Kochane, witajcie.
Jestem Alyssa, mam 27 lat. Trzy tygodnie temu zostawił mnie, po ponad 7 latach związku, facet. Niby podejrzewałam że może tak być, ale do końca nie sądziłam, że faktycznie się zdecyduje na to. Trochę się między nami od dłuższego czasu psuło, aż on powiedział "musimy coś zmienić bo w przeciwnym razie ten związek się rozpadnie". Po czym poprosił o kilka dni na przemyślenie sprawy. Myślałam, że przemyślimy co i jak musimy zmienić, by związek odżył. A tu się okazało, po tych kilku dniach, że on chce rozstania. Znienacka całkiem. Zdecydował definitywnie, bez żadnej rozmowy ze mną, żadnej szansy "naprawczej". To był cios. Same wiecie jak to staje przed oczyma obraz - widzicie wszystko co planowałyście w przyszłości z nim robić, jak spędzić czas, gdzie pojechać, co mu ofiarować, jakie przeżyć wspólnie chwile, co zobaczyć, co zwiedzić, co przeżyć... itd. Przelatuje wam to przed oczyma i wiecie, że już tego nigdy nie będzie. Potworne uczucie.
Rozstanie było przykre, ale kulturalne. Powiedział że nie chce definitywnie kończyć znajomości, tj. że możemy sobie od czasu do czasu pogadać na GG, wysłać maila. Może kiedyś pójść na spacer, jeśli oboje byśmy chcieli.
I że gdybym miała jakikolwiek problem lub zmartwienie, to mogę się do niego zwrócić po pomoc. Np. w kwestiach komputera, bo na nim się nie znam i nie mam też nikogo kto mógłby mi pomóc - zawsze pomagał mi on.
Napisałam do niego na GG, tydzień po rozstaniu, że jeśli chciałby się odezwać to może to zrobić, że już szok mi minął. I że będzie mi bardzo miło, jeśli się odezwie choćby powiedzieć co u niego. Cisza. Minął tydzień od tej wiadomości, pomyślałam że może nie doszła bo GG często szwankuje. Wysłałam mu więc maila, z zapytaniem co u niego, jak się czuje. Minął właśnie kolejny tydzień od tego maila i... nic. Jest mi bardzo przykro. Okazało się najwyraźniej, że jego słowa były kłamstwem. Nie odpisał, nie zainteresował się jak się czuję, co u mnie. To jest chyba bardziej przykre niż samo rozstanie, bo okazuje się nagle, że przez ponad 7 lat byłam z kimś, o kim miałam błędne przeświadczenie. Otóż zostawił mnie i nic go nie interesuje. Nie odpisze nawet jednym zdaniem, nic. Przecież 7 lat to szmat czasu, byliśmy nawet zaręczeni. I teraz on zachowuje się jakbym ja nie istniała. Jego mama przeżywa nasze rozstanie bardzo. Jest na niego zła, rozmawiam z nią czasem przez telefon (ona dzwoni zapytać jak się czuję) i ona płacze. ONA! A on niczym się nie interesuje. Rozumiem gdybym to ja z nim zerwała, gdybym to ja go rzuciła, zdradziła go, albo bylibyśmy razem bardzo krótko lub rozstali się w brzydkiej atmosferze. Ale rozstanie było kulturalne, w dużej zgodzie i wzajemnym szacunku. A tu nagle taki odwrót.
Powiedzcie mi, kochane, jak sobie poradziłyście po porzuceniu? Co wam najlepiej pomogło? Jak zabić czas, by o nim nie mysleć? Ja na domiar złego nie mam pracy. Robię co mogę by czymś innym zająć myśli. Dużo pomagam rodzicom - sprzątam ich mieszkanie, teraz myję okna przed świętami. Robię im zakupy. Bardzo dużo zawsze czytałam książek, teraz to już w ogóle się w nie zakopię po uszy... Oglądam też tv, staram się coś co mnie rozweseli lub jest zgodne z moimi zainteresowaniami. Chodzę na kilkukilometrowe spacery (zawsze to robiłam), jeżdżę na rowerze. Ale wciąż myśl o nim gdzieś się z tyłu głowy przewija, czasem wybijając się na pierwszy plan.
Jestem typem odludka, nie dla mnie spotkania ze znajomymi, niestety. Zresztą, tu też jest problem, ponieważ, bardzo przykre wydarzenia - dwójka moich najlepszych przyjaciół oraz moja trzecia bardzo dobra kumpela, zmarli
Po rozstaniu zostałam praktycznie rzecz biorąc, całkiem sama. Z wyjątkiem rodziny, która bardzo się o mnie martwi, ale ktora też ma swoje problemy i zmartwienia, i nie będę ich obarczać moim rozstaniem.
Proszę, powiedzcie jak wrócić do życia, do ludzi? I to dosłownie... Jak pomóc czasowi w wygojeniu ran? Jak tych 7 wspólnych lat zamienić w ładne wspomnienie, które wywoła uśmiech na twarzy, a nie potok łez?
Przepraszam za tak długi wywód. Nie mam po prostu komu się wygadać, a tu chyba wszystkie jesteśmy w tym samym momencie życia. Lub część z nas, a pozostałe już mają to za sobą, i mogą podzielić się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami...