Dzień dobry Drogie Panie! Na samym początku zaznaczam, że jestem facetem, którego na forum przysłała inna użytkowniczka, gdy podzieliłem się z nią swoimi przemyśleniami. Zacznę więc, od przybliżenia Wam mojej sytuacji.
Jakieś pól roku temu straciłem moją kobietę, z którą budowałem poważny, kilkuletni i udany związek. Jej uczucie do mnie się skończyło i postanowiła, że musimy się rozstać. Przeżywałem to bardzo ciężko ale stwierdziłem, że nic na siłę a miłość to już na pewno nie, a z czasem z pewnością będzie żałować swojej decyzji. Po pewnym czasie zacząłem interesować się innymi kobietami, żeby znów zacząć żyć jak człowiek, uśmiechać się, wychodzić i uczuć interesującym dla Was. I nie wiadomo nawet kiedy, zacząłem flirtować z dziewczyną, z którą razem studiuję, tak w ramach, aby sprawdzić czy na prawdę jest taka pewna siebie jaką udaje. A zaznaczyć muszę, że jako kobieta podobała mi się już wcześniej, no ale przecież byłem zajęty i zakochany. W pewien piątek zorganizowałem imprezę. Obiekt moich zainteresowań się na niej pojawił, chociaż wcześniej był niezdecydowany i coś tam marudził, że może przyjdzie. I wiecie co...tak się poukładało, że wyszliśmy razem do klubu potańczyć. Tańczyło się cudowanie, dała się prowadzić na parkiecie i czułem, że ten taniec Nas elektryzuje. Dlatego ją pocałowałem. Jej zdziwienie, wyraz twarzy, rumieńce na policzkach i dekolcie, ogromne oczy i rozchylone usta w geście totalnego zaskoczenia były niesamowite. Po tym powiedziałem, że miałem na to ochotę od dawna, a Ona stwierdziła to samo, że od samego początku mnie obserwuje a po zakończeniu nauki zaplanowała mnie pocałować (to chyba typ romantyczki)Tańczyliśmy i całowaliśmy się dalej. Nadszedł ranek odprowadziłem ją do domu i postanowiłem, że nie będzie, to dla mnie nic znaczyło, bo nauczony doświadczeniem, stwierdziłem, że dla niej to za pewne będzie przyjemna przygoda i tyle. Zaczął się tydzień zajęć. Na uczelni chodziłem na uszach, po ścianach, sufitach tylko gdy na nią spojrzałem. Jej zakłopotanie po weekendzie było słodkie. I wiecie co...przemęczyłem się tak do piątku, i zaproponowałem jej spotkanie. O dziwno zgodziła i znów było tak świetnie jak przed tygodniem. Po klubie wróciliśmy do mniej, do łóżka, nadzy ale grzeczni i pozostaliśmy tam do rana cały czas rozmawiając. Dowiedziałem się, że Ona też została porzucona przez swojego faceta 2 lata temu. Nowy tydzień zajęć...przerwy spędzamy w szatni na namiętnych pocałunkach...reszta roku zaczyna widzieć jak się wymykamy i te elektryzujące spojrzenia, a ją nakręca atmosfera tajemnicy. Mijają kolejne wspólne weekendy, które cały czas planuje i organizuje ja, tak jak spotkania w szatni czy pozostałe formy kontaktu. Zaproponowałem nawet wspólny wyjazd na majówkę. Ten pomysł bardzo jej się spodobał i chyba jedziemy. Słyszę masę komplementów. Bardzo dobrze, jak dotąd to wygląda prawda ? Ale...bo ale są zawsze. W czerwcu kończymy studia. Ja mieszkam 200km od miasta gdzie się uczymy i gdzie ona mieszak. Jej pozostał rok nauki na drugiej uczelni. Z trudnością przychodzi jej zainicjowanie spotkania, zaproponowanie pójścia do naszego punktu spotkań, odezwanie się pierwszej podczas weekendu, czy odpisanie na mojego miłego sms'a. Spotykamy się ponad miesiąc, z ostatniego spotkania się wymigała, jednym sms'em chociaż powiedziała, że fajnie będzie znów się spotkać. Zauważyłem, że prowadzi dość towarzyskie życie wśród licznych znajomych. Raz usłyszałem od niej, że nie chce się zakochać. A gdy po jakimś czasie zapytałem, czy dalej tak uważa, tylko mocno się do mnie przytuliła. Minęło trochę czasu ale jeszcze nie zaprosiła mnie do siebie, mówi, że woli spotykać się u mnie. Dopytuje, też jak mają się sprawy z moją byłą. Co planuje na wakacje. namawia mnie do rzucenia palenia...i właśnie dzisiaj mam 2 dzień bez tytoniu a palę od gimnazjum ![]()
I tu moje pytania: myślicie, że Ona obawia się zaangażowania, w to co teraz między nami się dzieje i te jej wycofanie to taka obrona ? Oczekuje ode mnie, że zainicjuje poważną rozmowę na temat "co dalej?". Raz nawet ona zadała mi podobne pytanie ale odbiłem jej tekstem "zobaczymy". Boi się zaangażować bo dalej ma w głowie swojej poprzednie rozstanie? Traktuje to jako przygodę? Czy to ja, mógłbym być bardziej otwarty i pokazać, że całkiem poważeni o niej myślę, i chce zobaczyć w co to może się przerodzić? bo przyznam, że boję się ponownego zaangażowania i olania w dość krótkim czasie.