Witam Wszystkich.
Dość intensywnie męczę się ostatnio ze swoimi problemami, dlatego postanowiłam coś w końcu z tym zrobić i napisać tutaj. Mam nadzieję, że ktoś potrafi mi doradzić... Będę wdzięczna za każdą opinię.
Krótko o przeszłości: Po 6 latach rozstałam się z facetem. Ciężko znosiłam rozstanie, jednak ostatecznie z niego wyszłam. Wszystko zaczęło się układać, aż w końcu przyszedł czas kiedy poznałam swojego obecnego partnera.
Początki były niesamowite. Dogadywaliśmy się jak byśmy znali się od zawsze. Spędzaliśmy ze sobą każdą możliwą chwilę (bardziej weekendowo lub świątecznie ze względu na pracę - on mieszka i pracuje pod Warszawą, ja zaś w samym centrum). Zawsze mieliśmy co robić. Cieszyliśmy się każdym swoim uśmiechem. Myśleliśmy podobnie w wielu kwestiach, co jeszcze bardziej potęgowało chęć bycia ze sobą. Było idealnie... aż raptem czar prysł i nawet nie wiem kiedy stało się monotonnie. W tym momencie wybija 10 miesiąc naszej relacji.
Otóż: 1)nie mamy co ze sobą robić. To jeszcze pół biedy, zawsze jakiś film się obejrzy lub pójdziemy razem na trening na siłownię.
2) Do tej pory nie powiedział mi ani razu, że mnie kocha. Kilka razy mi się owe wyznanie zdarzyło, zero odzewu z jego strony- co o tym myśleć? Mówi mi często, że też mnie bardzo lubi (z silnym akcentem na "bardzo"), jest o mnie zazdrosny do tej pory dosyć silnie, uwzględnia mnie w swoich planach.. przynajmniej póki co. Patrzy się na mnie czasem z taką jakby fascynacją. Ale nic więcej. Ja chciałabym czegoś więcej, jakichś deklaracji. Jetem zmęczona niestabilnymi i niepewnymi związkami.
3) Seks. Pierwsze stosunki były idealne, co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Był bardzo usatysfakcjonowany tym, że we mnie kończył. Nawet mówił, że to wspaniałe, bo jego poprzednie partnerki mu takich wrażeń (żeby kończyć) nie dostarczały. Powiedział mi nawet kiedyś, że szybko mu przeszło pożądanie do jego poprzedniej partnerki i później prawie nie uprawiali seksu z tego powodu (a był z nią 3 lata), a że ze mną to co innego i w ogóle jest wspaniale (a ja, głupia, nie zauważyłam, że mówił mi to w 2 czy 3 miesiącu bycia razem-czyli początki, okres fascynacji). Teraz chyba przeszedł problem na mnie. Nie kończy we mnie. Niby jest zmęczony pracą itd. ale to guzik prawda. Ostatnio nawet bardzo rzadko sam inicjuje takie rzeczy.
A ja? Wpadłam w uczucie. Bo zakochałam się na maksa. A jeszcze i tak miałam wątpliwości co do bycia z nim (po pierwszym seksie to sobie zadeklarowaliśmy), ponieważ ja mam 24 lata, a on 39. Długo myślałam, czy związek ze starszym o tyle mężczyzną w ogóle ma prawo bytu, ale naprawdę go pokochałam, czułam fascynacę moją osobą z jego strony... teraz dalejdobrze się dogadujemy, partnersko itd. ale co z tego? Sam mówił mi, że chciałby, żeby między nami zostało tak na zawsze (mam na myśli te chwile radości - bez seksu - bo ich jest dużo).
Z nieudanego, 6letniego związku podniosłam się i znalazłam coś lepszego. I co mam? Błagam, powiedzcie, co sądzić... Będę niezmiernie wdzięczna!