netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

19 odpowiedzi2 755 wyświetleńzałożony przez Alyssa616, 08.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1

Temat: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Kochane, witajcie.
Jestem Alyssa, mam 27 lat. Trzy tygodnie temu zostawił mnie, po ponad 7 latach związku, facet. Niby podejrzewałam że może tak być, ale do końca nie sądziłam, że faktycznie się zdecyduje na to. Trochę się między nami od dłuższego czasu psuło, aż on powiedział "musimy coś zmienić bo w przeciwnym razie ten związek się rozpadnie". Po czym poprosił o kilka dni na przemyślenie sprawy. Myślałam, że przemyślimy co i jak musimy zmienić, by związek odżył. A tu się okazało, po tych kilku dniach, że on chce rozstania. Znienacka całkiem. Zdecydował definitywnie, bez żadnej rozmowy ze mną, żadnej szansy "naprawczej". To był cios. Same wiecie jak to staje przed oczyma obraz - widzicie wszystko co planowałyście w przyszłości z nim robić, jak spędzić czas, gdzie pojechać, co mu ofiarować, jakie przeżyć wspólnie chwile, co zobaczyć, co zwiedzić, co przeżyć... itd. Przelatuje wam to przed oczyma i wiecie, że już tego nigdy nie będzie. Potworne uczucie.
Rozstanie było przykre, ale kulturalne. Powiedział że nie chce definitywnie kończyć znajomości, tj. że możemy sobie od czasu do czasu pogadać na GG, wysłać maila. Może kiedyś pójść na spacer, jeśli oboje byśmy chcieli.
I że gdybym miała jakikolwiek problem lub zmartwienie, to mogę się do niego zwrócić po pomoc. Np. w kwestiach komputera, bo na nim się nie znam i nie mam też nikogo kto mógłby mi pomóc - zawsze pomagał mi on.
Napisałam do niego na GG, tydzień po rozstaniu, że jeśli chciałby się odezwać to może to zrobić, że już szok mi minął. I że będzie mi bardzo miło, jeśli się odezwie choćby powiedzieć co u niego. Cisza. Minął tydzień od tej wiadomości, pomyślałam że może nie doszła bo GG często szwankuje. Wysłałam mu więc maila, z zapytaniem co u niego, jak się czuje. Minął właśnie kolejny tydzień od tego maila i... nic. Jest mi bardzo przykro. Okazało się najwyraźniej, że jego słowa były kłamstwem. Nie odpisał, nie zainteresował się jak się czuję, co u mnie. To jest chyba bardziej przykre niż samo rozstanie, bo okazuje się nagle, że przez ponad 7 lat byłam z kimś, o kim miałam błędne przeświadczenie. Otóż zostawił mnie i nic go nie interesuje. Nie odpisze nawet jednym zdaniem, nic. Przecież 7 lat to szmat czasu, byliśmy nawet zaręczeni. I teraz on zachowuje się jakbym ja nie istniała. Jego mama przeżywa nasze rozstanie bardzo. Jest na niego zła, rozmawiam z nią czasem przez telefon (ona dzwoni zapytać jak się czuję) i ona płacze. ONA! A on niczym się nie interesuje. Rozumiem gdybym to ja z nim zerwała, gdybym to ja go rzuciła, zdradziła go, albo bylibyśmy razem bardzo krótko lub rozstali się w brzydkiej atmosferze. Ale rozstanie było kulturalne, w dużej zgodzie i wzajemnym szacunku. A tu nagle taki odwrót.
Powiedzcie mi, kochane, jak sobie poradziłyście po porzuceniu? Co wam najlepiej pomogło? Jak zabić czas, by o nim nie mysleć? Ja na domiar złego nie mam pracy. Robię co mogę by czymś innym zająć myśli. Dużo pomagam rodzicom - sprzątam ich mieszkanie, teraz myję okna przed świętami. Robię im zakupy. Bardzo dużo zawsze czytałam książek, teraz to już w ogóle się w nie zakopię po uszy... Oglądam też tv, staram się coś co mnie rozweseli lub jest zgodne z moimi zainteresowaniami. Chodzę na kilkukilometrowe spacery (zawsze to robiłam), jeżdżę na rowerze. Ale wciąż myśl o nim gdzieś się z tyłu głowy przewija, czasem wybijając się na pierwszy plan.
Jestem typem odludka, nie dla mnie spotkania ze znajomymi, niestety. Zresztą, tu też jest problem, ponieważ, bardzo przykre wydarzenia - dwójka moich najlepszych przyjaciół oraz moja trzecia bardzo dobra kumpela, zmarli sad
Po rozstaniu zostałam praktycznie rzecz biorąc, całkiem sama. Z wyjątkiem rodziny, która bardzo się o mnie martwi, ale ktora też ma swoje problemy i zmartwienia, i nie będę ich obarczać moim rozstaniem.
Proszę, powiedzcie jak wrócić do życia, do ludzi? I to dosłownie... Jak pomóc czasowi w wygojeniu ran? Jak tych 7 wspólnych lat zamienić w ładne wspomnienie, które wywoła uśmiech na twarzy, a nie potok łez?

Przepraszam za tak długi wywód. Nie mam po prostu komu się wygadać, a tu chyba wszystkie jesteśmy w tym samym momencie życia. Lub część z nas, a pozostałe już mają to za sobą, i mogą podzielić się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami...

2

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Kochana Alysso, przede wszystkim bardzo Cię przytulam i wysyłam dużo ciepełka w Twoją stronę!!!

Wiem, że w takiej chwili niewiele to znaczy bo serce pęka, ale powiem Ci to, co mówiono mi kiedy po zdradzie partnera zakończył się również 7 letni związek - na razie trzeba uzbroić się w cierpliwość, pokonywać powolutku dzień po dniu, robić małe kroczki, walczyć z depresyjnymi myślami i tysiącem pytań.

Wiem...latwo powiedzieć, ale naprawdę trzeba się zdobyć na ten wielki wysiłek, a z każdym dniem jakoś to będzie. Jak mawia bliska mi koleżanka - niech ten dzień będzie troszkę lepszy od poprzedniego, a następny nieco lepszy od dzisiejszego i powoli krok po kroczku odzyskasz siebie, zobaczysz ile jesteś warta i że to on tak naprawdę stracił wartościową osobę w swoim życiu!

Zaakceptuj to, że czasem będziesz smutna, to normalne, warto się wypłakać, dać sobie taką chwilę jeśli potrzebujesz.

Ja też nie jestem "światowcem", nie mam wielkiego kręgu przyjaciół, ale jak zostałam sama, zaczęłam zastanawiać się nad sobą, czego mi ostatnio brakowało i z oporem, ale jednak starałam się to robić,  np zaczęłam ćwiczyć, założyłam, że zrobię pewne wyzwanie 30 dniowe, zaczęłam więcej gotować, nadrabiać zaległości filmowe i książkowe. Słucham bardzo dużo muzyki, ona daje mi mega ukojenie. Jestem osobą wierzącą, sporo się modlę, szukam sensu w tym wszystkim.

No i jest to wspaniałe forum:) Wiele inspirujących wątków i doświadczeń, zobaczysz za niedługo będzie lepiej, pamiętaj, nie jesteś sama!

3 Ostatnio edytowany przez redapples (2014-04-08 19:56:29)

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Witam, również przytulam i głowa do góry.
Wiem co czujesz, bo mój związek skończył się po 8 latach. W moim przypadku nieuczciwość partnera, więc Twój ex postąpił całkiem rozsądnie, nie przeciągając zerwania w nieskończoność, nie daje Ci nadziei i to pozwoli Tobie szybciej dojść do siebie.

Polecam wątek icemana, jest tam dużo budujących wskazówek. http://www.netkobiety.pl/t67911.html.
Jedyna rada pisz na forum, mi to pomaga smile.

4

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Alysso, pozwól sobie na żałobę po tym związku. Ze łzami, wspominaniem i milionem pytań w głowie. A później powiedz głośno, że najlepsze dopiero przed Tobą. Podnieś się i idź dalej. Swoją ścieżką. Czas jest Twoim największym sprzymierzeńcem.

5

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.
Gemma napisał/a:

Alysso, pozwól sobie na żałobę po tym związku. Ze łzami, wspominaniem i milionem pytań w głowie. A później powiedz głośno, że najlepsze dopiero przed Tobą. Podnieś się i idź dalej. Swoją ścieżką. Czas jest Twoim największym sprzymierzeńcem.

dokładnie tak,niczego nie pomijaj,wyznacz sobie jakąś datę ważną dla Ciebie czy kiedyś dla Was tylko nie jakąś bardzo odległą i jeżeli nic się nie wydarzy do tego czasu to niech to bedzię koniec czekania,łudzenia się i życia marzeniami,koniec i kropka. Mnie pomogło.

6

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Alyssa616, ja przeżyłem z moją prawie 6 lat. Pierwsze pół roku było dla mnie bardzo ciężkie i bolesne. To mija, jeśli człowiek znajdzie sobie zajęcie, zacznie wychodzić do ludzi, zmieni coś w sobie. Najgorsze jest siedzenie w domu. Na dzień dzisiejszy czuję się całkowicie wyleczony, bogatszy w doświadczenia i szczęśliwy, bo spotykam się z dziewczynami, mam nowych znajomych i spełniam się zawodowo. Uświadomiłem sobie, że ja sam potrafię być dla siebie źródłem radości. Do szczęścia niewiele mi potrzeba i umiem cieszyć się z małych rzeczy.
Najgorsze co można zrobić to pogrążać się w czarnych myślach, podglądać eks na portalach albo trzymać kontakt. Metoda "zero kontaktu" (do znalezienia w Google), to jeden z podstawowych leków, jaki mi pomógł.

Nie łam się, nie oglądaj się za siebie, żyj i uśmiechaj się, z czasem będzie coraz lepiej. smile

7

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Dziekuję wam za dobre słowa i rady, jesteście kochani smile Powiem szczerze, że bałam się że nikt tu nic nie napisze, bo przecież tematów na forum jest tak dużo, i tak dużo smutnych, zagubionych forumowiczów "do zajęcia się nimi".
Wierzę wam, bo jesteście po podobnych doświadczeniach, a któż lepiej wie jak przejść trudne chwile jak nie osoba która ma to już za sobą...
Cieszę się, że znalazłam to forum. Jeśli (mam nadzieję, że to się zmieni) nie mam za bardzo na żywo z kim pogadać, to tutaj mogę być wysłuchana i wysłuchać. To bardzo miłe.

8

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Pisz, pisz, bierz sobie te dobre słowa do serca, większość ma za sobą podobną traumę, wszyscy dobrze Ci radzą, daj sobie czas na smutek i walcz o każdy dzień:)

Ja podczytuję od dawna, ale dopiero napisanie tu czegoś dało mi jakąś oczyszczającą moc, coś w tym jest:))

9

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Coz, najgorzej jest tak, gdy rozstanie jest takie, ze sie nie chce miec nic wspolnego z ta drugą osobą jakby nie istniała. Ale tez sa tego plusy - bo mozna szybciej zapomniec.

10 Ostatnio edytowany przez dejna (2014-04-09 14:54:47)

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Alysso, Twój post czytałam z kłującym sercem, bo właśnie przeżywam to samo, dwa tygodnie temu mój facet, którego naprawdę kochałam, powiedział, że to nie ma sensu, że jego uczucie się wypaliło...ja oczywiście nadal bardzo tęsknię...przez jakiś czas robiłam dobrą minę do złej gry, miałam jeszcze nadzieję, aż w końcu dałam upust swoim emocjom i poryczałam sobie - to jest mega potrzebne! poczułam się oczyszczona smile następnego dnia spotkałam się z nim, wzięłam resztę rzeczy z jego mieszkania. Byłam na to przygotowana, wmówiłam sobie, że też tego nie chcę, nie będę robić z siebie ofiary i o nic go prosić! Było to ciężkie, w trakcie całej rozmowy on był zimny i zamknięty, i mi niełatwo to przyszło, ale da się, uwierz mi, jestem w tym samym momencie. Pożegnałam go z uśmiechem na ustach. A poniżej to, co mi pomogło:
-intensywne myślenie o jego wadach! teraz z dystansu widzę ich dużo więcej smile staraj się odsuwać swoje dobre wspomnienia związane z nim
-dla mnie najgorsza była myśl, że stwierdził, ze beze mnie będzie mu lepiej...to poczucie odrzucenia. Ale myśl o sobie tylko dobrze! Zdasz sobie sprawę, że stracił wyjątkową osobę.
- moim zdaniem najlepiej nie zakładać możliwości przyszłego kontaktu. Stanowczo odradzam kontakt z Twojej inicjatywy! Wiem, że to strasznie ciężkie, ale nie daj mu tej satysfakcji! Już raz czy dwa do niego napisałaś i on już wie, że z Twojej strony coś jeszcze jest. Jeśli tego nie chce, dalsze kontakty nic nie dadzą, odniosą odwrotny skutek! brak kontaktu z Twojej strony da mu do zrozumienia, że zajęłaś się już czymś innym (i teraz już może żałować tongue)
-ja próbowałam zagłuszyć myśli spotkaniami ze znajomymi (których mam wokół siebie sporo) i zakupami, ale to nic nie dało...pustka jest..pozwól sobie to przeżyć, i tak jak ktoś napisał wcześniej - krok po kroku, dzień za dniem smile teraz zdecydowałam się na regularne ćwiczenia ze znaną Ewą Ch. smile wiem, że uzdrowi to mój umysł, zajmie czas, wzmocni, a jak mój ex mnie kiedyś zobaczy, będę mogła się pochwalić ładniejszym ciałem!
-pomyśl, że może dobrze, że stało się to teraz, a nie jeszcze później?
-no i otwierają się dla Ciebie nowe możliwości wink
-a jeśli chcesz pogadać z kimś, zawsze możesz odezwać się na mojego maila wink

trzymam za Ciebie kciuki i również przytulam!

11

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Jak ja czuje i rozumiem Twoj bol. Po 7 latach i 3 miesiacach dowiedzialem sie ze moja byla mnie zdradzila i sie rozstalismy. Pierwsze 6 miesiecy byly dla mnie bardzo ciezkie. Czulem ze moje zycie sie skonczylo porownywalem kazda laske do mojej eks czulem ze wszystko przegralem. W ciagu dnia wiadomo praca a po pracy bieganie i sport. Bylem tak zmeczony ze kladlem sie spac i znow rano do pracy taka typowa rutyna. W weekendy staralem sie nie siedziec w 4ch scianach spotykalem sie ze znajomymi lub wychodzilem do klubow. Czego mozesz nie robic to szukac pocieszenia w alkoholu lub zwariowac w 4ch scianach. Daj sobie tez troche czasu tak jak wspomnieli poprzednicy przejdz przez zalobe a ta bedzie trwac poki nie poznasz nowej milosci.

12

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Jeżeli komuś się 'wypaliło' po siedmiu latach to jest niedojrzałym emocjonalnie gówniarzem. Ciesz się że tak nie wyszło po ślubie, nie macie dzieci etc.
Może jednak czas najwyższy odkopać stare znajomości? Koncentruj się tylko i wyłącznie na sobie i ważne - znajdź sobie jakieś hobby, coś co bardzo lubisz robić i wracaj do tego z dużą częstotliwością, staraj się być w tym dobra. To daje dużo satysfakcji i podnosi poczucie własnej wartości.

Napisz koniecznie co u Ciebie słychać i co porabiasz dzisiaj, nie jesteś tu sama. Wszyscy tu jesteśmy razem z Tobą i jesteśmy ciekawi jak Ci mija dzień smile

13

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Dziękuję wam.
To może źle zabrzmi, ale dobrze jest wiedzieć, że i inni przeszli i przechodzą przez to samo...
Jest mi różnie - czasem jest dzień kiedy mam super humor, a czasem (jak wczoraj i dziś) jest kiepściuchno. Tym bardziej że mam "te dni" i wiadomo, przynajmniej panie wiedzą, że wtedy niemal wszystko potrafi człowieka dobić wink
DEJNA, faktycznie, napisałam do niego dwa razy i on to olał. Powiedziałam sobie - ani wiadomości więcej. Nie będę się poniżać. Bedzie chciał napisać, zrobi to. I oby pomyślał tak, jak mi napisałaś - że zajęłam się już czymś innym, on zszedł na plan bardzo daleki. Niech on potęskni teraz! Aż trudno uwierzyć, że przechodzisz przez to samo. Nie jestem jedyna, heh...

Najgorsza jest ta myśl jednak, że może on teraz dopiero żyje pełnią życia? Że poczuł wiatr w żaglach i nie daje sobie, on sam, czasu na tę "żałobę"... To boli. Bo jednak człowiek chciałby, by ta druga osoba też tęskniła, też była smutna. Bo o ile życzę mu jak najlepiej, to jednak trudno znieść myśl, że ja tu przeżywam, a on np. sobie już randkuje, pożera wzrokiem inne i już całkiem o mnie zapomniał. Wiecie co mam na myśli.. Żadne tam odgrywanie się czy głupie zemsty, nie nie. Po prostu, chciałoby się wiedzieć, że on też jest smutny bo jednak był kiedyś ze mną szczęśliwy i sama nie wiem co.... Nie wiem jak to powiedzieć. Nie chcę sytuacji, że jestem jak stary mebel - "hurra! stara kanapa już wyrzucona, mam super wygodne nowe łóżko ze świetnym materacem. W końcu nie boli mnie kręgosłup, dwie nocki na nowym łóżeczku i już nie pamiętam że kiedykolwiek było inne, niewygodne i brzydkie".

14

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Jesteś i tak w dobrej sytuacji, ponieważ nic Was nie łączy. Facet zabrał swoje rzeczy i nie musi po nic wracać. Stosując metodę "zero kontaktu" szybko znajdziesz się w pionie. Tylko naprawdę odetnij się od niego. My mamy wspólne dziecko i ze względu na nie muszę widywać się z jego ojcem. Są dni, że jego widok jest mi obojętny, ale i takie, zwłaszcza, gdy uda nam się porozmawiać spokojnie i niemal "kumpelsko", że 2 dni dochodzę do siebie, bo załapuję dół. Dodam tylko, że nie mieszkamy ze sobą 9 miesięcy i wkrótce czeka nas rozprawa rozwodowa.

15

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.
Alyssa616 napisał/a:

Najgorsza jest ta myśl jednak, że może on teraz dopiero żyje pełnią życia? Że poczuł wiatr w żaglach i nie daje sobie, on sam, czasu na tę "żałobę"... To boli. Bo jednak człowiek chciałby, by ta druga osoba też tęskniła, też była smutna. Bo o ile życzę mu jak najlepiej, to jednak trudno znieść myśl, że ja tu przeżywam, a on np. sobie już randkuje, pożera wzrokiem inne i już całkiem o mnie zapomniał. Wiecie co mam na myśli.. Żadne tam odgrywanie się czy głupie zemsty, nie nie. Po prostu, chciałoby się wiedzieć, że on też jest smutny bo jednak był kiedyś ze mną szczęśliwy i sama nie wiem co.... Nie wiem jak to powiedzieć. Nie chcę sytuacji, że jestem jak stary mebel - "hurra! stara kanapa już wyrzucona, mam super wygodne nowe łóżko ze świetnym materacem. W końcu nie boli mnie kręgosłup, dwie nocki na nowym łóżeczku i już nie pamiętam że kiedykolwiek było inne, niewygodne i brzydkie".

Koncentrujesz się na nim. To błąd, gdyby rozumiał to jaki był z Tobą szczęśliwy to by nie zrywał. Widać ma się świetnie, tego nie wiemy, ale załóżmy że tak jest - olać ten temat.
Teraz koncentrujesz się tylko i wyłącznie na sobie.
Nie zawsze nowe łóżko okazuje się takie wygodne, czasami to może być tylko efekt placebo wywołany euforią powodowaną tym jak łatwo było ten nowy materac zdobyć.
Ale na tym też się nie koncentruj. Ja się zastanawiam widząc te wszystkie wątki, dlaczego ludzie tak usilnie wracają do tych buraków, którzy ich rzucają?

Oni nie mają problemu z podjęciem szybkiej decyzji i szukaniu ukojenia w nowych doznaniach.

Kroki praktyczne jakie teraz powinnaś podjąć to fizyczne zerwanie wszystkich kontaktów z tym człowiekiem. Nie tylko wmówienie sobie że nie napiszesz.
Kasuj wszystko po kolei, GG, FB, telefon itd.
Jesteś na takim etapie że łatwo możesz się złamać, odetnij się i nie sprawdzaj.

Na początek zastosuj się do metody 34 kroków, którą można znaleźć na tym forum. Żeby oszczędzić Ci szukania, wklejam ją poniżej.

1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów małżeństwa.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj męża/żony. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na męża/żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kościoła, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w domu z /żoną (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła/ł w ciągu dnia twoja żona/ mąż, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowy żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwa/y czy oziębła/y ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj mężowi/żonie jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących małżeństwa do chwili, gdy mąż/żona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwa/y
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie mąż/żona
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny/a i pewny/a siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiona/y.
31. Rozmawiając z mężem/zoną, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.

Pozdrawiam

16

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Czytając powyższą listę widzę, ile błędów popełniłam. Niektóre popełniam nadal, a wynikają z niewygasłych jeszcze emocji. Strasznie trudno grać zadowoloną z życia, kiedy w środku masz tylko płacz. Strasznie trudno zachować zimną krew, bo tak dużo jest w Tobie gniewu i żalu. Powtarzam - jesteś w niezłej sytuacji, bo on nie mami Cię wizją powrotu, nie łączy Cię z nim nic. Za kilka tygodni, może miesięcy docenisz to.

17

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Alysso, bardzoi Ci współczuję i jestem z Tobą. 7 lat, to multum czasu. Mimo to wierzę, że wszystko dzieje się po coś.

po pierwsze- pozwól sobie na odżałowanie tego,co było. A p[óźniej? Może tak, jak piszą inni- przypomnij sobie, czego Ci ostatnio brakowało, zrób coś dla siebie. To tak banalnie brzmi...ale działa smile

A może poszukaj pracy? Będąc niezależną z miejsca skoczy Ci samoocena smile Poznasz nowych ludzi, nowe okoliczności, miejsca. Nie będziesz sama przynajmniej te kilka godzin dziennie smile

18

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Pamiętam że mi pomogła siłownia i rower. Calą złość i smutek przelewałam  ćwicząc, naprawdę mi pomogło. Byłam bardzo zmęczona i miałam mniej czasu na myślenie, w nocy od razu zasypiałam. Skup się na sobie, nie oczekuj że to potrwa krótko. Wiele razy do mnie pisał, ale nie chciałam tego sobie przypominać ponownie.

19

Odp: Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Oj, na rower czekam z utęsknieniem. Teraz ostatnie dni deszczowe, burzowe wręcz. Niestety należę do "myślicieli" i nawet gdy, zdawałoby się, nie ma ku temu żadnego powodu, ja sobie nagle przypomnę coś i zaraz się zaczyna. Choćby i na tym rowerze głupim - jak sobie zwolnię bo opadam z sił, to mi się przypomina jak dwa razy poszliśmy sobie pojeździć i nigdy więcej nie wyskoczyłam z tym pomysłem. Jechał wolno jak staruszek po rehabilitacji, denerwował się na mnie że ja urządzam jakieś wyścigi, a ja na niego, że jest taki strasznie powolny... Auć, czasem chciałoby się mieć taki guziczek, którego wciśnięcie skutkuje niekojarzeniem, niepamiętaniem.

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Powiedzcie, jak wy sobie poradziłyście po porzuceniu.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026