Witam,
wczoraj zarejestrowałam się na forum. Jeszcze wczoraj było znośnie, ale dziś jestem rozwalona w pył. Facet, któremu poświęciłam ostatnie 9 lat nawrzeszczał na mnie, w obronie własnej powiedziałam że umowa najmu jest na mnie. Bo już nie mogę wytrzymać tych ciągłych wrzasków i czepiania się. Po prostu tego nie wytrzymuję. Więc objawiła się telefonicznie "oświecona pocieszycielka", której wypłakał się w słuchawkę. Tajemnicza "przyjaciółka od serca", podczas gdy robot harował na granicy swoich sił.
Najprawdopodobniej zostanę bez dachu nad głową, bo tego mieszkania nie utrzymam. Pracy nie mam. Wszystko się rozwaliło. Nie mam nikogo, do kogo mogłabym pójść.
Co gorsza - ja naprawdę się przez lata starałam, żeby mu było dobrze. A zrobił ze mnie upiora, nie zasługującego na dobre słowo nawet.
Mam prawie 40 lat. Nie mam domu, ani nawet dzieci dla których chciałoby mi się żyć. Od dawna się tylko przenoszę między wynajmowanymi mieszkaniami.
Przepraszam, nie powinnam tego pisać. Po prostu zostaje mi tylko "przyjaciółka klawiatura".
Przepraszam.
Wszystko bez sensu. Przepraszam.
Podobne tematy
witam Cię .Jesteś świeżo po awanturze, pełna żalu , rozgoryczenia i pretensji do partnera, siebie i całego świata.Widzisz wszystko w czarnych kolorach. Spokojnie -może mieliście poprostu zły dzień i gdy uspokoicie emocje to wszystko da się poukładać na swoje miejsce.
Witam.Po pierwsze nie przepraszaj,bo nawet nie masz za co.W tej chwili żadne słowa cię nie pocieszą,lecz uwierz mi,z każdej drogi jest wyjście.
nigdy sobie nie dałam tego powiedzieć,lecz uwierzyłam dopiero wtedy,kiedy moje życie zaczęło się sypać,byłam krok od rozwodu,a teraz jestem najszczęśliwsza kobietą,czasem nie mogę uwierzyć w to.A więc da się,tylko trzeba wierzyć i chcieć.Pozdrawiam.
witam Cię .Jesteś świeżo po awanturze, pełna żalu , rozgoryczenia i pretensji do partnera, siebie i całego świata.Widzisz wszystko w czarnych kolorach. Spokojnie -może mieliście poprostu zły dzień i gdy uspokoicie emocje to wszystko da się poukładać na swoje miejsce.
Witaj,
te "złe dni" są już od dłuższego czasu. Ale teraz już wiem z czym mam do czynienia. Jeśli ktoś Ci bliski zmienia osobowość w ułamku sekund (a to widać szczególnie na twarzy ) - to warto pogadać z Egzorcystą. Mój partner posiada pewne możliwości uzdrowicielskie (pomógł mi nie raz), ale z uwagi na słabe zdrowie sam poddał się jakimś zabiegom u nieznanego mi delikwenta. Z reguły znałam uzdrowicieli i faktycznie potrafili oni zabezpieczyć zabiegi. Niestety najwidoczniej w czasie ostatnich zabiegów coś się przy okazji "dokleiło". Prawda jest taka, że widzimy tylko część rzeczywistości. Mamy ograniczoną percepcję.
Gdy mnie ostatnio słownie atakował doprowadził mnie prawie do ostateczności. I wtedy zmieniła mu się osobowość na "starą wersję". Na zasadzie: "zobacz chłopie jaką wredną masz babę". Nie oglądam telewizji (a tym bardziej horrorów), nie mam też urojeń (mam tylko doła z powodu rozwoju wydarzeń). Więc potraktujcie ten dziwny wpis poważnie.
Jeśli mieszkasz z kimś, kto wydaje się wystraszony gdy widzi, że się modlisz. Jeśli ten ktoś nagle zamyka się w pokoju, denerwuje się gdy mu w oczy patrzysz i jeździ po Tobie jak po łysej kobyle (i widać, że przewodnią emocją jest strach) - to należy się bardzo zastanowić, czy nie wybrać się do Egzorcysty. Te zmiany zachowania szczególnie przy ludziach pierwotnie łagodnych - są bardzo zauważalne.
Tak, czy owak myślę, że to już koniec. Nie zaprowadzę go do Egzorcysty na siłę. A nie znam żadnego, który by zadziałał zdalnie. Jest ponoć jakiś Egzorcysta w Brzezinach, ale nie wiem czy by się tego podjął.
A mój partner dostał od tego "ducha" czy "bytu", czy cokolwiek to jest nowe "zabawki" w postaci zwiększonej percepcji i podwyższenia możliwości uzdrowicielskich - więc się cieszy jak dziecko w piaskownicy. I wydaje mu się, że to są zmiany na lepsze, a ja mu tylko "blokuję" rozwój.
Od dłuższego czasu już się dziwnie zachowywał i dziwnie mówił. Ewidentnie zmieniła mu się osobowość.
Dziękuję za wsparcie!
Pozdrawiam,
Olka
Witam.Po pierwsze nie przepraszaj,bo nawet nie masz za co.W tej chwili żadne słowa cię nie pocieszą,lecz uwierz mi,z każdej drogi jest wyjście.
nigdy sobie nie dałam tego powiedzieć,lecz uwierzyłam dopiero wtedy,kiedy moje życie zaczęło się sypać,byłam krok od rozwodu,a teraz jestem najszczęśliwsza kobietą,czasem nie mogę uwierzyć w to.A więc da się,tylko trzeba wierzyć i chcieć.Pozdrawiam.
Witaj,
gorąco dziękuję za wsparcie. To dla mnie bardzo ważne. Ciężko być samemu, gdy się wszystko sypie.
Pozdrawiam,
Olka