Witajcie
byłam z chłopakiem 2 lata. Ostatnio nie układało się zbyt dobrze często wyjeżdżał i kłóciliśmy się o to. Po pewniej kłótni rozstaliśmy się, powiedział mi kilka dni później, że albo się spotkamy albo to naprawdę będzie koniec bo poznał inną. Ta wiadomość dobiła mnie, bolało strasznie że 2 dni po kłótni znalazł inną. Nie odzywałam się miesiąc do niego. Po msc odezwał się on mówiąc, że nikogo nie poznał, że był z kolegami na dyskotece i raz tam z kimś zatańczył i tyle. Dużo mnie to kosztowało, żeby zapomnieć bo pamiętałam jak się czułam przez tamten miesiąc. Jednak wybaczyłam mu to bo przecież mnie nie zdradził a zatańczyć z kims to nie zdrada. Ciagle przekonywał, że tylko ja się licze, ze tamtej nie zna nawet nie wie jak się nazywa nie rozmawiał z nią nigdy itd. Nie dawało mi to spokoju i odnalazłam ta dziewczynę i zapytałam wprost co ją łączyło co się wydarzyło. Powiedziała mi, że się spotkali na tej dyskotece zatańczyli i tyle jednak kilka dni później on się do niej odezwał. Rozwaliło mnie to:/ poczułam się jak idiotka której wmawiano i oszukiwano ją, że nigdy z nią nie rozmawiał nie miał kontaktu a sam pierwszy do niej pisze. Powiedziałam mu o tym. Zapytałam się kto to jest ta i ta dziewczyna to zaczął głupa udawać, że nie wie o kogo chodzi. Poźniej oczywiście się przyznał i powiedział, że nie dowiedziaąłm się o tym bo widział jak bardzo to przezywam wiec nie chciał żeby było mi bardziej przykro. Tylko szkoda, że nie pomyślał, że kiedy się dowiem będzie mi bardziej przykro bo przez 1,5 miesiąca wmawiał mi, że jej nie zna. To boli:/ nie umiem sobie poradzić a do tego on pisze jeszcze i prosi o wybaczenie i mówi, że sobie nie daruje tego jak mnie straci.