Cześć Kochani. Postanowiłam, że zapytam Was co sądzicie na ten temat. Sytuacja wygląda tak. Bardzo szybko zaczęłam od poszukiwania chłopaków, wielu się ich przewinęło, bardzo wielu. Zawsze starsi, pewnie dlatego, że nigdy nie miałam choć normalnego kontaktu z tatą, nigdy z nim nie rozmawiałam. Pragnęłam mieć ojca w starszym mężczyźnie - dziś wiem. Poznałam takiego po jednym rozstaniu... Przypadkowo. Motylki w brzuszku, niewinne początki, miłość kwitła, ale ja jako dziecko (15 latka) szybko zaczęłam się nudzić. Niestety nie mogłam go zostawić, bo moi rodzice go pokochali. Powiedzieli, że do 18stki NIC, jeśli odejdę od niego, bo jest najnormalniejszy z wszystkich, których miałam, ale kobiety... wolą skurwieli. Potem kilka zdrad z mojej strony, kilka? Może więcej, z 9 - 10. O niczym nie wie do dziś.. A czemu? Bo wszystko było z przymusu, bo nie dbał, bo przyjeżdżał i pił z moimi rodzicami (moi rodzice, to alkoholicy). Pierwszy raz, chwile nawracające, kiedy kochałam*. Od samego początku chcę go zostawić, jest ode mnie dużo starszy. Myślałam, że może zaręczyny coś pomogą, wtedy będzie tylko on, teraz jestem młoda, chcę się bawić.. ale przez całe 4 lata nawet o tym nie wspomniał, jednak były pogadywanki o planach, ślubie za rok. Dziś... przyjeżdża do mnie śmierdzący, nie używa nawet perfum, zarośnięty, przez 4 lata kilka kwiatków, gdy sama mu wypominałam. Żadnego prezentu (miś czy jakiś drobiazg), żadnego. Bardzo słabe wsparcie, codzienne picie, ogromny nerwus, błagam o zmiany, ale to nic nie daje, niestety. Traktuję mnie jak koleżankę. Niestety ja chciałabym w końcu wiedzieć na czym stoję. Wymagałam od niego zmiany, przestałam myśleć o innych mężczyznach od dawna. Niestety. 1000000001092851098 razy obiecał zmianę, 2 dni - góra. Wszystko powracało. Nie jemy wspólnie kolacji, nigdy żadnych świec, żadnych miłych wypadów, nigdy imprez, cały czas dom. Szału nie ma. Straszna monotonność, rutyna. Dodatkowo cały czas kłamię, we wszystkim. Boli. Cały czas tysiąc myśli, że to przyzwyczajenie. Mimo, iż jestem młoda, to chciałabym za rok zamieszkać z nim, spróbować od nowa, ale on nie ogarnie wszystkiego, dziś mi już mówi. Nie ma żadnych ambicji życiowych. Kilka razy zdarzyło się mu odwalić coś. Skakanie przez okno, szarpanie mnie, dzikie akcje, 2 razy mnie uderzył i napluł w twarz. Nie można na tym człowieku polegać. Wiem, że ja nie jestem fer, ale staram się być jak najlepsza. Niestety nie jestem szczęśliwa. Nie potrafię go jednak zostawić, bo przyjmuję zasadę, że zawsze jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś. Teraz już mogę odpocząć, jednak...
Sprawa wygląda tak, że poznałam jakiś czas kogoś. Taka sama przeszłość jak moja, tylko.. niezwykle dopasowanie charakterów, te same poglądy, lepiej trafić nie mogłam. Mężczyzna, który chcę zrobić mi raj na ziemi, czuję się jak księżniczka, ale nie zamierzam na razie nic robić dopóki nie ogarnę starej ''miłości''. Poczekać jeszcze trochę? Zobaczyć czy 13342235423541531 raz może mu się uda zmienić? Czy może odejść na próbę. Boję się, że on sobie coś może zrobić, bo jest strasznym złośnikiem, nerwy go zżerają. Nie wiem, stoję w miejscu. Chcę zmienić swoje życie, wyjechać na studia do większego miasta, wyjechać za granicę - muszę podjąć tę decyzję. Z nim to nierealne. Żałuję, że w tak młodym wieku związałam się z kimś na poważnie, jeszcze nie ten czas. Gdybym teraz to zrobiła.. może on by nie cierpiał, ja tym bardziej. Tak po pierwsze: nie jest facetem, z którym wyobrażałam sobie życie.
Nie wiem co robić, proszę pomóżcie. Pewnie będą pretensje o zdrady, innych mężczyzn i, że wiek, to nie wytłumaczenie, ale chciałam być szczera na maksa i wybaczcie. Czekam na odpowiedź, pozdrawiam serdecznie.