netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

umierające uczucie

10 odpowiedzi4 029 wyświetleńzałożony przez marsylia, 09.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1 Ostatnio edytowany przez marsylia (2014-04-09 16:54:46)

Temat: umierające uczucie

Witam, postanowiłam nakreślić tutaj swój problem gdyż nie bardzo mogę z kimś otwarcie o tym porozmawiać, a jeśli nadal to będę dusić w sobie to chyba wybuchnę ...
Od samego początku bycia razem On bardzo się starał, swoje serce podawał mi na dłoni, dobro i uczucie wylewało się zewsząd ... a ja się zakochałam. Byliśmy razem na zasadzie pomieszkiwania u siebie na weekendy czy inne okazje(przez 1 rok był to związek na odległość). Bardzo się do niego przywiązałam i pokochałam.Było wiele wizji przyszłości - naszej wspólnej, dzieciach,mieszkaniu,karierze i jak będziemy spędzać czas na emeryturze...
Nie zawsze potrafiłam docenić to co dostawałam od niego,fakt. Po kilku miesiącach sielanki pojawiły się pierwsze kłótnie,zraniłam go kilka razy i potraktowałam na tyle źle, że tego żałuję do dziś. Jestem osobą dosyć nerwową, wrażliwą i nader przewrażliwioną,okropną zazdrośnicą i też wymagającą. Przez to dużo się plątało.
Jesteśmy świadomi swoich wad i zalet,rozmawialiśmy o tym wiele razy chociaż nie łatwo się z nim rozmawia.Jest osoba bardzo skrytą,ma problem w rozwiązywaniu problemów, sam niechętnie o nich mówi. Zawsze czułam się przy nim dobrze i wiedziałam że mogę liczyć na jego pomoc i wsparcie. On ma hobby i pasje na które wydaje pieniądze, chociaż ja wiele razy chciałam wrzucić w nasze życie trochę urozmaicenia (uwielbiam podróże - gdziekolwiek,nie lubię siedzieć w miejscu biernie). On jak się okazało, po wielu bojach wybrał tryb bierny ze swoimi pasjami w które ja się nijak nie mogę zaangażować, bo do mnie nie trafiają a on jest typem domatora i jak sie okazuje,ciężko mu ruszyć dla mnie tyłek. I tak oto brak wspólnych pasji czy czegokolwiek co by nas łączyło prócz uczuć stało się właśnie naszym pierwszym i chyba największym problemem,którego nie potrafimy podźwignąć.
Prawie od roku pisaliśmy się też na duże przedsięwzięcie którego pomysłodawcą byłam ja, a tegoroczne wakacje miały być najpiękniejszymi wakacjami naszego życia. Po czym on niedawno powiedział,że nic z tego nie będzie z takich i owakich powodów. Niektóre jestem w stanie zrozumieć, bo były niezależne od niego. Z drugiej strony uważam, że te jego problemy stały się tylko pretekstem do odwołania wszystkiego,bo tak jest mu wygodniej, chociaż wiedział jak mi zależy bardzo, jak się zapalałam przy samej rozmowie o tym, jak mi obiecywał... czuję się oszukana.
Jesteśmy razem prawie 2 lata,a obecnie mamy potężny kryzys. Przez prawie 2 lata on zawsze był przy mnie - w szczęściu,smutku, razem zwalczaliśmy problemy - moje ,jego, wspólne, a przynajmniej próbowaliśmy. Staraliśmy się zawsze wspierać, chociaż tak na prawdę chyba oboje jesteśmy egoistami i nie potrafimy w pełni się sobie poświęcić- ja na początku związku, a on od kilku ostatnich miesięcy.
Zdarzyło nam się już zerwać w nerwach, po czym pędem wracaliśmy do siebie. Braliśmy przerwę pod uwagę,jednak spróbowaliśmy tego dopiero niedawno ... 2 tygodnie ciszy, ja nie wytrzymałam i odezwałam się do niego. Zdałam sobie sprawę, że po tych 2 latach, które były wypełnione nim - czy było źle czy dobrze,wesoło czy smutno, to zawsze był on, o którym kiedyś myślałam tak poważnie... Powiedziałam mu że tęsknie, zaś on - że musimy porozmawiać.
Porozmawialiśmy.On nie czuje już tego co kiedyś,co było na początku (ja też nie, ale wiem,że mam do niego duże uczucie, chociaż czasem zastanawiam się, czy to nie silne przywiązanie). W czasie przerwy tęsknił, ale nie tak jakby tego chciał. To nie jest tak, że mnie nie kocha ... Załamałam się, przerwę zniosłam bardzo źle, każdego dnia płakałam, wspominałam dobre dni, szczególnie początek, wstrząsem było dla mnie usłyszeć " nie wiem czy kocham" .Wyszła na jaw jeszcze jedna rzecz, której się nie spodziewałam. Na początku naszego związku seks był wspaniały, nie byliśmy oboje nazbyt doświadczeni, wszystko dopiero odkrywaliśmy i poznawaliśmy swoje ciała i upodobania. Z czasem, kiedy może trochę sobie spowszednieliśmy - po ok pół roku trwania związku, seks stał się dziwny. Tzn często było tak, że on miał problem z finiszem we mnie i kończyło się to masturbacją,gdyż nijak inaczej nie dawało rady. Nurtowało mnie to, pytałam czy może sam to robi itp.Zawsze odpowiedz ta sama: chce to robić tylko przy mnie jednak masturbacja mu się zdarza,ale baaardzo sporadycznie. Teraz powiedział mi, że jest uzależniony od masturbacji i do tego ogląda porno. To trwa już rok. Zawsze uważałam, że seks dla niego istnieje tylko ze mną(a on mnie w tym przekonaniu tylko utwierdzał),zawsze nasze zbliżenia były czułe i bardzo namiętne a teraz... czuję się oszukana. Zaś on powiedział mi to teraz, bo ma wyrzuty sumienia.
Trwamy dalej w tym dziwnym związku, chociaż nie wiem dlaczego. On - jak mi kiedyś powiedział, czuje się osamotniony w życiu (chodzi o te pasje, których ja nie podzielam), a ja ...również osamotniona,z podciętymi skrzydłami. Wiem,że ten związek nie ma już sensu. Trwamy dalej tylko i wyłącznie przez mój upór, nie potrafię tego zakończyć, chociaż on mi powiedział,że to się z jego strony wypaliło,nie ma już tego czegoś, nie może mi nic obiecać,ale i też nie umie tego zakończyć.Do czego to wszystko zmierza ?
Bez niego czuję się jak połowa człowieka, jakby układanka bez części elementów, nie widzę sensu w realizowaniu siebie, mam wrażenie że zatraciłam gdzieś w tym wszystkim siebie i swoje szczęście i nie potrafię się odnaleźć, nie mogę też znieść myśli, że gdy on odejdzie to zostanę sama...mam dużo znajomych, ale właśnie moje myśli skupiają się na tym,że zostanę SAMA,BEZ NIEGO ... nie potrafię dostrzec przyszłości bez niego.Nie potrafię się ogarnąć,doprowadzić do porządku, zgubiłam gdzieś swój honor i dumę, ostatnio tylko płaczę. Za tym co było i nad tym co jest teraz.Jak się wyrwać z tego marazmu ? Szukam winy w sobie, nie wiem czy tędy droga, chciałabym,aby te uczucia odżyły na nowo,w nim i we mnie, ale wątpię czy to w ogóle możliwe...Czuje się okropnie rozdarta i pogubiona.

2

Odp: umierające uczucie

Więc albo pogodzisz się z tym, że nie wszystko będzie tak jak sobie wymarzyłaś, że możecie mieć odmienne pasje, nie wszystko robicie razem, albo się rozstaniecie w końcu. Próbowaliście sobie trochę odpuścić? Czy zawsze wszystko musiało być "razem" i koniecznie zgodnie z planem? Dwoje "egoistów" nie stworzy związku. Potrzebne są kompromisy i jakieś ustalenia.

3

Odp: umierające uczucie

jesteś tu autorko?
mam bardzo zbliżoną historię do twojej.
BARDZO.
jesteś tu jeszcze?

4

Odp: umierające uczucie

Sosenek! Na tematy jakie wchodzę często spotykam Twoje posty ,czytam je i jakbym siebie widziała. Chciałam do Ciebie napisać wiadomość ,ale nie moge ,nie wiem czemu,jak zobaczysz tego posta ,to sie do mnie odezwij !

5

Odp: umierające uczucie

jestem smile serio twoja historia od początku do kona jest podobna do mojej, jak poczytasz moje tematy i posty pod innymi wątkami to zobaczysz smile
ja kilka dni temu zdecydowałam się odejść bo nie chciałam i nie potrafiłam byc ani dnia dłużej z kimś kto się wypalił.
Tak więc to ja zadecydowałam ale jak można się domyślić on przystał na moją propozycję. Powiedział, że w jego stanowisku nic się nie zmieniło, ja jeszcze prosiłam by się zastanowił, ale ostatecznie zrezygnowałam. Tak więc to nie tylko ja rzuciłam, on pośrednio też mnie olał więc nie czuję się jakoś fantastycznie, ale wolę pocierpieć teraz raz a mocno przez kilka dni niż przez wiele kolejnych tygodni, misięcy... przyłość u jego boku była bez sensu, byłabym ciągle sfrustrowana, smutna, zestresowana. więc prędzej czy pozniej i tak bym tym walnęła, wybrałam prędzej choć to bardzo bolało.

Jak tam u was?

6

Odp: umierające uczucie

halo autorko jak tam sytuacja?

7

Odp: umierające uczucie

Autorka jest już od przeszło 2 miesięcy  singlem.

Dobrze się stało koniec końców, jednak to ja nie potrafiłam odpuścić i tu za to bardzo sobie w brodę pluję. Walczyłam aż do upadłego smile i upadłam z hukiem - pomimo mojego żebrania o jego uczucie, walki, rozmów czy raczej prób porozumienia i trwania w jakimś dziwnym marazmie złudzeń i ochłapów uczucia przez niego rzuconych, nic nie wyszło, bo w scenerii takiego końca nie miało prawa nic wyjść.
Po czasie dopiero, po dostrzeżeniu, jaki brak klasy pokazał przy "porzuceniu" mnie i w sposób  brutalny wyparciu mnie ze swojego życia widzę jakim tchórzem był, jest zresztą i nadal nim pozostanie, bo to już taki typ. I od jak dawna mnie nie szanował i na ile w tym wszystkim zapomniałam o sobie.
Teraz czas się zająć sobą i odżyć na nowo smile
Dziękuję za głos w sprawie ! smile

8

Odp: umierające uczucie

Sosenek jak Twoja sytuacja się rozegrała ?

9

Odp: umierające uczucie

rozstaliśmy się i nie mamy kontaktu...
po prostu nie jestem typem osoby która potrafi udźwignąć takie problemy w związku, musiałam odejść.
a jak u Ciebie?

10

Odp: umierające uczucie

Cóż, było ciężko.
Może dlatego, że tak w niego wierzyłam i miałam go w ogóle za kogoś innego niż się okazał. Na koniec zachował się w taki sposób jakiego nigdy bym się po nim nie spodziewała. Bardzo się rozczarowałam. A może też dlatego, że zostałam brutalnie porzucona i nie mogłam znieść odtrącenia ? Tak czy siak, mogłam to przewidzieć.
Ten związek od samego początku nie miał przyszłości, bo nie byliśmy dobraną parą i byłam tego świadoma. Świadczy o człowieku to jak kończy, a nie jak zaczyna smile
On zakończył nasz związek w najgorszy sposób w jaki tylko mógł - odciął się ode mnie bez słowa, kiedy jeszcze kilka dni wcześniej po setnej analizie naszych relacji stwierdziliśmy, że dalej walczymy o nasze uczucia i na pozór było ...stabilnie.
Próbowałam przeczekać, później szukałam możliwości dialogu, jednak konfrontacja i rozmowa ze mną chyba go przerosły. Okazał się palantem, dzieckiem i TCHÓRZEM do potęgi. Po prostu przestał się odzywać, nie odpowiadał na moje próby kontaktu, ostatecznie też nawet nie porozmawialiśmy, chociaż już dwukrotnie spotkaliśmy się, aby oddać sobie rzeczy. Te spotkania też były przykre, ale uświadomiły mi z drugiej strony, że to zagubiony chłopiec, a nie mężczyzna, dryfujący na wodach własnej, mało życiowej wyobraźni.
Z upływającym czasem jest coraz lepiej, chociaż zdarzają się nadal kryzysowe momenty (czyli wspomnień czar okraszony łzami). Na szczęście jest tego coraz mniej, częściej popadam w refleksje niż w jakieś płaczliwe stany. Zresztą wylałam morze łez rozczarowania, więc już chyba wyschłam smile Wyciągnęłam dużo wniosków, którym nawet poświęciłam osobny wątek big_smile
Aktualnie poszukuję siebie i tego co daje mi prawdziwą radość, poświęcam czas sobie, znajomym, rodzinie i swoim zajawkom. Snuję też przyszłościowe wizje do których nie przypisuję żadnego osobnika płci męskiej, bo tak jest o wiele wygodniej. Może kiedyś, ktoś...wszystko w swoim czasie.
Sosenek, Ty na pewno lepiej to rozegrałaś niż mój były smile

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026