Aktualnie kończę III rok pracy socjalnej. W sierpniu mam obronę pracy licencjackiej i tu pojawia się problem gdyż nie wiem zupełnie co dalej ze sobą zrobić. Kierunek ogólnie mi się podoba i wiem jedno, że chcę robić magistra ale nie wiem czy dziennie czy zaocznie.
Licencjat robię dziennie i mieszkam w mieście, w którym studiuje. Problem w tym, że nie lubię miasta męczę się tu i naprawdę nie mogę doczekać się weekendów kiedy mogę wreszcie wrócić do siebie do domu. Z tego powodu pod uwagę biorę 2 opcje:
1. Studia dzienne na identycznym lub pokrewnym kierunku ale codzienny dojazd z miejsca zamieszkania (ok 60 km),dodatkowo ukończenie jakichś kursów, czy też uczestnictwo w wolontariacie. Jeśli się uda chciałabym znaleźć nawet dorywczą pracę byle wpadło parę groszy. Chociaż w mojej okolicy o prace naprawdę ciężko zwłaszcza dla studentów czy ludzi młodych. Ale na dziennych studiach i bez pracy jakoś sobie człowiek da radę bo nie trzeba płacić za nie a rodzice powiedzieli że dojazdy do szkoły na dzienne studia mi opłacą.
2. Studia zaoczne również na tym samym kierunku. Jednak rodzice z góry mi powiedzieli, że za studia zaoczne nie będą mi płacić gdyż dla nich "studia zaoczne to nie studia i szkoda na nie czasu i pieniędzy", taki ich pogląd i na pewno go nie zmienią. Tak więc wybierając tą opcję na pewno odrobiła bym staż ale boję się , że po ukończeniu stażu nie znajdę zatrudnienia, a za coś będę musiała opłacic przecież studia. Moja koleżanka (studiuje ten sam kierunek tylko zaocznie) przez 3 lata studiów zaocznych szukała pracy i nic nie znalazła nawet w głupim tesco czy biedronce nie mówiąc już nawet o pracy w zawodzie gdzie jak usłyszeli że nie ma ukończonego magistra nawet z nią rozmawiać nie chcieli.
Już sama nie wiem lepiej zaryzykować i iść na zaoczne czy bezpiecznie wybrać dzienne i zrobić kilka kursów jak sądzicie?