Witajcie moi drodzy,
Chciałabym opisać Wam moją sytuację i się poradzić. Kilka dni temu zerwał ze mną chłopak. Oboje mamy 21 lat i studiujemy w jednym mieście. Byliśmy ze sobą 4 lata. Jesteśmy swoją pierwszą miłością, od zawsze byliśmy w sobie zakochani. Wiadomo początki zawsze są najpiękniejsze... Ostatnio, coś około miesiąca zaczęło się psuć między nami. Ciągłe małe kłótnie, foszki o byle co, ale głównie chodziło o to, że przestał się o mnie starać, mówić mi czułe słówka itd. Jednak jeżeli chodzi o sprawy fizyczne zawsze potrafił pokazać, że mnie kocha. Seks bez miłości jest już czymś co się wyczuje, brak myślenia o drugiej osobie, pocałunki itd. Dodam, że ma problemy psychologiczne tj
-nie potrafi się zaadoptować w dużym mieście, ciągle myśli o tym kiedy skończymy studia i w końcu wróci do swojej miejscowości rodzinnej
-problemy związane z uczelnią, uwziął się na nim jakiś wykładowca (nieważne).
Dodam, że zerwał ze mną, bo chce wszystko przemyśleć. Czy tak naprawdę mnie kocha, bo gdzieś mu to umknęło w pobliżu tych wszystkich problemów. Napiszę Wam kilka rzeczy o których mi pisał:
"z jednej strony nie chce Cię tracić, ale z drugiej chce mieć po prostu spokój
co się widzimy to coś jest nie tak. Spowodowane jest to tym wszystkim co mnie martwi i co mnie zżera już"
"Czuje coś do Ciebie i nie wątpiłem w to ani przez chwili, nie wiem czy to można nazwać miłością... ale czuje do Ciebie coś na pewno
jesteś dla mnie ważna i szanuje Ciebie bardzo, ale zrozum że ja nie daje sobie ze sobą rady i Cie w to wciągam niepotrzebnie"
"wiesz jak mnie to dołuje? jak cały czas jakaś spina jest i będzie spina cały czas dopóki się nie ogarne"
"nie chce tego robić... ale myślę że muszę poczuć dużą stratę żeby docenić kobietę która dla mnie tyle robiła"
"chodzi mi o to że chce Cie znowu docenić i odwzajemnić tak jak było kiedyś ale nie umiem i nie chce z Tobą być i Cię męczyć, bo Ty w końcu sama się wykończysz"
"mam nadzieje... że jak zrozumiem to wszystko to da się coś jeszcze naprawić"
"nie powinnaś ze mną być. nie zasługuje na Ciebie i Twoją miłość. Chce się zmienić , to zrozumieć i zacząć od nowa"
"moja psychika już dawno poszła na urlop,nie jestem pewny, ale chyba tylko tak będę mógł docenić to wszystko,jak już nie będzie powrotu to będę pluł sobie wtedy w twarz"
Kilka dni po zerwaniu napisał mi, że brakuje mu mojego wsparcia, a wczoraj gdy byłam u niego przypadkowo w mieszkaniu zabrać resztę swoich rzeczy to nie potrafił nic z siebie wykrztusić, chyba się zdziwił, że przyszłam tak bez zapowiedzi (przyjaźnię się z jego bratową z która mieszka), a gdy wyszłam to podobno cały się trząsł ze zdenerwowania. Gdy wychodziłam powiedział, że nadal mu się podobam. Ja już nie wiem co mam myśleć... Ten człowiek miesza mi w głowie, raz mówi, że nie chce ze mną być i nie wie czy mnie kocha, ale coś czuje do mnie na pewno, a za chwilę pisze, że brakuje mu mojego wsparcia i że mu się podobam. Ktoś potrafi rozgryźć jego intencje? Dodam, że nie kontaktujemy się ze sobą w ogóle i nie spotykamy. Chce mu dać czas i spokój żeby przemyślał wszystko, ale po prostu już nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Proszę o poważne porady.
Podobne tematy
Facet był naprawdę w porządku w stosunku do ciebie. Powiedział ci dlaczego to kończy dla twojego dobra.. Czas pokaże czy zrozumie czy nie.
Mam nadzieję, że jednak zrozumie. Najgorsze jest to, że pokazywał mi takie uczucia, że mnie kocha, a nie potrafił się do tego przyznać, a wręcz bym powiedziała nawet, że wmówił sobie, że nie wie co czuje. Wiele problemów mu się na głowę ostatnio zwaliło, ale nie chciał mojej pomocy, wręcz stawiał przed sobą ścianę.
Jak zrozumie to wróci tylko różnie może być za miesiąc już ty możesz nie chcieć , wydaje się nie możliwe ale też miesiąc temu skończyłem mój 4 letni związek i nie chce już do niej wracać ![]()
Zbyt duże jest moje uczucie żebym nie chciała do niego wrócić za jakiś czas. Najgorsze jest to jego mieszanie mi w głowie. Raz tak, a raz tak. Sam nie wie czego chce...
Jeśli Cię kocha to wróci. Jeżeli jednak tak się nie stanie to znaczy, że nigdy Cię nie kochał. Sytuacja w mojej opinii dosyć klarowna.
Jeśli Cię kocha to wróci. Jeżeli jednak tak się nie stanie to znaczy, że nigdy Cię nie kochał. Sytuacja w mojej opinii dosyć klarowna.
Tylko najgorsze w tym wszystkim jest to czekanie... Co powiedzieć innym ludziom? Rozstaliśmy, bo druga strona nie wie czy nas kocha...? Bez sensu... I ta ochota napisania albo zadzwonienia chociaż na chwilkę i upewnić się czy u niego wszystko w porządku... Dzisiaj pochowałam wszystkie rzeczy od niego, związane z nim. Nie obyło się bez łez, ale to chyba normalne. Nie mogę sobie wyobrazić, że już nigdy się nie pocałujemy, nie przytulimy
Ciężko... Nawet ochoty na jedzenie nie ma, głodu nie czuć
Jesteś w początkowej fazie "pozerwaniowej". Normalne objawy. Czy ważne jest jednak co powiedzą ludzie ? Tak bardzo przejmujesz się ich opinią ?
Niestety przejmuje się tym. Mam to już zakodowane w charakterze niestety... Ta sytuacja jest taka dołująca. Nie wiem co ostatnio się dzieje czy to jakieś przesilenie wiosenne czy coś, ale mnóstwo znajomych się rozchodzi albo myślą o tym żeby się rozejść.
Powodów jest tyle co ziarenek piasku na świecie. Nie ogarniesz
. Wolisz być szczęśliwa we własnym odczuciu czy w oczach innych ludzi ? W pewien sposób pokazujesz tym swą słabość, bezsilność.
Wiem, że jestem bezsilna... Cały czas się tak czuje od momentu kiedy nie jesteśmy ze sobą. Ma to podłoże głównie w mojej psychice. Nigdy nie czułam miłości w rodzinie, zawsze liczyły się tylko pieniądze. Nigdy mi niczego nie brakowało, oprócz miłości rzecz jasna. I mój były chłopak i jego rodzice zastępowali mi tą miłość. Pokochali mnie jak swoją córkę... Nie straciłam tylko chłopaka, ale też miłość ze strony jego rodziców, której nigdy nie miałam od swoich...
Rozumiem... W takiej sytuacji musisz postarać się wziąć w garść. Innej rady nie ma. Z czasem powinno być coraz lepiej. Wiem na własnym przykładzie ![]()
Staram się wziąć w garść, naprawdę. Dzisiaj normalnie wstałam, posprzątałam, normalnie zjadłam śniadanie, nawet pranie zrobiłam. Jednak z drugiej strony ciągle mam nadzieję, że jednak będziemy ze sobą i zrozumie co stracił... Serce jedno, rozum drugie... Nawet dzisiejszej nocy normalnie spałam, bo wczoraj tylko 3h snu
Największemu wrogowi nie życzę takiego uczucia pustki i bezsilności
Wiem doskonale co czujesz. Może to marne pocieszenie ale nie jesteś sama w tej sytuacji. ![]()
Lawendowa123: Doskonale wiem o czym piszesz. Kasa nie wypełni tej pustki. Ale powiem Ci co ją wypełni.
Musisz krok po kroczku pokochać siebie, TAK -siebie!
Nie bój się cofnąć do dzieciństwa (tyle razy ile będzie trzeba), przyjrzeć się swoim relacjom z Ojcem zwłaszcza, z Mamą, relacjom pomiędzy nimi..no i Ty w tym wszystkim - gdzie byłaś, jak się czułaś? Pozwól sobie na to wszystko popatrzeć dziś jako dorosła osoba, ale już z lotu ptaka - bo nie jesteś tamta małą dziewczynką i już nie mogą Cię skrzywdzić. Pogadaj z tą małą lawendową
weź ją za rękę i wyprowadź z piwnicy, w której ciągle siedzi i czeka aż ktoś pozwoli jej przeżywać swoje emocje i da jej prawo żeby czuć miłość bezwarunkową. Rodzice jej tego nie dali, ale Ty możesz
Na tym polega cały widz - możemy jako dorośli połatać te "dziury" ucząc się kochać siebie bezwarunkowo - tylko wtedy sama kochając kogoś, nie wymagasz już od niego podświadomie by swoją miłością uzupełniał Ci braki z dzieciństwa, zdejmujesz tym samym ogromną i niepotrzebną odpowiedzialność z jego barków i w razie odejścia (różnie bywa) zawsze masz do kogo wrócić, bo ciągle masz siebie! Już nie musisz identyfikować się i uzależniać poczucia własnej wartości od tego czy ktoś Cie kocha czy nie. To wyzwalające bardzo ![]()
Powodzenia i ściskam.
No marne, masz rację
Najważniejsze, że daję radę sobie z tym żeby do niego nie pisać, nie dzwonić czy wysłać jakiejś głupoty na fcb... Wiem, że to by pogorszyło sprawę. Tylko nie wiem czy można ją bardziej pogorszyć jeszcze...
Lawendowa123: Doskonale wiem o czym piszesz. Kasa nie wypełni tej pustki. Ale powiem Ci co ją wypełni.
Musisz krok po kroczku pokochać siebie, TAK -siebie!Nie bój się cofnąć do dzieciństwa (tyle razy ile będzie trzeba), przyjrzeć się swoim relacjom z Ojcem zwłaszcza, z Mamą, relacjom pomiędzy nimi..no i Ty w tym wszystkim - gdzie byłaś, jak się czułaś? Pozwól sobie na to wszystko popatrzeć dziś jako dorosła osoba, ale już z lotu ptaka - bo nie jesteś tamta małą dziewczynką i już nie mogą Cię skrzywdzić. Pogadaj z tą małą lawendową
weź ją za rękę i wyprowadź z piwnicy, w której ciągle siedzi i czeka aż ktoś pozwoli jej przeżywać swoje emocje i da jej prawo żeby czuć miłość bezwarunkową. Rodzice jej tego nie dali, ale Ty możesz
Na tym polega cały widz - możemy jako dorośli połatać te "dziury" ucząc się kochać siebie bezwarunkowo - tylko wtedy sama kochając kogoś, nie wymagasz już od niego podświadomie by swoją miłością uzupełniał Ci braki z dzieciństwa, zdejmujesz tym samym ogromną i niepotrzebną odpowiedzialność z jego barków i w razie odejścia (różnie bywa) zawsze masz do kogo wrócić, bo ciągle masz siebie! Już nie musisz identyfikować się i uzależniać poczucia własnej wartości od tego czy ktoś Cie kocha czy nie. To wyzwalające bardzo
Powodzenia i ściskam.
Najgorsze jest to, że ja ze swojego dzieciństwa mało co pamiętam. Jedynie jakieś super ważne wydarzenia tj nauka jazdy na rowerze czy późniejsza wywrotka na rowerze ;P To co piszesz ma sens, ale nie wiem czy na razie jestem w stanie o tym myśleć. Na razie w głowie mam tylko jego, trudno się go pozbyć. Może za jakiś czas pomyślę o tym żeby zwalczyć to uczucie z dzieciństwa. Zwłaszcza, że uczucie z mojej strony było tak silne, że potrafiłam zrobić wiele dla niego. Ale tak jak ktoś z bliskich już mi powiedział - starałam się za bardzo.
18 2014-04-10 19:34:53 Ostatnio edytowany przez lawendowa123 (2014-04-10 19:35:49)
Kolejny dzień mija, jest ciężko. To już tydzień po zerwaniu... A on się nie odzywa, nic a nic. Idę dzisiaj na imprezę, mam nadzieję, że to nie będzie zła decyzja. Ale nie chce kolejnego wieczoru przepłakać... Tak jak wczoraj z resztą. Dzisiaj jeszcze nie płakałam, jestem z siebie troszkę dumna, bądź co bądź jestem silna. Tak się zastanawiam czy zdjęcie ze znajomymi z tej właśnie imprezy wstawione na portal społecznościowy wywoła u niego zazdrość? Co myślicie? Bo tak się zastanawiam czy nie wywoła to jeszcze gorszej sytuacji niż jest teraz. Czy czasami nie pomyśli "Aaa dobra, poszła na imprezę, pewnie już z nią wszystko w porządku, dam jej spokój i z nami też..." Chciałabym móc go zrozumieć, siebie w sumie też...
Ale nie analizuj tak przesadnie wszystkich czynów...
Postaraj sie nie narobić nic głupiego, ale po prostu zadbaj też o siebie. Idź na imprezę i nie przejmuj się co on o tym pomyśli.
Nie analizuję, po prostu chciałabym wywołać w nim zastrzyk zazdrości. Żeby zrozumiał co stracił ![]()
Pomysł dobry, ale miej to na uwadze, że w wielu przypadkach wykonanie nie jest już takie dobre
chłopak ewidentnie się waha, spraw żeby twoje czyny popchnęły go w tą pozytywną decyzję a nie przypadkiem - w tą gorszą ![]()
Pomysł dobry, ale miej to na uwadze, że w wielu przypadkach wykonanie nie jest już takie dobre
chłopak ewidentnie się waha, spraw żeby twoje czyny popchnęły go w tą pozytywną decyzję a nie przypadkiem - w tą gorszą
Dlatego napisałam wcześniej, że chciałabym go zrozumieć
Jest bardzo trudnym człowiekiem do zrozumienia i dlatego sama nie wiem już co robić żeby go jakoś odzyskać z powrotem. Wiem, wiem. Dać spokój i się nie odzywać. To mam na pierwszym miejscu obecnie, ale chciałabym móc coś więcej robić. Mieszkamy w dwóch różnych końcach miasta więc widywanie się "przypadkowo" na ulicy nie wchodzi w grę ![]()
Witajcie,
Kolejny dzień przede mną. Myślałam, że jak pójdę się zabawić to będzie mi łatwiej, a otóż nie... Wielu przystojnych facetów starało się o mnie i o moje względy w klubie dzisiejszej nocy, ale nie potrafiłam dać im szansy. Jak tylko się do mnie zbliżali to czułam jak bardzo brakuje mi dotyku, oddechu i uczucia mojego byłego... Wychodząc z imprezy o 3 nad ranem zrozumiałam jak bardzo mi go brakuje co starałam się zaretuszować innymi zajęciami w całym tygodniu. Wróciłam do punktu wyjścia.