie wyglądamy czy zapyta co nas trapi, z oczu można wyczytać uczucia innych, komputer czy telewizor nam tego nie powie. Żyjemy w ciepłym, bezpiecznym, wygodnym świecie naszych czterech ścian, a świat zewnętrzny znamy tylko z naszych własnych wyobrażeń czy ocen, a gdy okazuje się zupełnie inny pojawia sie problem. Żyjąc wygodnie, unikając problemów, stajemy się bardzo wrażliwi na wszelkie zmiany, każdy kłopot niszczy nam cały świat, każde zmartwienie pogrąża nasze życie w depresji. Problemem jest właśnie to, że nie znamy świata zewnętrznego i jego prawdziwych problemów i nie znamy siebie nawzajem, unikamy prawdziwych ludzi żyjących obok przez co zatracamy umiejętność współpracy i współczucia, skupiamy się tylko na sobie i swoim wyimaginowanym świecie, na dodatek zaburzonym przez kolorowe czasopisma, cukierkowy świat seriali i gwiazd i harmonijce radiowe audycje. Mieszkamy w Pudełku !!! Smutne, ale prawdziwe.p.s. Anna1980 owszem podróżuję zbyt wiele, mieszkam na walizkach z dala od rodziny, ale robię to dla ukochanej osoby więc nie jest tak źle, poza tym na walizkach mieszkam już od ponad 10 lat więc zdążyłam się przyzwyczaić do takiego trybu życia. Owszem nie jest to proste i widzisz wiele kłód pod nogami zwłaszcza w sferze zawodowej i finansowej, ale najważiejsza jest rodzina, ukochana osoba i zdrowie, a po jakimś czasie w każdej sferze życia w końcu zaświeci słońce...pozdrawiam Cię cieplutko!!!
tak Patito... Wokól tysiące ludzi, tysiące domow i mieszkań a czujemy sie samotni i nieszczęśliwi..
no i masz racje rodzina i milosc to podstawa. Uśmiecham sie do Ciebie ! ![]()