Jak sobie radziliście lub radzicie z tym wszystkim?
Ja 2 lata zbieram do kupy swoje życie.
Faceci tak mają, czy ja taki jestem niedorozwój? Bo czuje się jak baba w tym momencie.
Podobne tematy
Ile masz lat? Dlaczego się rozstaliście? Długo byliście razem?
32 lata.
Pół roku, ale wiązałem z nią przyszłość. Ślub miał być niedługo. Myślałem , że to ta i kropka.
Teraz wokoło wszyscy najmądrzejsi: od psychologów po rodzinę. Za szybko itp. ale starałem się być konkretnym facetem, a niedojrzałym.
W skrócie 2 lata zbieram się po zdradzie i po tym wszystkim. Nie bardzo wiem co dalej. Więc pytam się facetów czy byli w podobnej sytuacji po rozstaniu itp
Pytasz facetów, więc nie chcę się wypowiadać, ale poczytaj sobie historię iceman'a : http://www.netkobiety.pl/t67911.html to też facet, masz opisaną jego walkę z rozstaniem, myślę, że możesz wyłapać wiele cennych wskazówek dla siebie w tym wątku. ![]()
Przecież pół roku to dopiero początek związku. Czemu sie rozpadło?
Niby pół roku to dopiero początek, ale takie związki potrafią być intensywne. Jak chcesz pogadać to daj znać.
Już się nagadałem z kilkoma osobami na ten temat. (Psychologowie itp)
Chodzi mi o sam fakt: Widziałem jej samochód - dostałem bólu w klatce piersiowej, nie mogłem oddychać itp
2 lata mineło i myślałem że mam to za sobą i dzisiaj jej samochód stał pod sklepem do którego się wybierałem i dostałem kolejnego bólu w klatce. Chodzi mi o to czy faceci tak mogą reagować po takim czasie czy to kobiece zachowanie. Bo czuje się jak baba niestety teraz.
Już się nagadałem z kilkoma osobami na ten temat. (Psychologowie itp)
Chodzi mi o sam fakt: Widziałem jej samochód - dostałem bólu w klatce piersiowej, nie mogłem oddychać itp
2 lata mineło i myślałem że mam to za sobą i dzisiaj jej samochód stał pod sklepem do którego się wybierałem i dostałem kolejnego bólu w klatce. Chodzi mi o to czy faceci tak mogą reagować po takim czasie czy to kobiece zachowanie. Bo czuje się jak baba niestety teraz.
Nie ma męskich czy kobiecych zachowań jedni ludzie są bardziej wrażliwi a drudzy mniej, jedni bardziej się przywiązują a drudzy zachowują dystans...
Czy między czasie spotykałeś się z kimś innym? Czy próbowałeś poznać kogoś innego? Może masz ogólne problemy związane z lękiem. To co opisujesz: ból w klatce piersiowej i problemy z oddychaniem może wiązać się z atakami paniki. Myślę że faktycznie przydałaby Ci się pomoc specjalisty:) Przede wszystkim jeśli rozmawiałeś z kilkoma psychologami to rada jest prosta: znajdź jednego dobrego i się go trzymaj:) takich problemów nie załatwia jedno spotkanie, to często długa i trudna praca nad sobą! Poszukaj może jakiegoś specjalisty o orientacji poznawczo-behawioralnej w swojej okolicy.
Trzymaj się i głowa do góry!:)
Chodzi mi o to czy faceci tak mogą reagować po takim czasie czy to kobiece zachowanie. Bo czuje się jak baba niestety teraz.
Czy jak baba, czy jak głupkowaty szczyl to kwestia dyskusyjna.
Sądząc po pochopności decyzji o ślubie raczej to drugie.
Nieważne.
Ty masz zwykły syndrom jedynej.Sam w sobie nie jest zły, ale jak go pielęgnujesz na siłę to już nie teges.
Rusz dupę, poumawiaj się z 10 fajnymi pannami.Wspomnienie tamtej od razu zblednie.
pitagoras
Raczej DDA/DDD więc mam poważny problem.
Jestem emocjonalnym dzieciakiem i trzeba nad sobą zacząć pracować. Bez terapii chyba też się nie obędzie.
Dzięki za naprowadzenie.
pitagoras
Raczej DDA/DDD więc mam poważny problem.
Jestem emocjonalnym dzieciakiem i trzeba nad sobą zacząć pracować. Bez terapii chyba też się nie obędzie.
Dzięki za naprowadzenie.
Więc jednak baba...
NIE UŻALAJ SIĘ NAD SOBĄ.
Rusz dupę, idź do biedronki.Powiedz kasjerce że ma fajne kolczyki, potem spytaj o której kończy.
Jak wyjdziesz z biedronki ostentacyjnie obejrzyj się za jakąś kicią z głośnym ''łał''.
Trenuj uśmiech.
Chilloutlounge napisał/a:Chodzi mi o to czy faceci tak mogą reagować po takim czasie czy to kobiece zachowanie. Bo czuje się jak baba niestety teraz.
Czy jak baba, czy jak głupkowaty szczyl to kwestia dyskusyjna.
Sądząc po pochopności decyzji o ślubie raczej to drugie.
Nieważne.
Ty masz zwykły syndrom jedynej.Sam w sobie nie jest zły, ale jak go pielęgnujesz na siłę to już nie teges.
Rusz dupę, poumawiaj się z 10 fajnymi pannami.Wspomnienie tamtej od razu zblednie.
To nie jest kobiece zachowanie. Każdy przeżywa tyle czasu, ile potrzebuje by się "wyleczyć". Jednak jeśli cierpisz dłużej, niż trwał Twój związek to powinieneś na pewno zasięgnąć rady specjalisty.
Mi pomogła terapia, rodzina. Ale tak naprawdę to trzeba samemu dojść do wszystkiego. U mnie motorem było to, że dostałam pracę. Gdybym jej nie dostała - czułabym się na pewno gorzej - niedoceniona, gorsza. Ale pod pewnym kątem mogę się sprawdzić, wykazać. Czuję, że nie jestem beznadziejna i że to on był fiu...em. Bo tak doprawdy było. Teraz jak myślę sobie o przeszłości z nim związanej, zastanawiam się - dlaczego ja sobie na tyle pozwalałam? Zresztą, miałam baaardzo silne (teraz troszkę mniej) załamanie nerwowe, trochę mu się oberwało, ale to co ja mu zrobiłam a co on mnie - nijak się da to porównać.
Za szybko, pół roku... Może to nie jest za szybko. Laska na pewno nie była fair i nie szukaj winy w sobie. Ja gdybym spotkała któregoś ze swoich byłych, też bym się poczuła dziwnie jakoś - bo miałam okazję ich później widywać. Ale potem raczej z uśmiechem ich mijałam, mówiąc "cześć", i tyle. Ale to byli moi "eks" ze związków spokojniejszych, gdzie rozstanie nastąpiło po mniej więcej wspólnej zgodzie (nie było zdrad, po prostu to nie było TO).
Później dwa razy wydawało mi się, że to było to - dlatego, że poszłam z facetem do łóżka. Przywiązałam się. Tego drugiego naprawdę kochałam, ale odkochałam się dość szybko gdy doszło do mnie jak mnie traktował, co mi tak naprawdę zrobił... Nie wiem, czy poszedł do łóżka, ale dążył do tego i miał całą listę bab na spotkania.
Po rozstaniu z nim miałam bardziej kryzys moralny. Jak ludzie, niby tacy porządni, okazują się takimi szujami. Jak to jest możliwe?
Mam jednak nadzieję, że kiedyś poznam najlepszego przyjaciela, który mnie nie zrani. Miłość przyjdzie z czasem. I Tobie też tego życzę.
pitagoras napisał/a:Chilloutlounge napisał/a:Chodzi mi o to czy faceci tak mogą reagować po takim czasie czy to kobiece zachowanie. Bo czuje się jak baba niestety teraz.
Czy jak baba, czy jak głupkowaty szczyl to kwestia dyskusyjna.
Sądząc po pochopności decyzji o ślubie raczej to drugie.
Nieważne.
Ty masz zwykły syndrom jedynej.Sam w sobie nie jest zły, ale jak go pielęgnujesz na siłę to już nie teges.
Rusz dupę, poumawiaj się z 10 fajnymi pannami.Wspomnienie tamtej od razu zblednie.To nie jest kobiece zachowanie. Każdy przeżywa tyle czasu, ile potrzebuje by się "wyleczyć". Jednak jeśli cierpisz dłużej, niż trwał Twój związek to powinieneś na pewno zasięgnąć rady specjalisty.
Mi pomogła terapia, rodzina. Ale tak naprawdę to trzeba samemu dojść do wszystkiego. U mnie motorem było to, że dostałam pracę. Gdybym jej nie dostała - czułabym się na pewno gorzej - niedoceniona, gorsza. Ale pod pewnym kątem mogę się sprawdzić, wykazać. Czuję, że nie jestem beznadziejna i że to on był fiu...em. Bo tak doprawdy było. Teraz jak myślę sobie o przeszłości z nim związanej, zastanawiam się - dlaczego ja sobie na tyle pozwalałam? Zresztą, miałam baaardzo silne (teraz troszkę mniej) załamanie nerwowe, trochę mu się oberwało, ale to co ja mu zrobiłam a co on mnie - nijak się da to porównać.
Za szybko, pół roku... Może to nie jest za szybko. Laska na pewno nie była fair i nie szukaj winy w sobie. Ja gdybym spotkała któregoś ze swoich byłych, też bym się poczuła dziwnie jakoś - bo miałam okazję ich później widywać. Ale potem raczej z uśmiechem ich mijałam, mówiąc "cześć", i tyle. Ale to byli moi "eks" ze związków spokojniejszych, gdzie rozstanie nastąpiło po mniej więcej wspólnej zgodzie (nie było zdrad, po prostu to nie było TO).
Później dwa razy wydawało mi się, że to było to - dlatego, że poszłam z facetem do łóżka. Przywiązałam się. Tego drugiego naprawdę kochałam, ale odkochałam się dość szybko gdy doszło do mnie jak mnie traktował, co mi tak naprawdę zrobił... Nie wiem, czy poszedł do łóżka, ale dążył do tego i miał całą listę bab na spotkania.
Po rozstaniu z nim miałam bardziej kryzys moralny. Jak ludzie, niby tacy porządni, okazują się takimi szujami. Jak to jest możliwe?
Mam jednak nadzieję, że kiedyś poznam najlepszego przyjaciela, który mnie nie zrani. Miłość przyjdzie z czasem. I Tobie też tego życzę.
Właśnie - poumawiaj się z jakimiś "laskami", tak jak Tobie tutaj radzą. Też miałam syndrom "tego jedynego", ale to po rozstaniu pogarsza sprawę. Bo to nie był ten jedyny, skoro mnie zrobił w ch...a.
Wiesz co po twoim poprzednim temacie bo sprawdziłem netkobiety.pl/t69577.html
pytam czy to ta sama czy może jednak ktoś inny tu zdradził ...
Ostatni tutaj raz piszę.
Wczoraj jedną prostą rzecz zrobiłem. Tak jak napisał pitagoras.
Tu uśmieszek, tu oczko. Trochę flirtu. Plus 1 piwko, gdzie byłem w miarę wyluzowany. Nie chodziło mi o wyrywanie tylko o zwykły kontakt z kobietami. I coś zaczyna się układać w pracy i szczerze powiem, że od razu się poczułem lepiej. Mam zamiar zmienić miasto zamieszkania i wszystko na nowo ogarnąć.