Jakieś pół roku temu rozstaliśmy się z mężem
wiele lat cudownego małżeństwa. Był bardzo dobrym mężem i ojcem. Syn nie widział po za nim świata i na odwrót.
Powód- wiele lat temu odkryłam męza romans z kobietą która od lat próbowała w targnąć w nasze zycie. Potem to się urwało, ale nigdy nie było już dobrze. Męża ciągnęło w świat. Przestał pracować bo doszedł do wniosku ze skoro ja prowadzę dwa butiki które przynoszą zyski on nie będzie u nikogo tyrał. Miał pomagać mnie ale nie pomagał. Zajął się przesiadywaniem na czatach i piciem. Pił coraz wiecej,potem przstawał i tak w kółko, stało się to nie do zniesienia. Obiecał ze się będzie leczyć - nie leczył, był dwa razy na terapii i powiedział ze mu wystarczy.W tym czasie miał sprawę o ograniczenie praw rodzicielskich ponieważ sąsiedzi zglosili, że się na nas psychicznie wyżywa...
7 miesięcy temu znów się do niego odezwała dawna kochanka która tak naprawdę była współwinna naszych problemów. W końcu miałam dość, wyrzuciłam go z domu.
Mieszka teraz z nią, nikt nie wie gdzie, tzn tyle że w innym mieście i szczerze mnie ta wiedza niepotrzebna. Syn się jeszcze uczy, mąż nie płaci na niego. Ma z nim jedynie kontakt przez skypia, czasem do niego zadzwoni.
Na to wszystko patrzył nasz dorastający syn, teraz już 20latek.Przez pijactwo ojca i kłótnie z nim syn w końcu wyprowadził się z domu. Mąż się od niego prawie odciął. Ja walczyłam zawsze o to żeby jakoś zatrzeć ten ich konflikt. Przekonywałam męża że nie może ot tak odrzucić dziecka a syna że tata ma trudny okres, że musi się pozbierać a wszystko się poukłada i będzie jak dawniej. Jakoś się udało, znów zaczęli ze sobą rozmawiać.
Ukrywałam przed synem wiele rzeczy, nasze kłótnie, wile lat temu kochankę, to jak mnie kilka razy uderzył. Nie chciałam rozwalać mu rodziny. Później opowiedziałam mu jak sytuacja wyglądała. Sam mi powiedział ze to widział , ze widział że wszystko było na mojej głowie bo ojciec tylko pił i się bawił.
Przy naszym rozstaniu także cały czas kładłam nacisk by ex miał kontakt z synem. Uważam że my się rozstaliśmy ale on nie musi rozstawać się z synem Kontakt jest jaki jest..
W ciężkich chwilach syn zawsze wspierał mnie psychicznie i wspiera do tej pory. Przyjeżdża pomaga w domu, odkąd exa nie ma.
Ma stypendium, coś dorabia, ja trochę go wspieram finansowo. Mamy super kontakt. Zwierza się, dużo rozmawiamy.
Były jednak sytuacje gdy mąż się ze mną awanturował, rozbijał w domu różne rzeczy, straszył mnie a ja przez kilka miesięcy żylam w strachu, on nie zareagował. Nie wstawił się w mojej obronie bo mówił że się boi mieszać bo ojciec przestanie się do niego oddzywać. Ok ,jakoś to przyjęłam, poradziłam sobie choć nie ukrywalam ze bardzo wtedy tej pomocy potrzebowała. Po prostu choćby kilku słów "daj spokój matce"
Wczoraj musiałam skorzystać z syna komputera. Pisał z ojcem. Nie wylogował się. Zerknęłam ale nie przeczytałam całej korespondencji. Po prostu nie chciałam.
Zobaczyłam tylko że pisze do niego ze bardzo się cieszy że jest szczęśliwy i żeby pozdrowił Anie (to jego kochanka) On odpisał i wzajemnie masz pozdrowienia od Ani.
Nigdy nie nastawiałam syna przeciw ojcu, skupiłam się na tym by być jak najlepszą matką, a jak mąz sobie zapracuje na jaki jest ojcem pozostawiła w jego rękach. Kochanka byla wogóle po za tematem i przecież to nie ja wybrałam kogos innego, więc wydawało mi się ze sprawa jest jasna. .. Nie przypuszczałam, że syn będzie słał pozdrowienia kochance, komuś przez kogo jego matka cierpiała tyle lat. Ten syn, który przecież codziennie mi powtarza że ojca porąbało, że był leniem i nikogo nie szanował, ze nas olał, ze bardziej interesuje go nowa towarzyszka i jej dzieci niż on, i dobrze że go wywaliłam bo wreszcie będę miała spokojne życie robi takie coś. Ze to ja byłam byłam rodzicem na którym nigdy się nie zawiódł i to ja wszystko trzymałam w kupie.
Nie wiem dlaczego tak się zachowuje? bo boi się urazić tatę? bo go może stracić? A CO ZE MNĄ? czy ja się nie liczę w tym wszystkim. A gdzie lojalność wobec mnie, matki która nigdy go nie porzuciła, zawsze wspierała i wspiera, ws kochanka która przyczyniła się do rozpadu rodziny i ojciec który go zlewa i np. życzenia urodzinowe wysyła mu sms o treści " wszystkiego dobrego" i tyle
Co ja mam z tego że staram się być dobra matką matką i przyjacielem na dobre i złe? skoro miód i tak spija ten który okazał się draniem..
Nie wiem co o tym myśleć i co z tym zrobić??. NIE MOGĘ MU POWIEDZIEĆ ŻE ZAGLĄDNĘŁAM W JEGO POCZTĘ bo jak powie ojcu to ten na pewno wykorzysta to przeciw mnie, ze jestem wariatka i mam obsesję na punkcie szpiegowania, bo taki zarzut wysuwał za każdym razem gdy go nakryłam ( smsy) na zdradzie. Robił ze mnie wariatkę i psycholkę, bo jak można zaglądać i nie szanować cudzej prywatnej korespondencji. I wogóle ze mam urojenia bo to tylko jego koleżanka, a smsy to tylko takie zarty
Czuję się oszukana, znów zdradzona bo w moim odczuciu zamiast zanegować, potępic zachowanie ojca on go utwierdza w tym co robił. I może sam nie widzi problemu w zdradach (choć twierdzi inaczej) co mnie przeraża bo przecież sam kiedys będzie miał zonę i dzieci! Nie chcę nawet mysleć ze jakaś kobieta i moje wnuki mogły by cierpiec przez niego!
Nie chcę konfliktu z synem ale tez nie czuję się znów oszukiwana i wykorzystywana. Moze jakoś powinnam porozmawiać z synem (tylko jak? i co powiedzieć żeby nie pogorszyć sytuacji?). Może on sobie nie zdaje sprawy..
Proszę napiszcie coś bo czuję się jak by mi wbito nóż w plecy.
ps . przepraszam za chaos wypowiedzi