Nie musisz z niczego rezygnować. Po prostu wychodź z przyjaciółmi i korzystając z rady męża nie zmuszaj go do robienia czegoś, na co nie ma ochoty. Mimo, że jesteście małżeństwem, jesteście też wciąż odrębnymi osobami, które nie muszą wszędzie chodzić razem.
Podobne tematy
Witam,
z moim mężem jesteśmy parą od prawie 7 lat z czego małżeństwem od 9 miesięcy. Nikogo w życiu tak nie kochałam i wiem że i ja jestem miłością jego życia, jednak od pewnego czasu czuję, że w moim związku brakuje mi samej siebie. Z wielu rzeczy, które zawsze lubiłam robić, zrezygnowałam właśnie dlatego, że mój mąż nie jest ich "zwolennikiem". Wszelkie rozmowy, prośby i błagania nie mają żadnego skutku. Bardzo często chodzi o błahe sprawy jak np. chodzenie razem do kina, na koncert, spacer, wspólny wyjazd itp. Słucham wytłumaczeń typu: "Nie lubię tego", "nie mam na to ochoty" lub " Proszę Cię, nie wymyślaj...". Wiem, że to bzdury, jednak czuję że nie mamy wspólnych pasji, wspólnych zainteresowań i przede wszystkim zanika w naszym związku romantyzm. On twierdzi, że nie potrzebuje sobie urozmaicać czasu bo wystarczy mu pobyć ze mną w domu. Ja jednak zaczynam się po prostu.... nudzić, czuję się blokowana i tłumiona. Wydawało mi się, że kiedy się pobierzemy nasze życie nabierze "kolorów", będziemy czerpać z życia ile tylko można, rzeczywistość jest inna. Coraz częściej przygniata mnie zwykła codzienność, monotonia i nuda. Mamy wspaniałych znajomych, często się z nimi spotykamy zazwyczaj u nas w domu bądź u nich w najlepszym wypadku w jakiejś cichej knajpie. Jednak gdy oni wybierają się w jakieś "fajne miejsce" my siedzimy w domu, bo dla mojego męża jest to za duże wyzwanie i za duże poświęcenie. Przy każdej sytuacji on powtarza żebym go nie zmuszała do rzeczy których on nie lubi. Ja muszę się poświęcić by zrezygnować z czegoś, jednak on nie zna czegoś takiego jak się poświęcić by zrobić komuś przyjemność...Zrobić przyjemność osobie którą się kocha.
Nigdy nie korzystałam z takich porad, jednak nie mam z kim porozmawiać na ten temat. Samo "wysłuchanie mnie" naprawdę dużo znaczy.
Dzięki,
Ze smutkiem muszę stwierdzić, że jest to pierwszy krok do zdrady.
Powiedz szczerze mężowi w czym jest problem, powiedz czego Ci brakuje, powiedz jakie masz oczekiwania i powiedz, że jeżeli nie posłucha Ciebie to Was nie będzie.
Niech sobie żyje we własnym świecie i myśl, że jak ma żonę to jest bogiem.
Nie, nie jest bogiem i swoją kobietę ma cały czas zdobywać.
Jak tego nie robi to jest prostak i cham.
Dziwne, że takie rzeczy nie wychodziły wcześniej. Wygląda na to, że się nie dopasowaliście i tak będzie wyglądało Wasze życie. Kwestia jest też Waszej zamożności. Jeśli Was stać na wyjazdy i wyjścia to jest to trochę dziwne, że z tego on nie chce korzystać. Co innego jak byście mieli jak przeciętna polska rodzina, która w restauracji jest na ślubie, komunii lub stypie a ich podróże to te z Makłowiczem. Najlepszym sposobem jest szczera rozmowa i wybadanie tematu.
Z wielu rzeczy, które zawsze lubiłam robić, zrezygnowałam właśnie dlatego, że mój mąż nie jest ich "zwolennikiem". Wszelkie rozmowy, prośby i błagania nie mają żadnego skutku. Bardzo często chodzi o błahe sprawy jak np. chodzenie razem do kina, na koncert, spacer, wspólny wyjazd itp. Słucham wytłumaczeń typu: "Nie lubię tego", "nie mam na to ochoty" lub " Proszę Cię, nie wymyślaj...". Wiem, że to bzdury, jednak czuję że nie mamy wspólnych pasji, wspólnych zainteresowań i przede wszystkim zanika w naszym związku romantyzm. On twierdzi, że nie potrzebuje sobie urozmaicać czasu bo wystarczy mu pobyć ze mną w domu. Ja jednak zaczynam się po prostu.... nudzić, czuję się blokowana i tłumiona.
Trochę to smutne co piszesz, to nie są bzdury. Ja w życiu nie związałbym się z kobietą z którą nie potrafię spędzać wolnego czasu. Wspólne pasje są bardzo ważne... Jedyne co możesz zrobić to szczera rozmowa, ale widać że i tego próbowałaś...
Zapytaj go co chce w życiu osiągnąć? Co chce zrobić?
A miałby pretensje gdybyś sama wychodziła ze znajomymi? Na pewno w prost powinnaś mu powiedzieć, że brakuje CI wspólnych wypadów z domu. Dość ciężko zmienić nastawienie faceta, ale nie jest to niemożliwe.
Dzieci nie macie?jak mąż nie chce wyjsc to wyjdz sama, rob cos dla ciebie, nie uzalezniaj wszystkiego od męza.Moze on załapie bakcyla i nie bedzie sam chciał w chacie siedziec.
7 2014-05-12 14:24:15 Ostatnio edytowany przez last (2014-05-12 14:34:04)
Być może ,że gdy pobraliście się ,to Twój mąż usiadł na laurach i doszedł do wniosku ,że nie musi się już tak starać.Może jednak przedtem też tak było ,ale nie zauważyłaś tego,że on nie zawsze ma ochotę na to co Ty.Niemniej ,dziwi mnie ,że piszesz o nudzie ,mając wspaniałych przyjaciół ,którzy raz u Was goszczą ,a raz Wy u nich.Jeśli Twój mąż nie ma ochoty,to dlaczego sama nie wybierzesz się z nimi , choć jeden raz.Może zobaczy ,że Ty też masz potrzeby i albo będziecie się razem rozkoszować w miłym zakątku,albo On zostanie w domku ,a Ty się będziesz bawić z Waszymi znajomymi. Przestań się tak poświęcać ,bo "wypalisz się" szybciej niż myślisz. Najpierw jednak radziłabym szczerą rozmowę.
Jeśli chodzi o romantyczność ,to przygotuj co jakiś czas kolacyjkę przy świecach i wtedy łatwiej namówisz go na wspólne wypady.Nuda w każdym związku może się odezwać, dlatego warto go "odgrzewać".
Bez urazy ale wydaje mi się dziwnym wychodzenie za faceta, który kompletnie nie podziela Twoich zainteresowań, a potem dziwienie się, że się nie zmienił. Tak jakbyś kupowała lampę i miała pretensje, że nie jest stolikiem.
Nie widzę powodu ani dlaczego Ty miałabyś rezygnować ze spotkań z przyjaciółmi, ani dlaczego on nagle miałby zacząć chodzić do kina- jest to nierealistyczne i niesprawiedliwe dla obu stron. Nie dobraliście się i tyle. Albo wypracujecie jakiś kompromis, albo, no nie było wam pisane.
Bez urazy ale wydaje mi się dziwnym wychodzenie za faceta, który kompletnie nie podziela Twoich zainteresowań, a potem dziwienie się, że się nie zmienił. Tak jakbyś kupowała lampę i miała pretensje, że nie jest stolikiem.
Nie widzę powodu ani dlaczego Ty miałabyś rezygnować ze spotkań z przyjaciółmi, ani dlaczego on nagle miałby zacząć chodzić do kina- jest to nierealistyczne i niesprawiedliwe dla obu stron. Nie dobraliście się i tyle. Albo wypracujecie jakiś kompromis, albo, no nie było wam pisane.
Zgadzam się. Uderzyło mnie to, jak napisałaś, że myślałaś, że po ślubie będzie kolorowo, że będziecie korzystać z życia, czyli pewnie wychodzić itp. Czy dobrze rozumiem zatem, że przed ślubem mało wychodziliście, też pewnie byłaś niezadowolona, ale liczyłaś, że po ślubie się zmieni? Wiesz, ślub to nie jest czarodziejska różdżka...
Nie musisz z niczego rezygnować. Po prostu wychodź z przyjaciółmi i korzystając z rady męża nie zmuszaj go do robienia czegoś, na co nie ma ochoty. Mimo, że jesteście małżeństwem, jesteście też wciąż odrębnymi osobami, które nie muszą wszędzie chodzić razem.
Dla mnie to najtrafniejsze spostrzeżenie ![]()
Znam z autopsji.